Szczęście można zobaczyć?

Postać: Dziecko z bagien

Zdarzenie: Świat bez prądu

Dodatkowo występują: błędne ogniki, bagiennik

 

Marta nie lubiła listopada – był zimny, mokry i ponury. Do tego wcześnie zapadał zmrok, przez co wizyty u Zuzi skracała do minimum. Choć najchętniej nie wychodziłaby z przytulnego pokoiku wyłożonego tapetą malowaną w wielkie, kolorowe kwiaty. Mogła tylko pomarzyć o takim i mimo że lubiła swoje łóżko stojące w kącie, a niedawno tata zbudował dębowe biurko przy którym mogła wygodnie odrabiać lekcje – bywały chwile, kiedy zazdrościła koleżance.

 

Tego dnia trochę się zasiedziała. Mama Zuzi uszyła nowe sukienki, w tym jedną specjalnie dla jej lalki. Była to najpiękniejsza kreacja, zielona w liczne plisy i falbanki. Miała bufiaste rękawy wykończone białym wywinięciem, a przepasana była szarfą, zawiązaną na plecach w kokardę.

Dziewczynki wystroiły lalki w nowe stroje i urządziły bal. Całe popołudnie tańczyły wraz z pluszowymi misiami w rytm muzyki, której nie było, i zajadały się chrupiącymi ciasteczkami. Nie zauważyły, kiedy zaczęło zmierzchać.

 

Tata Zuzi proponował, że odprowadzi Martę do domu, ale nie chciała sprawiać kłopotu. Usadziła lalkę w koszyku roweru, podłączyła dynamo i ruszyła w kiepsko oświetloną drogę, którą przebywała już wielokrotnie. Dynamo piszczało żałośnie przy każdym naciśnięciu pedałów, a lampka mrugała jakby w odpowiedzi na dźwięki – im głośniejsze skrzypienie, tym jaśniejsze światło. Kilkukrotnie obejrzała się na rozświetlony dom i kiedy zniknął za drzewami, podkradł się niepokój. Dobrze znany las stał się nieprzyjazny, czuła się jak intruz zakłócający spokój śpiących drzew.

Przez chwilę rozważała wyłączenie lampki, żeby pozostały kawałek dzielący ją od domu przebyć w ciszy, ale bała się, że zgubi drogę. Zwolniła tylko, dzięki czemu piski przycichły.

Nagle zewsząd zaczęło docierać cykanie świerszczy i ciche rechotanie żab. Zdziwiona zasłuchała się w melodię nocy, która pasowała bardziej do środka lata, niż późnej jesieni. Co jakiś czas pohukiwała sowa ukryta w gałęziach drzew, zagwizdała kropiatka przemykająca pomiędzy gęsto rosnącymi krzakami, a raz usłyszała dochodzący z daleka tęskny krzyk żurawia.

Nawet tak piękny koncert nie przekonał jej do zatrzymania roweru. Chciała jak najszybciej znaleźć się w przytulnym domu rozgrzanym przez stary piec kaflowy.

 

Niepokój powrócił, kiedy przestała poznawać zakręty. Droga powinna prowadzić prosto aż do drewnianego płotu. Tam zawsze skręcała w lewo, a kiedy mijała rozłożysty dąb, widziała zarys domu. Tymczasem ścieżka wiła się niczym zaskroniec, który nieopacznie wszedł na plamę piasku i nie potrafił się uwolnić. Co gorsza zaczęła się zwężać, ciemne konary rosły coraz bliżej siebie, prawie przysłaniając bezgwiezdne niebo zasnute chmurami. Zerwał się silny wiatr. Szarpał kucyki Marty i sukienkę lalki zupełnie, jakby chciał je porwać do zabawy, na którą nie miała ochoty. Łzy bezsilności cisnęły jej się pod powieki, kiedy z trudem pedałowała, byle tylko utrzymać migotliwe światełko. Nie chciała, żeby ciemność wygrała. Co jakiś czas dostrzegała oczy wyglądające zza drzew. Zastanawiała się, czy nie zwabiło ich piszczenie roweru, ale miała nadzieję, że blask lampki utrzyma je z dala; najlepiej w wyobraźni.

Wtem, między drzewami, ujrzała drobny płomyk unoszący się tuż nad ziemią. Z początku bladoniebieski, przechodził powoli w błękit i granat, migocząc i tańcząc tuż nad powierzchnią stawu. Marta wciąż pedałowała, ale wolniej. Urzeczona obserwowała pokaz, nie mogąc oderwać od niego wzroku. Po chwili do pojedynczego ognika dołączyły setki, a później tysiące podobnych. Jedne nie poruszały się wcale, inne przeskakiwały z miejsca na miejsce, unosiły się by zniknąć, bądź wesoło migotały.

Nie zauważyła, kiedy skręciła ze ścieżki i wjechała w mokradło. Przednie koło zapadło się całkowicie. Wytrącona z równowagi wpadła w krzaki, które pokaleczyły jej buzię i dłonie. Nie zważając na gałązki we włosach i kożuszku, rzuciła się do wyciągania roweru. Przerażała ją całkowita ciemność, zniknęły nawet światełka, które podziwiała chwilę wcześniej. Szarpała ile sił, coś cmoknęło głośno, po czym koło zapadło się jeszcze bardziej.

Zrezygnowana usiadła pośrodku ścieżki i gorzko zapłakała. Nie dość, że straciła jedyne źródło światła i nadzieję na powrót do domu. Zgubiła też lalkę.

 

Straciła rachubę czasu. Nie mogła obserwować wędrówki księżyca, skrytego za gęstą warstwą chmur zasnuwających niebo. Ciemniej już się nie robiło, przez co nie miała pojęcia ile przyjdzie jej czekać na wschód słońca.

Woda zabulgotała nieopodal, po chwili poczuła w dłoni coś zimnego i śliskiego. Krzyknęła, a w odpowiedzi coś szybko się cofnęło. Przez łzy dostrzegła nikły blask tuż przy twarzy. Usłyszała zapowietrzony, lekko ochrypnięty głos, szepczący jej do ucha:

— Wrócą. Nie patrz, nie daj się zwabić.

Zdołała wydobyć z siebie jedynie wysokie, piskliwe „c-c-coo?”.

— Ogniki. Wabią. Idź ze mną, nie z nimi.

Zimne coś znów złapało ją za rękę. Spodziewała się, że stworzenie ruszy przed siebie, lecz tkwiło w miejscu. Chwilę trwali w kompletnej ciszy i ciemności, aż w oddali znów zapłonął błękitny płomień. Był piękny, wręcz hipnotyzujący. Marta szybko zasłoniła oczy, żeby jej nie kusił.

— Kim jesteś? — Bała się spojrzeć, lecz ciekawość nie pozwoliła na milczącą akceptację sytuacji.

— Mieszkańcem.

Ścisnęła lekko zimne coś trzymające ją za rękę. Przypominało dłoń. Całą pokrytą szlamem i wodorostami, może trochę zbyt smukłą, ale zadziwiająco ludzką. Wciąż nie była pewna, czy ufać jej właścicielowi. Postanowiła dać mu szansę.

— Czemu ostrzegasz mnie przed ognikami?

— Chcę pomóc. Widziałem szczęście, chcę żeby zostało.

— Szczęście można zobaczyć? — zdziwiła się.

— Na twarzy. Wcześniej, jak wyszłaś z jasnego.

Zamyśliła się głęboko. Z jakiegoś powodu fakt, że stworzenie trwało przy niej, nie poganiało i cierpliwie odpowiadało na pytania sprawił, że zaczęła je lubić. „Gdyby chciało mnie skrzywdzić, już by to zrobiło” — pomyślała naiwnie.

— Jak mam cię nazywać? — Uznała, że łatwiej zaufać komuś z imieniem.

— Nie mam nazwy.

— To ja dam ci imię. Może być Coś? — Stworzenie wydało pomruk aprobaty. Już się nie wahała. — Pójdę z tobą — oświadczyła z uśmiechem. Trzymająca ją dłoń lekko wzmocniła uścisk.

 

Coś prowadził ją krętymi ścieżkami, na których od lat nie stanęła ludzka stopa. Szli w ciszy, którą zakłócały jedynie dźwięki ich kroków – delikatne stąpanie dziewczynki i plaskanie stóp prowadzącego ją stworzenia. Cały czas trzymali się za ręce.

Chmury przerzedziły się, przepuszczając nikłe światło księżyca, dzięki czemu Marta miała okazję podziwiać drzewa wyrastające ze stawów i trzęsawisk. Tafla wody przy brzegu zniekształcała odbicia, zaś dalej widok zakrywała gęsta mgła unosząca się nad powierzchnią. Liście szumiały na delikatnym wietrze i tylko co jakiś czas pojawiał się pojedynczy ognik. Nie była sama, więc już się nie bała.

 

Noc wciąż była czarna, kiedy dotarli na skraj lasu, do rozpadającego się płotu. Marta zrobiła krok poza granicę drzew i poczuła, jak wciąż zimna dłoń wysuwa się z jej palców. Odwróciła się pożegnać Cosia i podziękować za ratunek, lecz zobaczyła tylko pustą ścieżkę znikającą między drzewami.

— Dziękuję — mimo wszystko krzyknęła w ciemność.

Puściła się biegiem w dalszą drogę. Już po chwili dotarła do dębu i zobaczyła zarys domu. W oknach paliły się świeczki, a na werandzie stała ciemna postać szczelnie owinięta płaszczem. Mama.

Spotkały się w połowie drogi. Trwały w objęciach, póki oddechy obu się nie uspokoiły.

Niedługo później wrócił tata. W jednej ręce trzymał latarkę pożyczoną od sąsiada i ciastka, które dostał od mamy Zuzi. W drugiej zaś ściskał zabłoconą lalkę.

— Zgubiłaś ją na schodach — jego głos lekko drżał, tak samo jak dłoń, którą wyciągnął w kierunku Marty.

Szepnęła cichutkie „dziękuję” i uśmiechnęła się promiennie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 12

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Trening Wyobraźni 4 miesiące temu
    Witamy nowy tekst! :)
  • pkropka 4 miesiące temu
    Witam :)
  • Lamb 4 miesiące temu
    w rytm muzyki(,) której nie było(,) i zajadały - w nawiasach dodałam konieczne (wg mnie) przecinki.
    który nieopacznie wszedł na plamę piasku, z której nie - dość blisko który/której obok siebie.

    Ciekawe, z klimatem. Miejscami bardzo ładne, zwodzące opisy natury, nocy. Z zestawu wywiązałaś się git :).
  • pkropka 4 miesiące temu
    Przecinki przemyślę. Ostatnio zgłupiałam z nimi. Czytam książkę i dostawiłabym ze sto przecinków na stronę, więc staram się ograniczać ;)
    Który poprawię. Masz rację.

    Dzięki :)
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    Pkropka→No naprawdę szczerze bardzo mi tekst podszedł. Muszę jeszcze raz na spokojnie przeczytać, bo tak ciekawie napisałaś,
    że ''pędziłem'' do końca. Można by rzec, że ''coś''miało wspólnego z lalką. Różnie można kombinować. Na schodach którego domu.
    Tak napisałaś, że interpretacja nie jedna. Albo jako metafory czegoś. Czy naprawdę była w koszyku? .Tak lubię.Pozdrawiam→5
  • pkropka 4 miesiące temu
    Zawsze coś wykombinujesz :) Cieszę się bardzo :D
    Jak zawsze dziękuję że dzielisz się tym, co wykombinowałeś.
  • Aisak 4 miesiące temu
    Och, jak dobrze, że kończy się dobrze!
    Jak dobrze!
    Jak dobrze!
    Jak dobrze!

    Jednak wyobraziłam sobie coś zupełnie innego:
    Dziewczynka spotyka Postać, która ma dobre zamiary i zaprasza ją do zabawy. Dziewczynka i Postać zatracają się w radości i śmiechu nie zważając na czas. A czas jest wrogiem zabawy. Kiedy w końcu dziewczynka postanawia przerwać wspólne pląsy prosi Postać o wskazanie drogi, by mogła bezpiecznie wrócić do domu. Zaczyna świtać, dziewczynka dociera do domu, w którym nikt na nią nie czeka. Brudne szyby, obdarte drzwi, uschnięte rabatki kwiatów...
    ***
    pkropka:

    Jeśli TWOJE opowiadanie inspiruje innych, to wiedz, że musi być dobre.
    Dlatego:
    5.
  • pkropka 4 miesiące temu
    :)
    Twoje wyobrażenie jest wyjątkowo w moich klimatach. Ale czasem trzeba napisać coś weselszego ;)
    Dzięki za Twoją wersję. Sprawiła mi przyjemność.
  • Agnieszka Gu 4 miesiące temu
    Witaj pkropko,
    Już myślałam, że na końcu... no, nie będę spojlerować ;)
    Opko fajne, ładnie i starannie napisane. Z sielanki płynnie przechodzimy do atmosfery napiecia i dreszczyku.
    Bardzo zgrabnie to napisałaś :) Podoba mi sie.
    Pozdrawiam :))
  • pkropka 4 miesiące temu
    Witaj Agnieszko :)
    Cieszę się, że przypadło Ci do gustu. Jestem ciekawa jakiego zakończenia się spodziewałaś, chociaż chyba się domyślam.
    Pozdrawiam też :D
  • JamCi 4 miesiące temu
    Ojej, ale fajne. Tak sie wchodzi w nie jak w mokradło. No jeszcze wrócę, bo tam w tekście było coś, co mnie urzekło i teraz nie umiem znaleźć. Bardzo lubię Twoje klimaty. Pozdrawiam :-)
  • pkropka 4 miesiące temu
    Fajnie, że do mnie zajrzałaś. Jak znajdziesz, daj znać ;)
    No, tylko żebym się nie zakisiła w tych klimatach. Nie można tak na jedno kopyto wszystkiego.
  • JamCi 4 miesiące temu
    pkropka No skąd. Cudne. Dziś już nie myślę. Ale znajdę. Diament był.
  • Adelajda 4 miesiące temu
    Ładne, momentami magiczne. Nie spodziewałam się jakoś szczęśliwego zakończenia, ale proszę jest :) Ciekawy pomysł, szczególnie z latarką. Piękny opis nocy.
    Pozdrówki.
  • pkropka 4 miesiące temu
    Dziękuję Adelajdo. Cieszę się, że udało mi się Cię zaskoczyć.
    Pozdrawiam cieplutko :)
  • kalaallisut 4 miesiące temu
    Szczęście maluje uśmiech na twarzy, ładne przesłanie i te zgubne zapatrzenie w powierzchowne piękno, które nie raz zwodzi, i zapomina się o tym co tak naprawdę jest ważne. Jest tu nuta napięcia, że coś się stanie, czar natury taki ale złowieszczy, jakby tylko prowadzily do sideł, i metafora zabrudzonej z błota lalki. Ciekawe i wciągające kropeczko
  • pkropka 4 miesiące temu
    Miło Cię widzieć :)
    Cieszę się, że tak to odebrałaś - czyli wyszło zgodnie z zamysłem. Dziękuję <3
  • alfonsyna 4 miesiące temu
    "Nie dość, że straciła jedyne źródło światła i nadzieję na powrót do domu. Zgubiła też lalkę." - z tego to bym zrobiła jedno zdanie, żeby była ciągłość - Nie dość, że straciła jedyne źródło światła i nadzieję na powrót do domu, to zgubiła też lalkę.
    Świetny klimat Ci wyszedł, zaiste, bardzo popieram motywy słowiańskie i faktycznie można by znaleźć tu kilka różnych interpretacji, co jest dużym plusem. Ja trochę liczyłam na mniej szczęśliwe zakończenie, no ale cóż - dobre też się widać zdarzają. ;)
    Pozdrawiam :D
  • pkropka 4 miesiące temu
    Myślę, że uwaga jest zasadna, ale zostawię tak jak jest. Chciałam zatrzymać się przy fakcie, że lalka została w lesie.
    U mnie zazwyczaj są mało szczęśliwe zakończenia, czasem muszę to przełamać. Bo już mi zarzucają, że jestem przewidywana ;)
    Dzięki za wizytę i też pozdrawiam :D
  • Antoni Grycuk 4 miesiące temu
    Fikuśny tekst, taki fajowy, dziecinny i dorosły zarazem. Niezwykle pozytywny. Ale moim zdaniem ta pozytywność nieco zabiła go. Aż prosiło się o niedopowiedzenie.

    Pozdrawiam.

    p.s.
    Szczęście to [ ]. Reszta to erzace.
  • pkropka 4 miesiące temu
    Oj Antoni, Tobie ciężko dogodzić ;)
    Dzięki i też pozdrawiam.

    P.S. Nauczyłeś mnie nowego słowa (o ile zapamiętam).
  • Antoni Grycuk 4 miesiące temu
    PKRopko,
    gratuluję wygranej! Czujesz się w nawiasach?
    Pozdrawiam.
    ps. Nie zapamiętuj, jeśli nie czujesz, że chcesz. Nic na siłę, tylko to, co chce serce, choć czasem głowa boli.
  • pkropka 4 miesiące temu
    Dziękuję :)
    Staram się codziennie czuć w nawiasach. Nie zawsze wychodzi, ale pomagacie.
    P.S. Chcę zapamiętać. Ale chcieć nie zawsze znaczy móc ;)
  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    Podoba mi się
    Fajny klimacik
    Mrok i miodzik
    Miło
  • pkropka 4 miesiące temu
    Cieszę się :)
    Pozdrawiam cieplutko
  • pasja 4 miesiące temu
    Pomiędzy rzeczywistością, a magią strachu zaszczepiającego w nas wewnętrznego lęku. Sami malujemy w swoim umyśle obrazy kiedy zaczyna nami rządzić strach. Nieskoordynowane ruchy, myśli i odgłosy powodują to, że widzimy wielokrotnie większe i mroczniejsze kształty, słyszymy ze zdwojoną siłą głosy lub słyszymy nieprzeniknioną ciszę, wtedy ona nie milczy, ona krzyczy wewnątrz nas.

    Ciekawy sposób opisania dziecięcej wyobraźni, innej niż u dorosłej osoby. Potrafiła wyciszyć strach i pójść z Cosiem.

    Pozdrawiam
  • pkropka 4 miesiące temu
    Oj tak, strach ma zgubny wpływ na człowieka. Chociaż potrafią urodzić się z niego ciekawe przygody :)
    Dziękuję serdecznie za jak zawsze piękny komentarz i też pozdrawiam <3
  • Trening Wyobraźni 4 miesiące temu
    Dzień dobry!
    Przypominamy o obdarowywaniu zestawami – dzisiaj o godz. 20.00.
    Pozdrawiamy :)
  • szopciuszek 4 miesiące temu
    Hej, Kropciu. ;)
    Dobry tekst, podoba mi się to, że kreatywnie podeszłaś do zestawu. Coś dobrze zrobiony, końcówka z tatą też bardzo mi podeszła. Pozdrawiam ^^
  • pkropka 4 miesiące temu
    Witaj Szopciuszku :)
    Cieszę się, że podeszło. I też pozdrawiam :D
  • Trening Wyobraźni 4 miesiące temu
    pkropka, oto Twój zestaw:
    Postać: Rozmarzona manicurzystka
    Zdarzenie: Chwila zwątpienia

    Gatunek (do wyboru): Pamiętnik/ Dziennik/ Retrospekcja lub (pod kątem Antologii) Horror i pochodne
    Czas na pisanie: 10 listopada (niedziela) godz. 19.00

    Powodzenia :)
  • pkropka 4 miesiące temu
    Dziękuję :)
  • Ritha 4 miesiące temu
    Hejo :)

    przy którym mogła wygodnie odrabiać lekcje – bywały chwile, w których zazdrościła koleżance – powtórzenie którym/których
    a w pasie przepasana była szarfą – przepasana w pasie to trochę takie masło maślane
    Zdziwiona zasłuchała się w melodii nocy – melodię*
    Nie dość, że straciła jedyne źródło światła i nadzieję na powrót do domu. Zgubiła też lalkę. Straciła rachubę czasu – 2 x straciła

    „— Kim jesteś? — Bała się spojrzeć, lecz ciekawość nie pozwoliła na milczącą akceptację sytuacji.
    — Mieszkańcem.
    Ścisnęła lekko zimne coś trzymające ją za rękę. Przypominało dłoń” – tutaj fajnie, w me gusta
    „— Jak mam cię nazywać? — Uznała, że łatwiej zaufać komuś z imieniem” – tu też, zacny tok myślenia

    Coś prowadził ją krętymi ścieżkami[,] na których od lat nie stanęła ludzka stopa.

    No świetny baśniowy klimat. Bardzo mi się podobało.
  • pkropka 4 miesiące temu
    Hejo :)

    Poprawki naniesione, chociaż z przepasaniem zabiłaś mi ćwieka. Jakoś tak miałam utarte "przepasana w pasie", że nie przyszło mi do głowy znaczenie słowa przepasany.

    Cieszę się, że przypadło do gustu. Swoją drogą pisałam do odgłosów bagna z youtube - Skrawki Puszczy. Uśmiałam się, jak po pół godziny rozwinęłam opis.

    Pozdrawiam!
  • Canulas 4 miesiące temu
    Noo, nie jestem fanem happy-endu, ale jakoś tam Ci wybaczę, że dziewczynka przeżyła. W pewien sposób dość inspirujące, bo podczas czytania chyba ze trzy zakończenia wymyśliłem.
    Strachowa opowiastaka, jednak dla mnie kapkę zbyt młodzieńca w zaadresowaniu.
    Pozdrox
  • pkropka 4 miesiące temu
    Doceniam, że mi wybaczyłeś. Dzięki ;)
    Sama wolę złe zakończenia, ale niestety czasem muszę zmienić ton.
    Pozdro :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania