Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

[TW 3.0 #1] Baśka i fajka: Mocarność

TW 3.0 #1

 

Odważny dzieciak

Brzegi purpurowej rzeki

Zbiorowy zawał

komedia

 

[Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci oraz zdarzeń jest przypadkowe i stanowi fikcję literacką.]

 

Wyła. Przeciągle kwiczała. Potem znów wyła. Chwilami złowieszczo i przeraźliwie, a w innych momentach rubasznie i z polotem. I zupełnie nic sobie z tego nie robiła. Co gorsza, wyglądała na szalenie zadowoloną z tych własnych peanów. Mocarna fajka spoczywała pomiędzy jej kolanami, podczas gdy kobieta energicznie wciskała w jej mocarną główkę, śmierdzący i wyjątkowo podejrzanie wyglądający tytoń. Chwilę później mocarny cybuch mocarnej fajki spoczął w jej ustach, kładąc tym samym tamę mocarnym dźwiękom, jakie wydobywały się do tej chwili z jej mocarnego gardła. Następnie leniwie opadła na oparcie porządnie sfatygowanego, acz mocarnego fotela kapitańskiego oraz zamaszystym ruchem ułożyła skrzyżowane nogi na panelu sterowniczym.

Tak oto, energiczna pani Barbara Szczepanowska zażywała błogiego, oczywiście mocarnego relaksu. Z nieco złośliwym uśmiechem na ustach, stanowiącym zapewne wynik niecnych myśli, nieśpiesznie wyciągnęła była a następnie ponownie włożyła cybuch fajki do ust i ze stosownym namaszczeniem, porządnie się zaciągnęła. Sekundę później, w sposób dużo bardziej energiczny niż sobie założyła, wypchnęła dym z płuc. Straszliwemu krztuszeniu towarzyszyło intensywne wybałuszenie oczu, które niemal natychmiast nabiegły krwią. Po tej chwilowej erupcji niespodziewanych wrażeń, ciężko oddychając, kobieta ponownie opadła na fotel. Zdarzenie to zachwiało, ale tylko na moment, jej upajanie się mocarnością własną i własnego otoczenia. Basia szybko się otrząsnęła i odzyskawszy wcześniejszy animusz, ponownie popłynęła na fali swej twórczej, żywiołowej ekspresji. Mocarnej ekspresji:

— Baśka miała zajebisty biust i tyłek też niczego soooobieee… kwik, kłik…. — rozlało się więc ponownie w kokpicie, raniąc zmysł słuchu i dobrego smaku wszelkim posiadaczom pojazdów, które nieopatrznie przelatywały obok jej górniczego transportowca. Zawieszona w próżni kosmicznej, w peryferyjnej strefie Układu Słonecznego, umilała sobie w ten sposób czas, czając się na pewnego skurczybyka, szuję i szubrawca, którego imienia w chwili obecnej, ze względu na ogrom wkurwienia jaki wobec niego żywiła, nie potrafiła wymawiać. Nie chciała wymawiać. I w ogóle nie życzyła sobie wymawiać! Kropka. Na samą myśl o tym, Basia zaczęła złowrogo dyszeć i machinalnie zmieniła nieco intonację swojej pieśni nad pieśniami.

— Basiunia czuła zajebisty wkurw i pięść co mocno daje w ryyyjaaa… kwik, kłik… — leciało więc beztrosko w eter, dając nieco znerwicowanej kobicinie złudne poczucie spokoju i relaksu. Do czasu.

 

Ojgyn pociągnął spory haust zimnego, śląskiego piwa, po czym rozglądając się leniwie po swojej kajucie, powolnym ruchem podkręcił gęstego wąsa, oblepionego teraz gęstą piwną pianą. Poruszał się leniwie. Leniwie myślał. Leniwie też upajał się rześkim smakiem chmielnej ambrozji. Niestety, degustację przerwał mu drażliwy brzęczyk komunikatora, który sprawił, że na twarz pirata wkradł się grymas bólu. Masywną swą łapą sięgnął więc on był po owo brzęczące urządzenie komunikacyjne i uciszywszy je stanowczym pacnięciem, ociężałym ruchem przysunął to, co z niego pozostało, do ust:

— Godej! — ryknął chrapliwie, bez zbędnej zwłoki.

— Sztajger, momy ten namiar na tom pierońskom dziołche. Ale ni bydziesz zadowolony.

— Czemu?

— Bo łona czai się na nos…

— Pierona, co ty godosz?

— Lepi pódź tu, Sztajger. Sam obaczysz…

No to Sztajger poszedł. Ale nie tak zwyczajnie, że się lekko podniósł z koi i żwawym krokiem potruchtał ku kokpitowi. Nie, po tych hektolitrach bimbru, które wypił dzień wcześniej, kiedy to świętował już zresztą po raz enty, swoją ucieczkę z więzienia. Zatem, on tam polazł. Czy może raczej - powlókł się. Zrobił to ospale i w asyście basowych pomruków i barytonowych pojękiwań, które wystękiwał z siebie naprzemiennie i nawet dość tak, rytmicznie. To, co przekazali mu kamraci, zmroziło gorącokrwistemu Sztajgerowi Ojgynowi krew w żyłach.

— Pani Basia je tam — zagaił pilot Bercik, wskazując jednocześnie palcem na jakiś punkt na mapie Układu Słonecznego. — No, jak żech już godoł, wyglondo, że łona się czai na nos.

Ojgyn zbladł a jego kamraci przez moment myśleli, że Sztajgera właśnie łapie zawał. Basia była kobitą jego życia, ale… Ojgyn, jak na prawdziwego herszta pirackiej bandy przystało, pragnął wolności, a ta zazdrosna o wszystko zołza, na pewno mu jej nie da. Oczywiście był jej wdzięczny za pomoc w ucieczce z więzienia, i tęsknił za jej przecudnie falującymi piersiami, i za czarnymi jak węgiel oczami, i za wyuzdanymi orgiami, a nawet za pełnym seksownego entuzjazmu wkurwieniem ale... bez namysłu, stanowczym ruchem nakazał pilotowi zrobić manewr zwrotny, i czym prędzej skierować kosmiczną szalupę na drugi koniec wszechświata.

 

Basia, gdy oddawała się eksploatacji górniczej na jakiejś planetoidzie, wyglądała jak zdziczały świr. Zgodnie z wyglądem, jaki sobą reprezentowała, działała energicznie i z wprawą, której mógł jej pozazdrościć niejeden narwany robotnik, obsługujący cały szpaler młotów udarowych jednocześnie. Drżenie całego transportowca i łoskot, którego źródłem była praca fedrownicza wykonywana przy użyciu: laserowej koparko-ładowarki, świdra sążnistego, wydrążarki turbinowej i tubalnej zgniatarko-rozdrabniarki naprężeniowej jakoś niespecjalnie ją rajcowały, ale cóż było robić. Żyć z czegoś trzeba było a tylko żywiołowa eksploatacja planetoid pozwalała na odrobienie zaległości wydobywczych i uzupełnienie gotówki. Zatem, pani Basia, jak na właścicielkę „Kosmicznego Przedsiębiorstwa Wydobywczego” przystało, siedziała sobie w najlepsze w roztrzęsionym kokpicie, z roztrzepaną fryzurą, z mocarną fajką w ustach, w otoczeniu dymu z tejże fajki i z zapałem godnym mistrza zawziętości, ze swoistą maestrią i wyluzowaniem, kierowała pracami swoich machin wydobywczych. Nauczona doświadczeniem nie drążyła potężnych szybów, ale rżnęła i rozdrabniała żelazną planetoidę, jak leci, wzniecając tym samym wokół niej strefę ze strzelającymi odłamami skalnymi oraz tumanami pyłu wszelakiego. Od wszędobylskiego dymu z fajki, co jakiś czas łapał ją kaszel lub doznawała zawrotów głowy. Skrzętnie to jednak olewała lub co najwyżej opatrywała mruczącym z podziwu komentarzem:

— Przeokrutny tytuń, przeokrutny… yhy... yhy... yyyyyyyyhy tfuuu! Kurwa... — kończyła kaszląc i spluwając jednocześnie.

 

Nie zauważyła gdy podlecieli, do reszty przejęta wydobywaniem cennych metali z kosmicznej skały. Dopiero wycie syren, spowodowane wystrzeleniem w jej kierunku stada torped spowodowało, iż skierowała swoje nieco przekrwione oczy w kierunku wizjera.

— Co, kurwa! — ryknęła jak sto diabłów, o mało nie dostając zawału serca. Błyskawicznie dopadła swoje stanowisko bojowe, jak szumnie nazywała „standaryzowany panel górniczy” i wobec absolutnego braku torped własnych, których to kiedyś zabroniono jej używać, zresztą z zupełnie niezrozumiałych dla niej powodów, zaczęła ciskać na oślep wszystkim czym miała załadowane wyrzutnie. A miała tego sporo. Cóż, może i Admirał Jak–Mu–Tam–Maczuga wspominał coś o zakazie torped, ale o trotylu, dynamicie i innym wybuchowym tałatajstwie, już nie. No, w każdym razie Basia tak sobie zinterpretowała te jego zakazy. Zatem w kierunku intruza poleciały domowej roboty akcesoria obronne, sprzedane jej onegdaj pokątnie przez pewnego łysego przemytnika, które to po osiągnięciu celu, wybuchały. Dopiero, gdy usłyszała w głośnikach znajomy głos, wykrzykujący: — „Baśka, kurwa! Ogarnij się! Z dzieckiem lecę!” — Nieco przystopowała.

— Wenfloniasty? — syknęła do komunikatora a następnie podeszła do wizjera i używając zdezelowanych pokręteł, wyostrzyła dokładnie obraz. Na ekranie zamajaczył statek Canulasa alias Wenfloniastego, z nieco pokiereszowaną już teraz, boczną karoserią.

— A kto by miał być! Ślepa jesteś?

— No, mam coś jakby… — Baśka przez chwilę zezowała na ekran w kierunku przemytniczego ścigacza. — Hm... coś jakby od kreta? Jak żeż to się nazywa…

— ?

— Ślepa kurzota…? — Baśka na chwilę zmarszczyła brwi, myśląc intensywnie.

— Chyba… kurza ślepota!? — poirytowany głos przemytnika zawisł w kokpicie transportowca.

— A tak, faktycznie — odpowiedziała, kiwając potakująco głową.

— Kur… — Canulas ledwo się powstrzymał i już ściszonym głosem dodał. — Dziecko tu mam, nie mogę tak gadać. Ale mniejsza z tym — ciągnął dalej, siląc się na beztroski głos. — Chcieliśmy ci zrobić niespodziankę a ty walisz w nas moimi wynalazkami?! Zwoje ci się w łepetynie powykręcały? Oj, tak nie można Basiu...

— Patrz na swój łeb! Strzelałeś do mnie!

— Oj, tam zaraz „strzelałeś”. To tylko moja Czarnooka córka. I nie strzelała tylko… hm… no… bawiła się. Nie można?

— Bawiła? Kur… — Basia również w ostatniej chwili się powstrzymała – wiadomo, dziecko. — Dobra, czego chcesz Wenflon? Gadaj szybko, bom aktualnie ździebko zajęta.

— Cóż… Jak wiesz, moja córeczka bardzo cię lubi a jej matka… no sama rozumiesz… w dzisiejszych czasach nawet baby–kosmitki robią kariery, jeżdżą na jakieś konferencje, zjazdy… więc mi ją podrzuciła na kilka dni, a do kosmicznego przedszkola nam jej nie przyjmą, bo… zresztą, mniejsza z tym…

— …Bo powybijałam tam czterem frajerom po kilka zębów — Mała usłużnie pośpieszyła z wyjaśnieniem.

— No, taki mały zamęcik się tam wkradł. Sama rozumiesz, Basiu — Canulas zaśmiał się nerwowo. — Ale w gruncie rzeczy, to grzeczna dziewczynka — ciągnął dalej poważnie.

— Jak ty, ciociu. — Czarnooka ponownie uznała, iż powinna zabrać głos w rozmowie.

— Siedź cicho! — Canulas zganił córkę, po czym kontynuował lekko roztrzęsionym głosem. — No wiesz Basiu, Mała ma dryg do rozpierduchy, ale mniejsza z tym. Hm… to jest, co to ja chciałem rzec… A wracając do tematu. To tylko na kilka dni… Na brzeg purpurowej rzeki muszę lecieć, a tam, sama rozumiesz…

Baśka rozumiała aż za dobrze, ale w głębi serca lubiła swoją chrześnicę, więc Mała Czarnooka szybko znalazła się na pokładzie górniczego transportowca. Na odchodnym Baśka zakrzyknęła jeszcze w kierunku przemytniczego ścigacza:

— Tylko mi później nie jęcz… — nie zdołała jednak dokończyć, bo Canulas był szybszy:

— Dobra, dzięki. Wielcem konteny, ale teraz nie mam czasu gadać. Sama rozumiesz. Muszę lecieć imitować pracę, bo mnie później zajebią… Wicie rozumicie. Bajo.

I tyle go widziały. Jednak żadna z nich nie zawracała sobie tym głowy. Szykował się bardzo intrygujący okres, podczas którego sprytny i odważny czarnooki dzieciak i energiczna, pełna werwy ciocia Basia miały pokazać światu, na co je stać.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bożena Joanna 2 miesiące temu
    Fajnnie spotkać się z Twoimi bohaterami. Groźny Ojgyn boi się Baśki i ucieka natomiast pan Canulas i jego córeczka z pomocą Baśki zadziwią nas. Czekam na kolejny odcinek serii. Serdeczne pozdrowienia!
  • Agnieszka Gu 2 miesiące temu
    Witam,
    Dziękuje za odwiedziny i ślad w postaci miłego komentarza :)) Pozdrawiam serdecznie :)
  • Freya 2 miesiące temu
    "na szalenie zadowoloną z tych własnych penów." - w pewnym kontekście mogłoby to zainteresić Canulasa, ale raczej chodzi o słówko - peanów :)
    "Chwilę później mocarny cybuch mocarnej fajki spoczął w jej ustach, kładąc tym samym tamę mocarnym dźwiękom, jakie wydobywały się do tej chwili z jej mocarnego gardła." - Ok. Ogłaszam iż wyraz "mocarny" jest Tobie znany :)
    "Masywną swą łapą sięgną" - sięgnął
    "że się lekko podniósł z koji" - koi - to nie jest łatwy wyraz
    Twgl. bardzo fajne są rybki Koi - odmiana karpia... są po prostu śliczne! O!
    "mógł jej pozazdrościć nie jeden" - niejeden
    "jakoś nie specjalnie ją rajcowały," - niespecjalnie
    "sprzedane jej onegdaj pokątnie pewnego łysego przemytnika," - przez
    "Jak rzesz to się nazywa…" - żesz - gwara czy żargon swoją drogą, lecz pewne zasady muszą być
    "— Dobra, czego chcesz Wneflon?" - Wenflon

    No... fajny tekścik w kosmicznym albo nawet komiksowym ujęciu. Rodzinne perypetie przeniesione na pokłady galaktycznych krążowników z obsadą górników. Domyślam się, że jest jakimś n-tym odcinkiem serii :) Pozdrawiam
  • Adam T 2 miesiące temu
    Jeśli już o zasadach mowa, to "żeż"
    https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Ozez-ty;137.html.
  • Agnieszka Gu 2 miesiące temu
    Witam,
    Dzięki za komentarz z uwagami. Zakasam ręce i lecę korygować :))
    Co do jednej z uwag - tak, jest to część większej całości, ale tak napisana, aby jako odrębny rozdział, tworzyła integralną całość. Można znać, a nie koniecznie trza, to co było wcześniej ;))
    Pozdrowionka :))
  • Agnieszka Gu 2 miesiące temu
    Dzięki Adam, zaraz to obadam ;))
    PS. Ale mi się zrymowało ;))
  • Adam T 2 miesiące temu
    No i jest ten luz. Luzik nawet. Bez zadęcia, czysta zabawa, wariackie opisy, Baśką w formie, chociaż "Leże se i kwicze se, łooo jee..." żadna pieśń nie pobije ;)
    Pozdrofil ;)
  • Agnieszka Gu 2 miesiące temu
    Dzięki Adamie T ;)
    A odnośnie "...Leże se i kwicze se, łooo jee..." żadna pieśń nie pobije ;)" — przyjmuję wyzwanie (w imieniu Basiencji ;))
    Pozdrowionka ;)
  • Kim 2 miesiące temu
    Super się czyta, używasz fajnego języka, przesmiewczego stylu z nutką zabawnych kolokwializmow. Basia śmieszna, swojska babka jest. Z pazurem. Piąteczka dla Basi i dla Ciebie :D
    Pozdrawiam!
  • Agnieszka Gu 2 miesiące temu
    Witaj Kim :)
    Dzięki, żeś luknęła na moje skromne podwórko :) Thanks za piąteczki ;)
    Uśmiech leci :))
  • Maurycy Lesniewski 2 miesiące temu
    No i Baśka wróciła! :)
    Jak skończyła się tamta Twoja seria o Baśce, to odczułem taki jakiś niedosyt. Fajnie, że jeszcze powstają z nią kolejne opowiadania, pisane w tym Twoim zawadiackim i z humorem stylu :)
    Pozdrawiam:)
  • Agnieszka Gu 2 miesiące temu
    Witaj Maurycy ;)
    Wiesz jak to jest, Baśki się tak łatwo nie idzie pozbyć ;)) Jest uparta jak osioł i jak już się uczepi to trudno ją odgonić. Zatem trochę się z nią pomęczymy jeszcze tutaj ;))
    Pozdrowionka i dzięki :)
  • pasja 2 miesiące temu
    Witam
    Baśka powróciła i to w jakim stylu. Ojgyn rozdarty, chciałby, ale się boi dyktatury Baśki.
    Teraz dopiero zatrzęsie się kosmos. Dwie kobiety i dużo energii.
    Fajny klimat i jadalne kobiety.
    Pozdrawiam
  • Agnieszka Gu 2 miesiące temu
    Witam,
    Dwie baby na pokładzie statku to będzie musiał być pogrom :D
    Dzięki, żeś zajrzała :)
    Pozdrowionka
  • Szudracz 2 miesiące temu
    Baśka z ognistym temperamentem. Ciocia teraz da przykład młodemu pokoleniu. :)'
    Muszę się cofnąć w czasie i przeczytać Basieńkę od początku. :)
  • Agnieszka Gu 2 miesiące temu
    Witam,
    Jeśli masz ochotę do przeczytania serii o Baśce to zapraszam:))
    Będę zaszczycona ;)
    Tymczasem dzięki żeś tutaj zajrzała :))
    Pozdrowionka :))
  • Agnieszka Gu 2 miesiące temu
    * na przeczytanie...
  • Trening Wyobraźni 2 miesiące temu
    Witamy kolejny tekst :)
  • Agnieszka Gu 2 miesiące temu
    ;))
  • Canulas 2 miesiące temu
    "— Dobra, dzięki. Wielcem konteny, ale teraz nie mam czasu gadać. Sama rozumiesz. Muszę lecieć imitować pracę, bo mnie później zajebią… Wicie rozumicie. Bajo." - ej, ej, ej. Wyczuwam przepiekielny, ocierający się o stalkowanie, reaserch ;) - Zajebiaszcze.

    No naprawdę, miło znów zawitać do panny Barbaby, Ojgyn, no i oczywiście... Canulardo.
    Wielcem kontenty
  • Agnieszka Gu 2 miesiące temu
    Heloł ;))

    "...ocierający się o stalkowanie, reaserch" — hehehe noooo ;)) masz kolego, przechlapane teroski ;))
    Nie ukrywam, że stanowisz sporą inspirację :D
    Bydzie tego wincy, więc wiesz...

    A wogóle, tom też wielce kontenta, żeś wielce kontenty :D
    Pazdrawljaju :D
  • Elorence 2 miesiące temu
    "— Godej! — ryknął chrapliwie, bez zbędnej zwłoki.
    — Sztajger, momy ten namiar na tom pierońskom dziołche. Ale ni bydziesz zadowolony.
    — Czemu?
    — Bo łona czai się na nos…
    — Pierona, co ty godosz?
    — Lepi pódź tu, Sztajger. Sam obaczysz…" - uwielbiam <3 Tak bardzo swojskie! Ale się uśmiałam. Uwielbiam gwarę śląską!

    Bardzo fajna komedia, taka na poziomie, mogłabym rzecz. Podobało mi się. Wkurzona Basia. Specyficzny Canulas. No i wybuchowa córka :D Miks idealny!
    Bardzo dobrze poradziłaś sobie ze zestawem :) Naprawdę nie wiem, jak Ty to robisz, że każdy zestaw jesteś w stanie wepchnąć do kosmosu. No wow i tyle.
    Pozdrawiam serdecznie :)
  • Agnieszka Gu 2 miesiące temu
    Witam,
    W serii z "Baśką" sporo było śląskiej gwary i będzie nadal, więc cieszę się, że ci to pasuje ;))

    "...że każdy zestaw jesteś w stanie wepchnąć do kosmosu." — no, tu mnie zaskoczyłaś tym spostrzeżeniem, ale... przeleciałam swoje publikacje i... masz rację. Faktycznie :)

    Dzięki, żeś zajrzała i przeczytała moje opowiadanko :))
    Tymczasem pozdrowionka :))
  • Ritha 2 miesiące temu
    Agu, przyszłam Cie poinformować, że mamy rekordową frekwencję na TW i to jest idealny moment na Twój come back :)))
    I co Ty na to? ;)
  • Luka 2 miesiące temu
    Ode mnie jak zawsze 5 :D Uwielbiam twoją Basiunię :D
  • Agnieszka Gu 2 miesiące temu
    Witam,
    Podziękował bałdzo :))

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania