TW #4 Baśń o Kachnie i Jurandzie

Postać: Topielica

Zdarzenie: Pół wieku w piwnicy

Gatunek: Baśń

 

Za górami, za lasami było sobie niewielkie miasteczko, a w tym miasteczku mieszkała najpiękniejsza para, jaką widzieliście. Dziewczyna, Kachna, miała twarz delikatną, usta jak pączek róży, lazurowe oczy, włosy jasne, lśniące w słońcu jak świeżo skoszone zboże. Chłopiec, Jurand, był wysoki i postawny, odważne spojrzenie kierował zawsze prosto w oczy rozmówcy, a orli nos dodawał jego rysom szlachetności. Serca ich były tak czyste jak czysta jest woda w górskim strumieniu. Zaglądasz, widzisz gładkie otoczaki i pragniesz tylko zanurzyć tam dłoń. Każdy, kto przebywał w ich obecności, czuł, że i jego dusza staje się czystsza i lżejsza. Nad domami, przy których się przechadzali, zawsze świeciło słońce, sklepiki, w których kupowali, zawsze miały klientów, a ze szkół, w których się uczyli, znikało chuligaństwo. Z tego powodu mieszkańcy miasteczka kochali Kachnę i Juranda, i wierzyli, że obecność tych dwojga ich własne życie czyni lepszym, a miasteczko odpornym na złe czary.

Z tego samego powodu Czarownica, mieszkająca w lesie nieopodal, tak gorąco nienawidziła tej dwójki, że od roku ich narodzin, czyli od osiemnastu lat, nic tylko knuła, jak dać im nauczkę. "Nie mogą być tacy idealni" myślała z zawiścią. "Nikt nie jest. Każdy ma element tego i owego. O, na przykład ja. Jestem zła, a jednak dałam kotu mleka, jak się tu taki przybłąkał. Na pewno mają jakąś słabą stronę i ja to udowodnię tym wszystkim naiwniakom, którzy tak ich uwielbiają".

Czarownica wiedziała, że Kachna i Jurand kochają się serdecznie i planują ślub, a także, że do ślubu przysięgli sobie czystość. I w tej właśnie przysiędze dostrzegła swoją szansę. "Młoda krew" szeptała do siebie leżąc w samotności, "młoda krew zawsze się burzy, wystarczy sposobność i na nic te ich świętoszkowate postanowienia".

Na skraju miasteczka stał sobie pusty dom, z ogrodem i sadzawką. Sporych rozmiarów tablica głosiła "NA SPRZEDAŻ - FOR SALE". Tu czarownica postanowiła przeprowadzić swój plan. Kiedy Kachna wyszła z domu załatwić sprawunki dla mamy, wrzuciła do kieszeni jej sukienki karteczkę o treści "Dziś o ósmej w domu na sprzedaż. Mam dla ciebie niespodziankę". Czarownica chciała dorysować serduszko, dla podkreślenia autentyczności notatki, jednak jej ręka nie mogła się na to zdobyć. "Trudno, pomyślała, obędzie się. Młodzi i zakochani uwierzą przecież we wszystko". Karteczkę o identycznej treści podrzuciła również Jurandowi, gdy ten pomagał ojcu myć auto.

Każde z nich znalazło swoją karteczkę, każde uśmiechnęło się promieniście i niecierpliwie czekało na wieczór. Tymczasem Czarownica musiała poczynić odpowiednie przygotowania. Wystawiła małżeńskie łóżko z baldachimem z domu do ogrodu i zadbała o świeżą, pachnącą pościel. Na trawie i kamieniach przygotowała świeczki, które zapali przed ósmą. "Zobaczymy, co na to nasze gołąbeczki", mamrotała do siebie, zacierając suche i kościste dłonie.

I rzeczywiście, młodzi byli urzeczeni sceną, którą zastali. Każde z nich przekonane, że to drugie się postarało, z ufnością przyjęło dar. Usiedli na łóżku, sprężyny zaskrzypiały, ptaszki rozpoczęły wieczorne trele, Jurand uśmiechnął się nieśmiało do Kachny, a dziewczyna odpowiedziała takim samym uśmiechem.

Uśmiechnęła się też Czarownica ukryta za żywopłotem. Nie mogła się wręcz doczekać dalszej części tego wieczoru. Wzięła ze sobą aparat, zrobi im zdjęcia, pokaże tym głupim ludziom w miasteczku i skończy się to idiotyczne uwielbienie dla młodych. A jak dobrze pójdzie, może i ją zacznie się bardziej szanować? Och, jak bardzo pragnęła, żeby się z nią liczono.

Jurand wziął Kachnę za rękę. Popatrzyli sobie w oczy.

"Dalej, dalej" gorączkowała się Czarownica, ale naturalnie nie zdradziła się ze swoją obecnością. Musi czekać. Inaczej wszystko zepsuje.

Jurand pocałował Kachnę. W same usta. Jednak był to pocałunek tak niewinny i lekki, że Czarownicę aż skręciło z obrzydzenia. Czekała, co będzie dalej, lecz młodzi siedzieli chwilę w milczeniu, aż wreszcie odezwał się Jurand.

- Droga Kachno. Bardzo cię kocham i szanuję.

- Ja cię też kocham i szanuję, drogi Jurandzie.

- Wielbię twoje ciało i chciałbym być z tobą jednym.

"Dalej, dalej" szeptała Czarownica, która zaczynała się niecierpliwić nie na żarty.

- Jednak właśnie dlatego, że tak bardzo cię kocham i szanuję, chcę poczekać, aż połączy nas święty węzeł małżeński.

- To dobrze, mój najdroższy, bo i ja pragnę tego samego.

Ucałowali się raz jeszcze, po czym wstali i wziąwszy się za ręce, zaczęli zmierzać w stronę furtki.

Jak się Czarownica wściekła! Jak zaklęła! Niedoczekanie! Taka okazja, a te niedołęgi NIC?! Zerwała się, przez żywopłot przeskoczyła, machnęła swoją laską, w jednej chwili Kachna wpadła do stawku, przemieniona w topielicę, Jurand natomiast, który właśnie rzucał się ukochanej na pomoc, znieruchomiał.

Czując, że nie może poruszyć ani ręką, ani nogą, jął błagać ją o litość.

- Jakże to, pani, nasze gorące serca ukryte w zimnych toniach i w marmurze… tak być nie może, błagamy o litość…

- Nic się nie bój, synek - zachichotała Czarownica. - To nie są żadne tonie, tylko stawek ogrodowy. A co do ciebie, to nie jesteś z marmuru, tylko z plastiku. Hihihi. RÓŻOWEGO. Ciekawe, jak teraz odczaruje was pocałunek prawdziwej miłości!

Nie czekając na odpowiedź, wskoczyła na miotłę i odleciała do swojej chatki.

Plastikowa rzeźba patrzyła w mętną wodę w stawie, wypatrując Kachny, która teraz nie była wcale piękna, lecz oślizgła i straszna. Jurand nadal jednak widział swoją narzeczoną tak, jak widział ją wcześniej, gdyż to jego serce patrzyło, a nie oczy.

- Kochana, nie bój się. Uratuję cię.

- Jak? - pytała dziewczyna ze smutkiem. - Jak mnie uratujesz, skoro nie możesz się ruszyć?

- Wreszcie ktoś mnie obudzi pocałunkiem miłości. Zobaczysz.

- Wtedy będziesz musiał ożenić się z tą osobą. Nie ze mną.

- Nie pokocham nikogo innego, przysięgam ci.

- Porzucisz tę, która cię uratowała?

Takie to niewesołe rozmowy toczyli ze sobą przez kilka dni. A może tygodni. Trudno powiedzieć, czas płynął im teraz w zupełnie innym rytmie.

Aż któregoś dnia dom kupił pewien dentysta, który przybył do miasteczka z przekonaniem, że na pewno nie ma tu porządnego stomatologa i z łatwością znajdzie pacjentów.

Łóżko kazał wstawić z powrotem do domu, było jeszcze całkiem porządne. Chwilę przyglądał się różowej rzeźbie młokosa stojącej przy stawku, po czym z niesmakiem wrzucił ją do piwnicy. Sam stawek nie interesował go wcale, więc wkrótce zarósł rzęsą i glonami. Tak to skończyły się rozmowy zakochanej pary, odtąd wszystkie dni i noce upływały im samotnie.

Całe miasteczko posmutniało. Słońce świeciło rzadziej, rzadziej też słychać było ptaki, a jeśli już to sroki i gawrony zamiast słowików i skowronków. Uczniowie gorzej się uczyli, a ludzie mniej uśmiechali. Nie potrafili być szczęśliwi, nie stykając się na co dzień z prawdziwym pięknem. Stale za czymś tęsknili, choć sami nie wiedzieli za czym. Czarownica wymazała Kachnę i Juranda z ich pamięci.

Tak mijały miesiące i lata. Jedyną pociechą Kachny było obserwowanie nieba, drzew i małych zwierzątek, które od czasu do czasu przychodziły do sadzawki się napić. Jedyną rozrywką Juranda było przysłuchiwanie się życiu dentysty, niestety to było tak nudne i jałowe, że chłopak głównie współczuł doktorowi, żałując, że nie może wejść do góry i podpowiedzieć, jak można tę nędzną egzystencję uczynić pełniejszą.

Minęło pół wieku. Dentysta zmarł, nie pozostawiwszy po sobie potomka. Dom znowu był na sprzedaż. Jurand zamknięty w plastikowym ciele i w piwnicy nasłuchiwał, jak kolejni chętni oglądają pomieszczenia, które sam już potrafiłby opisać sądząc po tym, co o nich słyszał. Aż wreszcie ktoś się zdecydował. Była to kobieta, z głosu sądząc, nie za młoda, nie za stara. Energiczna i uśmiechnięta. "Może kolejne pół wieku będzie przynajmniej ciekawsze do słuchania", pomyślał sobie Jurand.

Kobieta zamieszkała w swoim nowym domu. Po kilku dniach zeszła do piwnicy i zobaczyła tam różową rzeźbę. Podeszła bliżej, rzeźba wydała się jej niezwykle piękna. Orli nos, szlachetne rysy i ten nieokreślony smutek, który ją spowijał… Im dłużej się przyglądała, tym bardziej była zachwycona. I ten róż, cóż za oryginalny pomysł, cóż za niebanalny artysta musiał ją wykonać.

Dotknęła twarzy Juranda i miała wrażenie, że jest ciepła. Dotknęła jego włosów i miała wrażenie, że są miękkie. "Niebywałe", pomyślała, "absolutnie niebywałe". I nagle, tknięta impulsem, pocałowała chłopca prosto w usta.

W tej samej chwili jej oczom ukazał się żywy, piękny młodzieniec.

- Nie bój się, droga pani, gdyż właśnie zdjęłaś ze mnie czar.

Artystka nie wiedziała, co powiedzieć. Na razie trudno jej nawet było uwierzyć w to, co się stało.

- Zła czarownica zaklęła mnie w tę rzeźbę, a ty mnie właśnie pocałunkiem miłości przywróciłaś do mojej zwykłej postaci.

- Tak, rzeczywiście, nie mogłam się powstrzymać… - Niewiasta spojrzała na niego. - Czy to znaczy, że czeka nas ślub i wspólne, szczęśliwe życie?

Cóż miał jej odpowiedzieć? Czy mógł zranić jej serce wyznaniem, że ma już narzeczoną i ją jedyną szczerze miłuje? Lecz kobieta odezwała się pierwsza.

- Szczerze mówiąc pocałowałam cię tylko dla twojego piękna. Jestem artystką. Malarką. Kocham piękno. I tylko piękno. To ono zawładnęło moją duszą. Nie myślałam o założeniu rodziny…

Kamień spadł z serca Juranda: oto był wolny, nikogo nie ranił i mógł uratować swoją Kachnę. Nic więcej nie tłumacząc, w te pędy rzucił się do ogrodu i do sadzawki.

Topielica odpoczywała na dnie. Po tylu latach zaczynała wątpić, czy poczuje jeszcze wiatr na skórze i dotyk człowieka. Wtem zobaczyła twarz ukochanego spoglądającą w wodę. W pierwszej chwili myślała, że to przewidzenie, jednak twarz nie znikała i Kachna wynurzyła głowę. Jurand pocałował ją i Kachna również odzyskała swoją ludzką postać. Wyskoczyła z wody. Znowu była sobą.

Ile było śmiechu, ile radości, ile opowieści! Malarka przysłuchiwała się wszystkiemu z boku i nie wierzyła własnemu szczęściu. Uratowała prawdziwe piękno. Czy artysta może pragnąć czegoś więcej?

A miasteczko? Miasteczko też zauważyło zmianę. Jako pierwsi unieśli ku słońcu twarze niegdysiejsi rówieśnicy Kachny i Rolanda, teraz niemal siedemdziesięcioletni staruszkowie. Coś w nich, co było suche i martwe, ożyło nagle i zaczęło na powrót kwitnąć. Przypomnieli sobie swoich dawnych przyjaciół i zrozumieli, że coś przełamało zły czar, który od pół wieku wisiał nad miasteczkiem. Potem zmiany zauważyli też młodsi, a wreszcie dzieci, które bawiły się teraz tak wesoło, jak nigdy dotąd.

Kachna i Jurand wyprawili huczne wesele, zaprosili całe miasteczko, a na świadka poprosili artystkę. Czarownica zaś wyniosła się z lasu na zawsze, nie mogąc znieść tak obrzydliwie szczęśliwego zakończenia tej historii.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 10

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Trening Wyobraźni tydzień temu
    Witamy nowy tekst! :)
  • kalaallisut tydzień temu
    Jesień! Obrzydliwie idealna baśń o ideałach, o zazdrości i o miłości, która zwycięża wszystko :))) i to jak artysta ratuje ideał piękna sam zazwyczaj uchwycą go i zamyka w pięknej rzeźbie a tu jako wybawca, który ożywia ideał.
  • jesień2018 tydzień temu
    "Obrzydliwie idealna" hahaha. Dziękuję, Kala!
  • pkropka tydzień temu
    Pięknie napisana bajka, prawdziwie baśniowym językiem.
    Moje jedyne (bardzo drobne) ale, to czasy, w których je umieściłaś. Nowoczesność zgrzyta mi z językiem. Poza tym czyta się świetnie.
    Pomysł niebanalny, podoba mi się, że kochała piękno, a nie jego.
  • jesień2018 tydzień temu
    Tak, masz rację, język nie pasuje do współczesności, ale to taka baśń z przymrużeniem oka, trochę żartem pisana, stąd elementy klasycznej baśni (w tym język tych baśniowych bohaterów) tuż obok prostackich opisów zwykłej rzeczywistości. Celowa nieprzystawalność. Dzięki za pochylenie się, Pkropeczko:)
  • pkropka tydzień temu
    Domyślam się, dlatego to tylko malutkie ale :)
    Przy okazji zapomniałam napisać: Świetnie wykorzystałaś zestaw.
  • jesień2018 tydzień temu
    A dziękować, dziękować :)
  • Canulas tydzień temu
    Podręcznikowa baśń moim zdaniem. Ma wszystko. Nooo, mogliby jeszcze czarownicy odstrzelić łeb, ale no... zacne.
  • jesień2018 tydzień temu
    No co Ty, raczej do beczki z wrzącą smołą albo z ponabijanymi gwoździami można by było ją wrzucić. Jeśli do tej drugiej to jeszcze poturlać z górki ;) Prawdziwe baśnie bywają naprawdę brutalne. Ta jest taka no. Dla zabawy bardziej :) Dzięki za dobre słowo, Canulas!
  • Mia123a tydzień temu
    Witam i u Ciebie. Oj jesień, jesień ależ Ty wymiatasz. Nie wiem jak Ty to robisz, jak na to wpadasz i to piszesz, ale Ci wychodzi. Piękna bajka. Mądra, ciekawa. Oczywiście z bajkowy zakończeniem. Ale muszę się zgodzić Canem w tym wypadku, też był tą czarownice no wisz. Co. Ale tak serio już, to naprawdę kawał dobrego opowiadania :)
  • jesień2018 tydzień temu
    Mia, dzięki! Takie są te Twoje komentarze, że nie można się przestać uśmiechać! Ależ Ty masz energii, dziewczyno:)
  • Mia123a tydzień temu
    jesień2018 daj spokuj, to ta Twoja bajka, daje takiego pozytywnego kopa :)
  • jesień2018 tydzień temu
    Mia123a serio? To super:)
  • sensol tydzień temu
    FANTASTICZNE! jak zwykle prowadzisz czytelnika za rękę nie za szybko , nie za wolno. piękna historia. prawdziwa BAJKA, bo przecież w życiu to tak ni chu chu. nie ma tak dobrze. zazwyczaj czarownica wygrywa. czarownica jest zła ale to nie przeszkadza nikomu. wręcz przeciwnie. zawsze znajda się tacy, którzy będą czarownicę kochać i przekonywać, że nie! nie! to nie jest żadna czarownica. ona dobra jest. ona jest dobra, a ci młodzi piękni, dobrzy, to oni są ci źli. właśnie dlatego, że tacy dobrzy. ojej - zaczynam ściemniać... (krótko mówiąc -bardzo mi się podobało:))
  • jesień2018 tydzień temu
    Pewnie, że lepsza, bo dała kotkowi mleka, a kotki są słodkie. Dzięki wielkie, Sensol, sprawiasz mi radość swoimi komentarzami. Ale następnym razem musisz coś skrytykować, żebym mogła iść do przodu!;)
  • Adelajda tydzień temu
    "Każdy, kto przy przebywał w ich obecności, czuł, że i jego dusza staje się czystsza i lżejsza. " - nie wiem te 'przy' jakieś dziwne w tym zdaniu
    Zgrabnie napisana baśń. Wszystko ma swoje miejsce. Ładnie.
    Pozdrawiam.
  • jesień2018 tydzień temu
    Pewnie, że dziwne, bo to brud, dzięki za pokazanie. Z tel chyba nie mogę edytować, ale później poprawię. Miło, że zajrzałas. Też pozdrawiam, Adelajdo :)
  • Ritha 4 dni temu
    Haj :)

    „Nad domami, przy których się przechadzali, zawsze świeciło słońce, sklepiki, w których kupowali, zawsze miały klientów, a ze szkół, w których się uczyli, znikało chuligaństwo” – cóż za utopijna wizja

    „Nikt nie jest. Każdy ma element tego i owego. O, na przykład ja. Jestem zła, a jednak dałam kotu mleka, jak się tu taki przybłąkał” – hahahaha, fajna Czarownica

    „Czarownica chciała dorysować serduszko, dla podkreślenia autentyczności notatki, jednak jej ręka nie mogła się na to zdobyć” :D

    A potem się ukryła za żywopłotem xD Bardzo obrazowo, momentami groteskowo, bardzo spoczi postać Czarownicy, z humorem, gites.

    „- Jakże to, pani, nasze gorące serca ukryte w zimnych toniach i w marmurze… tak być nie może, błagamy o litość…
    - Nic się nie bój, synek - zachichotała Czarownica. - To nie są żadne tonie, tylko stawek ogrodowy” – hahahaha, nie no, takie baśni to ja mogę czytać

    Uuuu, a potem jest smutnaśnie :[

    A potem jest znowu radość! :]

    Świetna baśń!
  • jesień2018 4 dni temu
    Musiało być z humorem, bo inaczej nie dałoby się czytać, wiadomo ;) Dzięki, Ritha!
  • Basileus dzisiaj o 0:02
    Hej Jesień:)
    Wszystko jak na bajkę jest w porządku - niby zła, ale jednak humorystyczna wiedźma, bohaterowie to chodzące ideały itp. - więc dla najmłodszych w sam raz. Z mojego punktu widzenia jednak trochę rozlazła ta baja i zdecydowanie zbyt słodko, zbyt dużo lukru. Gdybym miał mieć kiedyś dzieci to na pewno bym im taką bajkę przeczytał, ale dla mnie samego - patrz: poprzednie zdanie. Ale jako facet i do tego facet uprzedzony do wszelkich bajek, jestem pewnie skrajnie nieobiektywny, dlatego nie oceniam, a jeśli już miałbym to zrobić, dałbym 4.
    Pozdrawiam:)
  • jesień2018 4 godz. temu
    Wiesz, dla dzieci to ona też średnio pasuje w sumie. Lukier celowo przesadzony... No cóż. Jest jak jest, lepiej nie będzie ;) Dzięki za przeczytanie i opinię, Basileus, pozdrawiam również:)
  • Nefer 3 godz. temu
    A mnie bardzo spodobało się skonfrontowanie w opowiadaniu nowoczesności (współczesnego świata) z bajkową narracją. Wprowadza to ożywczy element humoru. Nadto dostrzegam tutaj odrobinę krytyki różnych przesądów i stereotypów (np. przesadne zwlekanie z rozpoczęciem życia intymnego narzeczonych, co może doprowadzić do złych konsekwencji ;-), stomatologia jako zawód dla żądnych pieniędzy nudziarzy itp.). I ta czarownica, która nie jest taka do końca zła, bo lubi koty! To znacząca okoliczność łagodząca, moim zdaniem! Słusznie więc skazałaś ją tylko na wygnanie, zamiast na stos albo beczkę ze smołą. Gratulacje.
    PS. Jedna, jedyna uwaga. W kilku fragmentach zbyt często występuje czasownik "być" (akapit opisujący trwanie bohaterów w zaczarowanych postaciach oraz następny, pojawienie się Artystki).

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania