TW #7 Łowcy

Postać: Łowcy skór

Wydarzenie: Pierwszy śnieg

Gatunek: Może leżało koło horroru ;)

 

– Chodźmy stąd.

Pozbawiona skóry twarz mężczyzny znajduje się zdecydowanie za blisko ich twarzy, oczy na szczęście nie patrzą na Elę, tylko gdzieś w nieokreśloną dal, napięte mięśnie, gotowe do skoku, prężą się zupełnie nagie, w jamie brzusznej posłusznie tkwią jelita i żołądek – ktoś je pedantycznie przymocował, żeby nie wypadały.

– Boisz się, że przyjdą łowcy skór i ciebie też ograbią?

Elżbieta zna jego poczucie humoru. Nauczyła się nawet uśmiechać, żeby mu zrobić przyjemność. W swoim czasie z pogodną rezygnacją przyjęła fakt, że towarzysz jej życia bywa niedoskonały w sposób, na który nie zgodziłaby się przed ślubem. Wtedy myślała, że drugi człowiek wypełni jej braki, nie przychodziło jej do głowy, że nie tylko tak się nie stanie, ale z czasem obnaży własne. Teraz już wie, że to było jedno z wielu błędnych założeń młodości, jednak w chwilach takich jak ta, ma ochotę zwinąć się w samowystarczalną kulkę, szczelną i zamkniętą.

To on się uparł na tę wystawę. Teraz przygląda się eksponatom z obojętnym zainteresowaniem inżyniera. Ela od początku przeczuwała, że ograbienie ludzkich ciał z tajemnicy, wystawienie na widok publiczny wszystkiego, co normalnie pozostaje zakryte, pozbawienie ich człowieczeństwa, wywoła w niej sprzeciw i wstręt. Patrzy na ramiona jakiegoś nieszczęśnika (kto się godzi na zostanie eksponatem?) i nie może przestać myśleć o łopatce na rosół.

Już nigdy nie ugotuje rosołu.

Wychodzi przed budynek. Andrzej po chwili dołącza.

– Naprawdę źle się czujesz? – pyta z troską, więc kobieta uśmiecha się do niego słabo, bierze go pod ramię i ruszają przed siebie.

Od wakacji niemal codziennie gdzieś wychodzą, jakby chcieli przekonać samych siebie, że emerytura to najlepszy czas, człowiek wreszcie może się realizować, oglądać świat i robić wszystko, na co do tej pory nie miał czasu. A jednak jej brakuje liceum. W maju pilnowała ostatnich w życiu matur, potem czekała z młodzieżą na wyniki, po wszystkim poszli na pizzę, dostała fotoksiążkę z zabawnymi podpisami i cały wieczór przepłakała, czytając wszystkie raz po raz. Lubili ją. Była dobrą polonistką. Wielu zaczęło czytać dzięki jej lekcjom, a przynajmniej to deklarowali. Teraz oni zaczynają nowy etap, a ona… Ona też tego potrzebuje – codziennie coraz wyraźniej zdaje sobie sprawę, że zapełnianie kolejnych dni zajęciami, na które do tej pory nie miała czasu, nie sprawia, że dni te stają się mniej jałowe. Potrzebuje nowego projektu. I ma już nawet pomysł, co nim będzie.

– Jutro chcę zostać w domu.

– No pewnie, przychodzi Marek z Asią, pamiętasz?

Rzeczywiście, syn zapowiedział się z ciężarną żoną już dwa tygodnie temu, trzeba ugotować obiad, upiec ciasto, posprzątać, jej plan będzie musiał jeszcze poczekać.

– A co chciałaś robić? – dopytuje mąż.

Nie chce mu na razie mówić, nie może, póki nie zacznie. Boi się, że zapał i energia pójdą w wyjaśnianie, odda mu tę myśl, on ją zmieni po swojemu, i nic już nie zostanie, kiedy Ela usiądzie przed komputerem, żeby zapisać tytuł swojego pierwszego opowiadania. Czas w szkole, uczniowie, projekty, wyprawy, dyskusje, trudne rozmowy jeden na jeden – nie może pozwolić, żeby to wszystko po prostu zniknęło. Stąd pomysł na cykl opowiadań, w których zatrzyma tamten czas na tak długo, jak długo ktoś będzie chciał je czytać. Wie, że to ją zaangażuje i że tego zaangażowania potrzebuje. Pragnie podążać ścieżką przez siebie wybraną. Drogą która będzie miała znaczenie. W głowie już układa plan dnia: śniadanie, pisanie, lunch, pisanie, obiad, popołudnie dla Andrzeja. Wieczory zostawi sobie na lekturę, wtedy i tak nie potrafi pracować.

– Powiem ci w swoim czasie. – Mężczyzna nachmurza się. Zawsze chciał ją mieć całą dla siebie, natychmiast i od razu, zazdrosny o wszystko, czym się z nim nie dzieliła, albo dzieliła częściowo. Zawsze potrzebował większej bliskości niż ona.

– Zrobię zakupy na jutrzejszy obiad. Na co masz ochotę? – Próbuje rozładować napięcie. W porządku, zrobi żurek z jajkiem i placki ziemniaczane. Jest wdzięczna, że nie poprosił o nic mięsnego. Być może on też czuje po wystawie dyskomfort, choć nigdy się do tego nie przyzna.

Wieczorem Andrzej wychodzi na brydża po sąsiedzku. Ela lubi te wieczory, które ma tylko dla siebie. Dziś jednak coś jej przeszkadza, jakiś niepokój, którego źródła nie potrafi zidentyfikować. Chętnie by zatrzymała męża, ale nie ma pretekstu. Trudno. Wykąpie się, zrobi sobie herbatę i poczyta w łóżku.

Zmywa przed lustrem makijaż, kiedy kątem oka rejestruje ruch z prawej strony. Odwraca się, lecz niczego nie widzi. "Wydawało mi się", mówi do siebie, głośno, głośniej niż to konieczne. Ruch za jej plecami powtarza się, tym razem z lewej strony. Znowu się odwraca, bardzo powoli, zbiera całą siłę woli, by przyjrzeć się podłodze i ścianom. Chyba… chyba można wrócić do płynu micelarnego i płatka i…

– Ała!

Przeraził ją dźwięk własnego głosu, zbyt wysoki, przenikliwy, a przecież nawet nie czuje bólu. Coś tylko łaskocze ją w szyję. Coś zdaje się liczyć włosy. "Uspokój się", szepcze przez ściśnięte gardło, "uspokój, natychmiast". Zamyka oczy i stara się spowolnić oddech. Tłumaczy sobie w myślach "To przez tę wystawę, przez głupi żart Andrzeja o łowcach skór". Jeśli tylko uda się jej spojrzeć w lustro, w tę stronę, gdzie widziała ruch. Na pewno wszystko się wyjaśni. Niczego nie ma. Nie ma co się obawiać. Patrzy… O nie. Nie, nie, nie, nie.

Leży na kafelkach, dom jest cichy, nie ma pojęcia, jak długo była nieprzytomna, ale mąż jeszcze nie wrócił. Powoli unosi się na ramieniu. Łazienka jest jasna i pusta.

Ale przecież tu były. Dwa, może trzy.

Upiorne twarze niemowlaka, bezzębne, koszmarne uśmiechy, niewielkie, giętkie ciała, przypominające żabę albo innego płaza. Chciały jej coś odebrać… tylko co? Ogląda starannie swoje ciało, drżącą dłonią przesuwa po skórze. Nie brakuje ani skrawka. Jest cała. Dziś się nie wykąpie. Wychodzi z łazienki, włącza światła w całym domu i chowa się w łóżku. Próbuje czytać, ale litery skaczą jej przed oczami i rozmazują się. Czeka na Andrzeja tak intensywnie, jak chyba jeszcze nigdy w życiu.

Rano budzi się z uczuciem lęku. Wczoraj ostatecznie zadzwoniła do Andrzeja i wrócił po dziesięciu minutach, a i tak nie mogła zasnąć długo po tym, jak zgasili światło. Wtulała się w niego, nie zdradziła jednak, co się wydarzyło w łazience.

Może za jakiś czas, kiedy nabierze dystansu, upewni siebie samą, że to było wyobrażenie, wynik wzburzenia po wystawie.

Ale one wyglądały tak realnie… Mogłaby opisać ze szczegółami. Tak zrobi. Jak będzie gotowa. I będą śmiali się oboje.

Andrzej krząta się po kuchni, parzy kawę. Ela patrzy przez okno na listopadowe drzewa rozhuśtane wiatrem, jakby zapowiadały koniec świata, i czeka, aż mąż przyjdzie i przypomni jej o wizycie Marka i jego żony. Oraz o koniecznych przygotowaniach, w których chętnie pomoże.

Cały dzień ścierają kurze, sprzątają, robią zakupy, gotują i zmywają. Elżbieta stara się wkładać w to całą uwagę, jednak coś w niej nieustannie czeka na najgorsze. Kiedy musi skorzystać z łazienki, serce przyspiesza. Doszło do tego, że zostawia uchylone drzwi, choć nigdy dotąd tego nie robiła, nie wszystkim można się dzielić z najbliższą osobą.

Pięć po czwartej wchodzą Marek i Asia. Ela uważa, że z tym brzuchem dziewczyna coraz bardziej przypomina bakłażana. Poród za miesiąc. Czyli całkiem niedługo pojawi się na świecie nowy człowiek, geny dziadków przetrwają, życie będzie toczyło się od początku.

– Cześć, mamuś, cześć, tato. – Buziaki, uściski, gospodyni podstawia synowej po kolei oba suche policzki i już po chwili przywitanie mają z głowy. Siadają, jedzą, rodzice pytają młodych o samopoczucie, o zakupy dla malucha. Przyzwyczaili się już do tych rytuałów, dostatecznie maskujących niedostatki we wzajemnej sympatii.

– Mamo, właściwie to chcielibyśmy cię o coś zapytać. – Marek chwyta rękę żony. Patrzą na Elę, jakby czekali na zachętę, ta jednak milczy. – Wiesz, że został miesiąc do porodu… I tak się zastanawialiśmy, co dalej. Asia nie może sobie pozwolić na długi wychowawczy, po trzech miesiącach chciałaby wrócić do pracy…

– A ty? – Patrzą na nią niemile zdziwieni. Jakby położyła psią kupę na stole, tuż przy wazie z żurkiem.

– Nie mogę wziąć długiego urlopu, przecież wiesz… – odpowiada syn z wyrzutem, wymieniając z żoną szybkie, ukradkowe spojrzenie.

– Zastanawialiśmy się, czy mama nie chce zająć się małym. – Jednak dziewczyna przejmuje pałeczkę. – Jest mama na emeryturze… cały dzień wolny… Wiele babć cieszy się, że mogą uczestniczyć w wychowaniu malucha. Pomyśleliśmy…

– Że się ucieszę?

Ich miny mówią, że to właściwe zakończenie zdania. Po co jej własne życie, skoro może je złożyć w ofierze komuś, kto się naprawdę liczy?

– To nie jest takie proste. – Andrzej zerka na żonę niepewnie, wyczuwając, że rozmowa obiera coraz bardziej nieprzyjemny kierunek. – Mama uczyła tyle lat… Chciała trochę odpocząć… a to praca na przynajmniej osiem godzin dziennie, może dziewięć, bo musicie jeszcze dojechać i wrócić.

– Zostały jeszcze cztery miesiące. Jeśli dotąd nie odpoczęła, to chyba jeszcze zdąży. – Asia wygląda, jakby miała zacząć krzyczeć albo szlochać. Drżą jej wargi, obronnym gestem kładzie dłoń na brzuchu. Duch nienarodzonego dziecka, odrzuconego przez własną babcię, zawisa ciężko nad zebranymi.

– Po prostu się zastanów – kończy dyskusję Marek, zwracając się do matki. – Będzie nam bardzo miło, a dziecku z tobą na pewno lepiej niż z opiekunką.

Ela kiwa głową. Jedzą dalej w milczeniu, młodzi czekają, aż będą mogli wyjść, a starsi, aż zostaną sami.

– Może to nie taki zły pomysł – zagaduje ją mąż godzinę później, kiedy sprzątają ze stołu. – Nowy etap, nowy projekt…

Co ma mu powiedzieć? Jest wściekła, że to zaproponowali, że postawili ją w takiej sytuacji. W roli człowieka, którego życiem można dysponować.

– Może nie jest. Muszę to przemyśleć – odpowiada i zamyka się w łazience, żeby płakać w samotności. Puszcza wodę i nagle to czuje. Oni wrócili. Łazienka robi się zimna i śliska. Kobieta boi się zrobić choćby krok. Jest ich coraz więcej. Wielkie oczy przyglądają się jej jak wyjątkowo tłustej musze. Usta rozciągają się w złowieszczo. Chude nogi rozsiadają się na ramionach, skaczą po podłodze dookoła. Ela jest przekonana, że przyszły ją okraść, zabrać to, co jest dla niej najcenniejsze. Chichoczą, widząc, że nie może wydobyć z siebie głosu.

Tym razem nie mdleje, kuli się na podłodze w łazience, jest jednym wielkim pragnieniem, by odeszły, aż z odrętwienia budzi ją pukanie w drzwi i już po chwili Andrzej podnosi ją z posadzki i, słaniającą się, prowadzi ją na łóżko.

– Skarbie… Co się stało?

– Co? – powtarza nieprzytomnie.

– Źle się poczułaś? Zrobiło ci się słabo? Hej, dlaczego płaczesz? – W jego głosie wyczuwa lekką panikę. – Jeśli nie chcesz zajmować się dzieckiem, to przecież nie musisz. To twoja decyzja, rozumiesz? Tylko twoja.

Nie odpowiada, z ulgą przyjmuje dotyk jego rąk, chce mieć to ciało blisko, jak najbliżej. Wtula się w niego jak kiedyś, kiedy oboje mieli po dwadzieścia lat i we wspólnym uścisku zawierało się wszystko, czego pragnęła.

Kolejne dni upływają Eli w nieustającym lęku. Łowcy wyszli z łazienki, zagnieździli się w mieszkaniu. Zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Pewnego razu Andrzej wchodzi do kuchni i widzi żonę trzymającą w ręku zapałki. Zapach, który czuje, każe mu krzyczeć "nieee!". W ostatniej chwili. Jeszcze moment i całe mieszkanie wyleciałoby w powietrze. Kobieta wie: to łowcy zrobili, rozkręcili kurki z gazem i czekali.

Innym razem Ela wchodzi do pokoju, a w fotelu Andrzeja siedzi jeden z nich, nagle powiększony, udaje człowieka. Udaje Andrzeja. Goni ją. Wybiega za nią z mieszkania, łapie na ulicy.

– Co się dzieje?! – krzyczy. Ma głos Andrzeja. To jest Andrzej.

Ela rozgląda się nerwowo, lękliwie.

– Poszedł?

– Kto?

– On. Wiesz. On. – Andrzej nie wie. Ela nigdy mu nie powiedziała.

– O kim mówisz? Ela?

– O nich. O łowcach – dyszy.

– Łowcach? Łowcach czego?

– Słów. Przychodzą do mnie łowcy słów – Brzmienie własnego głosu, który przyznaje to drugiej osobie, napełnia ją grozą. Jakby właśnie coś się dokonało. Nieodwołalnie.

Teraz odwiedzają ją codziennie. Jest ich pełno w łazience. Nie płoszy ich nawet obecność Andrzeja, który codziennie pomaga się jej kąpać. Nic sobie z tego nie robią.

– Spokojnie – mówi mąż – jestem z tobą.

– Oni też. Też są.

– Nic się nie bój, obronię cię.

Och, nie obroni. Oni kradną. Zabierają. Nie ma.

– Daj mi to do mycia.

– Mydło.

– Zabrali.

– Zabrali ci słowo "mydło"?

Żona kiwa głową.

– A ja ci je oddam. To jest mydło. Powtórz. Mydło.

Mijają mroczne dni, liście są szare, nagie konary straszne. Jak się wychodzi, jest zimno i wieje. Andrzej jest blisko.

– Chodź, Eluniu, rozbierzemy się. Usiądź, zrobię ci herbaty. Chcesz?

Robi i Ela bierze łyk. Gorące. Parzy.

– Zaczekaj, kochanie. Przepraszam, powinienem ją wystudzić. Co mówisz?

– Łowcy. Łowcy są wszędzie. Uważaj.

***

Do mieszkania wchodzą studenci pierwszego roku. Uśmiechają się z obawą, w dłoniach trzymają kwiaty i słodycze.

– Dzień dobry, przyszliśmy do pani profesor.

– Wejdźcie. Usiądźcie, zaraz ją poproszę – uśmiecha się Andrzej.

Siadają, czekają, na razie nikt się nie odzywa, ale wyznaczyli role, kto ma o czym opowiedzieć. Kaśka o studiach, Maja o tym, co zapamiętali z jej lekcji, Franek przyniósł album ze zdjęciami.

Nic nie idzie tak, jak sobie postanowili. Pani profesor jest jeszcze bardziej obca, niż się spodziewali. Atmosfera robi się tak duszna, że trudno ją dłużej znieść. Jej mąż patrzy na nich ze smutkiem.

– Dziękuję, że przyszliście. Byliście dla niej zawsze bardzo ważni.

Z ulgą wychodzą na jasną ulicę. Spadł pierwszy śnieg, powietrze jest rześkie. Świat znowu jest nieskończony i pełen obietnic. Łowcy zostali w mieszkaniu, do którego żadne z nich już nie wróci.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Marzyciel 4 miesiące temu
    Wiarygodna historia. Jestem w stanie domyślić się, dlaczego klasyfikujesz opko jako horror, ale to czysty obyczaj. Zresztą, bardzo udany. Swoją drogą, jaki był wylosowany gatunek, bo z tego co widziałem, to horror był opcjonalnie?
    No i cho się zmierzymy w kolejnej edycji. :)
    Pozdrawiam.
    M.
  • jesień2018 4 miesiące temu
    Taaa, wiem, że obyczaj. Znowu ;) Cieszę się, że Twoim zdaniem udany! Był kryminał i chyba baśń? Za kryminał nawet się nie biorę... A teraz powinnam sobie zrobić przerwę. Chociaż kusi, kusi... Ale tyle spraw czeka. Pozdrowienia!
  • Antoni Grycuk 4 miesiące temu
    Podobało mi się. I to bardzo! Taki wewnętrzny horror. - Studium szaleństwa?
    Najbardziej podobał mi się moment, gdy mówią o słowie "mydło" - to takie ludzko-szaleńcze.
    Napisane bardzo dobrze jak to u Ciebie. Zdarzały się drobne błędy, ale nie przeszkadzały jakoś specjalnie w odbiorze.

    a i tak nie mogła zasnąć długo po tym, jak się zgasili światło.
    Niepotrzebne słowo.

    I będą się śmiali się oboje.
    j.w.

    Ela patrzy na wiatr za oknem,
    Patrzy na wiatr? Raczej na wiatr się nie da patrzeć. Można na jego efekty - np. rozhuśtane wiatrem drzewa.

    Asia nie może sobie pozwolić na długi wychowawczy, po trzech miesiącach, chciałaby wrócić do pracy…
    Niepotrzebny przecinek.

    kończy dyskusję zwracając się do matki.
    Brak przecinka.

    Chichoczą widząc, że nie może wydobyć z siebie głosu.
    Też brak przecinka.

    Zaczynają się dziać dziwne rzeczy.
    Takie zdania niby mają na celu zwiększyć klimat, a w rzeczywistości tylko go psują, bo to tak, jakbyś chciała powiedzieć: no, teraz to będzie strasznie - jakbyś, stosując to zdanie, udowadniała, że będzie strasznie. Ja bym je wyrzucił.

    W ostatnim momencie. Jeszcze moment i całe mieszkanie wyleciałoby w powietrze.
    Powtórzenie "moment".

    – O kim mówisz? Ela?
    Chyba drugi pytajnik niepotrzebny.

    To tyle, co zauważyłem.

    Pozdrawiam.
  • jesień2018 4 miesiące temu
    Antoni, bardzo Ci dziękuję, że przeczytałeś i naprawdę mi miło, że Ci się podobało! Błędy poprawiłam (w większości, nad jednym muszę się zastanowić) - jestem Ci ogromnie wdzięczna, że mi je pokazałeś:) Pozdrowienia!
  • Trening Wyobraźni 4 miesiące temu
    Witamy nowy tekst! :)
  • Justyska 4 miesiące temu
    "Boi się, że zapał i energia pójdą w wyjaśnianie, odda mu tę myśl, on ją zmieni po swojemu, i nic już nie zostanie, kiedy Ela usiądzie przed komputerem, żeby zapisać tytuł swojego pierwszego opowiadania." w punt 100%

    Kurczę, Ty masz zawsze dobre opowiadania, dlatego musiałam tu zajrzeć. Ale to... moim zdaniem najlepsze jakie u Ciebie czytałam. Można tu trochę pogrzebać. Wiadomo mogą to być jacyś łowcy, jak to w horrorach, mogą to być jakieś lęki po obejrzeniu wystawy, albo może to być alzheimer. Złodziej słów. Świetny pomysł i narracja wiadomo.
    Pozdrowienia i 6:)
  • jesień2018 4 miesiące temu
    Justysko:) Wiesz, jaki komplement lubię najbardziej? Jaki sprawia, że uśmiecham się jeszcze długo? Że opowiadanie jest lepsze od poprzednich. Bym Cię uściskała:)) Dzięki też za przemyślenia. Może coś tam później napiszę, ale podoba mi się Twoje kombinowanie:)
  • Aga jednostrzały 4 miesiące temu
    Hej,
    Dzinie wygląda, gdy tekst zaczyna się od dialogi... Dziwnie i ciekawie. Sama staram się tego unikać, ale chyba przestanę, bo czasem stanowi to dobre wprowadzenie, wiele mówiące - w przenośni i dosłownie, wprowadzenie.

    Opowiadanie bardzo dobre, wciągające, pełne napięcia. Lubię taka prozę życie zmieszaną z czymś niecodziennym i jednoznacznie budzący grozę.

    Drobiazg: "– Jutro chcę zostać w domu ." - spacja przed kropka niepotrzebna
    Pozdrawiam :)
  • jesień2018 4 miesiące temu
    Hah, Aga, dzięki za taki odbiór, na jaki miałam nadzieję:) Spacja zaraz zniknie, pozdrowienia!
  • Ritha 4 miesiące temu
    Hej :)

    „Ela kiwa głową. Jedzą dalej w milczeniu, młodzi czekają, aż będą mogli wyjść, a starsi, aż zostaną sami” – hehehehe

    Narracja jest świetna, płynna, wciągająca. Drażni mnie jedynie czas teraźniejszy, ale to subiektywna opinia, po prostu wolę przeszły (wydaje mi się naturalniej brzmiący).

    „Co ma mu powiedzieć? Jest wściekła, że to zaproponowali, że postawili ją w takiej sytuacji. W roli człowieka, którego życiem można dysponować” – wcale się nie dziwnie, chcą ją ożenić z niemowlakiem na pełny etat, se zrobili – niech kombinują, tera jest dużo opcji różnych, babcia ma inne plany, bydzie pisać, ja ją rozumim, zwłaszcza że się niezbyt lubią, bo gdyby żyli w jakichś cieplejszych stosunkach to można by rozważyć pomoc np. dzień, dwa w tygodniu, jakiś kompromis, ale skoro między nimi jest dziwnie, no to cóż, wartość rodziny bywa moooocno przereklamowana, czasem istotniejsze są przyjaźnie (moja opinia, subiektywna), bo te w swych stosunkach opierają się na „chcę”, a nie na „muszę” i nie wpędzają człowieka w poczucie winy (tak jak w opisanym przykładnie, podświadomie migocze neon „co z Ciebie za babcia?!”), nie znoszę obarczania poczuciem winy innych ludzi, po to by samemu czuć się lepiej. Ogólnie wychodzą z założenia, że jeżeli ktoś podejmuje się jakichś osobistych działań, to bierze za nie odpowiedzialność, a nie zwala na innych pod jakimiś idiotycznymi, przestarzałymi pretekstami. Co innego pomoc, a co innego organizowanie komuś całego życia, pffff. W ogóle to mnie ten motyw wkurzył bardziej niż jakieś tam zjawy w łazience.

    „Innym razem Ela wchodzi do pokoju, a w fotelu Andrzeja siedzi jeden z nich, nagle powiększony, udaje człowieka. Udaje Andrzeja. Goni ją. Wybiega za nią z mieszkania, łapie na ulicy.
    – Co się dzieje?! – krzyczy. Ma głos Andrzeja. To jest Andrzej” – to jest dobre, creepy

    „– Daj mi to do mycia.
    – Mydło.
    – Zabrali.
    – Zabrali ci słowo "mydło"?
    Żona kiwa głową” – i to też git

    Ej, co się stało z końcówką? Czemu tak po łebkach? Kurde, opko lepsze od Brzydkiego na pewno, Szczeniak złapał mnie na serce mocno, ale pokuszę się o stwierdzenie, że od Szczeniaka też lepsze, ale ono nie jest skończone, kurwax, tu można by jeszcze z jedną część walnąć, albo chociaż końcówkę wydłużyć, bo czuję wyraźny niepokój. Ale i tak jest świetnie. Piszesz coraz lepiej. Błędów nie szukałam.

    Pozdrawiam!
  • Ritha 4 miesiące temu
    A sam pomysł - złodzieje słów - mega (!)
  • Ritha 4 miesiące temu
    "bo czuję wyraźny niepokój" - niedosyt* chciałam rzec (niepokój jak widać podświadomie też :D)
  • jesień2018 4 miesiące temu
    Ritha czekałam i się doczekałam :) Że się cieszę z Twoich słów (bardzo!), chyba nie muszę mówić. Dziękuję i pozdrawiam!
  • jesień2018 4 miesiące temu
    Aaaa jeśli chodzi o zakończenie, to mnie zaskoczyłaś - czego byś tu jeszcze oczekiwała? Moim zdaniem historia Eli się kończy, po prostu, dalej nawet nie dałoby się pociągnąć z jej perspektywy (dlatego zakończenie jest podane z innej). I dobrze, że czujesz niedosyt - chyba ma on sens w kontekście całego opowiadania :)
  • Ritha 4 miesiące temu
    jesień2018 nooo, jak widać czytałabym dalej :D
  • jesień2018 4 miesiące temu
    Ritha heh, no cóż. To miłe :-D
  • konfiguracja 4 miesiące temu
    Pomysłowo zapętlone, very spox :D Od doznań bohaterki na wystawie Body Worlds - Hagensa po jej manię prześladowczą.
    Worlds - words : ) Łowca jednej literki, dobre i efektowne w rozwinięciu pomysłu.
    A najbardziej mnie kręci, że plastynacja ciał po oskórowaniu jest tożsama tutaj z procesem pisania. Dzieło się dokonało. Opko odsłoniło wnętrze autora i tkwi jak eksponat po publikacji. Groza, o Pani, groza :)
    Nie chcę krok po kroku odsłaniać etapów dochodzenia do interpretacji, niech każdy ma ową przyjemność.
    Clou tkwi dla mnie - teraz wniosek bardziej rozszerzający - w trzymaniu się jedynie projektowania. Pójdę/nie pójdę na wystawę, emeryturę, napiszę/nie napiszę wspomnień, nie będę/będę opiekunką wnuka/wnuczki, wyjdę za mąż/nie wyjdę, itd... Stan przed podjęciem decyzji jest najmniej groźny, nie powoduje żadnych skutków. Nie wywołuje łowców z lasu.

    Zapis taki no... średni pod względem językowym, fajerwerków stylistycznych nie ma, ot, przeciętna jakościowo narracja czy dialogi, ale pomysł na przebogato :D. I stąd - pięć!
  • jesień2018 4 miesiące temu
    Po takim komentarzu nikt mi już nic nie napisze :-D
    Cóż za wnikliwa interpretacja, czuję się hmm chyba zaszczycona :)
    Dzięki wielkie i pozdrawiam!
    A co do języka - to cóż. Powoli uczę się akceptować fakt, że po prostu nie potrafię pisać tak, jakbym najbardziej chciała. Pocieszam się, że taki prosty język ma swoje zalety. Nie te moje wymarzone, ale jednak (chyba?).
  • Mia123a 4 miesiące temu
    Tu sobię zaznaczam, się postaram przypełzać gdzieś na dniach.
  • jesień2018 4 miesiące temu
    Przypełzaj, przypełzaj, będę czekała:) Przecież to od Ciebie zestaw!
  • Mia123a 3 miesiące temu
    Witaj Jesień.
    Powiem Ci szczerze, że bałam się o Ciebie i o ten zestaw. Bo to był naprawde trudny zestaw. A Ty stworzyłaś z niego coś takiego. Coś tak prawdziwego! Po prostu zaskoczyłaś mnie tym jak z niego wybrnęłaś. Bo np ja jakbym taki dostała to poszłabym chyba w bajkę. Napisałabym o jakimś włóczędze co po lesie lata z siekierką i obdziera krasnoludki ze skóry. No coś takiego. A Ty! O kurde Łowcy słów. Początek mnie zaintrygował, i czym dalej czytałam tym bardziej rozumiałam wagę tego utworu. Poruszające opowiadanie. Jak zawsze u Ciebie, napisane po mistrzowsku.
    Pozdrawiam :)
  • jesień2018 3 miesiące temu
    Mia no... mnie też wydawał się ten zestaw trudny. Ale potem się coś powykluwało. Cieszę się, że opowiadanie trafiło do Ciebie, bardzo :) I że w ogóle zajrzałaś, też się cieszę :) Pozdrowienia serdeczne!
  • pkropka 4 miesiące temu
    Komentarz na bieżąco - od razu wzbudziłaś uczucia. Mocny opis na wstęp, czytałam z otwartą buzią. Chociaż trochę wybiło mnie "Pozbawiona skóry twarz mężczyzny znajduje się zdecydowanie za blisko ich twarzy, oczy na szczęście nie patrzą na nich, " - 2x twarzy + ich/nich. Powtórzenie twarzy jest w porządku, ale to drugie mnie zatrzymało.

    "Nie chce mu na razie mówić, nie może, póki nie zacznie. Boi się, że zapał i energia pójdą w wyjaśnianie, odda mu tę myśl, on ją zmieni po swojemu, i nic już nie zostanie" - bardzo prawdziwe.

    "Andrzej krząta się po kuchni, parzy jej kawę. Ela patrzy na listopadowe drzewa rozhuśtane wiatrem, jakby zapowiadały koniec świata i czeka, aż mąż przyjdzie i przypomni jej o wizycie Marka i jego żony. Oraz o koniecznych przygotowaniach, w których chętnie jej pomoże." - dużo 'jej'.

    Leżało obok horroru. Bardzo blisko i to na więcej, niż jednej płaszczyźnie. Wystawa, łazienka, super. Ale wizyta syna... Aż się zdenerwowałam ;)
    No i zakończenie - kolejny horror. Bo prawdziwy i niesamowicie przykry.

    Pięknie to opisałaś. Naprawdę mnie ruszyło.
    Uważam, zakończenie jest akurat, wiemy co się dzieje z osobą, którą dopadną łowcy.
  • jesień2018 4 miesiące temu
    Kropko, bardzo mnie ucieszył Twój komentarz! Jeśli moje opowiadanie wywołuje emocje, jeśli pokazuje coś, z czym czytelnik może się utożsamić - to spełniło swoje zadanie. Jestem Ci wdzięczna za te słowa :) Pozdrawiam serdecznie! PS. Dzięki też za pokazanie błędów, już się biorę za poprawki!
  • Trening Wyobraźni 3 miesiące temu
    Dobry wieczór!
    Przypominamy o obdarowywaniu zestawami – jutro o godz. 20.00.
    Pozdrawiamy :)
  • Trening Wyobraźni 3 miesiące temu
    Jesień2018, oto Twój zestaw:
    Postać: Fałszywy dziennikarz
    Zdarzenie: Wiadomość od nieznanego nadawcy

    Gatunek (do wyboru): Fantasy/dark fantasy lub Pamiętnik/dziennik/retrospekcja lub Horror i pochodne
    Czas na pisanie: 9 czerwca (niedziela) godz. 19.00

    Powodzenia :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania