TW #8 — Ćma

Postać: Nastolatka

Zdarzenie: Pierwszy śnieg

 

Szedł ciemną alejką pomiędzy wysokimi, nagimi drzewami. Konary trzeszczały na wietrze, opustoszały park sprawiał upiorne wrażenie, lecz nie dla niego. Często spacerował o tej porze, zdążył przyzwyczaić się do lekkiego niepokoju. Pomimo późnej godziny niebo było pomarańczowe, nisko zawieszone chmury odbijały światła miasta.

Wdychał mroźne powietrze, przy każdym oddechu zamieniając je w parę. Szukał, gdzie czeka tym razem. Nie chciała dać mu numeru, mówiąc, że zawsze po zmroku znajdzie ją w parku. Miała zniknąć, gdyby nie pojawił się przez trzy dni z rzędu.

Tego dnia dobiegł go śmiech, dochodzący od strony jeziora. Obszedł całe, zataczając duże koło, lecz cały czas słyszał ją z prawej strony. Wyszedł na drewniany mostek i spojrzał na wodę. Dopuszczał każdą możliwość, nawet to, że postanowiła popływać w środku zimy. Wiedział, że nie przestanie go zaskakiwać. Tylko czasem, kiedy odważył się myśleć o przyszłości, rozważał czy z wiekiem nabierze powagi.

Oparł się o barierkę i zaczął jej wypatrywać. Tańczyła pośrodku jeziora, lekko unosząc się na szklistej powierzchni. Było tak zimno?

Luna zauważyła go i energicznie pomachała. Nie chciał tego robić, lecz zszedł na brzeg i ostrożnie stanął na trzeszczącym lodzie. Powoli, krok za niepewnym krokiem, dotarł do dziewczyny. Czuł się jak ćma, wiedział, że nie oprze się pokusie dotarcia jak najbliżej źródła światła, które odpędzało wszelkie troski.

Złapała go za rękę i zaczęła sunąć po lodzie jak na łyżwach. Zmuszała go do nadążania, aż w końcu rozluźnił się i zaczął czerpać przyjemność z beztroskiej zabawy. Park ożywił śmiech na dwa głosy, odbijany przez śpiące pnie.

Zmęczyli się, złapał Lunę w pasie i przyciągnął, żeby zamknąć w ramionach. Kręcone włosy głaskały go po twarzy, kiedy delektował się zapachem bzu i czereśni. Gdyby mógł zatrzymać życie w jednej chwili, bez wahania wybrałby właśnie tę.

Wyswobodziła się z objęć i spojrzała w niebo. Podążył za jej wzrokiem, w powietrzu wirowały drobne srebrzyste płatki, powoli opadając na świat. Pierwszy spadł mu na nos, delikatnie łaskocząc, lecz szybko się rozpuścił. Chłonęli atmosferę spokoju, stojąc pośrodku zamarzniętego jeziora, trzymając się za ręce i obserwując śnieg, którego przybywało z każdą chwilą. Pokrył cienką warstwą lód i ich ramiona.

Zahipnotyzowani wirującymi płatkami, nie usłyszeli cichego jęczenia lodu, dopóki nie było za późno. Złamał się pod nim, gwałtownie rozłączając splecione palce. Luna pisnęła, zakrywając usta. Zrobiła kilka kroków w tył, obserwując wielkimi oczami walkę z wodą i ciążącym ubraniem, po czym obróciła się i uciekła.

Nie wierzył, że go zostawiła. Nie chciał uwierzyć, ufał jej, mimo że znali się niedługo. Jednak te kilka miesięcy starczyło za całe życie. Tak przynajmniej myślał, póki nie stracił oddechu. Ostatnią myślą było, że musiał pomylić księżyc z nocną lampką.

 

Późną nocą przechadzają się po parku. Miarowe dźwięki kroków wspiera stukot jego laski. Prowadzi pod rękę kobietę, której siwe włosy smaga wiatr. Zatrzymują się na zrujnowanym mostku, na którym wiele lat temu wyryli swoje inicjały. Mężczyzna gładzi czule barierkę i patrząc w dal, odzywa się do żony.

— Pamiętasz tamten dzień, kiedy spadł nasz pierwszy śnieg? — Przytula ją i całuje w skroń. — Byłem pewny, że mnie zostawiłaś. Nie wiedziałem, że nie masz telefonu.

— Naprawdę tak pomyślałeś? — dziwi się Luna. — Czemu czekałeś tyle lat, żeby mi to powiedzieć?

— Bałem się, że będziesz zawiedziona.

— Nigdy! — zaprzecza z pasją, wtulając się mocniej w ramię pachnące domem.

Odchodzą, trzymając się za ręce, nucąc w rytm serc bijących, jak wtedy, kiedy byli nastolatkami.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Trening Wyobraźni 6 dni temu
    Witamy nowy tekst! :)
  • pkropka 6 dni temu
    Witam :D
  • Cofftee 6 dni temu
    Pierwsze wrażenie: bardzo slodki, uroczy tekst... :-) A już się bałam...!

    Złapała go za rękę i zaczęła sunąć jak na łyżwach. - brakuje mi tu trochę czegoś w stylu: Złapała go za rękę i zaczęła sunąć po lodzie jak na łyżwach.
    W sensie miejsca. Niby wynika to z tekstu, ale zdanie wydaje mi się takie niekompletne. A może tylko marudzę, kto wie.

    Bardzo fajna historia, wzruszająca, oczywiście dałam się nabrać i naprawdę myślałam, że ta dziewczyna po prostu go zostawi. A tu proszę, taka piękna miłość wykwitła na lata... Pozytywnie :-)

    Jeśli chodzi o sam tekst... Rzeczywiście klimat jest magiczny z początku, na końcu wzruszający, ale jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to do tej sceny z łamaniem się lodu. Zabrakło mi tam dramatycznej nuty, nie czułam powagi zagrożenia. Moim zdaniem przydałoby się coś, hm, taki kop porządny w tę stronę.

    Niemniej historia bardzo mi się podobala! :-) Troszeczkę gdzieś tam czegoś mi zabrakło, tego dramatu w climaxie, ale nie zmienia to faktu, że spisana jest ładnym językiem i wzrusza.

    Pozdrawiam,
    Kawusia.
  • pkropka 6 dni temu
    Siemanko herbaciana Kawusiu :)
    Dziękuję za przemyślenia, uwagi zastosowałam. Z pęknięciem lodu spróbuję pomyśleć, może uda mi się dodać dramaturgii.
    Pozdrawiam <3
  • Antoni Grycuk 6 dni temu
    Dobry tekst. Naprawdę dobry. Jest tu i drobne zaskoczenie, zmagania i miłość, zresztą opisana pięknie. A skoro mi się podoba, to na pewno nie jest przesłodzone, bo jestem na tym punkcie przewrażliwiony.
    Jedynie zwróciłbym uwagę, aby jak najmniej stosować takich słów jak "zobaczył", "usłyszał". Zamiast tego napisać, że cos zaistniało, po prostu.
    Aha. I kilka błędów, ale tylko kilka:

    Szedł ciemną alejką, pomiędzy wysokimi, nagimi drzewami.
    Niepotrzebny pierwszy przecinek.

    Pomimo późnej godziny, niebo było pomarańczowe.
    Niepotrzebny przecinek.

    Pokrył cienką warstwą lod i ich ramiona.
    Co to jest "lod"?

    Mężczyzna gładzi czule barierkę i patrząc w dal odzywa się do żony.
    Brak przecinka.

    To tyle.

    Pozdrawiam.
  • pkropka 6 dni temu
    Witaj Antoni.

    Dziękuję za wyłapanie błędów - poprawione.
    Tekst trochę z ukłonem w Twoim kierunku, miałam w pamięci ostatnie komentarze ;)
    Wiem, że z "zadzianiem się" mam jeszcze problem, ale dobrze, że mówisz. Będę bardziej uważna, a i tu postaram się pogrzebać.
    Pozdrawiam!
  • Angela 6 dni temu
    O, jakże słodkie i urocze było zakończenie historii, odetchnęłam z ulgą, bo bałam się, że ona jest jakimś duszkiem.
    Pozdrawiam : ) *****
  • pkropka 6 dni temu
    Miło, że wpadłaś, Angelo. I jeszcze milej, że się podobało :)
    Pozdrawiam cieplutko.
  • jesień2018 6 dni temu
    Tajemniczy początek... tak delikatnie i wzruszająco poprowadziłaś całą opowieść. Przeczytałam z wielką przyjemnością. Ach, miłość:)
    Tu tylko czegoś brakuje: "Oparł się o i zaczął jej wypatrywać."
    Pozdrawiam z uśmiechem!
  • pkropka 6 dni temu
    Dziękuję za wyłapanie. Zjadłam barierkę w trakcie poprawek :)
    Dziękuję za wizytę i miłe słowa <3
    Pozdrawiam!
  • Ritha 6 dni temu
    Dzień dobry :)

    „opustoszały park sprawiał upiorne wrażenie. Lecz nie dla niego” – hm, nie wiem czy w jednym zdaniu nie byłoby lepiej, obadaj („Lecz nie dla niego” to jakby dalszy ciąg tej samej myśli)

    Aaa, czyli na lodzie tańczą, już myślałam, że to jakaś zjawa czy cuś, przez ten fragment:
    „Oparł się o barierkę i zaczął jej wypatrywać. Tańczyła pośrodku jeziora, lekko unosząc się na szklistej powierzchni. Było tak zimno?” – dobry, jakiś taki dwuznaczny

    „Zmęczyli się i złapał Lunę w pasie, przyciągając, żeby zamknąć w ramionach” – troszkę dziwnie tutaj, kanciasta narracja momentami

    „Pierwszy spadł mu na nos, delikatnie łaskocząc, lecz szybko się rozpuścił. Atmosfera nasyciła się spokojem, kiedy stali pośrodku zamarzniętego jeziora, trzymając się za ręce i obserwując śnieg, którego przybywało z każdą chwilą” – tutaj sporo „się”

    Przepiękna końcówka. Ogólnie dobry pomysł i jakaś taka subtelność, jedynie zapis, niby poprawnie, ale czyta się momentami ciut gorzej niż Twoje inne teksty :p
    Niemniej jednak wrażenia po lekturze mam pozytywne :))
    Pozdrawiam :)
  • pkropka 5 dni temu
    Witaj Riciu :)

    Pierwsze zmieniłam, mam nadzieję, że wygląda lepiej.
    Tak liczyłam, że wyjdzie na zjawę :)
    Poprawione (oby).
    Z tym się mam problem - postaram się jeszcze zmienić. Ale coś mi się zacięło w głowie.
    Cieszę się, że wrażenia pozytywne. Narracja kanciasta, bo ja jestem kanciasta. Rozpiszę się i przejdzie (mam nadzieję).

    Pozdrawiam cieplutko <3
  • Pan Buczybór 5 dni temu
    Bardzo krótka, bardzo ładna historia miłosna, która nadal jest lepsza niż Twilight :) Fajnie poprowadzona narracja, działające na wyobraźnię zdania, krótkie, dość ogólnie, ale świetnie zaznaczające najważniejsze akcenty. Ogólnie świetnie. Pozdro
  • pkropka 5 dni temu
    Jak lepsze od Twilight, to jestem zaszczycona ;p
    Miło, że wpadłeś. Dziękuję <3
  • pasja 5 dni temu
    Dzień dobry
    Piękne przemijanie... zima zaczyna i kończy miłość.
    Pierwszy śnieg, pierwsze zauroczenie i pierwszy pocałunek. Potem powielanie obrazów.
    Nawiązujesz do Luny bogini Księżyca. Do nocy gdzie jesteśmy jak ćmy biegnące do światła. to nic, że parzy, że ogień rozpala i topi uczucia. Jednak staramy się je pielęgnować.
    Luna jak fazy Księżyca, jak chwile ulatujące, jak kartki z kalendarza.

    Luna to uciekająca miłość jak w starożytnym Rzymie, w lśniącej szacie, z półksiężycem, na rydwanie zaprzężonym w dwa konie.

    Urocze scenki i urocze metafory.
    Pozdrawiam szczególnie.
  • pkropka 4 dni temu
    Witaj Pasjo.
    Bardzo lubię Twoje interpretacje. Przyjemnie się je czyta, dziękuję <3
    Pozdrawiam cieplutko i ślę uśmiechy :)
  • Basileus 4 dni temu
    Ładna opowieść. Krótko, ale sugestywnie i z wyczuciem. Zostawiło mnie w sentymentalnym nastroju, co lubię.
    Pozdrawiam:)
  • pkropka 4 dni temu
    Witaj Basileo. Miło mi, dziękuję :)
    Pozdrawiam cieplutko :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania