TW #8 Posłaniec (cz.7): Lustro

Postać: ten z lustra 

Zdarzenie: inwersja czasu 

Gatunek: postapo 

 

Pokażę ci twoje sny.

To dziś,

zabiorę cię w podróż

przez szelest marzeń.

 

Rodzice wiedzą, co jest dobre. “Nie wolno wchodzić na strych!”, to wyraz najwyższej troski o bezpieczeństwo dziecka. Wiadomo, strych jest miejscem ostatniego pożegnania przedmiotów, co do których przejawia się głęboką wiarę w funkcjonalne zmartwychwstanie. Składane, niczym w masowym grobie, obleczone warstwą pyłu i pajęczyn, nie są najlepszym środowiskiem dla dziecka. Rodzicielskie ostrzeżenie, choć w swej naturze słuszne, najczęściej jednak przynosi niepożądany efekt — pobudza wyobraźnię, a ta z kolei napędza ciekawość. Jedyne, co może ją zatrzymać to strach. Ale u dziecka, jeśli brakuje pierwotnych bodźców, takich jak ciemność, czy przeraźliwe dźwięki, strach ulegnie ciekawości. Zresztą, Krzyś był już na tyle dużym chłopcem, iż wiedział, że mroki skutecznie rozprasza światło latarki, a skoro przeraźliwe dźwięki dotychczas milczały, to znaczy, że nic potwornego się tam nie zalęgło. 

Ufnie spojrzał na wnękę w ścianie pod sufitem. Przystawił drabinę i upewniwszy się, że latarka jest odpowiednio zabezpieczona w kieszeni, rozpoczął wyprawę. Strach nie jest uczuciem, którego łatwo się pozbyć. Serce przyspieszyło, gdy metalowe drzwi ustąpiły bez najmniejszego wysiłku. Czarną otchłań wzrok mógł pokonać dopiero przy pomocy latarki. Krzyś gotowy do ewentualnej ucieczki wcisnął przycisk. Z jego ust wydarło się przeciągłe “jeeej”. Światło powoli przesuwało się po tajemniczych kształtach. Żądza poznania przesłała do kory mózgowej odpowiednie sygnały i chłopiec wsunął się w otwór. Dotykał zupełnie nieznanych mu przedmiotów zastanawiając się do czego mogły służyć i skąd pochodzą. Przedzierał się pomiędzy nimi, czasem zawadził o coś nogą. Wówczas wzbijający się pył drażnił nos i gardło. Wstrzymywał oddech a myśli przypominały o najgorszym z lęków.  

Miał osiem lat. Mama uklęknęła przy jego łóżku i płakała. Nigdy wcześniej nie płakała. Opowiadała mu różne historie na dobranoc i była uśmiechnięta. “Tata nie wróci” - z tamtego wieczoru zapamiętał tylko te słowa. To, co się stało zrozumiał dopiero z czasem. Ojciec pracował poza miastem przy budowie generatora i miał miejsce wypadek. Skafander taty uległ rozszczelnieniu. Mama powiedziała, że zabrakło dla niego powietrza. Krzyś wiele razy zastanawiał się, jak to mogło wyglądać i co się w takiej chwili czuje. Ta myśl nie opuszczała go. 

Pył wirował w strumieniu światła. Ciało chciało rzucić się do ucieczki, ale ciekawość była silniejsza.  

W przeciwległym krańcu pomieszczenia coś błysnęło. Chłopiec przystanął i poruszał latarką. Błysk był powtarzalny zawsze, gdy skierował snop światła w konkretnym kierunku. W miarę zbliżania, rozświetlony obszar stawał się większy. Potarł dłonią gładką powierzchnię. To było lustro.  

Ujrzenie własnego odbicia nie jest niczym nadzwyczajnym. Wszak codziennie rano myjąc zęby spoglądał we własne oczy. Niemniej był przekonany, że w tej chwili nie uśmiecha się, a mimo to postać w lustrze była wyraźnie uradowana. 

— Cześć — lustro przemówiło. Krzyś wzdrygnął się i nie kontrolując odruchów, dał krok do tyłu. Zachwiał się, gdy pięta zsunęła się po otarciu o coś, co nie dawało poczucia równowagi. Kolana ugięły się i upadł na pośladki. 

Chłopiec z lustra zachichotał. 

— Nie bój się.  

Trudno sobie wyobrazić, jak w takiej sytuacji postąpiłby dorosły człowiek, a co dopiero jedenastoletnie dziecko.

To konkretne dziecko mimo oczywistego strachu miało w sobie nieprzebrane pokłady wyobraźni. Często rozmawiał i bawił się z wyimaginowanymi postaciami. Przed jego oczyma ożywały przedmioty. Słowem, charakteryzował się brakiem umiejętności wyznaczania wyraźnej granicy między jawą a snem. Posadowił się więc wygodniej na podłodze i przyglądał się z uwagą. Twarz skrzywiła się wreszcie w uśmiechu, będąc podświadomą odpowiedzią na życzliwe oblicze chłopca z lustra.

— Mówiąc szczerze zastanawiałem się jak dużo czasu zajmie ci odkrycie tego miejsca. Ale nie zawiodłem się. — Policzki chłopca w lustrze zaróżowiły się. — Jesteś taki jak ja. 

— Czyli jaki?  

— Głodny świata. 

— A co to jest świat? — Krzyś uczciwie przyznał się, że nie rozumie. 

— No tak. — Chłopiec z lustra zasmucił się. — Skąd ty to możesz wiedzieć.  

Dłuższą chwilę dobierał w myślach słowa.  Z kolei Krzyś oswojony już z postacią swojego nowego kolegi zaczął szerzej spoglądać na obraz w lustrze. Naturalna ciekawość doprowadziła do szybkiej wymiany zdań.

— Co to jest? 

— Co? 

— No to, za tobą? 

— Aaaa. — Postać w lustrze odwróciła się przez ramię. — To jest las. 

— Las?  A to niżej?

— To łąką. A konkretnie mówiąc źdźbła trawy.

— Dlaczego twoje włosy się poruszają?

— To wiatr. — Chłopiec z lustra z każdą odpowiedzią stawał się coraz smutniejszy. Krzyś nie dostrzegał tego. Zdążył już podejść całkiem blisko, chcąc przyjrzeć się lepiej i zadać więcej pytań. 

— Dlaczego u ciebie jest tak... jasno? Musicie mieć tam dużo reflektorów… i bardzo dużo generatorów prądu?

— To światło słoneczne.

— Czyli jakie? Nie słyszałem o tej technologii. 

— To nie technologia, to natura. 

I zapanowała cisza. Oczy Krzysia poruszały się szybko, chłonąc każdy element lustrzanego krajobrazu. Czoło zmarszczyło się a brwi zbiegły. Intensywnie myślał. Już wiedział, co i jak się nazywa, jednak nie znał odpowiedzi na najważniejsze pytanie:

— Do czego to wszystko jest potrzebne?

Chłopiec z lustra otworzył buzię. Wyglądało to tak, jakby nabierał odpowiedniej ilości powietrza potrzebnego do obszernej wypowiedzi. Ale nie. On nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Dłuższą chwilę mierzyli się wzrokiem.

— Mam na imię Jarek — niezręczną ciszę przerwał w końcu chłopiec z lustra.

— Ooo, zupełnie jak mój tata. — Krzyś ożywił się i zmarkotniał niemal w tym samym momencie. Zatopił się w mglistych wspomnieniach, próbując przypomnieć sobie jak tata wyglądał, jak pachniał i o czym rozmawiali. Niestety, myśli te przerywał obraz płaczącej mamy klęczącej przy jego łóżku.

Nie dostrzegł momentu, kiedy jego nowy kolega opuścił lustro. Poczuł dopiero jego dotyk na ramieniu.

— Wiesz, to wszystko trzeba doświadczyć samemu. Żałuję, ale nie potrafię tego opisać.

— Mogę tam wejść? — Krzyś pływał w marzeniach, zupełnie nie zastanawiając się nad logiką wydarzeń. To był jego świat. Świat, gdzie wszystko jest możliwe.

Dłonie chłopca z lustra zaczęły delikatnie drżeć.

— Nic nic trudnego. — wsunął stopę w lustro. Pomachał nią po drugiej stronie gładząc końcówki traw.

Źrenice Krzysia rozszerzyły się, ręka podążyła ku szklanej tafli.

— Idź już — chłopiec z lustra pchnął go lekko. 

— Ale, kiedy ja nie mogę. Co z mamą? 

— Nie martw się. To przecież kilka godzin. Mama nic zauważy. Zajmę się tym.  

Krzyś walczył ze sobą. Falująca zieleń w lustrze zdawała się go wołać. 

— Dobrze. Zaufam ci. — Najpierw część stopy, potem dłoń. Wreszcie zanurzył się cały.   

Chłopiec z lustra oddychał ciężko. Przyglądał się Krzysiowi, jak dotyka trawy, jak kucnął i powąchał jakiś kwiatek. Kichnął, po czym roześmiał się i pobiegł w kierunku lasu. 

Wzrok próbował przechytrzyć ciemność a dłoń nerwowo wędrowała wśród strychowych skarbów. Wreszcie zacisnęła się na czymś, co zdawało się spełniać pokładane oczekiwania. Decyzja podjęta. Pewny zamach ramienia poprzedził brzęk szkła. 

— Krzyś?! — przez rozświetlony otwór wdarło się wołanie. 

Chłopiec rzucił się do wyjścia. Wysunął głowę z wnęki. U podnóża drabiny stała Miriam. Ich spojrzenia spotkały się i na moment zapomniał oddychać.  

— Przecież zabroniłam ci tam wchodzić! — gniewny ton kobiety przywrócił mu czynności życiowe. W pośpiechu pokonywał kolejne stopnie.   

Miriam spoglądała na chłopca czując wzbierające przerażenie. Niby wszystko się zgadzało, ale coś było nie tak. Jakiś głos w jej wnętrzu podsycał niepewność. Dotknęła jego policzka.   

— Krzyś? — zapytała szukając potwierdzenia. 

Chłopiec zamknął oczy i wyszeptał: 

— Tak bardzo pragnąłem z tobą być. 

— Gdzie jest Krzyś?! — cofnęła dłoń krzycząc. — Co się z nim stało?! 

Chłopiec chwycił ją za rękę. 

— Przepraszam, ale to był jedyny sposób, aby nasz syn mógł poczuć zapach lasu, usłyszeć śpiew ptaków i zobaczyć promienie słońca odbijające się w jeziorze. 

Z gardła kobiety wydarł się przeraźliwy ryk. Wzrok pokrył się szaleństwem. Umysł zmętniał, podejmując próby oceny sytuacji.  

— To niesprawiedliwe, dlaczego? Przecież on będzie musiał przez to wszystko przejść. Jak mogłeś mu to zrobić? 

— Jedyne czego w życiu żałowałem to nie tego, co przeszedłem, ale czego więcej nie ujrzę — odpowiedział chłopiec, a jego źrenice przeszkliły łzy. 

Miriam schowała twarz w dłoniach. Jedyne, co mogła zrobić to płakać. 

*** 

Achmetyst stał wsparty o mur otaczający miasto i wpatrywał się w pomarańczowo - brązową przestrzeń. Na tle czerwonego nieba wyraźnie zaznaczał się biały słup, przypominający coś pomiędzy wyziewami z komina a chmurą. Słup wirował i zdawał się dotykać nieba, rozlewając na boki.  

— Generatory powietrza wciąż nie mają odpowiedniej mocy. — Adam również oparł się o mur. — Dużo czasu minie, zanim znów zobaczą słońce. 

Achmetyst milczał, lecz kiedy wyczuł, że Adam ma ochotę ciągnąć swoje wywody dalej, odwrócił się gwałtownie. Wzrok miał zimny i ostry niczym sztylet. 

—  Coś ty najlepszego zrobił? Skąd ci w ogóle ten pomysł przyszedł do głowy? 

— Nie rozumiem? — Adam zapytał niepewnie, niemniej wytrzymał uderzenie spojrzenia. 

Achmetyst ponownie skoncentrował się na ognistym horyzoncie.   

— Są granice, których nawet my nie możemy przekraczać. 

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Trening Wyobraźni miesiąc temu
    Witamy nowy tekst! :)
  • Cofftee miesiąc temu
    Cześć!

    Posadowił się więc wygodniej na podłodze i przyglądał się z uwagą - czemu? Niby wynika to z opowieści, ale jakoś tak mi tu tego zabrakło :-)

    Z kolei uwagę Krzyś oswojony już z postacią swojego nowego kolegi zaczął szerzej spoglądać na obraz w lustrze - troszkę nie rozumiem, czyżby coś zaginęło?


    Natomiast bardzo, bardzo spodobał mi się ten fragment: Wiadomo, strych jest miejscem ostatniego pożegnania przedmiotów, co do których przejawia się głęboką wiarę w funkcjonalne zmartwychwstanie. Składane, niczym w masowym grobie, obleczone warstwą pyłu i pajęczyn, nie są najlepszym środowiskiem dla dziecka. Rodzicielskie ostrzeżenie, choć w swej naturze słuszne, najczęściej jednak przynosi niepożądany efekt — pobudza wyobraźnię, a ta z kolei napędza ciekawość. Jedyne, co może ją zatrzymać to strach.
    Ogólnie cały wstęp, meega klimatyczny.

    Sama opowieść także dalej brnie w tej tajemniczej, lekko niepokojącej aurze. Dobrze i szybko się ją czyta, bajerujesz słowami, autorze. Ogólnie jestem bardzo na tak, taki to świadomy, dobry kawał tekstu.
    Nie wiem kim jest Adam, troszkę ogólnie ten koniec po pauzie mnie myli, ale widzę, że to jakaś seria, więc zupełnie się tego nie czepiam. Myślę, że to naprawdę porządnie wykorzystany zestaw. Chętnie zajrzę jeszcze tu do Ciebie.

    Pozdrawiam,
    Kawusia.
  • Mane Tekel Fares miesiąc temu
    Dzienks za wizytę. Z tą "uwagą" to rzeczywiście kiks. Najpierw było, że uwagę Krzysia przykuł, a potem zmiana koncepcji i poleciałem dalej. W każdym razie polecam Poslanca, w wolnym czasie, od cz. 1 -:)
  • Marzyciel miesiąc temu
    Świetny początek. Ogólnie historia jest przejrzysta, nie przeszkadzało mi, że nie czytałem „Posłańca". Ten z lustra trochę łopatologiczny, ale jest. Co do inwersji czasowej fabuły to domyśliłem się, że działa w odniesieniu do całości.

    Zapis trochę kuleje. Przez niechlujną interpunkcję, tekst wygląda na napisany chybcikiem, ale przejrzałem poprzednie części i problem się powtarza. Cóż, warto pamiętać, że pośpiech jest istotny tylko przy łapaniu pcheł.

    Masz dużo błędów w dialogach. Od stylistycznych:
    — A co to jest świat? — Krzyś uczciwie przyznał się, że nie rozumie.
    Rozumiem zamiar, ale takie wstawki zamulają dialog.

    Do źle zapisanych dialogów:
    — Idź już — chłopiec z lustra pchnął go lekko.
    — Idź już! — Chłopiec z lustra pchnął go lekko.
    — Gdzie jest Krzyś?! — cofnęła dłoń krzycząc.
    — Gdzie jest Krzyś? — krzyknęła, cofając dłoń.

    Jest też sporo łopatologii. Powinieneś mieć trochę więcej zaufania do czytelnika. Nie jestem też przekonany o pisaniu TW w odniesieniu do większej całości. Chyba nie każdy będzie miał ochotę poznać wcześniejsze losy postaci. To raczej zarzut do Twojego poprzedniego TW, bo to może funkcjonować jako odrębna całość.
    Pozdrawiam.
    M.
  • Mane Tekel Fares miesiąc temu
    Bardzo dziękuję za wizytę. Uwagi cenne i cieszę się, że są ludzie, którzy chcą pomóc.
    Przyznaję, z interpunkcją mam problem i prędko się go nie pozbędę. Jedno mogę obiecać, że jeśli ziści się mój plan, nie będę oszczędzał na profesjonalnej redakcji i korekcie.
    Jeszcze raz dzięki.I jeśli mogę prosić o jeszcze chwilę. Nie jest dla mnie jasna uwaga dotycząca "— A co to jest świat? — Krzyś uczciwie przyznał się, że nie rozumie."
  • Marzyciel miesiąc temu
    Didaskalia są wskazówkami autora i dotyczą przedstawianiu dialogów. To narracja obok narracji. Tekst poboczny. Więc to nie jest dobry moment na wchodzenie w głowę Krzysia. Czasem takie wstawki dają dobry efekt, ale najczęściej tworzą pewien dysonans, przez który czytelnik zaczyna się gubić. Narrator powinien to zrobić wcześniej (lub później), w czasie prowadzenia regularnej narracji.

    — Czyli jaki?
    — Głodny świata.
    — A co to jest świat? — Krzyś uczciwie przyznał się, że nie rozumie.

    — Czyli jaki?
    — Głodny świata.
    Krzyś nie zrozumiał.
    — A co to jest świat? — spytał.

    Uwaga względem narracji.

    Zachwiał się, gdy pięta zsunęła się po otarciu o coś, co nie dawało poczucia równowagi.

    Nie możesz napisać „coś". Trzecioosobowy wszechwiedzący narrator musi to wiedzieć. Przy pierwszoosobowej narracji nie byłoby problemu.

    Stracił równowagę, gdy pięta otarła się o stertę klamotów.
  • Marzyciel miesiąc temu
    *przedstawiania
  • Mane Tekel Fares miesiąc temu
    Marzyciel ooo. Dziękuję-:)
  • Ritha miesiąc temu
    Dobre masz te początki, niejednoznaczne, zaciekawiające.
    Zestaw tyż masz idealny :P Ok, obadajmy.

    „Krzyś był już na tyle dużym chłopcem, iż wiedział, że mroki” – zapisałabym „by wiedzieć”, jakoś tak płynniej mi się wydaje, pozy tym likwiduje sąsiedztwo iż- że
    „Dotykał zupełnie nieznanych mu przedmiotów[,] zastanawiając się[,] do czego mogły służyć i skąd pochodzą.”
    „Wstrzymywał oddech[,] a myśli przypominały o najgorszym z lęków.”
    „To, co się stało[,] zrozumiał dopiero z czasem.”

    Akapit od „Miał osiem lat” mnie rozwalił. Dobrze uderzasz w emocje, chłodną relacją, lubię.

    „Ciało chciało rzucić się do ucieczki, ale ciekawość była silniejsza. ” – to jest dziwne, gdybyś napisał, ze ciało coś tam, a umysł/dusza coś tam to jeszcze, ale tu zmieniałabym na po prostu „Chciał rzucić się do ucieczki” (zwłaszcza że rymujące się „ciało chciało” dodatkowo jest dziwne)

    „Błysk był powtarzalny zawsze, gdy skierował snop światła w konkretnym kierunku.” – tu też zastanawiam się nad konstrukcją „był powtarzalny”, może „był powtarzany”?, albo unikając zamulającego tekst „był” – po prostu „powtarzał się”.

    „W miarę zbliżania, rozświetlony obszar stawał się większy” – bez przecinka tutaj

    „Ujrzenie własnego odbicia nie jest niczym nadzwyczajnym. Wszak codziennie rano myjąc zęby spoglądał we własne oczy.” – zostałabym przy czasie przeszłym – „Ujrzenie własnego odbicia nie było* niczym nadzwyczajnym.”


    „W przeciwległym krańcu pomieszczenia coś błysnęło. Chłopiec przystanął i poruszał latarką. Błysk był powtarzalny zawsze, gdy skierował snop światła w konkretnym kierunku. W miarę zbliżania, rozświetlony obszar stawał się większy. Potarł dłonią gładką powierzchnię. To było lustro.
    Ujrzenie własnego odbicia nie jest niczym nadzwyczajnym. Wszak codziennie rano myjąc zęby spoglądał we własne oczy. Niemniej był przekonany, że w tej chwili nie uśmiecha się, a mimo to postać w lustrze była wyraźnie uradowana. – był/było/jest(lub „był” jeśli zmienisz)/był/była – coś tu trzeba pogrzebać pod kątem powtórzeń

    „Wszak codziennie rano myjąc zęby[,] spoglądał we własne oczy.”

    „To było lustro.
    Ujrzenie własnego odbicia nie jest niczym nadzwyczajnym. Wszak codziennie rano myjąc zęby spoglądał we własne oczy. Niemniej był przekonany, że w tej chwili nie uśmiecha się, a mimo to postać w lustrze była wyraźnie uradowana.
    — Cześć — lustro przemówiło. Krzyś wzdrygnął się i nie kontrolując odruchów, dał krok do tyłu. Zachwiał się, gdy pięta zsunęła się po otarciu o coś, co nie dawało poczucia równowagi. Kolana ugięły się i upadł na pośladki.
    Chłopiec z lustra zachichotał.” – lustro/w lustrze/lustro/z lustra – chociaż jedno (a najlepiej dwa) dobrze byłoby jakoś obejść, synonimem czy coś

    „Posadowił się więc wygodniej na podłodze i przyglądał się z uwagą. Twarz skrzywiła się wreszcie w uśmiechu” – tu jest 3 x „się” na dość małej przestrzeni

    „— Mówiąc szczerze[,] zastanawiałem się[,] jak dużo czasu zajmie ci odkrycie tego miejsca.”
    „— A co to jest świat? — Krzyś uczciwie przyznał się, że nie rozumie.” – nie wiem czy bym nie wyrzuciła „się”, fifty-fifty
    „Czoło zmarszczyło się[,] a brwi zbiegły.”
    Często powtarzasz zwrot „chłopiec z lustra” (na granicy nadmiernych powtórzeń moim zdaniem).
    „Zatopił się w mglistych wspomnieniach, próbując przypomnieć sobie[,] jak tata wyglądał”
    „Nie dostrzegł momentu, kiedy jego nowy kolega opuścił lustro. Poczuł dopiero jego dotyk na ramieniu.” – 2 x „jego”
    „— Nic nic trudnego. — wsunął stopę w lustro.” – coś tu jest nie tak, może miał być: „To nic trudnego” (?) i „wsunął” z dużej
    „Pomachał nią po drugiej stronie[,] gładząc końcówki traw.”
    „Mama nic zauważy.” – „nic nie* zauważy” zdaje się
    „Wzrok próbował przechytrzyć ciemność[,] a dłoń nerwowo wędrowała wśród strychowych skarbów.”
    „Miriam spoglądała na chłopca[,] czując wzbierające przerażenie.”
    „— Krzyś? — zapytała[,] szukając potwierdzenia.”
    „— Gdzie jest Krzyś?! — cofnęła dłoń[,] krzycząc.” – musisz rozdzielać orzeczenia w zdaniach, w tym imiesłowy typu: krzycząc, szukając, gładząc, czując, mówiąc, próbując itp.
    „pomarańczowo - brązową przestrzeń” – pomarańczowo-brązową (bez spacji wokół dywizu)

    Co do treści – bardzo fajne, zwłaszcza początek i dialogi, końcówka znów dość tajemnicza, ogólnie narracja mi leży, przyjemnie się czyta, a i historia utkana fajnie.
    Gwiazdy poszły :)
    Pozdrawiam
  • Mane Tekel Fares miesiąc temu
    Nie wiem, czy mnie będzie na to stać, ale chętnie zatrudniłbym Cię do redakcji, jak już będę miał pewność, że zmierzam do finału zadania, jakim jest zajęcie miejsca na półce w Empiku.
  • Ritha miesiąc temu
    Jakoś wątpię, że umiesz rysować, ale nie zaszkodzi zapytać. W ramach wymiany usług - jak najbardziej :3 Ale pewnie nie umisz :/ Ze mnie żaden korektor, Panie
  • Mane Tekel Fares miesiąc temu
    Ritha To fakt nie potrafię rysować. W związku z tym znalazłem kogoś, kto potrafi to robić całkiem nieźle i właśnie kreśli obrazki do Posłańca. W zamian mam mu trochę pomóc "ożywić" jego książeczkę. Więc handelek jest możliwy i nikt nie powiedział, że musi być pozbawiony pośredników. Zatem, kto wie...
  • Ritha miesiąc temu
    No proszę... Punkt zaczepienia już mamy :) Git
  • kalaallisut miesiąc temu
    Wrócę:)
  • Mane Tekel Fares miesiąc temu
    Mam nadzieję.
  • jesień2018 3 tygodnie temu
    Hej, jestem i ja:)
    Czasami trochę przegadujesz i niektóre zdania wydają się lekko nieporadne. Niestety nie mam czasu, żeby pokazać Ci konkretnie, o które fragmenty mi chodzi, ale coś czuję, że jak uważnie przeczytasz pod tym kątem, to zauważysz. Zresztą wyżej masz już podpowiedzi.
    Ale poza tym - wciągająca, poruszająca lektura, ciekawy pomysł, świat odkrywany stopniowo. Ładna historia, przekonała mnie!
    Zostawiłam 5. Pozdrawiam!
  • Mane Tekel Fares 3 tygodnie temu
    Dziękuję. Będę sukcesywnie poprawiał. Jestem bardzo, bardzo, bardzo wdzięczny za każdą opinię, która pozwala mi dowiedzieć się więcej.
  • Aga jednostrzały 3 tygodnie temu
    Hej, no to przeczytalam. Nieźle napisane, choć chwilami leciutko i się dluzylo. Tyle uwag. No i przepraszam za zwiezlosc wypowiedzi, ale pewnie to przez brak kawy. Ehhh idę wstawić wodę.
    Pozdrawiam
  • Mane Tekel Fares 3 tygodnie temu
    Polecam ekspres do kawy. Mnie ratuje życie :-)
    Dziękuję za wizytę i polecam się.
  • kalaallisut 3 tygodnie temu
    "strych jest miejscem ostatniego pożegnania przedmiotów, co do których przejawia się głęboką wiarę w funkcjonalne zmartwychwstanie" - dokładnie, trafne i pięknie ujęte :)
  • kalaallisut 3 tygodnie temu
    Chyba już tak mam, że lubię takie opowiadania jak ten cykl. Ta tajemniczość przyciąga mnie, rozbudza właśnie tę dziecięcą ciekawość, i ten pomysł ze strychem i lustrem bardzo fajny. I na końcu, próba cofnięcia w czasie, próba chociaż na chwilę powrotu za tymi obrazami, co tęsknimy, co wiemy, że już więcej ich nie zobaczymy, trzeba iść tylko dalej naprzód.
  • Mane Tekel Fares 3 tygodnie temu
    kalaallisut Dzienks, dobry człowieku.
  • Mia123a 3 tygodnie temu
    Dobra, ogólnie to super tekst. Ciekawi bohaterowie i naprawdę wciągająca fabuła. Świetna końcówka. Poza tym całkiem sprytnie z tym wplątaniem zestawu w serie. Wow! I tu pięć gwiazdek. Pozdrawiam serdecznie :)
  • Mane Tekel Fares 3 tygodnie temu
    Mia123a zaróżowilem się na twarzy. Dziękuję.
  • Trening Wyobraźni 3 tygodnie temu
    Dobry wieczór!
    Przypominamy o obdarowywaniu zestawami – jutro o godz. 20.00.
    Pozdrawiamy :)
  • Trening Wyobraźni 3 tygodnie temu
    Mane Takel Fares, oto Twój zestaw:
    Postać: Głodzilla
    Zdarzenie: Zlodowacenie

    Gatunek (do wyboru): Fantasy/dark fantasy lub Pamiętnik/dziennik/retrospekcja lub Horror i pochodne
    Czas na pisanie: 9 czerwca (niedziela) godz. 19.00

    Powodzenia :)
  • Tessa 3 tygodnie temu
    Czegoś mi tu zabrakło, ale nie za bardzo potrafię sprecyzować czego dokładnie. Niby napisane pod zestaw, ale chyba brakuje mi takiego BUM, odpowiedniego zakończenia. Nie wiem, jaki związek ma fragment z lustrem, a ten, w którym jest obserwacja nieba. Gdzieś w komentarzach napisałeś, że trzeba coś przeczytać. Jednostrzał to jednostrzał, moim zdaniem powinien być sam sobie Panem.
    Co do spraw technicznych: piszesz okropnie długie zdania. Mnóstwo przecinków i "że". Wiem coś o tym, bo sama jeszcze do niedawna miałam z tym bardzo duży problem. Powoli się go pozbywam, co nie jest łatwe. Krótsze zdania budują lepiej napięcie i nie każą się cofać w czytaniu.
    Dobra, kończę marudzić :D
    Było dobrze, ale mogło być lepiej :)
    Pozdrawiam :D
  • Mane Tekel Fares 3 tygodnie temu
    Bardzo Ci dziękuję za wizytę i uwagi. Generalnie mam tendencję do komplikowania :-)
    Wierzę, iż doświadczenia z opowi będą skuteczna terapią.
  • pkropka 3 tygodnie temu
    "Miał osiem lat. Mama uklęknęła przy jego łóżku i płakała. " - może to wina mojego nieogarnięcia, ale jak później napisałeś że ma 11lat, to zgłupiałam. Dopiero po chwili ogarnęłam, że to było wcześniej. Proponuję dać coś w stylu "miał wtedy osiem lat".
    "Nic nic trudnego" - chyba widzisz ;)

    Podoba mi się seria posłańca. Jestem bardzo ciekawa, jaki jest cel nadrzędny, bo widać że do czegoś dążysz.
    Co do tej konkretnej historii - zaintrygowała mnie od pierwszych zdań, widać, że się rozwijasz. Super!
  • Mane Tekel Fares 3 tygodnie temu
    OK. Dzięki.
    Całość będzie mieć 13 części. 5 jest in progres, 2 jeszcze muszę wymyślić. Mam nadzieję, że "oświecenie" nastąpi.
  • Ozar 2 tygodnie temu
    Cześć. Odpisałem na twój mail.
  • Trening Wyobraźni ponad tydzień temu
    Dzień dobry!
    Przypominamy o obdarowywaniu zestawami – jutro o godz. 20.00.
    Pozdrawiamy :)
  • Trening Wyobraźni ponad tydzień temu
    Mane Tekel Fares, oto Twój zestaw:
    Postać: Brodaty tancerz brzucha
    Zdarzenie: Rozlane mleko

    Gatunek (do wyboru): Thriller lub Opowiadanie obyczajowe lub Horror i pochodne
    Czas na pisanie: 23 czerwca (niedziela) godz. 19.00

    Powodzenia :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania