Poprzednie częściTW Maska swastyki (1/2)  

TW Maska swastyki (2/2)

Błyskawice co rusz przecinały granatowe niebo, choć nie spadła ani kropla deszczu. Zza księżyca przezierał stalowy, szary lęk. Krzyk narastał. Próbowano rzucać się na druty, szarpać za nie i wyciągać daleko ręce. Z przerażeniem patrzyłem jak dwójka, na oko trzydziestoletnich mężczyzn, próbuje wciskać głowy między kraty, w nadziei, że kości czaszki chociaż minimalnie rozciągną pręty na bok. Jeszcze większe przerażenie poczułem chwilę później, gdy zdałem sobie sprawę, że nikt do tamtych nie strzelił. Zignorowano krzyk, zignorowano desperackie próby ucieczki i wreszcie, całkowicie pominięto zmianę zachowania. Znów dostaliśmy wodę. Pragnienie było jednak zbyt duże, a głód jeszcze większy, by ugaszono to kilkoma łykami. Światła zgasły. Wyczekiwaliśmy.

Było ciemno, tym ciemnej, im bardziej myślałem o tęsknocie za obozem. To miejsce rozpierzchło się we mnie na tyle, że każda zmiana pobytu na inną, niż jakkolwiek bezpieczna przystań, wprawiała w konsternację. Dlaczego nie zabito nas wcześniej? Dlaczego przewieziono właśnie tu, skoro istniało miejsce, gdzie pod naskórkiem jakiejś fałszywej idei i w imię nienawiści można było zabić tysiące osób z taką łatwością?

Czułem, że zakłóciła się jedność między tym, co wiem, a widzę. Pośród szepczących przekleństwa i modlitwy głosów, próbowałem zrozumieć czego chcę i co powinienem zrobić. Odrzucałem od siebie powracającą wiarę, że powrócimy w miejsce skąd nas siłą wywieziono, że nie wydarzy się złe, gorsze, ostateczne, bo przecież gdzieś tam czeka dom.

Kiedy jednak i tej nocy zabrano kilka osób, postanowiliśmy raz jeszcze pokazać siłę i gotowość do walki. Wrogość pojedyncza i zbiorowa, tak długo ukrywana w strachu, wyszła na powierzchnię. Zaczęliśmy bić siebie nawzajem. Uderzać głowami o ściany i kraty. Tak, by widowisko przyciągnęło jak najwięcej osób. W głowie kotłowała się myśl, że jeśli będziemy konsekwentni, dotrwamy do następnej zimy, jeszcze tydzień, dwa miesiące i będzie piękniejsze jutro, a ta noc jest naszym największym sprzymierzeńcem. Po zmroku  łatwiej być Judaszem, łatwiej zdradzić wszystko, co się do tej pory wyznawało, odrzucić zasady. Odnaleźć w sobie jakiś zwierzęcy instynkt. Chęć przetrwania za wszelką cenę.

Jeśli nie Bóg, to coś wielkiego dawało nam znać przez nagły napływ sił, że to jedyna droga do wyzwolenia. "Przyjdą do nas, a wtedy odbierzemy im broń", pomyślałem, tak jak wielu innych. Wystarczyło krótkie spojrzenie w ich stronę, by dostrzec, że im bardziej czas kurczył się w swoich ramach, tym większa agresja przeciw zabawom w kata rosła w naszych sercach.

— Nie mamy nic do stracenia — rzekłem cicho, spostrzegając, że niektórzy z powątpiewaniem patrzą na kotłujące się jak w klatce ludzkie członki.

— Bzdura! Bzdura! Zastrzelą nas jak świnie, bez mrugnięcia okiem. Zamknijcie się, póki jeszcze jest szansa! — głos dotarł z sąsiedniej celi.

— Racja — zawtórował następny. — Skończymy jak Kosa. Dostaniemy kulę w otwarte gęby! A tak przynajmniej mamy wodę!

—  Chcesz się oddać w ręce zbira, bo ugasiłeś pragnienie? Pieprzyć takie miłosierdzie, kiedy chwilę później zaciągają następnych pod ostrze. Nie zdziwiłbym się, gdyby napluli do kubka, zanim wypiliśmy.

Ucichło.

— Moglibyście spróbować — przerwał elektryzującą ciszę jakiś młodziak. — Andrzej ma rację. —  Nie widziałem w ciemności jego głowy, ale wydawało mi się, że skinął w moją stronę. — Świat jest taki pusty. Spróbujmy odwrócić czas. Wy spróbujcie. Ja mam inne życzenie.

Nikt nie zapytał jakie. Nawlekaliśmy słowa na czekanie, kiedy znów przemówił:

— Nie chcę ginąć z ręki Niemca. Wiem, że mnie spalą, a to tak mocno przeraża, bardziej niż myśl, że nie będę umiał się obronić. Oskarżą i wykonają wyrok. Wszystko potrwa kilka minut, potem przyjdzie ktoś następny i weźmie moją odciętą głowę, zapakuje do skrzyni i z resztą bezwładnych członków spali. Ten popiół śni mi się nawet na jawie. Chciałbym, żeby zakopano mnie pod ziemią, by przetrwał choć szkielet, świadczący, o tym że byłem kiedyś człowiekiem — zaszlochał. — Gdybym mógł, oddałbym duszę i błagał choćby o ten dół, metr dwadzieścia pod glebą.Kiedy wszystko na świecie skurczyło się do mordu i nie ma gdzie pomieścić miłości, pozostaje mi mieć nadzieję, że te bydlaki rzucą na ciało choć garść piachu.

— To chyba bez różnicy — szepnąłem. — Nie sądzę...

— Mylisz się — przerwał od razu i popadł w jakieś dziwne utrapienie. Wszyscy wytężyliśmy słuch, ale przez dłuższy czas nie powiedział ani słowa. Słychać było za to nerwowe szuranie, odgłosy oddawania moczu i płacz, malejący z minuty na minutę. Odkąd nas wyłapano i osadzono w obozie nie znaliśmy innego zapachu niż zatęchły, duszący smród potu i ekskrementów, ale tu, pośród wilgotnych ścian, stawał się jeszcze bardziej dokuczliwy.

— Chcę umrzeć sam. Przechytrzyć ich. Niech któryś z was zawiąże mi rękaw koszuli na szyi i zaciska mocno, dopóki nie upadnę —  stanowczy głos przeniknął ciszę.

Kilkoro z nas próbowało go pocieszyć, choć brzmieliśmy mało wiarygodnie. Podkładaliśmy chłopakowi wszystkie nadzieje na wydostanie się, lepsze dni, może nawet piękniejsze niż przed wojną, że minie kilka miesięcy i znów będzie dobrze. Będzie cicho. Tak spokojnie, że usłyszymy oddech ziemi, głos ulgi, a później długo nikt nie pozwoli na takie cierpienie.

W obliczu tego, że walka była zbyt zaawansowana i nijak nie zmierzała ku końcowi, nasze słowa nosiły znamiona fałszu. Wojna zaczęła przyjmować wszystkie ofiary, bez względu na pierwotne pobudki, ofiary pochodzące zewsząd, każde mięso, czyli tych, którzy sprzeciwią się, by świat przybrał barwy swastyki. Wymyślaliśmy szczęście, nie wierząc w ani jeden jego okruch. Wymyślaliśmy jutro, nie wiedząc, czy wszystkie  wczoraj to jeszcze rzeczywistość.

Nikt z nas nie odważył się pomóc w uduszeniu, choć jeszcze w pociągu obojętnie patrzyliśmy na śmierć. Tu było inaczej. Pojawiły się nieznane emocje, wartości. Blade współczucie.

Rano chłopak już nie żył. Nigdy nie dowiedziałem się, czy ktoś mu rzeczywiście zacisnął "pętlę", czy jednak miał na tyle odwagi, by zrobić to sam.

Ta śmierć to był koniec naszego dialogu i początek dziwnego smutku, który rozpierał naznaczone stygmatami serca. Początek otrzeźwienia i tysiąca myśli, dlaczego człowiek popełnia samobójstwo tylko po to, by nie widzieć satysfakcji w oczach oprawców. Próbowałem zrozumieć tę brutalność mordu. Nie odnalazłem sensownych powodów.

Została nas garstka. Nie mówiliśmy już nic. Zrozumienie przyszło przez skinienie głowy. Usiedliśmy obok siebie. Potem zrodził się krzyk, wrzask zagłuszający strzały na zewnątrz. Dręczeni dzień i noc przez małostkowe, zbydlęcone szarże trwaliśmy w letargu, zastanawiając się, czy warto jeszcze żyć. Teraz jednak śmierć i całkowita rezygnacja jednego z więźniów sprawiła, że ze wszystkich sił liczyliśmy na wolność. Kroki ciężkich, masywnych butów, specyficzne kroki, które stawiają tylko ludzie trzymający broń, słychać było coraz głośniej. Każdy milimetr przybliżał nas do celu. Kiedy byliśmy już oko w oko z wrogiem, wszystko ucichło. Palcami wskazaliśmy na trupa. Jeden z esesmanów pokręcił głową, wyjął kartkę i niezdarnie coś nabazgrał. Później wszedł, kopnął młodzika kilka razy w tułów, sprawdzając, czy aby na pewno nie żyje i nachylił się, żeby sprawdzić numer. To był błąd. Dopadliśmy do niego. Celę zalała nienawiść. Dwoje z nas zginęło, kiedy esesmani strzelali zza krat. Reszcie udało się zbiec w głąb budynku. Trzymając się za ręce, biegliśmy przed siebie. Niewiele myśląc, używaliśmy broni na oślep. "Nie dać się złapać, nie dać się złapać", to jedyne, co dobiegało do głowy. Starczyło sił, by uciec przez bramę. Walka z ogrodzeniem trwała dłużej. Słabsi nie podołali. Słyszałem, już z dala od ceglastego budynku, ich ostatni krzyk. Chwilową radość stłumiło przerażenie, kiedy spojrzeliśmy na siebie.

— Numery! — krzyknął ktoś. — Trzeba coś z tym zrobić!

Nie mając nic pod ręką, zaczęliśmy drapać do krwi, obijać ciało tak, by nie było znaków, że jesteśmy z obozu. Schroniliśmy się w opuszczonym budynku, dygocząc z przerażenia i jednocześnie ciesząc, że jesteśmy sami. Wierzyliśmy, że prędzej czy później ktoś nam pomoże. Pozbyliśmy się ubrań i tak doczekaliśmy zmierzchu.

 

Nocą wsiedliśmy do pociągu.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 17

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • krajew34 2 miesiące temu
    Wpadnę jutro, by z czystym umysłem to odpowiednio ocenić.
  • Trening Wyobraźni 2 miesiące temu
    Witamy kolejną część tekstu! :)
  • Trening Wyobraźni 2 miesiące temu
    Joluś nie zapomnij o wrzuceniu linku do wątku z linkami :)
  • Ritha 2 miesiące temu
    Pani, pierwsze slowo se popraw ;)
    Przeczytam niebawem *.*
  • marok 2 miesiące temu
    ekhem, musiałem Ritha :D
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    marok o co się rozchodzi? ;p
  • Justyska 2 miesiące temu
    Witaj! Przeczytałam, bo po pierwszej część nie mogłam sobie odmówić. Mocny motyw z samobójcą, który paradoksalnie ocalił siebie wedle własnej woli i innych. Całość bardzo mi się podoba, mam jedynie wątpliwości co do końcówki, bo mam wrażenie, że tak skrótowo została poprowadzona. Wybiegli z budynku i co? Żadnego ogrodzenia, innych strażników, myślę, że warto byłoby tu zadbać o więcej szczegółów, bo w tej wersji kojarzy mi się to bardziej z senną wizją... co w sumie miałoby sens w połączeniu z ostatnim zdaniem. Jakoś sobie teraz tak pomyślałam, że śmierć dla ofiar z obozów była wybawieniem, ich ucieczką (tak jak w przypadku tego więźnia), ale ich los pozostaje zapętlony, dlatego znów wsiadają do pociągu. A może od początku byli martwi?

    No nic takie tam moje myśli rozbiegane.
    Pozdrawiam serdecznie i 5 oczywiście:)
    ps "tak jak wielu inych" innych
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Z tą końcówką masz rację, nie wdawałam się w szczegóły, bo chyba trochę dobił mnie i przerósł temat i chciałam szybko zakończyć
    Dziękuje. Cenna uwaga.
  • Adelajda 2 miesiące temu
    Cóż mogę napisać, że bardzo dobry tekst, że poruszasz emocje czytelnika i wyobraźnię.
    Zbudowałaś bardzo smutny obrazek, jednak zarazem prawdziwy - bo ile wydarzyło się takich historii? Ile z nich nie zostało opowiedzianych?
    Bardzo trafił mnie ten fragment o tym, że jeden z nich chciałby chociaż spocząć pod ziemią.
    Dziękuję Ci za ten tekst.
    Potrafisz, oj potrafisz.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    To ja dziękuję za przeczytanie. A takich historii i podobnych być może było kilka, ale nikt o nich nie wie, nie pamięta. Pozdrowienia!
  • Canulas 2 miesiące temu
    Kurde, no.
    Oglądałem kiedyś dokument o ucieczce z Auswitz. Przypomniałeś mi to.

    "Początek otrzeźwienia i tysiąca myśli, dlaczego człowiek popełnia samobójstwo tylko po to, by nie widzieć satysfakcji na oczach oprawców." - tutaj bym się zastanowił czy nie "w oczach", ale się nie upieram.
    Kapitalny tekst i bezwzględny faworyt igrzysk.
    Wybacz z dupy komentarz,ale chwilowo jedynie telefon.
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Tak, zgadzam się z błędem. W tej formie brzmi lepiej. Dziękuje.
  • Canulas 2 miesiące temu
    jolka_ka - padły zarzuty co do słabej końcówki.
    Moje refleksje na ten temat:
    Chuj prawda.

    Końcówka to odkręcenia kranu ze strumieniem interpretacyjnej swobody. Wielowymiarowość. Nierealnosć. Oniryczność wręcz - (czy inne słowa, które wyguglowałem, a którymi bez ładu i składu się beczelnie chwalę). Ale do rzeczy:
    Czy oni umarli? Czy żyli?
    Czy nie są jedynie zaszłym echem przeszłości, rewerberacją przestrzegającą przed tym, by nie centralizować władzy u podnóża chorych jednosek?
    Wreszcie, czy to nie modła Uroborosa? Czy nie syzyfowa powtarzalność?
    Zepsuta końcówka, pfee ;)
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Canulas Myślę, że tu bardziej chodzi o moment ucieczki, niedopracowany i skrótowy, z czego zdaję sobie sprawę. Za wiele rzeczy jest w domyśle i może nieco nierealne niektóre wątki. Tak jak wspomniała Justyna; z ogrodzeniem, strażnikami. Faktem jest, że ta pętla, tzn ostatnie zdanie wprowadza "chaos" i trochę przesłania te niedociągnięcia, sprawiając, że można się zastanowić czy to prawda, czy faktycznie istnieją itp. ale nadal koniec taki o. Trochę tu ma do rzeczy moja niewiedza, ale najbardziej chyba to, że za bardzo weszłam w temat emocjonalnie i najzwyczajniej w świecie chciałam to już skończyć.


    Ale bardzo Ci dziękuję, że odbierasz to w ten sposób.
  • Canulas 2 miesiące temu
    jolka_ka, no ok, ale zobacz. Pod sam koniec snu, majaków wszystko też jest skrótów, kadrowe, odrealnione.
    Lawinowo wracające wyparcie, z całą mocą przypominające o sobie.
    Twoje pobudki są Twoimi i tylko Tyw wiesz jak było i czemu właśnie tak.
    My jesteśmy o to uboźsi, więc te ukladankowe wyrwy uzupełniamy własnymi interpretacjami. I taka jest moja.
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    W przeciwieństwie do części pierwszej, druga na jakby onirycznej grozie tkana. Dokładnie nie wiem, co mi taką refleksję wywołało.
    Mniej real poczułam.
    Ucieczka... zdobyli broń na jednym esesmanie? Czy czegoś nie załapałam?
    Obrazy nasycone piekłem, styl świetny.
    Szacun.
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Być może przesadziłam i zbyt wiele obrazów jest zbudowanych nierealne, ucieczka mało dopracowana, większość skrótowo i w domyśle. Na jednym nie, było kilku. Pozdrawiam.
  • TrzeciaRano 2 miesiące temu
    Zepsułaś końcówkę do dupy
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Wiem.
  • Ritha 2 miesiące temu
    „Nawlekaliśmy słowa na czekanie” – to cudne

    „pod glebą.Kiedy wszystko na świecie” – tu brakuje spacji po kropci

    „Chciałbym, żeby zakopano mnie pod ziemią, by przetrwał choć szkielet, świadczący, o tym że byłem kiedyś człowiekiem” – i to

    „— Chcę umrzeć sam. Przechytrzyć ich” – i to

    Spieszę się trochę, ale chciałam już przeczytać, stąd lakoniczność komentarza

    „Kroki ciężkich, masywnych butów, specyficzne kroki, które stawiają tylko ludzie trzymający broń słychać było coraz głośniej” – dokładnie, coś jest z tymi krokami, mam podobne przemyślenia a propo odgłosu kroków w zależności od, hm, nastawianie, idącej osoby

    Ej. Według mnie końcówka jest prześwietna. Ostatnie zdanie robi tu zajebista robotę, bo do końca nie wiadomo, czy pociąg podąża do wolności czy z powrotem tam. Świetne zagranie. Całość (obydwie części) – majstersztyk.
    Pozdrawiam :)
  • Ritha 2 miesiące temu
    I jeszcze jedna refleksja - dla mnie ta oniryczność ma tutaj jeszcze inny wymiar. Czlowiek, ggy jest zmeczony inaczej odbiera swiat, wycienczony - tym bardziej, dokladajac do tego stres i sumujac - nurzanie sie w rzeczywistosci, w jakiej nurzali się bohaterowie, ma zupelnie inny odbior przez nich samych. "Sennosc" doznan jak najbardziej uzasadniona.
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Mniej więcej o to mi chodziło w ostatnim zdaniu, więc fajnie, że tak to dwojako zinterpretowałaś. Kropkę gdzieś tam zaraz wstawię. I dziękuję bardzo za przeczytanie :)
    Krótko, bo już jestem zmęczona, ale tak - dzięki wielkie.;)
  • Ozar 2 miesiące temu
    Kolejny bardzo dobry tekst pokazujący z jednej strony załamanie i kompletny marazm, a z drugiej mimo wszystko chęć walki o przetrwanie. Atak na esesmana choć w zasadzie zupełnie pozbawiony sensu akurat sie udał i grupa więźniów wydostała się z wagonu. Dla tych ludzi choć chwila wolności była czymś najważniejszym, to jak bunt w Treblince, gdzie uci9aekło ponad 300 więźniów i choć przeżyło chyba 20 to dla tych ludzi nawet śmierć podczas ucieczki była lepsza, niz ta w komorze gazowej Bardzo dobry drugi odcinek
    Dla mnie 5
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Tak z tą napaścią lekko naiwnie. Drugi i ostatni, ciągu dalszego nie będzie, ale dziękuję za przeczytanie.
    Pozdrawiam serdecznie!
  • krajew34 2 miesiące temu
    Bardzo dobry kawał tekstu, choć odczułem lekkie zdziwienie, czytając fragment o braku reakcji strażników. Z tego co czytałem, większość z nich (jeśli nie wszyscy) byli sadystami i potworami, aż dziw, że nie postrzelali sobie do takich łatwych celów, albo nie pobili ich na śmierć. Może się mylę. Tak czy inaczej dobra robota, gratuluje odwagi poruszania takiego trudnego tematu.
  • krajew34 2 miesiące temu
    Bardzo dobry kawał tekstu, choć odczułem lekkie zdziwienie, czytając fragment o braku reakcji strażników. Z tego co czytałem, większość z nich (jeśli nie wszyscy) byli sadystami i potworami, aż dziw, że nie postrzelali sobie do takich łatwych celów, albo nie pobili ich na śmierć. Może się mylę. Tak czy inaczej dobra robota, gratuluje odwagi poruszania takiego trudnego tematu.
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Wiem, wiem. Słabo dopracowane, ale już nie chcę się w tym babrac. Dzięki, Krajew;)
  • Agnieszka Gu 2 miesiące temu
    Witam,
    Nadal utrzymałaś świetny styl. Bardzo wysoki poziom zapisu i opisów sytuacyjnych.
    Myślałam, że pójdziesz w nieco inną stronę, ale ta też nie jest zła. Jeden z lepszych tekstów TW.
    Finisz - świetny, niedopowiedziany, jakby zawieszony w przestrzeni... Super.
    Bardzo mi się podobało.
    Pozdrowionka :))
  • Agnieszka Gu 2 miesiące temu
    Witam,
    Nadal utrzymałaś świetny styl. Bardzo wysoki poziom zapisu i opisów sytuacyjnych.
    Myślałam, że pójdziesz w nieco inną stronę, ale ta też nie jest zła. Jeden z lepszych tekstów TW.
    Finisz - świetny, niedopowiedziany, jakby zawieszony w przestrzeni... Super.
    Bardzo mi się podobało.
    Pozdrowionka :))
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Cieszę się, że stylowo nadal okej. Dziękuje.
  • pkropka 2 miesiące temu
    Ja uważam, że wciąż jest świetnie. Chociaż wysoko ustawiłaś sobie poprzeczkę pierwszą częścią.

    "Było ciemno, tym ciemnej, im bardziej myślałem o tęsknocie za obozem. To miejsce rozpierzchło się we mnie na tyle, że każda zmiana pobytu na inną, niż jakkolwiek bezpieczna przystań, wprawiała w konsternację." - przemawia do mnie ten fragment. Nastroił mnie na resztę tekstu i pewnie po części dzięki niemu zakończenie mi się podobało. Może i było trochę przyspieszone, ale myślę, że osoba w podobnej sytuacji mniej więcej tyle by zapamiętała.
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Dziękuję, pani kropko :)
  • 00.00 2 miesiące temu
    Zaznaczę, że byłam.
    Nie wiem co napisać, nie jestem do końca przekonana.
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Jasne. Nie każdemu musi się podobać :)
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Przeczytałem dwie części. W sensie stylu, napisałaś bardzo dobrze, w sensie treści, to dziwnie rzec, że się podoba. Wiesz o co chodzi.
    Na pewno drugi raz przeczytam.
    Wiesz Yoiko... zaniedbałem czytanie twych tekstów. Niestety - za późno, żeby przeczytać, bo ich nie ma.
    Moja Matka też była wywieziona na kopanie rowów. Gdy się wszystko skończyło, Matkę i jej koleżankę, jacyś Niemcy podwieźli na stacje kolejową. Wsiadły do pociągu, który jechał do Niemiec. Nic nie mówiły. Pociąg zatrzymał się kilka kilometrów od zamieszkania.
    Tylko na chwilę . Gdy wysiadły, ruszył. Dlaczego? Pozostało tajemnicą. Chociaż ci dwaj Niemcy, wiedzieli, gdzie one jadą. Kto wie? Mogło być różnie.
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Co za historia. To faktycznie można powiedzieć, że szczęście w nieszczęściu...
  • nimfetka 2 miesiące temu
    Jestem. Przeczytałam całość i Boże, jakie to jest cudo istne. Historia tak smutna, przepełniona cierpieniem. Akcja poprowadzona niesamowicie dobrze. Frazy:
    „Wymyślaliśmy szczęście, nie wierząc w ani jeden jego okruch. Wymyślaliśmy jutro, nie wiedząc czy wszystkie wczoraj to jeszcze rzeczywistość.“
    Przekozackie. No nie potrafię z siebie wykrztusić nic. Zatakała mnie zajebistość tego tekstu, brak jakichkolwiek zmaz. Jest przepełnienie tym morderczym pięknem, niedolą ofiar, bezgraniczem nieszczęść, niesprawiedliwej śmierci, do której zostali przyzwyczajeni.
    Mistrzostwo.

    Szkoda, że usunęłaś poprzednie teksty. Masz tak ogromny talent, że ech.
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Teksty usunięte, bo... bo to konto idzie w odstawkę. Nie jestem w 100 procentach zadowolona z utworu, ale niektóre fragmenty i mi się podobają. Dziękuje Ci pięknie, że się pochyliłaś nad tym.
  • Lamb 2 miesiące temu
    jolka_ka jak to, konto w odstawkę :((??
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Lamb idę w Twoje ślady :) Będę publikować na nowym.
  • Lamb 2 miesiące temu
    To nie do konca "moje" slady. Tam juz mislam w miare wyrobiony nick, kojarzacy sie z tworczkoscia. I Ty tez masz. Szkoda tego.
    Jednak nsjwazniejsze, ze wgl zostajesz :*.
  • Trening Wyobraźni 2 miesiące temu
    https://treningwyobrazni.blogspot.com/2019/03/maska-swastyki-22.html

    :)
  • sensol 2 miesiące temu
    ach! świetny tekst. mroczny. cisną się na usta słowa: czas apokalipsy, inny świat. jak sie tak zastanowić, co ludzie potrafią zrobić z ludźmi, to wstyd straszny można poczuć. Faktycznie koniec trochę za szybko pociągnięty, ale to nie przeszkadza. robi się przez to psychodelicznie. gratulejszyn!
  • Canulas 2 miesiące temu
    Albo po prostu: coś ma ;)
  • sensol 2 miesiące temu
    Canulas coś ma tekst, który coś ma. ten ma więcej :)
  • Canulas 2 miesiące temu
    sensol, coś ma x3
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Dzięki, sensol :)
  • jesień2018 2 miesiące temu
    Jolka, powiem, że Ty mnie trochę oburzasz nonszalanckim stosunkiem do swojej twórczości. Masz talent, budujesz słowami pięknie, jak mało kto, a piszesz na telefonie i wykreślasz. Tak się nie robi. Dobrze, że ten tekst jest na blogu, więc ten przynajmniej przetrwa. A Ty idź przemyśleć moje słowa ;) I od kolejnego razu proszę sobie zrobić folder na pulpicie i wszystko tam grzecznie wrzucać. I nie dyskutować. Jestem starsza i wiem, co mówię :-P
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Ależ, większość tekstów mam pokopiowanych do folderu, ale nie robie tego na bieżąco bo nie mam własnego komputera (dlatego piszę na telefonie) i jak coś opoblikuję to usuwam, nie lubię czytać ponwnie czegoś co napisałam. Niektóre teksty się nie zachowały, bo uważam je za nieudane. No może i jesteś starsza, tego nie wiem. Wiem za to, że niezwykle ładna masz buzię (podejrzalam na fb).
  • jesień2018 2 miesiące temu
    jolka_ka haha no to nieźle, bo ja Cię też podejrzałam na fb (stąd wniosek, że jesteś młodsza). Też masz ładną buzię! I pięęękne włosy. No skoro większość tekstów pokopiowana, to już się zamykam i proszę o wybaczenie za powyższy wyskok :)) Pozdrowienia!
  • sensol 2 miesiące temu
    jesień2018 ciężko się połapać na fb kto jest kto.
  • jesień2018 2 miesiące temu
    sensol to masz podpowiedź, że te dwie ładne to Jolka i ja :-D A serio, to nie wiem, jak Jolka mnie zgadła, chyba przez tę połówkę twarzy, którą tu przez chwilę zaprezentowałam...
  • jesień2018 2 miesiące temu
    A do Jolki dotarłam po komentarzu... I to był jedyny profil, na jaki weszłam. Ty tam jesteś, Sensol, wśród lubiących TW?
  • Light 2 miesiące temu
    jesień2018 tak, po avatarku.
  • jesień2018 2 miesiące temu
    Light - Jolka, to Ty? Ładnie:)
  • sensol 2 miesiące temu
    jesień2018 wienczyslaw nieszczególny - sorry za spam
  • sensol 2 miesiące temu
    wienczyslaw nieszczególny
  • Canulas miesiąc temu
    Ok. Sprawa wygląda tak.
    Finalizujemy projekt pierwszej antologii. Jesteśmy właśnie na finalnym etapie dogrywania tekstów. Twój tekst — Maska Swastyki — ma się pojawić. Każde z nas ma teraz kilka tekstów do obadania. Potem dajemy sugestie pod rozwagę autorowi i następnie nasz zawodowy korektor finalnie je pieczętuje. Ludzie są jednak zmienni, więc byśmy nie działali po próżnicy, piszę wpierw do Ciebie.
    Czy nic się w tej materii nie zmieniło?

    Poproszę jednak o zielone światełko
  • Light miesiąc temu
    Proszę działać. :)
  • Canulas miesiąc temu
    "Czułem, że zakłóciła się jedność między tym (,) co wiem, a widzę."
    " Wymyślaliśmy jutro, nie wiedząc (,) czy wszystkie wczoraj to jeszcze rzeczywistość.'
    "Rano chłopak już nie żył. Nigdy nie dowiedziałem się (,) czy ktoś mu rzeczywiście zacisnął "pętlę", czy jednak miał na tyle odwagi, by zrobić to sam."
    " Teraz jednak, śmierć i całkowita rezygnacja jednego z więźniów, sprawiła, że ze wszystkich sił liczyliśmy na wolność." - dwa pierwsze przecinki bym usunął.

    "Kroki ciężkich, masywnych butów, specyficzne kroki, które stawiają tylko ludzie trzymający broń (,) słychać było coraz głośniej."
    "Kiedy byliśmy już oko w oko z wrogiem (,) wszystko ucichło.
    "Później wszedł, kopnął młodzika kilka razy w tułów, sprawdzając (,) czy aby na pewno nie żyje i nachylił się, żeby sprawdzić numer." - ok, traktuj ostrożnie, ale obadaj.
    Tyle. Ogarniasz i idzie pod ostateczny młot.
  • jolka_ka miesiąc temu
    Done :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania