Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

T.W. (XIV) 1z2 — Dziwadełka — część VI

"Część powiązana z treningiem wyobraźni.

Zestaw Rithy".

 

Trening wyobraźni: Nowy

T.W. XIV (1z2)

Postać: Sierota

Zdarzenie: Cały czas pada śnieg

 

Dziwadełka — część VI

 

*

— A więc tak wygląda teraz miasto. — Sanders odpalił papierosa, podziwiając widok na East Saint Louise z dachu szpitala Kenneth Hall, placówki, która upadła długo przed tym, nim upadło wszystko wokół. Budżet nie podołał wymogom ówczesnego świata. Obecnie budynek miał trzy zasadnicze zalety – schody przeciwpożarowe, rozległy dach i zero działającej elektroniki w środku. — Wszystko wygląda całkiem… normalnie.

— Jest szaro, pewnie dlatego — odparł portorykaniec, wdrapując się w ślad za towarzyszem po drabinie. W końcu cały zasapany klapnął tyłkiem na chłodnym podłożu, ale tylko na chwilę. Stres go zbytnio rozbudził, by umiał odzyskiwać oddech odpoczynkiem. Musiał chodzić, żeby czuć, że żyje. Wstał

— Szaro, taaa. Albo to po prostu perspektywa. Z daleka gówna nie śmierdzą.

— Może to też — niechętnie potwierdził Mekesh, stając przy skraju dachu i patrząc w dół. — Nie wracasz po swego kumpla?

— Po Bersteina?

Lekkie ukłucia igieł niepokoju powodowały, że portorykański alfons czuł dyskomfort. Odpalił browar z plecaka i walnął cały na raz w tempie, w jakim Lamborghini Aventador rozpędza się do setki. Beknął i obszedł dach. W tym czasie Pike obsiadywał grzędę gzymsu, nic sobie nie robiąc z sześciopiętrowej przepaści i w ciszy ćmił camela.

Ślady kałuż na łączeniach papy sugerowały nie tak dawny, całkiem ulewny deszcz. Niebo było dziwne. Jakby... bez definiowalnego je koloru. Poszarzałe, przyciemnione, miejscami wyglądające na groteskowo cienkie. Przywodziło na myśl coś, co mogłaby ujrzeć kanapka wprost ze środka papierowej torby.

— Niee. — Mekesh w końcu oderwał wzrok od coraz bardziej hipnotyzującego widoku. — Tego alkoluba mam na myśli.

— Aaa, Nortona. Jest dorosły, przynajmniej gabarytowo. Jakoś sobie poradzi.

— Mówisz? Nie wyglądał najlepiej.

Siedzący pstryknął petem. Sięgnął po następnego.

— Piękny widok, co?

— Obleci.

— Obleci — prychnął Sanders, lustrując przedmieścia Saint Louis. Gdzieś na horyzoncie wyłapał charakterystyczny zarys łuku Gateway Arch. Zgodnie z jego szczątkową wiedzą geograficzną pomnik zdobywców postawiono ku czci pierwszych osadników, którzy przeprawiając się przez Missisipi, wyruszyli na podbój Dzikiego Zachodu. To urodziło w nim myśl. — Może powinniśmy spadać z tej pokurwionej dziury, Mekesh? Gdzieś, bo ja wiem, na północ albo do Springfield? Ewentualnie na zachód, przez rzekę, jak osadnicy… Do Kansas może?

— Chcesz stąd wyjechać? — Portorykas również błysnął zapalniczką, choć jeśli już coś palił, to raczej gandzię. Teraz jednak sięgnął po ten mały prostokącik z wizerunkiem wielbłąda na okładce.

— No tak żem umyślił, chłopcze. Częstuj się.

— Do nafaszerowanego nośnikami informacji Springfield? Albo na zachód? Przez… rzekę? Jak… osadnicy?

Pike w lot pojął, że powtarzanie przez Mekesha jego słów ma wydźwięk, jeśli nie kpiący, to na pewno powątpiewający. Skinął jednak głową, wierząc w sprawczą moc własnej charyzmy.

— Lepiej poczekajmy na Raya — zawyrokował kompan. — Wolałbym nie robić nic na oślep. Nie mamy transportu. Łodzi zwłaszcza.

— Są mosty, kretynie.

Środkowy palec urwał chwilowo temat.

— No dobra. Myślę, że to idealny moment, żeby sobie przygruchać jakąś suczkę. — Pike uniósł dwukrotnie brwi, po czym złapał się ostentacyjnie za krocze. — Chcesz suczkę, mały?! — Znów brwi, rzut okiem na towarzysza, tępy rechot. — Mówi, że bardzo chce!

— Mieliśmy trzy, trzeba było pilnować. Luna całkiem nieźle ss…

— Ble! Nawet nie kończ. Dziwadło pierdolone. Wszędzie miała powtykane kółka jak, kurwa, christmas tree. Ta druga też tępa dzida, ciasna dupa wcale nie czyni jej wyjątkową, a tylko spójrz na to miasto. Skrywa tyle cip, ile dusza zamarzy. I wiesz, co jest najlepsze?

— Co?

— Najlepsze jest to, że one teraz wszystkie są w potrzebie! A my im możemy pomóc. Na różne sposoby. I tu na dole, w tej budzie, na pewno jakaś też się zaplątała.

— Kiepski pomysł, Pike. Ta cisza mi nie pasuje. Spójrz na niebo.

Sanders uniósł wzrok na odczepnego. Chmurki jak chmurki. Zwyczajne. Cisza faktycznie przewiercała skronie, ale skoro liczba mieszkańców uległa denominacji, nic chyba w tym niezwykłego?

— Chuj z niebem, Mekesh. Daj spokój. Ten wielki makaron srał w gacie, ilekroć podchodził pod okno, a ile jebanych potworów naliczyłeś po drodze? Bo ja, chłopaku tyle ile jest kalorii na dietetycznej coli. Całe, pierdolone, zero-zero. Poza tym proste zasady: Jak jest cisza – git, jak coś piszczy – nie-git. Łatwo skumać. Chodźmy!

— Zabijesz nas.

— To co, kurwa, chcesz tu gnić na dachu do usranej śmierci? Załatwimy sobie fajne dupy, to będziemy mieć lepszą motywację. Do walki i w ogóle do brodzenia w tym szambie. Oprócz żarcia musimy mieć co dymać, nie? A i jeszcze trzeba by znaleźć Erniego. Z nim będzie nam weselej. Dużo żre, ale to spoko koleś.

Szybka kalkulacja uzmysłowiła Mekeshowi, że należy przemyśleć dalsze kroki. Kroki i towarzystwo.

 

*

— To powiesz mi w końcu, gdzie ona mieszka?

Stali za winklem budynku, Ray liczył naboje. Ann wypatrywała potencjalnych wrogów.

— Hm. Latem w Jones Water Park. Zimą z kolei w Eagle Nest przy State St. — Uśmiechnęła się blado.

— Latem w parku, zimą w schronisku? Jest… bezdomna?

Kolejny mizerny uśmiech.

— Teraz wszyscy jesteśmy.

Mężczyzna oparł załadowaną strzelbę o mur. Z grymasem bólu na twarzy pokręcił kółeczka potrzaskaną stopą.

— Słuchaj, Ann. Tak bywa, że dzisiaj jesteś, a jutro już ciebie nie ma. Dzięki za ocalenie dupska i w ogóle. Jeszcze mnie żadna laska nie wyciągała z opresji. Ale wiesz co. Życie teraz wcale nie będzie łatwe, a biorąc pod uwagę to kurewstwo, które mnie przygwoździło, dobrze wiedzieć, że zdejmuje je pojedyncza kulka w łeb. Ej, ale to Eagle Nest. Placówka dla cholernych weteranów?

Dziewczyna potwierdziła ruchem głowy. Gdzieś w okolicy rozbrzmiał dźwięk autoalarmu. Przywarowali do ściany w oczekiwaniu.

— Miała takiego faceta — wznowiła Ann, kiedy świdrujący uszy dźwięk nie przyniósł innych, bardziej przykrych następstw. — Chyba Jules. Jones. W każdym razie w ten deseń. Gościu ją tam wkręcił. Zmajstrował jej dziecko, kazał usunąć, razem walili metę. Nieciekawa historia.

Ruszyli wolno przed siebie. Gigant kuśtykał, obracając w głowie coraz bardziej puchnące wątpliwości.

— Słuchaj, mała. Nie wiem, czy jest sens…

— Pisałam z nią wczoraj, Ray. Ona żyje!

— Dalej ćpa?

Wzruszyła ramionami.

— A ty...

— Taaa — przerwał. — Dam radę!

Za kolejnym zakrętem drogę tarasowało kilka zniszczonych fur. W sumie do przebycia nawet i z rozłupaną girą, tyle że nowe auta, tak samo, jak telefony: jeśli możesz – unikaj, jeśli nie musisz – staraj się nie korzystać.

Bonnano wskazał na jedną z furtek prowadzących na zaniedbane podwórko. Parterowy dom wyglądał jak po spaleniu. Jeśli jednak uciekasz od zalet cywilizacji, czym gorzej, tym w sumie lepiej.

— Chodź, mała! Spróbujemy tędy.

— Pike mnie zgwałcił.

Nawet nie odwrócił głowy, ważąc w rękach ciężar kłódki spajającej łańcuch.

— Zerżnął mnie w kiblu, Ray — dodała histerycznie. — Wyłomotał w dupę.

— Rzuciłaś kośćmi, Liebersten — wychrypiał, ciągle nie krzyżując z dziewczyną wzroku. Następnie jednym uderzeniem kolby otworzył im dalszą drogę. — Teraz będziemy musieli nimi grać.

 

*

Budynek był wielki, ceglasty i prawdopodobnie opuszczony. Straszył wszędobylskim brudem i nie zachęcał wilgocią. Tuziny skrytych w mroku zakamarków podpowiadały nieciekawe scenariusze. W obliczu takiej scenerii każdy obejrzany za szczenięcia horror zdawał się ożywać w wyobraźni.

Mekesh podsadził Pike'a i ten wybił okno na parterze. Niewiele to jednak dało.

— Duszno tu?

— Pytasz, czy stwierdzasz?

— Stwierdzam.

— Na pewno? Wydawało mi się, że widzę znak zapytania.

— Ech, kurwa! Duszno tu! Teraz lepiej?

Zamiast toczyć bezsensowne spory niczym para niedojebanych literatów na dorobku, mulat sięgnął do plecaka po latarkę. Obświecił zapleśniałe ściany. To, co ujrzał, spowodowało, że całe wszamane żarcie wsiadło do windy i nacisnęło przycisk z napisem "Góra – tryb awaryjny". Momentalnie wytrysnął strumieniem przemielonej pizzy.

— Ja pierdolę! Uważaj! No co za jebany delikates.

— Wi... widzisz to?

Pike odebrał zgiętemu w pół mężczyźnie źródło światła.

— Wielkie mi halo. Zwyczajna kołdra z runa leśnego i trochę grzybów na ścianie. Jeśli pawiujesz przy takich widokach, to nie wróżę ci świetlanej przyszłości. A ponoć jesteś waflem tego sycylijskiego draba i obrotnym alfa-romeo.

— Alfa-co?

— Alfonsem, na cięte rany Chrystka-urwipołcia. Chłopie. Zajebałeś mi caluchne buty? Mięsna uczta, kurwa.

Mekesh zdołał wygłosić pierwszą sylabę z "Przepraszam" i ponownie go zgięło.

— Amatorka. No ama-kurwa-torka. — Pike pokręcił głową. — Chodź, Hydrant. Obadamy bliżej.

Ruszył po schodach. Zgięty Portorykańczyk podążył za jego śladem.

Niespiesznie zwiedzili dwie kondygnacje. Szpital jak szpital – łóżka, krzesła, resztki aparatury, która w większości musiała zostać zabrana.

— Z przykrością stwierdzam, że nie ma tu żadnych cip.

— Stworów chyba też nie — zauważył rezolutnie chłopak, któremu po tym gastrologicznym kołowrotku aż zbielała twarz, upodabniając go do brązowego mima.

— Cip, cip, cip. Cipeńki gdzie jesteście?

Mekesh przewrócił oczami. Czuł niepokój w tym pieprzonym miejscu. Niemal namacalną grozę. Oglądany za gówniarza Candyman wracał z potworną siłą.

— Cip, cip, cip — kontynuował wciąż wesoły Sanders. — Muszę se trysnąć szczocha. Weź no latarenkę i przejrzyj kąty.

Strumień światła popłynął wzdłuż wskazującego palca Pike’a, przybliżając kontury lewej strony pomieszczenia aż po najdalszy kąt.

— Ok. Dobra, młody. Tera tam. Chryste, co za cholerna ulga. Rację miał ten, co to gadał, że dobre szczanie jest jak pół jebania. Nie uważasz?

— Nic tu nie ma, Sanders. Wyłaźmy stąd. Pokręćmy się koło baru.

Mężczyzna zbył wątpliwości machnięciem ręki.

— Bzdurki. Bzdurkowskazy. Mam silne przeczucie, Mekesh. Ufam mu. — Złapał się za nieschowaną flintę. — Przeczucie oraz kompas.

Prawa strona. Korytarz. Kolejne pomieszczenie. Później klatka schodowa. Coś jakby bufet pełen zgniłych szapargałów i pordzewiałych narzędzi. Kożuchy pleśni na meblach. Następnie szpitalna kaplica. Kilka kolejnych sal. I w końcu kuchnia. A tam – zawiniątko.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Dekaos Dondi ponad tydzień temu
    R*&*C→Wrzuciłem→1 tekst, skomentowalłem 1→ale teraz muszę wyjść.
    A byłoby dziwne, gdybym ''Dziwadełka'' przeczytał po łbach:).
    Przeczytam jeżeli wrócę:) Pewności na 100%→nigdy nie ma.
  • Ritha & Canulardo ponad tydzień temu
    Zapraszamy w dogodnym czasie :)
  • Canulas ponad tydzień temu
    W dogodnym
  • JamCi ponad tydzień temu
    Przeczytano, jak mózg ruszy po zebraniu, to napiszę.
  • Ritha & Canulardo ponad tydzień temu
    Jak wyżej :)
  • JamCi ponad tydzień temu
    Dobra, wszystko zwolniło, straciło sporo ze swojego pędu. Znowu muszę się ostro zastanawiać kto jest kim, ae idzie się połapać co do niektórych. Teksty czasem takie Wasze, nie sposób się nie uśmiechnać. Trochę takie jakby przygotowanie do startu do kolejnej rundy. Podsyciło apetyt na tę kolejną.
  • JamCi ponad tydzień temu
    Ritha & Canulardo a no i ciekawi mnie reakcja na pozornie olaną informację. Bo zdaje się, ze wszystko zmierza do spotkania. I aż się boję co się wydarzy.
  • JamCi ponad tydzień temu
    Tekst o literatach: bezcenny :-)
  • Canulas ponad tydzień temu
    JamCi, dzięki piękne za wizytę
  • Ritha & Canulardo ponad tydzień temu
    Ja również dziękuję :) Tak zwolniło troszkę, nie jedna się gubisz w bohaterach, mam cichą nadzieję, ze w końcu te postaci się "przyjmą" :)
    Pozdrawiam :)
  • 00.00 ponad tydzień temu
    Oddech, zgniły od tych grzybów i syfu, ale jest.
    Już się bałam, że będzie akcja z Luną. Przeskoczę tą sytuację, jeśli znowu ją będzie torturował.
    Osadzenie postaci w tych warunkach wyśmienite.
  • Canulas ponad tydzień temu
    Fajnie, że sledzisz Szu.
    Pozdrox
  • Ritha & Canulardo ponad tydzień temu
    Dziękuję, Szu :)
  • Tomasz Bordo ponad tydzień temu
    Can jeśli cię uraził ten żart z dodaniem na chwilę plakatów vegi na t3ksturę to sorry
  • jolka_ka ponad tydzień temu
    Nie wiem jak podzieliliście się tu w pisaniu, ale to moja ulubiona, jak do tej pory, część. I tym razem tyle komentarza. W ogóle bardzo równy poziom wszystkich partii. Wow.
  • Canulas ponad tydzień temu
    Ta część jest w większym stopniu zasługą Rithy, choć maczałem paluchy.
  • Ritha & Canulardo ponad tydzień temu
    Jol, różnie się dzielimy w pisaniu, czasem więcej bazowej treści wychodzi ode mnie, czasem od Cana (tu więcej mojej, w ostatniej Cana, różnie), ale! Ale ta treść bazowa zostaje poddana solidnej, wspólnej obróbce, w wyniku której to obróbki bazowe treści puchną i są plątaniną myśli moich i Cana. Jeśli wyszło spójnie, to bardzo gites :)
    Dzięki piękne, pozdrówki.
    (R)
  • betti ponad tydzień temu
    Tutaj to w zasadzie niewiele się dzieje poza tym, że dużo chodzą, miałam nadzieję, że może trafią na jakieś stwory albo coś takiego... a tu prawie grzecznie i w miarę spokojnie... odczuwam pewien niedosyt.
  • Ritha ponad tydzień temu
    Nie dogodzi czytelnikowi. Jak nie za szybko, za duzo, to za wolno :) Czesc miala 8 stron, ciachnelismy na pol bo za duzo jak na jeden raz. Piszemy to jako calosc-calosc nie jako rozdzial-calosc, wiec beda rozne poziomy tempa.
    Dzieki za wizytę, pozdrox
  • betti ponad tydzień temu
    Ritha nie o to chodzi, przyzwyczaiłam się chyba, że dużo się dzieje i trudno złapać oddech i czekałam, kiedy gdzieś - coś wyskoczy... ja chyba należę do tych, którzy lubią się bać. Oglądam horror, a w pewnych momentach - zamykam oczy, ale nikt mnie nie oderwie od ekranu... Przecież wiem, że muszą być momenty przestojowe, żeby mogła być akcja, to takie preludium do czegoś strasznego, no i ja czekam... bo poziom emocji ładnie podniesiony...
    Pozdrawiam.
  • Canulas ponad tydzień temu
    betti, tak jak już sobie sama odpowiedziałaś, tak potwierdzam. Muszą być momenty oddechowe jeśli seria zaplanowana jest na długą. Już Dekaos słusznie zauważył, że gdyby non stop były tylko gwałty, straciłoby to wszystko sens.
    Pozdrox
  • konfiguracja ponad tydzień temu
    Język, składnia, dialogi - okey, widać ogromną wprawę.
    Gubię się w postaciach, wątkach... Chyba lepiej będzie poczekać do finału i na spokojnie całość zaliczyć.
  • Ritha ponad tydzień temu
    To poczekasz dlugo :) Taa, mozliwe, ze mozna sie pogubic, chociaz... jestes mocno ogarnieta, nie wierze, ze 7 osob to za duzo, by miec orient ;)
    Dzięki za wizytę.
    Pozdrawiam
  • Canulas ponad tydzień temu
    Hmm, ten zarzut naprawdę się powtarza i jeżeli jest coś, co musimy sumiennie przemyśleć, to właśnie to.
    Dzięks
  • Ritha tydzień temu
    Canulas rozwazam zrobienie im rozpiski bohaterów :D
  • Canulas tydzień temu
    Ritha, ale to już któraś osoba, więc błąd jest po naszej stronie. Trzeba po prostu robić rzadsze przeskoki. Np. Jedna cześć o jednym Boh. Ewentualnie, jednej parze
  • Okropny tydzień temu
    Canulas o, to, to.
    Mniej miksowania postaci, kto jest kim, kiedy, najebane imion i ksywek, kto w końcu kogo wyruchał i wyrzucił przez okno, wiesz. Godołech Ci.
    Ritha rozpiska chuja da, bo nikt normalny (wg mnie) nie będzie czytał rozpiski i co chwilę do niej zaglądał. Zwłaszcza, że to nie dramat, gdzie masz listę bohaterów wypisaną na starcie.
  • Canulas tydzień temu
    Okropny, rozpiska to takie puszczenie oka. Ale masz rację. Ja już raz spierdolilem w tym temacie, w tamtej serii o dzieciakach i pajakch.
  • Okropny tydzień temu
    Canulas kombinuję teraz trochę nad tym, co mi powiedziałeś przed wiekiem, że za dużo dojebanych postaci to też niedobrze, potrzebni są równiez bohaterowie drugoplanowi (to a propo Wysp).
    Spróbujcie może przy post-produkcji, przy montażu na opowi już jakoś to podzielić na mniejsze grupy, zrobić pojedyncze postaci bardziej wyraziste w jakiś zewnętrzny sposób, żeby się nie zlewały w taki post-apokaliptyczny, pełen przemocy ludzki kisiel.
  • Canulas tydzień temu
    Okropny, będzie to na pewno analizowane
  • Okropny tydzień temu
    Canulas <3
  • Ritha tydzień temu
    Bo nazwiska mieszaja. Po samych imionach bysta sie polapali, ale wtedy bysmy utoneli w powtorzeniach.
  • Okropny tydzień temu
    Ritha można pisać tak, by uniknąć powtórzeń, wiesz o tym. Rudy, wyższy, blady, drugi... zaznaczać i akcentować bardziej ich przez pryzmat tego, co robią
  • Ritha tydzień temu
    Okropny to Can ich ponazwiskowal tak w zasadzie :D
    Zara zrobie rozpiske, tylko kawe wypije
  • Canulas tydzień temu
    Ritha, oo, jak pierdolnik, to Can. Ładne rzeczy :(
  • Ritha tydzień temu
    Canulas :D Oj tam oj tam, zartuje nooo.
  • Ritha tydzień temu
    (w sensie - ja tez chcialam, zeby byly nazwiska)
  • Okropny tydzień temu
    Ritha , Can
    Nazwiska to nie wszystka!
  • Dekaos Dondi tydzień temu
    R*&*C→Nu szak... hmm... muszę jeszcze raz przeczytać części wsteczne, bo ciutkę się pogubiłem w postaciach jakby deczko:)
    --------------------------------------------------------
    Nie, nie. Napisane dobrze. Tekst wchodzi jak ślimak bez skorupy do gardła.
    Tylko znowu.. to samo... ''hurtem szarosć'' To nie tyle zarzut, tylko subiektywne me odczuwanie świata pisanego.
    ---------------------------------------------------------
    Zdaniem mym, od poczatku by się przydał jakiś... w pewnym sensie... leitmotiv... bardziej wyrazisty.
    Dążą od: A, by uzyskać: B.
    Albo też jakaś tajemnica, co się powtarza w każdej części, chociaż dziebko, pewien rodzaj niepokoju, który się wyjasni na końcu.
    Może jakiś konspekt teraz dołożyć- skrót - kto z kim, dlaczego:)))
    -----------------------------------------------------------
    No dobra kończę wymądrzanie. Musze kiedyś też coś spróbować napisać normalnego:)
    Z diaogami z narracją - o jejku...
    Bo to chyba tak przeważnie jest, że w cudzych, chcemy czytać: siebie.
    W sensie stylu, fory... ale są wyjątki.
    --------------------------------------------------------
    Tak czy siak śledzić będę→Pozdrawiam 🌠🌠🌠🌠🌠
  • Canulas tydzień temu
    Znowu bosky komentarz. Jak być może widzisz, tam pod spodem już rozprawiamy na tematy przejrzystości. Co do wędrówki i braku wyrazistego antagonisty, cóż, to część odpoczynkowa. Takie będą się pojawiać dla równowagi.
  • Ritha tydzień temu
    "Albo też jakaś tajemnica, co się powtarza w każdej części, chociaż dziebko, pewien rodzaj niepokoju, który się wyjasni na końcu." - Dekaos, widzisz, mi sie wydaje, ze piszemy na innej zasadzie. Nie do końca scenariusza z plot twistami i innymi zabiegami, a bardziej na zasadzie przemierzania świata z bohateriami. Rozpiska mam nadzieję pomoże.
    Dzięki za refleksje, wszystkie cenne
    Pozdro
  • Dekaos Dondi tydzień temu
    R*&*C→Sumienie dziabnęło moje ego.
    Przecież sam czasmi piszę pokręcone teksty, w których trudno się połapać.
    Skoro na innej zasadzie, to o.k.
    Dostosuję moje postrzeganie do panujacych warunków:))
  • Ritha tydzień temu
    Dekaos Dondi :D chodzi mi o to, ze byc moze byloby lepiej zaaranzowac taka i taka scene, a my, ja, osobiscie pisze na zasadzie wczucia sie w sytuacje. No mniejsza z tym, to nie zarzut do Ciebie, ot glosno mysle :D
  • Dekaos Dondi tydzień temu
    Teraz dostałem obuchem zrozumienia w łeb..
    Na podobnej zasadzie piszę dialogi. Dopada mnie początek, a później już nie planuję, pytań i odpowiedzi.
    Jeno ogólny zarys mam w głowie. Żeby było w miarę naturalnie.
  • Ritha tydzień temu
    Dekaos Dondi noo, my tak samo..Szkic jest, kilka punktow "must have", reszta dzieje sie sama..Ja osobuscie staram sie nie oatrzec oczami narratora czy autora prowadzacego te historie, tylko oczami bohaterow. Skonocilam sobie juz kilka fabul przez to, ale licze ze a) cos sie moze na bledach nauczylam b) Can mla zastopuje, jak cos poknoce.
    Twoje dialogi to czyste flow zdaje się :D
  • betti tydzień temu
    Ja tam nie wiem, o co draka. Bohaterów jest raptem kilku, mają imiona, charakterystykę na tyle wyrazistą, że bez trudu można dopasować pod konkretną osobę. Od pierwszego rozdziału minęło już trochę czasu, był czas się zaprzyjaźnić. Żeby to pierwszy rozdział, to rozumiem, ale teraz... Dziwne te zarzuty.
  • Okropny tydzień temu
    To nie draka, rozmowa kulturalna ludzi na poziomie na temat wcześniej poruszany, yo
  • betti tydzień temu
    Okropny, źle więc się wyraziłam... powinno być ''lekkie'' zamieszanie, ale może to też źle... wymiana poglądów albo własne racje. Co nie zmienia faktu, że tekst jest przejrzysty i zrozumiały.
  • Okropny tydzień temu
    betti dla Ciebie*
  • Canulas tydzień temu
    Nie no, coś jest na rzeczy ewidentnie
  • Ritha tydzień temu
    UWAGA! ROZPISKA :D

    Na przykładzie tej części – po szpitalu łażą:
    Pike Sanders – facet, który zgwałcił Ann w kiblu
    Mekesh – portorykaniec, wafel Raya, był kelnerem w tej knajpie

    Po mieście łażą:
    Ray Bonnano – największy i najfajnieszy, właściciel tej knajpy, z której spierdalali
    Ann Liebersten – bab nie ma dużo, to chyba wiadomo

    W poprzedniej części mieliśmy natomiast:
    Nortona - ten co był pijany w sztok i dla relaksu wyłomotał podłogę (kumpel Pike’a, on jest normalny, ale… z kim się zadajesz itp.)
    Luna – ta z kolczykami
    Ernie Berstein – psychopata, zwyrodnialec, zrobił Lunie kuku

    Myślę, że Pike i Ernie najbardziej się mylą ludziom, a to dlatego, że obaj są napaleni, różnica polega na tym, że Ernie przy okazji robi większe kuku, jest głupszy, ale za to ma , ekhm, bujniejszą wyobraźnię

    Jeszcze raz:
    Ann, Luna
    Ray, Mekesh, Norton, Pike i Ernie
  • Ritha tydzień temu
    A Norton się nazywa Greenwood (hm, drewno w nazwisku przypadkowe xd)
  • Canulas tydzień temu
    Ritha, i taki tutirial pod każdą częścią
  • Ritha tydzień temu
    Canulas no chyba nie pod poprzednimi, bo spoileruje deczko
  • Canulas tydzień temu
    Ritha, hahaha
  • Ritha tydzień temu
    Ewentualnie taki skrócony, żeby się nazwiska z imionami zgrywały :
    Pike Sanders
    Norton Greenwood
    Ernie Berstein
    Ray Bonnano
    Mekesh
    Ann Liebersten
    Luna

    ???
  • Ritha tydzień temu
    Nie no. Myślę, ze tu wystarczy.
  • Canulas tydzień temu
    Ritha, nie no :)
    Musimy po prostu dłużej o jednych. Przeplatanka odcinkowa, ale w obrębie danego odcinka - jedna osoba/grupa
  • Ritha tydzień temu
    No okej. Ale następna będzie jeszcze przeplatana niestetyx
  • Ritha tydzień temu
    Albo wybijmy połowe i bedzie łatwiej... :D
    Ok, ide, tyle offtopu. Rozpiska jest :)
  • Canulas tydzień temu
    Ritha, tak, tak. Wiem. Napisana już, więc tak będzie.
  • kalaallisut tydzień temu
    O dziękuję za rozpiskę :D dobra ściąga przyda się.
  • kalaallisut tydzień temu
    Tak ogólnie. Jest to coś innego, czego nie czytałam jeszcze i za to plus. Sposób prowadzenia innowacyjny, lubię inności i dziwności więc to mi się z jednej strony podoba, chociaż z drugiej strony gdzieś tam z tyłu głowy dźwięczy mi dziwnie, i pojawiają się mieszane uczucia. Podoba mi się pomysł i nawiązanie do tego roku 2023. A resztę tak jak powiedziałam na sam koniec całościowo najlepiej spojrzeć i wypowiedzieć się, wtedy też pewnie wątpliwości i niepewności same się rozmyją. Ale mam pewien problem z wejściem głębiej, mnie zanurzam się, i to może wynikać też z faktu nie wiem z jakiś moich subiektywnych odczuć, sama przemoc dla przemocy bez ukazania czegoś więcej mnie chyba odrzuca i się blokuję.
  • Ritha & Canulardo tydzień temu
    Oki, Kall. Dziękujemy za wizytę i tak :) I powtórzę raz jeszcze, że zdajemy sobie sprawę, że nie każdemu siadzie :)
    Pozdrawiam
    R
  • Aga jednostrzały tydzień temu
    Jestem i tu,

    "Cisza faktycznie przewiercała skronie, ale skoro liczba mieszkańców uległa denominacji, nic chyba w tym niezwykłego?" - denominacja liczby mieszkańców ;D obrazowo ujęte :)

    No, dokładnie dobrze, dobrze... Łażą, szukają mety... I natykają się na "zawiniątko". - zakończenia macie dobre, czy raczej kończycie w dobrym momencie :)
  • Ritha tydzień temu
    O i jeszcze tu, umknelo mi.
    Dziękuje i tu, Agu. Nie wiem co moglabym dodac. Jestem mega śledziem dzis :3
  • marok 6 dni temu
    Heeej, nadrabiam zaległość :)
    Podobało się ale nieco mniej niż wcześniejsze. Ale tak ociupinkę. W bohaterach staram się nie gubić, a poza tym lubię wracać, żeby się upewnić, że to faktycznie jest ten, a nie tamten.
  • Canulas 6 dni temu
    Słusznie czynisz.
    Zorganizowanyś.
  • Ritha & Canulardo 6 dni temu
    Super, Marokokok. Dzielnyś!
    Z bohaterów Cię przepytam niebawem :D
    Dzięki :)
  • RebelMac 6 dni temu
    Dalej jest dobrze - coraz lepsze dialogi. I chyba tyle, czytam następną część.
  • Ritha & Canulardo 6 dni temu
    Fajno, Rebel.
    Dzięki piękne :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania