Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

T.W. (XIV) — Dziwadełka — część V

"Część powiązana z treningiem wyobraźni.

Zestaw Canulasa".

 

Trening Wyobraźni: Nowy

T.W. XIV

Postać: Chirung-debiutant

Zdarzenie: Kości zostały rzucone... (na podłogę).

 

Dziwadełka — część V

 

*

"Znam to pieprzone miasto" — wciąż kołatało jej w głowie, kiedy biegli. Kilka słów. Tyle Luna zdołała zapamiętać. Jego pewność siebie wycharczana zachrypniętym głosem. Nerwowa gestykulacja szaleńca, a nade wszystko: "Znam miasto, mała. Znam je cal po pierdolonym calu. Zaufaj mi albo zdychaj!"

Zaufała mu.

Uwierzyła, posłuchała i pobiegła. Półtorej minuty temu. Nawet nie. Pewnie jeszcze można było wrócić.

Ernie wykonał nagły skręt, ciągnąc dziewczynę za sobą. Uderzyła barkiem o cegły, ale adrenalina wytłumiła ból. Wąska droga. Ścieżka między ponurą strzelistością kamienicy, a jakimiś parterowymi ruderami biedoty. Można jedynie gęsiego.

Biegli.

Po prawej stronie na siatkę naparł pies, nieznośnym jazgotem zdradzając ich położenie. Nie zwolnili.

Trzy, może cztery zakręty dalej Erniemu nagle odebrało dech. Zabrało prąd. Zjechał plecami po ścianie, sypiąc drobinami wilgotnego tynku. Twarz, jakby go odcięli z wisielczego sznura. Oczy wystąpiły z brzegów własnych orbit, przypominając przekrojone piłeczki do ping-ponga. Zwężone tęczówki wokół rozlewającego się bielma tworzyły kontrast z ogniście purpurową twarzą. Zatrzymała się, czując gorąc w piersiowej klatce i ostre kłucie z lewej strony żołądka. Wiedziała jednak, że przejdzie. Mroczki, bezdech, pieczenie. Wszystko odejdzie po minucie, dwóch.

Gruby oblech przeciwnie. Nie wyglądał dobrze. Wciąż siedział oparty, charczał, rzęził i zapluwał sweter. Nogi mu podrygiwały, rozkopując wodę z podejrzanie kolorowych kałuż. Lunie – która miała smykałkę do metaforycznych określeń i przed tym całym bajzlem aspirowała nawet do własnego miejsce w poetyckiej historii – kolorowa woda skojarzyła się ze zwierciadlaną tęczą paliw. On charczał i szurał, ona przykucnęła, patrząc na rozpryski, próbowała uspokoić organizm.

"Pstryk"

Bestia naparła od prawej strony i samą upiornością jazgotu posłała dziewczynę na ziemię. Wielka, o czarnej sierści i, sądząc po agresywności, przecholernie wściekła. Minimum osiemdziesiąt funtów żywej wagi.

Luna straciła równowagę, lądując tyłkiem w kolorowej wodzie. Nieprzyjemnie chłodna wilgoć uzmysłowiła niewesołe położenie. Zwierzę naparło ponownie, tym razem doskakując przynajmniej na trzy-czwarte wysokości. Na dodatek z Erniem było chyba gorzej, bo niemal już leżał całkiem, jedynie głowę mając powyżej ciała. Pierś mu falowała. Tęczówki kompletnie odjechały, niknąc pod powiekami. Nie była pewna czy dalej rzęzi, czy usnął i może chrapie. Podpełzła na kolanach. Szarpnęła gościa na łachy. Na chwilę odzyskał wzrok.

— Musimy się stąd zabierać!

Nie tyle przeraził ją ten nieszczęsny widok, ile pisk we własnym głosie. Bydle zza siatki ponownie próbowało sforsować ogrodzenie. Co prawda z podobnie marnym skutkiem, ale za to z ogromnym impetem. Luna uznała, że nawet jeśli wściekły pies nie zdoła do nich przeskoczyć, to bardzo prawdopodobne, że po prostu rozpieprzy ogrodzenie.

— Epyldtyk.

Odwróciła głowę w kierunku bełkoczącego.

— Co?

Ogrodzenie zazgrzytało po kolejnym skoku. Jeden ze wsporników nieznacznie się przechylił.

— Epyldtyk — powtórzył Ernie. — Kieszcheń, kurchwa.

Znalazła za pierwszym razem. Chłodna faktura metalowego pudełeczka ozdobnego, wielkości kieszonkowej zapalniczki. Siatka znów zadźwięczała. Kąt nachylenia przesunął się nieznacznie na ich niekorzyść. Oszalały pies nie zdawał sobie jednak z tego sprawy, dalej próbując w najmniej strategicznym miejscu. Ile jeszcze mieli czasu. Minutę? Dwie?

— Wychmyj dwie — polecił Ernie, szczypiąc ją mocno w udo. — Dachej, kurchwa. Jeb kundcha i daj mi lehi.

Wykonała polecenie, wysypując na dłoń złoto-niebieskie pigułki. Wcisnęła mu kilka do ust. W tym czasie bestia zmieniła trajektorię, wbiegając po pochyłości ogrodzenia.

 

*

Norton pamiętał, że kiedy spał, ktoś się nad nim nachylał. Czuł łaskotanie w mózgu. Dziwny rodzaj elektrycznego ciepła. Teraz, po obudzeniu, rezonowało mu w zębach, odczuwał typową kacówkę i suchość skóry twarzy, jakby sparzył się parą. Ale co najdziwniejsze, takiego stania masztu nie doświadczył od czasu licealnych potańcówek. I – po prawdzie – już się tego w sumie nie spodziewał.

Wstał.

Przeciwieństwa podobno do siebie lgną. Norton z Pikiem byli na to podręcznikowymi dowodami. Greenwood stonowany, trzeźwo myślący i drobiazgowo planujący każdy ruch. Sanders cholerny raptus-erotoman z silnymi skłonnościami do mitomanii. On długo wymyślający świąteczne życzenia czy rocznicowe prezenty. Tamten wciąż z ręką w gaciach, ciskający kurwami nawet w zwykłym: "dzień dobry".

Norton lubił Sandersa, choć gdyby ten go nagle zapytał o przyczynę sympatii, prawdopodobnie miałby spore problemy z odpowiedzią. Nie sądził jednak, że los mu pozwoli doświadczyć, jak to jest znaleźć się w jego skórze. Teraz jednak czuł tak ogromne parcie, że gdyby znalazł choć kuleczkę masła, nasmarowałby nią fiuta i bez problemu wypierdolił podłogę. Zadumał się nad tym i strapił, gdyż podobnie prostackie odruchy zawsze były mu obce. Jak świat światem, nie przypominał sobie takich ciągot.

Nagle jego schorowany od alkoholu wzrok spoczął na tubce sosu Sriracha, którego ktoś – trudno uznać kto, gdyż wyglądało na to, że w lokalu jest pusto – używał do osłodzenia sobie konsumpcyjnych trudów zmrożonej pizzy. Norton zbadał produkt, z dużą dozą radości przyjmując fakt, że w rubryczce "ostrość" zaznaczono jedynie medium. Kompletnie nie zastanawiając się, co robi, zabrał ze stołu nóż, szukając sęków w podłodze.

 

*

Ernie poczuł ten sam pieprzony smako-zapach, co wcześniej w "Celuj w 10". Tak. Nie inaczej. "Celuj w 10". Pan Berstein bowiem uważał się za stałego bywalca tej uroczej speluny i nigdy nie przekonała go nowa nazwa. Choć większość gości uważała inaczej, jemu: STALOWY BAR za bardzo przypominał Blitzkrieg w dwukolesiowej wersji. A mimo że Ernie miał bardzo dużo grzechów na sumieniu, to istniało kilka, co do których popełnienia się nie spieszył. Wciąż go wzdrygało na myśl o tym nieporozumieniu z Pikiem. No doprawdy, jak taki spoko koleś mógł wpaść na tak kurewsko poroniony pomysł?

W każdym razie cokolwiek tu nadciągało było dokładnie tak samo intensywne, jak wtedy w barze, a siadało na języku, jakbyś opłukał zęby silnikowym płynem. Pojebane.

Na szczęście – albo cholera i nie – pieprzony pies nie próbował ich wszamać, a jedynie zaskomlał, dając nura w podwórkową norę. Przez sekundę w powietrzu wisiał po nim pisk i nic poza tym. Zostali sami. We dwoje. Metaliczne dziewczę i on.

Odzyskujący siły.

 

*

Szło szybko, ale to zrozumiałe, bo Norton Greenwood nie nastawiał się na długie tańce. Robił swoje, przecierał dziurę rękawem mokrej koszulki, potem ocierał fujarę z niestety dość ostrego sosu. Następnie odpoczywał maks osiemdziesiąt, dziewięćdziesiąt sekund i... – Chryste na niebie zasłoń na chwilę oczy – daj buziaka, sklejko.

Jebiąc podłogę, myślał o tym, że jeśli jakimś cudem zdoła doczołgać to swoje kalekie życie do szóstego grudnia bieżącego roku, ukończy dumne trzydzieści jeden lat. Trzydzieści jeden zimnych zim i deszczowych wiosen, podczas których raczej nie zasłynął z żadnych szalonych akcji, dających mu status legendy w kronice szkoły. Co prawda na drugim roku został twarzą basenowej imprezy, kiedy to niewinny z pozoru bąk mający zniknąć we wzburzonych bąbelkach jacuzzi przerodził się w wielki incydent kałowy, ale poza tym (i kilkoma mandatami za prędkość) na pewno nie był typem rozrabiaki.

Teraz jednak pierdoląc w najlepsze parkiet, na nowo definiował granice zachodzących we własnym życiu zmian, szacując w dziesiętnej skali, jak dalece jest to wszystko chore. Wręcz POKURWIONE. Pokurwione i śmieszne.

W każdym razie jedno było pewne. Gdyby Sophita zobaczyła, z jakim zapałem dzięciołuje wyżłobioną dziurę, rozwodowy papier uderzyłby o biurko w dwie sekundy. Biurko które, nawiasem mówiąc, także było całkiem niczego sobie.

 

*

Ukryli się za wielkim kontenerem i czekali. Godzina kopała w zadek poprzedniczkę, gdy oni zagrzebani w stercie śmieci szacowali swój następny ruch. Jeszcze nie szarzał świat, ale niechybnie zmierzało w tym kierunku. I jak to określił Berstein: "sus za susem".

— Ernie, śpisz?

— Utkaj pizdę. Czego?

— Chyba jest już słabsze.

— Tak myślisz?

— Ty nie?

Wychylił głowę. Cieniom na murach ciężko było przypisać autorstwo. Wszystko od: "mam przynajmniej pięć stóp, ale nie mam dwunastu", mogło tam na nich czyhać. Świat dopiero mutował, a większość ekspertów, cała śmietanka super tęgich łbów, grała dla złych kolesi. Każdy jajogłowy, który zdołał przetrwać, zasilał szeregi tego kurwa mać czegoś. Nie było nikogo, kto mógłby wykrzyknąć: "Ej, nie wiecie, gdzie te kosmiczne gówna mają słabe punkty? Chodźcie, ja wam powiem".

— No i?

— No i co?

— Czy nie uważasz, że jest już słabsze. Cichsze?

Ukręcił kawałek zardzewiałego drutu.

— Nie wiem, czy słabsze. Mogliśmy trochę przywyknąć. Tak jak ze smrodem czy tam gównami w kiblu. Najpierw wielkie lamenty, kto tak się pięknie zesrał, ale po pięciu godzinach kolacja ze świecami na sedesie.

— Fuj.

Wstał. Sądząc, że idą w długą, próbowała również dźwignąć tyłek, ale silnym szturchnięciem w bark nie pozwolił.

— Zwariowałeś?! Odwaliło ci?!

Pokręcił głową. Dłonie grube, nalane, ale od groma siły. Nawinął drut na palec tak, że jego sztywny koniec przypominał zaostrzony hak. Luna chciała coś dodać, ale kopnął ją z całej siły w twarz podeszwą buta. Głowa dziewczyny zrykoszetowała od muru. Z pękniętego nosa wytrysnęła krew. Uszy wypełnił szum pompowanej krwi.

— Zachodziłem w głowę, wiesz? — rozpoczął Ernie, klękając nad otumanioną gotyk-dziunią, czym przygniótł jej drobną rękę. — Rozmyślałem nad tym, co je tu, rybko, sprowadza. Jak łapią trop? — Zaczepił hak o stalowe koło w jej roztrzaskanym nosie.

— Proszę.

— Uważam, że to ten metal.

 

*

"Cztery spusty w mniej niż czterdzieści pięć minut" – pomyślał Norton, dźwigając dupsko z zaspermionej gleby. Podciągnął spodnie, przez sekundę sprawdzając, czy dałby radę stoczyć kolejną rundę. Z dumą uznał, że bez żadnego problemu. Wszedł na stołek. Nieogoloną twarz wzbogacił uśmiech.

— Panie i panowie, koledzy przy odbiornikach, przyjaciele. Król rzeczywiście jest nagi, ale za to... nie macie pojęcia jak.

Nikt nie odpowiedział, więc po prostu przeszukał kilka najbliższych pomieszczeń, jednak bez większej nadziei czy entuzjazmu. Chciał jedynie odhaczyć możliwości i faktycznie odhaczył. W jeden z jutowych worków spakował kilka butelek dobrej whisky i tyle żarcia ile wleciało w ręce. Znowu mu to i owo zesztywniało. Spuścił się kolejny raz, tym razem na obiekt westchnień biorąc otwór wielogalonowej beczki Barrique. Następnie pogwizdując – bez lęku, koncepcji, planu – ruszył w kierunku drzwi.

Niebo zasnuwały pasma burzowych chmur, gdy szedł przed siebie ulicą w kierunku Paplar St Bridge.

 

*

Porozrywane uszy, wyszarpane niemal do kości brwi i całkowicie zdeformowany nos. Luna cicho jęczała. Ernie Berstein wcale nie miał dość.

Sięgnął dalej, pod jej czarną koszulkę z nadrukowanym profilem Kurta Cobaina i ogromnym napisem NIRVANA, a gdy próbowała resztkami sił oponować, stanął dziewczynie na szyi, zmuszając do uległości.

Piersi małe, jędrne i wyborne do jebania w cyce, gdyby nie ten pierdolony metal. Mężczyzna zaciągnął się, czując w nozdrzach posmak niebezpieczeństwa niesiony północnym wiatrem. Czymkolwiek te kosmiczne skurwysyństwa były, lawirowały gdzieś tu w okolicy, chcąc ich dostać. Ernie miał tego stuprocentową pewność.

Przykucnął. Przewlókł drut przez przyczepione do brązowego sutka srebrne kółeczko i...

Spojrzała jedynym działającym okiem wprost spod wodospadu spływającej krwi. Wybulgotała małokształtne: Niee.

SPLASH.

Ciało wygięła w łuk, stopami rozchlapując wodę z kałuż. Niewdzięczna suka. Przecież chce ich ocalić. To przez te jej gówno ciągle mają kłopoty. Są pod ostrzałem jak wuj Jeppers stacjonujący w Korei. Wuj Jeppers nawalający do żółtków, gdzie popadnie. Dający sobie zawsze jakoś radę. Będący w grze.

Ernie Berstein też postanowił być w grze.

SPLASH.

Za drugim razem poszło dużo sprawniej. Znowu szarpnęła, ale już co najwyżej instynktownie. Być może w końcu dotarło do tego jej odmóżdżonego łba, że nosić taki szajs w dzisiejszych czasach, to jak mieć zaszyty w dupie GPS. Że on jest właśnie chirurgiem, który chce pomóc. Może ją przecież w każdej chwili olać – prawda? Iść w cholerę, pozwalając, by te gwiezdne gnojki tu przylazły i zamieniły ją w jedno z tych pokurwieństw. Ale nie. Nie robi tego cholera, bo razem, oznacza razem. Poświęca się. Nie inaczej. Pizda powinna być wdzięczna.

— No właśnie — szepnął. — Powinnaś mi się odwdzięczyć.

Cisnął zakrwawioną biżuterią gdzieś w podwórka i czując coraz większe parcie na spodenki, obrócił dziewczynę tyłem. Lekko oporowała, ale kilka kopniaków w okolice żeber i sezam stanął otworem. Ściągnął jej sztruksy i ponownie przewrócił na plecy, rozchylił nogi. Od razu skumał czemu pomimo starań, ciągle nie mogą zgubić pościgu.

— No ja cię chrzanię, Luna. Tutaj też?

Nie było to najłatwiejsze zadanie, z którym przyszło mu łapać się za bary, ale praca, to przecież nie rozrywka. Przygniótł jej nogi własnymi kolanami, przeplótł drut i... kurde-blaszka, wyglądało jak odcięte ucho albo szaszłyk z kawałkami mięsa.

Obficie broczyła krwią, ale dla wytrawnego marynarza nie ma wód nieprzebytych. A że sam nie generował długów, również nie chciał sprawiać problemów komuś. Zobowiązania wszystko niepotrzebnie komplikują, przyjaciół zmieniają we wrogów, robią szajs.

Znał swoje słabe strony, więc przed, ekhm, podziękowaniami łyknął jeszcze jedną pastylkę. Następnie uniósł głowę dziewczyny i złożył na jej wpół otwartych ustach namiętny pocałunek, choć strużki krwawej plwociny nie nastrajały do tego klimatycznie. Jednak jak mamcia mówiła: "Musisz być zawsze, chłopcze, gościem z klasą. Musisz być szefem, mój maleńki Ernie. Robić czadowe rzeczy i się absolutnie nie obwiniać. Masz chwytać byka za rogi, ilekroć tylko zdoła wystawić łeb. W naszej rodzinie mężczyźni nie żyją dłużej niż trzydzieści. Żyj potrójnie, Ernie. Żyj za trzech".

No więc żył.

Wytrzymał półtorej rundy, choć doprawdy, próbował z nią wszystkiego. Jednak bez krzyków, płaczu, drapieżnej walki o życie, to... gówno, panie majster, nie robota.

Wstał.

Niepokojące w tym wszystkim było to, że Ernie ciągle odczuwał ten cholerny metaliczny posmak. Wciąż i wciąż.

Swoje ciało doskonale znał. Czy to możliwe, by jego wypoczywająca po trudach zbliżeń dama ukrywała dalsze tajemnice? Nie. Raczej na pewno nie. Niemożliwe. No bo przecież co? Kolejne kółko tylko tym razem w dupie? Rozrusznik serca? Płytka wszyta pod czołem? Nie. W zasadzie to już nie ma możliwości. No bo przecież co?

I wtedy do niego dotarło.

— Zęby — rzucił do wlepiającego w niego ślepia, ogromnego psa. — To niewdzięczne kurwiszcze ma pewnie plomby.

"Starość nie radość, a bieda to nie bogactwo, ale przecież ktoś musi być tym spoko gościem. Nawet jeśli oznacza to całą rzekę cholernie przykrych spraw".

Ernie Berstein chciał być tym spoko gościem. Ernie Berstein nie lękał się przykrych spraw. Ernie Berstein był na nie wszystkie gotów.

Ukucnął nad wpatrującą się w niego przerażoną Luną. Pogłaskał ją po zakrwawionych włosach. Pocałował.

— Będzie dobrze, skarbie. Po prostu powiedz: Aaaa.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 10

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • marok 2 miesiące temu
    Ale teraz wszyscy sprytni są :)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Robim, co możem. A tak serio: Chcemy poświecić się tylko jednemu projektowi. Zobacz jaki ja jestem debil. Narozgrzebywałem serii i leżą.
  • marok 2 miesiące temu
    Canulas, co z tego? Ty chociaż skończyłeś niektóre. Nie ma co się linczować. Kto chce to wróci :)
  • Canulas 2 miesiące temu
    marok - taaa, ale mnie przynajmniej denerwują nieskończone rzeczy. Żłobią mi w dupie pieśniami niepowodzeń ;)
  • marok 2 miesiące temu
    Canulas, poetycko. Ja bym po prostu rzekł: Dupa mnie boli jak patrzę na swój profil.
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    No takie sprytne my są, Marokokok. Też mam parę rozgrzebanych (Trupa, Kronos, Bartolomeo nadal nie kocha Ewy), ale raczej je porzucę, bo jak czegoś nie pociągne od razu, to dupa. Trupa mnie jedynie kusi przyszłosciowo. O Cmyku nie wspomnę (zaczełam i na 1 cz. II serii sie skonczyło) . Mało wazne tera, chce się skupic na tej jednej.
    A Wy se miejta 20 napoczetych, jak nie umielista jednostrzałów na TW pisać :pppp
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ritha & Canulardo - winny :(
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    :D
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    O BONY. Jakie to jest pięknie obrzydliwe. Reszta jutro. :)
  • Canulas 2 miesiące temu
    :) zatem, niechaj dzień ten dobiegnie już końca.
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Taa, Bony xD
  • JamCi 2 miesiące temu
    Biurko które, nawiasem mówiąc, także było całkiem niczego sobie.
    Hahaha :-) uśmiałam się :-). Pies, który nie chciał ich wszamac mię nieco rozczulił. A reszta ciekawa, ostra i super fajnie napisana. Chyba się uodporniam powoli na co niektóre, bo już nawet nie bolało. 5 :-)
  • Canulas 2 miesiące temu
    No bo tu groza, gore i wszytsko inne ma być obszyte zmiękczajacym absurdem. Groteską, zabawą. Ważne proporcje. Raz się uda, cztery razy nie.
    Dzięki, JamCi.
    Ukłony.
  • JamCi 2 miesiące temu
    Canulas to właśnie takie było :-)
  • Canulas 2 miesiące temu
    JamCi - no to super. Dziena za motywacyjną strzykawkę.
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    i ja dziękuję, JamCi, za wizytex. Fajnie, ze odporność wzrasta :)
  • RebelMac 2 miesiące temu
    Kurde, jak to się dobrze czyta. Ale po prawdzie w tym szalonym pędzie pogubiłem się w bohaterach, właściwie znam tylko Lunę. Ale to dobrze. Jak wydacie to dajcie znać. Pozdro.
  • Canulas 2 miesiące temu
    To też jest wina tego, że jednak części wchodzą co 4, 5 dni. Z drugiej strony nie chcemy częściej, bo może wymusić to na czytelnikach pewien dyskomfort bycia z tyłu czy coś.
    Tutaj naracja jest jedynie przepleciona pomiędzy dwoma punktami, ale skoro coś takiego zgłaszasz, warto uwzglednić.
    Fajnie, że osłabł Twój, ekhm, puryzm i już widzisz, że to wszystko jest na tz: "puszczonym oku".
    Dzięki piękne.
    Ukłonias.
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Dzięki Rebel, taa, damy znać ;D
    Bohaterów duzo, to i pogubić sie łatwo (sama musiałam miec ściąge na poczatku, pisząc xD)
    Pozdrówki
  • jagodolas 2 miesiące temu
    Przeczytałem pierwszą i teraz to. Kurde jak zwykle, czyli w formie. Nadrobić muszę i ewentualnie z nadrabiania relacje zdawać. Niepokojące, bo zdałem sobie sprawę, że moją tfasz w trakcie czytania zdobił uśmiech jakiś .to nienormalne
  • Canulas 2 miesiące temu
    Obywatelu, sugeruję czytanie po kolei, jednakąe nadmienię w imieniu swoim, co i Ritholindy, że z wizyty Twej cieszymy sie niepomiernie. Pociąg odjeżdża. Potem będzie cieżko być na bieżąco. Wiem, ten... gdyby cuś ;)
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Potwierdzam!
  • marok 2 miesiące temu
    Tyle tam nieszczęścia że gdyby nie kilka chwil, jak się uśmiechnąłem to bym pomyślał że to jakieś piekło. Sporo akcji, to trochę mnie ożywiło z przymulenia. Reszta jak zwykle dopieszczona. Ciekawe kto lepiej dopieszcza :)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Hehe, dobre pytanie. Niechaj odpowie na to jej wysokość KIEROWNICZKA :)
    ale pytanie Boskee
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Żeby było pytanie, musi być pytajnik :3 Nie widze pytajnika :P
    ps. Przerzucasz na mła trudne tematy, Canulardo? No pieknie :D
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ritha & Canulardo - winny :(
  • marok 2 miesiące temu
    Wszyscy winni
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Tak jest
  • nimfetka 2 miesiące temu
    Boże, jakie to jest pokurwione. Gdyby tylko Lunka nie pozostawiła zacharkanego zwyrola na pastwę losu.
    Cudnie nakreślona ułomna mentalność bohaterów, przyczyny ich chorych zachowań i emocjonalnego rozchwiania. Narrator, który jest z jednej strony trzecioosobowy, a z drugiej przybiera kształt osobowościowy poszczególnych bohaterów i przenika w ich działania - cudne.
    To: "— Ernie, śpisz?

    — Utkaj pizdę. Czego?" - Boże, zlitujcie się. XDDD

    I to też: "W każdym razie jedno było pewne. Gdyby Sophita zobaczyła, z jakim zapałem dzięciołuje wyżłobioną dziurę, rozwodowy papier uderzyłby o biurko w dwie sekundy. Biurko które, nawiasem mówiąc, także było całkiem niczego sobie."
    Uwielbiam tę tragikomiczną atmosferę. Nie wiem czy utrzymana tylko akurat w tym rozdziale, czy będziecie celować w taki tenor, ale ten rozdział chyba będzie jednym z moich ulubionych w Dziwadełkach. Chociaż nic nie wiadomo jeszcze. Połączenie czarnego humoru z wszędobylską brutalnością - bardzo Wam to wychodzi.
    Wulgarnie, śmierdząco i brzydko, ale nie ułomnie, umiejętnie i z pasją. Su-per.

    A jak w ogóle Ritha się w tym odnajduje? Nie zauważyłam, abyś u siebie celowała w jakiś nadmierny brutalizm albo co przeoczyłam i wyjdę na durnia.
    Dobra, tyle ode mua.
  • Canulas 2 miesiące temu
    "Narrator, który jest z jednej strony trzecioosobowy, a z drugiej przybiera kształt osobowościowy poszczególnych bohaterów i przenika w ich działania - cudne." - to zabieram, bo w jednym zdaniu wyjaśniłaś to, czego ja nie umiałem. (a próbowałem już kilkukrotnie). Częsty zarzut właśnie był, że narrator jest taki - owaki, przypisywano temu pewne ułomności czy może niezgrabności prędzej, ale to naprawdę jest w dużej mierze planowane.
    Fajnie, że podesżło. Cieszym się.
    Ritha poznała bliżej Panna E. Lee i kilku innych, więć dopiero odkrywa ten świat. A zresztą, niech sama się tłumaczy.
    Dzięki serdeczne, Nimf.
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Mój klimat, Nimf. Odnajduje sie 10/10. Odkomentuje szerzej ciut póżniej ;)
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Juz jest później.

    "Boże, jakie to jest pokurwione" - idealny komentarz xddd
    Taa, z narratorem idealnie wycelowałaś. (2x idealnie, powtórzenie, alert)

    Po przeczytaniu kilku książek odkryłam, że otóz pokurwiony klimat mi wyjątkowo pasi.

    Przytoczę (po krótce) dialog z Blasfemii Hardinga:
    - Gdzie Jana?
    - W sypialni. I w łazience. I w schowku na pranie. Częściowo tez na schodach jak mniemam.

    Taa, pasi mi.
    Dzięki wielkie za wizytę, Nimf :)
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    A ja się do końca w takim klimacie nie udnajduję. Mnie tam nic raczej nie zaskoczy, nie wstrząśnie raczej, nie oto chodzi. Ale oczywiście czytam i podziwiam technikę i przeplatanie dwóch skrajnych rzeczy, do tego porównania metafory typu "Obficie broczyła krwią, ale dla wytrawnego marynarza nie ma wód nieprzebytych", i wiele innych :)... warto.
    Jak skończycie wypowiem się szerzej dlaczego nie odnajduje.
    Pozdrawiam :)
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    * nic nie zaskoczy
  • Canulas 2 miesiące temu
    To poczekasz trochę (albo my poczekamy raczej), bo zakontraktowane jest na grubne, tłuste tomiszcze. I ja Cię rozumiem, bo tekst ma trochę wymiar groteski. Sami balansujemy ciężarem i jak widzisz, ujmujemy mocy emocjonalnej na rzecz karuzeli.
    Pozdrowiejszyn
  • Ritha 2 miesiące temu
    Taa, myślę, że to potrwa :D Zdaje sobie sprawę, że nie wszyscy dotrwają z nami do końca, niemniej miło, że jeszcze brniesz :) A nuż Cię zaskoczymy :D Nie no żartuję, nie dziwię się, to raczej dla fanów naszych mniej noirowo-pustostanowych tworów, a bardziej dla tych pincetmilowo-cmykowych, a i nie do końca to, bo tu jest jeszcze inaczej, no ale bardziej w taką właśnie przygodową stronę. Ja osobiście nigdy nie pisałam pod publikę (Can też na pewno nie), fani gatunku zawsze się znajdą, przeciwnicy także (co zresztą zaobserowowaliśmy przy poetyckich wstępach do Pocztówek).
    Dzięki piękne za wizytę, pozdrówki
  • Trening Wyobraźni 2 miesiące temu
    Witamy nowy tekst! :)
  • piliery 2 miesiące temu
    O, ludzkości! Sprawnie napisane. Świetnie się czyta. Problem jedynie z odruchem wymiotnym.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Eee, może coś skonsumowałeś nieświeżego ;)
    Dzięks za podopkowy najazd.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Wow, wizyta, której bym się nie spodziewała.
    Miło, dzięki piękne
  • betti 2 miesiące temu
    Przeczytałam... ostatnia scenka, rozwaliła mnie - ''delikatnością'' i to chyba cud, że po tylu kopniakach i przejściach - ona nadal żyje... Wy to macie wyobraźnię, te obrazy takie plastyczne, że ''widzi'' się dosłownie wszystko.

    Pozdrawiam.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Nooo, dobry zestaw się trafił. Dziękuję pięknie — mimo że anonsowałaś jakoby było dla Ciebie zbyt ciężkiego kalibru — za wizytex.
    Ukłoniasy.
  • betti 2 miesiące temu
    Can aż sama się sobie dziwię, może to przez język, który lubię.
  • Canulas 2 miesiące temu
    betti - ja już takie coś odkryłem podczas czytania Blssfemii - Hardinga. Przejaskrawienie w okrucieństwie nieco zobojętnia, wieć może temu, pomimo niesprzyjających wydarzeń jednak z nami podróżujesz dalej? Nie wiem. Nie wnikam. Fajnie, że czytasz.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Betti, cieszy mnie, że pomimo skrzywionej buźki otwierasz (zapewne z ciakawości) co rusz kolejne drzwi tego opowiadania.
    Dzięki, pozdrowienia
  • betti 2 miesiące temu
    Ritha wciągnęło mnie, poza tym lubię Wasz styl pisania, to sprawia, że nawet o ''okropieństwach'' dobrze się czyta.
    Również pozdrawiam.
  • konfiguracja 2 miesiące temu
    W stronę groteski pikuje, ze względu na nadmiar okrucieństw. Nie tylko zobojętnia w miarę czytania, ale powoduje śmieszkową znieczulicę, no i okey, ale... naprawdę tylko o to chodzi w Waszym pisaniu? Sprawnym nad wyraz, nie przeczę. Profeska.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Nie tylko oczywiście, ale raz obranej konwencji należy cię choć przez chwilę trzymać, by nie wyglądała na zlepek przypadkowości. Inne teksty są w zupełnie innych tonacjach, choćby: "Pocztówki". Tutaj staramy się coś ustrugać na poletku grozy ekstremalnej, jednak tonując gore, ubieraniem tego gore w lekkość. Trochę tu i tam możemy przesadzać z kiczem, zbytnio odgęszczać, czy też sprzeniewierzać własny świat przedstawiony. Uczymy się jak każdy. Dopuszczamy do świadomości bęłdy i niestrawności, choć oczywiście, robimy, co tylko się da, żeby było jak najbardziej gites.
    Dzięki za wizytex.
    Pozdrówka.
  • konfiguracja 2 miesiące temu
    Aha, wyzwanie gatunkowe, rozumiem. Kiczu niet, śpijcie spokojnie.
  • Canulas 2 miesiące temu
    yeap
  • Ritha 2 miesiące temu
    "W stronę groteski pikuje, ze względu na nadmiar okrucieństw" - ofkors
    Zobojętnia na krzywdy - z pewnością. Sama jestem ciekawa, jak będzie z odbiorem za x części.
    "naprawdę tylko o to chodzi w Waszym pisaniu?" - Może też o to właśnie chodzi w naszym pisaniu - żeby zbadać nieznane. Zarówno ja, jaki i Can, mamy kilka "sposobów" przedstawiania świata, które się dobrze przyjęły. Pójściem na łatwiznę byłoby, ze względu na bezpieczeństwo przewidywanego pozytywnego odbioru, kurczowo się ich trzymać. Tu coś nowego, coś innego, coś w klimacie, upodobanie do którego jest jednym z naszych wspólnych mianowników. Grzechem byłoby nie spróbować w ten deseń.
    Dzięki piękne za wizytę
    Pozdrawiam
  • Angela 2 miesiące temu
    Za późno, na poważną lekturę, przybędę niebawem, co by z tekstem skrupulatnie się zapoznać.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Oczekuję bardzo, bardzo mocno :)
    Przybądź pełna sił witalnych i o pustym brzuchu #żołądku.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Otwarte całodobowo, Angela :)
  • krajew34 2 miesiące temu
    Miałem się nie zabierać za czytanie, przeważnie jesteście autorami o dosyć ciężkim kalibrze w pisaniu. Mój prosty umysł za bardzo nie ogarnia takich tekstów, ale jestem. O dziwo zaskoczony, czytało się przyjemnie bez ciężkości i interesująco.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Czyżbyś inaczej spoglądał teraz na klepkę w salunie? ;)
    Nie no, dzięki za wizytex. Wiem, że lubujesz się w innych klimatach.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Hahahahah :D Can xD
    W widzisz, Krajew, cuś Ci podeszło jednak.
    Dzięki za wizytę
  • krajew34 2 miesiące temu
    Ritha, z nudów przeczytałem prawie wszystkie dodane aktualnie teksty w tej edycji i mam wrażenie, jakbym wpadł do jakiegoś mrocznego jeziora innego świata. Kurła, ja chce jakieś słońce.
  • Ritha 2 miesiące temu
    krajew34 no coż, to wyjrzyj za okno czy cuś
  • krajew34 2 miesiące temu
    Ritha i tu właśnie problem, chmury, chmury i jeszcze raz chmury.
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Tekst mocno dynamiczny, co już powtarzałam, więc czyta się nader szybko. Warsztatowo poprowadzone świetnie, a język przejrzysty, bez zbędnych udziwnień i fajerwerków. Jak na to w co celujecie, czyli jakieś s-f jest bardzo ok. Całość opowiada po prostu dobrą historię opartą na jeszcze lepszym pomyśle, a nie skupia uwagę na formie, bo tutaj jest ona traktowana dosyć luźno. Dzięki temu można sobie pozwolić na użycie praktycznie wszystkich środków wyrazu. Nie ma napuszonego stylu, chociaż są i poetyckie wstawki. Całość nadal klimatyczna, CHOĆ mam wrażenie, że jest jakiś zapychacz we fragmencie o barze. Tak jakoś te wspomnienia i retrospekcje nie pasowały mi do całości. Nadal nie czaję też bohaterów, oprócz tej charakterystycznej dwójki, ale to tylko mój brak skupienia. Musiałabym na nowo. Atmosfera niepokojąca i wymagająca główkowania. I jest tu też pewien smutek, pustka, nieuchwytne, alarmujące, jak u tego potwora, bzyczenie z tyłu głowy, że a nóż coś się stanie. Nie wiem, w jakim kierunku zmierza opowiadanie i to uważam chyba za największy atut. Ktoś wyżej napisał, że przesadyzm itp. ale chyba nie. Chociaż granica jest cienka, bo jeśli zrobicie z Erniego (mam nadzieję, że nie pomyliłam) gościa, który w całym opowiadaniu jedyne co robi to rucha ściany, dziury, kible, sosy i kobiety to można popaść w śmieszność. Niby konsekwencja też jest ważna, ale i balans :D Co więcej? Pojawia się też trochę motyw "podróży". Dobrze, że nie siedzą jak kołki, tylko jest akcja i coś się dzieje. Czekam na te dziwadło co ma ich straszyć :D A i rozgotował mi się makaron, bo piszę to już z 5-6 minut, a on miał być na 4. :/ Pozdrawiam.
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    I przepraszam za brak enterów, ale pierwszy raz pisze na kompie i bałam się, że jak kliknę enter to mi wyśle pół komentarza :D
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    jolka_ka okej, jest tak, że trochę się oni jak widać rozdzielili (polezli w różne strony), ci bohaterowie, więc istnieje szansa, że teraz będzie łatwiej.
    A póki co - "Chociaż granica jest cienka, bo jeśli zrobicie z Erniego (mam nadzieję, że nie pomyliłam) gościa, który w całym opowiadaniu jedyne co robi to rucha ściany, dziury, kible, sosy i kobiety to można popaść w śmieszność" - ruchanie dziur w podłodze dotyczy pana Nortona, kobiet(y) w kiblu natomiast pana Pike, z kolei Ernie poza ruchaniem, stosuje jeszcze (jak widać w ostatnim fragmencie) inne akty przemocy. Skrycie ufam, że oni (ci panowie) Ci się rozczłonkują w głowie z biegiem czasu :D
    Dzięki za jak zwykle szerokie refleksje, granica jest cienka, owszem, ale jestem dobrej myśli :D
    Uff, gorąco jest, nie wiem co jeszcze mogłabym dodać, może że hm, że rozgotowany makaron jest bleee :p
    Pozdrówki
  • Canulas 2 miesiące temu
    Taaa - drewno jebie Norton. Metalu nie lubi Ernie. Wieem, detale ;) Będzie jak będzie. Do końca sami nie wiemy, ale to plus, bo skoro siegamy głowami góra za zakręt następnej kartki, jest to dla nas też ciekawe czytelniczo. Co z tego, że mamy plany i nakreślone poniekąd fabularia, jak je później łamiemy lub zmieniamy?
    A co do motywu podróży. Nie no - Pani. Traveling w post-apo must-have.
    Dzięki serdeczne za pinkny koment. Jedz makaron. Rośnij duża - okrąglutka.
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Canulas okej to zapamiętam, że ten lubiący drewno to od antywirusa.
  • Canulas 2 miesiące temu
    jolka_ka - haha. Można i tak :)
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Canulas A okraglutka to tak.. Trafne porównanie xD
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    R*&*C→Przeczytałem. Hmm...
    Mógłbym się zachwycić i dobra jest. Też tak czynię.
    Wartka akcja, pewne napięcie, plastyczne opisy.
    Dużo też człowieka w człowieku, w omawianym sensie i różnych działań.
    Aczkolwiek... na środku pustego stadionu, pojedyńczy ludź, robi większe wrażenie,
    niż cały czas, stadion zapełniony.
    Brakuję mi ciutkę takich przerywników.
    Chociaż czasami marudzę innym, a u siebie nie stosuję:))
    --------------------------------------------------
    Mimo tego serię polubiłem i czytać będę:)
    Pozdrawiam:)→5
  • Canulas 2 miesiące temu
    Tak. Nie jesteś samotnym głosem w puszczy. Już Jolka zwróciła uwagę, że jeśli bedą tylko sie ganiać i chędożyć, to będzie lipa. No wieć, postaramy się aby tak nie było.
    Dziękuję ślicznie za polubienie i "będzenie".
    Pozdrox
  • Ritha 2 miesiące temu
    Dekaos bardzo zasadne sugestie przemycasz. Mamy to w głowie, myślę, że będzie git. Mamy taką nadzieję. Zobaczymy.
    Dziękuję pięknie i ja :)
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Canulasie... a może z dwie na tekst - lub nawet jena - krótkie retrospekcje z dzieciństa, w którym były jakieś... na tyle ile możliwe... miłe chwile?? Tak mi się pomyślało jeno:)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Psssttt. Uwierz, że są takie plany dla każdego z tych, co przeżyją. Coś ala: Co robiłęm, kiedy to się stało. WYtłumimy pęd, ale jeszcze nie teraz. Seria nie kończy sie na dwa, trzy, pięć czy piętnaście części. Będzie na takie myki czas.
    Ale racja.
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    jedna*
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Na drugi raz napiszę tak cichuteńko, że nikt nie usłyszy:)
  • JamCi 2 miesiące temu
    DD ja słyszę i też potrzebuje odrobinę człowieka w człowieku :-)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Taaa :)
  • Angela 2 miesiące temu
    "Chłodna fraktura" - a nie" faktura"?
    Po przeczytaniu, pierwszym odruchem była seria przekleństw, jednak wybaczcie, że nie przytoczę ich tutaj.
    Jest MOC, drodzy państwo, dzieje się coraz lepiej.
    Już czekam na więcej.
    Pozdrawiam.
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Hm, zdaje się, że faktura, racja. przekleństw kilka znamy, więc nie trza przytaczać, można się domyślić :))
    "Mamy tę moc" powiadasz. Dzięki piękne, fajno
    Pozdrówki
  • Canulas 2 miesiące temu
    Dziękuję za wizytę i ja. Pozdrawiam
  • 00.00 2 miesiące temu
    Gdyby nie ten wyskok z sękmi, gdzie trochę mnie to rozbawiło, sytuacja w jakiej znalazła się Luna jest po prostu kompletnym zwyrodnialstwem.
    To nie zarzut, oby go dorwały te stwory i urządziły mu z dupy cyrk.
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Tu również dziękujemy, Szu. Czuć, żeś zdenerwowana, czyli opko nie spływa po Tobie jak po kaczce, czyli jakieś tam emocje jednak są. Cieszę się.
    Pozdrówki
  • Canulas 2 miesiące temu
    Hahah, nie zauważyłem komentarza Szu. Fsjnie, że Cię zaangazowalo
  • Kapelusznik 2 miesiące temu
    ...
    Jak wam się udało to połączyć z akcją, to ja nie wiem
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    :DD
  • Aga jednostrzały miesiąc temu
    Serce się me raduje, gdy widzę, że kolejni autorzy podpinaja swe serię pod TW. Choć rodzi to pewne obawy - trza tak je komponować, aby stanowiły jednocześnie ciąg dalszy opka i zachowały integralny charakter.

    OK, to czytamy....

    "Podpełzła na kolanach. Szarpnęła gościa na łachy. Na chwilę odzyskał wzrok." - tu coś poszło nie tak - bestia na nią skoczyła i... Co? A ona się ogląda na kumpla (którego co? Bestia zaatakowała wcześniej?). Gdzie była bestia gdy Luna szarpala gościa za łachy? Spokojnie stała z boku?
    No i kim/czym była bestia - tym wściekły psem?

    OK, dalej się wyjaśniło. Ale moje niezrozumienie tej akcji wynikało chyba z tego, że brakło mi tu słowa/sugestii, że bestia napierała "na siatkę /przeszkodę... Mamy opis, że pies ujada zza siatki a potem ciąg zdarzeń sugerując, jakby się wydostał i zaatakował. Za chwilę okazuje się jednak, że nadal ujada zza siatki.

    OK, lecę dalej...

    " Czuł łaskotanie w mózgu. Dziwny rodzaj elektrycznego ciepła. Teraz, po obudzeniu, rezonowało mu w zębach, odczuwał typową kacówkę i suchość skóry twarzy, jakby sparzył się parą." - bardzo fajny opis. Taki "od środka" :)

    "Norton pamiętał..." - zastanawiałam się, co ma wnieść do opowiadania cała ta część. Gość się obudził i chce mu się bzykać. Zaciekawiło mnie, jakie to ma znaczenie (a zakładam, że jakieś ma, bo u Was mało co dzieje się bez przyczyny...).

    "A mimo że Ernie miał bardzo dużo grzechów na sumieniu, to istniało kilka, co do których popełnienia się nie spieszył." - A mimo[,] że Ernie... - ma być [,] czy to jakiś wyjątek?

    "Metaliczne dziewczę i on." - charakterystyka dziewczyny odnosi się do pierwotnej nazwy baru? STALOWY Bar?
    Również w tym wypadku się zastanawiam, jakie znaczenie ma podanie informacji, że speluna "Celuj w 10" to Stalowy Bar?

    "W każdym razie jedno było pewne. Gdyby Sophita zobaczyła, z jakim zapałem dzięciołuje wyżłobioną dziurę, rozwodowy papier uderzyłby o biurko w dwie sekundy. Biurko które, nawiasem mówiąc, także było całkiem niczego sobie." - dobra, przyznaję, nie wiem o co biega z tym biurkiem... Zakładam jednak, że to bzykanie podłogi ma tu znaczenie.

    OK, zaraz wracam... I dokończę czytanie...
  • Canulas miesiąc temu
    Tak, jebane deseń znajdzie swą przyczynologię w "kiedyś".
    Dookreślanie baru i inne dookreślania maja na celu albo spiętrować klimat, albo zwolnić wydarzenia.
    Co do przecinków: mimo że to wyjątek, nie rozdzielamy.
    Z psem może i racja. Obadam na spokojnie czy mi zgrzyta.
    Czytajac od razu, wydawało się ok.
    Dziena A.Gu. żeś jest z Dziwadełkami za pan brat.

    Co do podpisania pod TW. Tak, to błąd, ale wtedy jeszcze czynnie uczestniczyliśmy. Teraz, jak widzisz, jesteśmy wypisane, by móc się skupić na serii.
  • Canulas miesiąc temu
    Autokorekta. Jebanie desek, miało być.
  • Ritha & Canulardo miesiąc temu
    Noo, Aga, dzieki za analizę, Can juz powyjasnial. Taa, woutowalismy sie z TW, by sie skupic na jednym, nie da sie 10ciu sroczek za ogon.
    Dzięki piękne za pochylenie się nad tekstem
  • Aga jednostrzały miesiąc temu
    Minęło "zaraz wracam" więc jestem :)

    Canulas: "Dookreślanie baru i inne dookreślania maja na celu albo spiętrować klimat, albo zwolnić wydarzenia." - taaa, mnie wsadzają na innego konia :) tzn tracę wątek, ale oki, możem "dziwna"... ;)

    Koniec tej części, cóż.... uroczy :p
    Taka konkluzja mię naszła - wychodzi a to, że to nie Obcy ale Ziemiemianie są dla siebie "wilkiem".
  • Canulas miesiąc temu
    Eee, łopcy tysz. Bo łopcy, to łopcy, czyli nie nasi. Źli.
    Oo
  • Aga jednostrzały miesiąc temu
    Canulas biorąc pod uwagę fakt, iż nie mieliśmy dotychczas doczynienia (przynajmniej oficjalnie) z "nieziemianami", zakładanie z góry, że są "źli" jest hm... co najmniej nieprawidłowe ze statystycznego punktu widzenia. 50 : 50 = dobrzy : źli :p :)))
  • pkropka tydzień temu
    Nadrabiam zaległości. :D
    Nortona wciąż kocham.
    Może ze mną coś jest nie tak, ale cały czas się zastanawiałam, czemu po prostu nie zdjęli jej tych kolczyków? Musiał od razu wyrywać? W sensie wiem, taki ma styl bycia i w ogóle, ale w takiej sytuacji znaczna utrata krwi i tyle bólu tylko utrudnią im ucieczkę...
    Niemniej sama fabuła i opisy podobają mi się bardzo. Choć nie ukrywam, że boję się czytać dalej, bo się martwię o Nortona.
  • Canulas tydzień temu
    Hmm, ciekawie łowisz Adonisów. No, no, no.
  • pkropka tydzień temu
    ...
    Nic nie poradzę, że ma swój urok xp

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania