Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

TW 13# – Truskawkowy detektyw

Postać: Truskawkowy detektyw

Zdarzenie: Chwila zwątpienia

[Postanowiłem dodac link jako wstęp, żeby nikogo nie zniechęciło to, co napisałem o synestezji:

https://nezdeluxe.pl/2013/06/synestezja-i-wech.html

]

 

* * *

– Co tu mamy? – spytał aspirant Sypniewski, niechętnie przechodząc pod taśmą ogradzającą miejsce zbrodni znajdujące się pod wiaduktem kolejowym nad niewielką miejscową rzeczką.

– To, co zwykle – odezwała się sierżant Julia Nowak. – Fragmenty ciała i ten upiorny wierszyk.

– Ten sam?

– Dokładnie.

– Odsłońcie ciało – wycedził przez zęby Jan Sypniewski.

– Jesteś pewien? Mówiłeś, że więcej nie chcesz tego widzieć.

– Mówiłem, mówiłem. Wiele rzeczy mówiłem. Odkryjcie to! – powtórzył ostrzej.

– Jak tam sobie chcesz. – Julia Nowak skinęła głową funkcjonariuszowi stojącemu przy zwłokach.

Ten z wyraźną niechęcią schylił się i wykonał nieme polecenie. Widok był przerażający: na wbitym w ziemię metalowym pręcie tkwiła odcięta głowa z wiszącymi fragmentami tkanek, obok spoczywał sam tułów, do którego nagiej piersi przybita była gwoździem kartka ze wspomnianym wierszem. Jan po raz kolejny przeczytał ten sam tekst:

 

Raz, dwa, trzy... Nieśmiertelności nie wymyśli nikt!

Raz, dwa, trzy... Kołysze ciebie aż do piany krwi!

Raz, dwa, trzy... Bezsenność to jest cząstka jego gry!

Raz, dwa, trzy... Następny może właśnie będziesz ty!

 

Sypniewski się rozejrzał. Kilka metrów dalej z niezarośniętego trawą piachu wystawała odcięta ręka z wyciągniętym w górę na znak aprobaty kciukiem. Po przeciwnej stronie sterczała również z piachu druga z palcami ułożonymi w kółko symbolizujące razem z innymi palcami znak doskonałości. Pod ścianą wiaduktu leżały odcięte, skrzyżowane na wysokości kolan nogi, co wyglądało, jakby ktoś założył jedną na drugą.

– Znów to czuję – powiedział do nikogo Sypniewski i zaczął rytmicznie unosić się na palcach.

– Truskawki? – spytała Julia. – Ale wszystko dobrze?

– Tak, zawsze je czuję w takich sytuacjach.

– A co twój terapeuta na to? – dopytała.

– Twierdzi, że to forma synestezji. – Z samego podnoszenia się na palcach przeszedł również do uginania nóg w kolanach. W efekcie ciało unosiło się i opadało o dobre dwadzieścia centymetrów.

– Ale mówiłeś, że ta cała synestezja to połączenie dwóch zmysłów?

– Dlatego on twierdzi, że to jakaś nieznana forma synestezji.

– Ale nie zawsze Aspergerowcy tak mają?

– Nie. Raczej bardzo rzadko. – Sypniewski zaczął głęboko oddychać i bardzo szybko zaciskać pięści.

Julia popatrzyła na jego stan, bezszelestnie podeszła, dotknęła ramienia i już chciała coś powiedzieć, gdy Jan odwrócił się i nie zaprzestając swoich nietypowych czynności, niemal krzyknął:

– Zostaw mnie! – Dyszał, jakby przebiegł kilkaset metrów. – Nie dotykaj! Nigdy! – Jego głos był mechaniczny, jednostajny, pozbawiony emocji, zupełnie jakby rozdygotane ciało pochłonęło już wszystkie uczucia.

– Przyniosę ci wody – zaproponowała, zdając sobie sprawę, że jakikolwiek kontakt z kolegą podziała tylko negatywnie.

Znała go nie od dziś i wiedziała, że cierpi na Zespół Aspergera, a przy tej dolegliwości uspokojenie przynosi jedynie zanurzenie się w swoich nawykach, najczęściej rytmicznych czynnościach, i odosobnienie. Kiwnęła dwóm policjantom, aby ciut odeszli i skierowała się do samochodu po butelkę wody. Gdy wracała, zobaczyła, jak funkcjonariusze palą papierosy i śmieją się niemal wniebogłosy. Dobiegło do niej:

– Truskawkowy detektyw, pożal się Boże! – kpił jeden z nich.

Podeszła i zdecydowanym ruchem rąk ich rozdzieliła.

– Jeszcze jedno słowo, a będziesz deptał krawężniki – syknęła.

– Ale to jest śmieszne. Tu człowiek mało się nie porzyga, a taki dygacz truje o truskawkach!

– Śmieszne?! – ryknęła. – A dla mnie śmieszne i puste jest całe twoje życie!

– Dobra, Julka, wyluzuj.

– Od jutra jesteś krawężnikiem! A wiesz, że dopnę swego!

– Dobra, dobra, już jestem cicho.

Drugi policjant chwycił kolegę za rękę i poszli w stronę samochodów. Sierżant Nowak niepewnie ruszyła do Janka. Teraz chodził w kółko drobnymi krokami, a rękoma machał jak postać z niemego filmu. Niepewnie się zbliżyła.

– Masz wodę. – Postawiła butelkę obok, sama przykucnęła i nie za bardzo wiedziała, jak ma się zachować. Niby już wielokrotnie widziała go w takim stanie, ale za każdym razem odbierało jej to zdrowy rozsądek i zmysły w ogóle.

 

Dwie godziny później Sypniewski wszedł do swojego kawalerskiego mieszkania i natychmiast zamknął się w łazience, nawet nie zdejmując butów czy kurtki. Nie zapalał światła. Od dzieciństwa wybierał ciemność, gdy dopadł go ten stan. Zaszywał się w kąt, skrzyżowane przedramiona zakładał za tył głowy, machał palcami, jakby dziecko udawało motyla i bujał się na stopach, oddychając jeszcze szybciej. Zwykle spędzał w ten sposób godzinę, dwie, ale odkąd zajmował się tymi przerażającymi zbrodniami, potrafił tak siedzieć nawet całą noc. Tym razem dopiero w środku nocy przeszedł do sypialni i w ubraniu położył się do łóżka.

Następnego dnia jeszcze raz przejrzał na komendzie dowody zebrane na wszystkich pięciu miejscach zbrodni. Za każdym razem wyglądało to identycznie: poćwiartowane zwłoki, odpowiednie ułożenie kończyn, głowa na metalowym pręcie i ta kartka z wierszem przybita gwoździem do klatki piersiowej. Już wielokrotnie oglądał każdy potencjalny dowód, ale brakowało jakichkolwiek śladów. Ani odcisków palców, ani śladów genetycznych, ani nawet charakterystycznej substancji na papierze. Lecz wiedział, że przy podobnych zbrodniach często zabójca chce coś przekazać, czasem nie wprost, bywa, że jest to zaszyfrowane. Ze szkoły policyjnej pamiętał, że w takich sytuacjach morderca często chce ukryć swoją wiadomość przed niepowołanymi, jakkolwiek można było sobie wyobrazić takie osoby. Sięgnął więc jeszcze raz po kartkę z wierszem. I nic. Zwykła kartka A4, nieco wyglądająca na zamokniętą, z nadrukiem z drukarki laserowej, bez cech charakterystycznych dla uszkodzeń sprzętu.

Wsiedli z sierżant Julią Nowak do samochodu i pojechali do byłego policjanta, który zjadł zęby na sprawach kryminalnych, a który od kilku lat był na emeryturze. Mieli do przejechania prawie całą Warszawę. W pewnym momencie Julia sięgnęła do kieszeni i stwierdziła:

– Puszczę ci coś – zaproponowała.

– A co to będzie?

– Pewnie nie słyszałeś, Alan Parsons, taka dość stara kapela rockowa.

– Coś mi się obiło o uszy, ale rzeczywiście ich nie znam.

Włożyła pendrive’a i rozbrzmiała melancholijna piosenka rockowa o nietypowym rytmie, ciekawej melodii i niebanalnej harmonii. Julia chciała coś jeszcze powiedzieć, ale Sypniewski spojrzał tylko na nią wymownie i dalej w milczeniu prowadził samochód. Wyglądało, jakby chłonął każdy dźwięk, jakby piosenka ta zawierała coś niezwykle ważnego, być może nawet dla prowadzonego śledztwa. Dopiero gdy utwór się skończył, odezwał się:

– To jest piękne. Pierwszy raz to słyszę.

– Jak będziemy przy kompie, to ci przegram.

– Nie trzeba. Tak jest magiczniej. – Spojrzał na nią i tajemniczo się uśmiechnął.

Wiedziała, że jego pasją jest gra na fortepianie, ale ostatnio nie robił tego zbyt często. W zasadzie tylko raz słyszała, jak grał. Mimo iż była wtedy po pewnej dawce alkoholu, bardzo jej się podobało; miała wrażenie, jakby razem z nutami płynęły najsilniejsze emocje. Grał wtedy coś Chopina i tylko raz słyszała wykonanie, które jej bardziej przypadło do gustu. A Jan podobno skończył szkołę muzyczną tylko pierwszego stopnia, natomiast grał, jakby był po akademii.

Weszli do salonu w domu emerytowanego kolegi. Zasiedli na skórzanej kanapie, a gospodarz poszedł zrobić kawę. Pod ścianą stało leciwe pianino i Sypniewski spojrzawszy na nie, skomentował:

– Kusi mnie.

– To dawaj, zagraj! – podchwyciła z emocjami Julia.

– Ale nie wypada, mówili mi, żeby się nie rządzić u kogoś w gościach.

– Myślę, że Staszek nie będzie miał nic przeciwko. – Odwróciła głowę w stronę kuchni i krzyknęła – może Janek coś zagrać?

– Śmiało – odezwał się po chwili gospodarz.

Aspirant zasiadł do pianina, otworzył powoli klapę, przejechał palcami po klawiaturze, schylił głowę, spojrzał pod światło, jakby czegoś szukał, zamknął oczy i zaczął. Pierwsze dźwięki łapał powoli, szukając odpowiednich akordów, następne już ciut szybciej. I ku ogromnemu zaskoczeniu Julii była to piosenka, którą puściła w samochodzie. Nie mogła uwierzyć: raz w życiu usłyszał ten utwór, a teraz, kilkadziesiąt minut później gra go niemal z marszu. Opadła bezsilnie na oparcie kanapy, rozdziawiła usta i słuchała tego niezwykle ekspresyjnego wykonania. Grał z takim wyczuciem, że miała wrażenie, jakby klawisze uginały się pod palcami. Nawet nie tylko poszczególne klawisze, co cała klawiatura. Sama też zamknęła oczy i widziała obrazy, będące projekcją tekstu piosenki. Do tej pory doświadczyła tego tylko raz, gdy po śmierci babci słuchała jednej płyty Milesa Davisa.

 

– To mówicie, że nic nie macie? – odezwał się gospodarz po skończonym występie.

– Zupełnie nic.

– Powinniście szukać czegoś nietypowego. Śladów atramentu sympatycznego, zabrudzeń układających się w napis, czegokolwiek.

– I my, i technicy sprawdziliśmy chyba wszystko – odparł bezradnie Sypniewski. Julia cały czas milczała, wyglądało, jakby doznała szoku po grze kolegi.

– A jak wyglądają te kartki?

– Zwykłe A4, czyste, bez śladów.

– Nowe, stare? – dopytał Staszek.

– Wyglądają na w miarę nowe, ciut zamoknięte i tyle.

– To niewiele… – Gospodarz spuścił głowę.

Wyszli od niego niespełna godzinę później. Julia nadal była zahipnotyzowana grą Jana. Dopiero na komendzie się odezwała.

Aspirant, po powrocie do domu, powiesił od niechcenia ubrania do szafy, zrzucił byle gdzie buty, przeszedł do kuchni i poprawił doskonałość ułożenia pamiątkowych kubków. Stanął w miejscu, popatrzył pod różnymi kątami i jeszcze delikatnie skorygował szereg kubków. Musiały być ustawione idealnie, w matematycznej doskonałości. Od dziecka dbał o ten genialny ciąg, ale ostatnio, gdy stres w pracy nie dawał mu spokoju, popadł wręcz z tym w pedantyczność. Potem wziął kąpiel i po raz kolejny zamknął się w ciemnej łazience. Ponownie skulił się w kłębek, przedramiona założył za głowę, bujał się na stopach i machając palcami, udawał motyla. To pozwalało mu zarówno jaśniej myśleć o sprawach bieżących, jak i odreagować stres.

 

Dwa dni później ponownie dostali wezwanie na miejsce zbrodni. I znowu wszystko wyglądało jak poprzednio: odcięta głowa na pręcie, kończyny osobno, a do klatki piersiowej przybita kartka z tym samym wierszem.

– Znów to czuję – wyznał.

– Truskawki? – spytała retorycznie.

– Taa. – Pokiwał głową.

Weszli pod dach budynku starej hali, ale już po chwili on odwrócił się i odszedł w stronę samochodu. Na miejscu zbrodni została tylko sierżant Nowak. Usiadł za kierownicą, upewnił się, że nikt go nie widzi, podkulił nogi, przedramiona założył za głowę i bujając się, palcami udawał motyla. Kilkanaście minut później przyszła Julia.

– W porządku? – spytała.

– Odchodzę – wykrztusił z opuszczoną głową.

– Nie rozumiem. – Kobieta nachyliła się, próbowała go objąć, może przytulić, ale zareagował natychmiast, obrzucając ją złowrogim wzrokiem.

– Odchodzę z policji. Idę na rentę. Już nie daję rady – wyznał na wydechu.

– Janek, uspokój się, znajdziemy mordercę, prędzej czy później. Wszystko wróci do normy.

– Ta sprawa ciąży mi, ale już wcześniej miałem dość. – Powoli przestawał się bujać, ręce zdjął zza głowy. – Mam dość tego wszystkiego. My tu staramy się chronić życie, a świat jest pełen śmierci. Śmierci w wyniku wojny, wypadków, głodu. A przecież tam na ogół nikt nie próbuje dociec, kto zawinił. Zobacz, tyle dzieci umiera w wyniku suszy w Afryce, a my nic na to nie możemy zaradzić. Więc po co w ogóle próbujemy łapać morderców? Bo czym jest jeden zabity do tysięcy zmarłych z braku wody?… Właśnie, woda… – Aspirant zastanowił się, jakby wpadł na jakiś trop. – Woda… – Spuścił głowę i zmienił temat: – Przeprowadzam się na działkę, i już!

– Pojadę tam z tobą. – Uśmiechnęła się.

– Dobrze – przytaknął.

Pokręciła jedynie głową, bo nie wiedziała, co ma zrobić. Chętnie pojechałaby z nim, miała jednak męża i dziecko, i ich kochała. Ale Jana zawsze darzyła sentymentem przez te jego niegroźne dziwactwa. Skuliła się więc tylko w fotelu, zdając sobie sprawę, że tak naprawdę to życie w samotności byłoby dla kolegi najlepsze, bo aby naładować akumulatory, zawsze potrzebował właśnie odosobnienia. Ale chyba bez pracy nie mógłby żyć, szczególnie bez pracy jako detektyw. Bo wiedziała, że oprócz muzyki i śledztw, Jan nie ma żadnych zainteresowań, a muzykę ostatnio zaniedbał. Choć może na emeryturze znów by się za nią wziął, kto wie? Nagle zdała sobie sprawę, że aspirant, prowadząc samochód, powtarza te same słowa:

– Chodźmy stąd. – Delikatnie kiwał się na fotelu, najwyraźniej rozemocjonowany.

– Chodźmy stąd…

I tak co rusz. Setki razy, zanim dotarli na komendę.

 

Gdy wrócił do domu, znów zajął się swoim szeregiem kubków. Przesunął przedramieniem wszystkie na bok, a następnie, jeden po drugim, ustawił ciąg jeszcze raz. Musiały być ułożone co do milimetra, rączkami zwrócone w tę samą stronę, wszystkie idealnie lśniące. Czuł, że to go uspokaja, choć na dobrą sprawę nie wiedział dlaczego. Reszta mieszkania mogła być nieposprzątana, ale kubki musiały być idealne. Następnie, jak zwykle, zamknął się w ciemnej łazience, przybrał pozę z przedramionami za głową i odciął się od świata. Machające palce odstresowywały go, pozwalały myśleć. Gdyby zabronić mu tego, pewnie w krótkim czasie wylądowałby w szpitalu chory z emocji.

W pewnym momencie przyszła mu do głowy myśl na temat prowadzonego aktualnie śledztwa: przecież wszystkie ciała znaleziono pod dachami – albo pod wiaduktem, albo pod dachem hali, albo w nieczynnym tunelu. Dlaczego ktoś zadał sobie tyle trudu, aby ciała spoczywały właśnie tam? A może to przypadek? Jednak raczej nie, bo wiedział, że w takich sprawach przypadków nie ma. Zaczął więc analizować zebrane przedmioty pod kątem dachu. Czy w treści wierszyka jest coś nawiązującego do tego? Przypomniał sobie treść. Ale chyba nie. Może rozczłonkowanie zwłok ma z tym coś wspólnego? Też nie. Z czym więc można połączyć ten cholerny dach? I nagle doznał olśnienia. Wreszcie skojarzył, z czym kojarzyła mu się ta woda, gdy mówił o suszy w Afryce Mokre kartki z wierszem. W tym musi kryć się rozwiązanie.

Natychmiast wyszedł z łazienki i pojechał na komendę. Pierwsze, co zrobił, to sięgnął po te arkusze papieru. Przejrzał wszystkie. Każda z nich była ciut zamoknięta. Lecz rzuciło mu się w oczy, czego wcześniej nie dostrzegł ani on, ani kto inny, że brzegi kartek są niepomarszczone, więc zamoczone były tylko ich środki. I tak każda. Wziął jedną pod światło i jego oczom ukazały się cztery litery uformowane z namoknięcia. Ktoś więc musiał posłużyć się czystą wodą zamiast atramentu i w ten sposób przesłać wiadomość. Ułożył kartki w porządku chronologicznym popełnionych zbrodni, spojrzał i…

Przed nim ukazało się imię i nazwisko z pełnym adresem. Sypniewski wiedział, co z tym dalej robić. Natychmiast wziął ze sobą trzech kolegów, zadzwonił po sierżant Julię Nowak i pojechał na miejsce.

Zabezpieczając okna, stanęli przed drzwiami i zastukali. Bez odpowiedzi. Ponowili z rozkazem otwarcia. To samo. Aspirant chwycił za klamkę i popchnął drzwi. Otworzyły się. W największym pokoju siedział na krześle mężczyzna, obok leżała piła zabrudzona krwią, w podobnym stanie siekiera, a za jego plecami wisiała płachta papieru z tym samym wierszykiem.

 

Dwa dni później Sypniewski siedział w małej knajpce z Julią Nowak. Wreszcie, po kilku tygodniach nerwów, niepewności i stresu mogli odsapnąć. Julia oparła się w krześle, założyła nogę na nogę i spytała:

– Zamawiasz coś jeszcze?

– Wiesz, zastanawiam się nad lodami truskawkowymi. – Wyraźnie zaakcentował ostatnie słowo i szeroko się uśmiechnął. Julia wybuchła śmiechem.

– A nadal chcesz odejść? – spytała po dłuższej chwili.

– Sam nie wiem. – Jan sięgnął po wszystkie dostępne na stoliku przedmioty i zaczął je układać w specyficzny szereg. – Z jednej strony mam tego dość, ale chyba nie mógłbym bez tego żyć. – Jako ostatnią postawił w ciągu pustą filiżankę po kawie.

– Ja też już nieraz mówiłam mężowi, że to ostatnia sprawa, ale gdy przychodzi rozwiązanie, biorę głęboki oddech i mam siłę na więcej.

– Może tak jest, że czasem trzeba zwątpić, aby potem wrócić z jeszcze większą energią...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Trening Wyobraźni 2 miesiące temu
    Witamy nowy tekst! :)
  • Antoni Grycuk 2 miesiące temu
    Dziń dybry!
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Antoni Grycuk→Tekst dobrze się czyta. Fajny pomysł z tymi zwłokami i to pod mostem, żeby kartki nie zmokły gdyby deszcz, lub przeciwnie, żeby nie wyschły. A pod mostem, jest odpowiedni klimat, by ślad został.
    Natomiast trochę mi brakuje... takich wtrąceń... tej złej strony... Punktu widzenia mordercy. Trochę jego psychiki.
    Zakończenie dałbym inne, gdybym to ja napisał. To znaczy takie same, ale inny adres i personalia...
    Truskawki pasują... taka przeciwwaga jakby...
    Ale reasumując, całkiem całkiem:) Pozdrawiam:)
    P.S. Uważam, że człowiek jest człowiekiem, od poczęcia.
  • Antoni Grycuk 2 miesiące temu
    Dekoś,

    tutaj chciałem przede wszystkim pokazać osobowość detektywa, jego dziwactwa, ale tez genialność. Jako motor napędowy dałem wątek kryminalno-horrorowy. Trochę jak w Rainmanie: różne przygody, ale wszystkie de facto, aby pokazać jego postać.
    Dzięki za czytanie i kilka słów.

    Pozdrawiam.
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Przeczytałam. Faktycznie ten truskawkowy detektyw to trudny orzech do zgryzienia, ale w sumie podołałeś. Dlaczego piszę "w sumie"? Bo nieco to zakręcone, trochę naciągane i z kryminału tworzy mi się jakaś szczypta komedii :D Wątek aborcyjny mocno rozbudowany, jakby na siłę. Nie podobała mi się też konstrukcja typu "Dwa dni później Sypniewski siedział w małej knajpce z Julią Nowak." Nie czytam kryminałów, ale nie wiem czy nie lepiej brzmiałoby po prostu samo imię, albo "koleżanka". Jeśli tak się pisze, to zwracam honor. Co do intrygi była okej. Dziwactwa z tymi kubkami też super pomyślane. Jednak końcówka i to, że morderca podpisał się nazwiskiem, imieniem i podał dokładny adres... No nie wiem. Choć z drugiej strony, było to mocno ukryte.
    Reasumując: tekst nierówny (w mojej opinii) są fragmenty, które czytałam z dużym zainteresowaniem, są i takie, które przeleciałam wzrokiem :)
    Mocne 4.
  • Antoni Grycuk 2 miesiące temu
    To nie miał być kryminał. A co do komedii, widocznie takie Twoje postrzeganie, iż widzisz w tym komedię. Nie będę dyskutował. Przyjmuję do wiadomości Toją opinię. Jednak chciałbym dopytać, gdzie widzisz tę komedię?
    A wątek aborcyjny wcale nie jest rozbudowany - ot, jeden dłuższy monolog i tyle. Ale jak to mówią: "strach ma wielkie oczy".

    Bardzo dziękuję za czytanie i opinię.

    Pozdrawiam.
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Antoni Grycuk Hm, to widocznie źle odczytałam gatunek, wydawało mi się, że policjanci, poszukujący mordercy, uwikłani w ciężką sprawę to kryminał. No ale... :) Co do komedii może źle się wyraziłam: nieco rozbawły mnie te truskawki i unoszenie stóp, kontrastowało to z raczej poważną tematyką. To wszystko.
    Pozdrawiam.
  • Antoni Grycuk 2 miesiące temu
    jolka_ka
    zachowanie osób z Aspergerem, czy spektrum autyzmu bywa i śmieszne i irytujące i tragiczne. Oczywiście nie słyszałem o takiej synestezji: pojawiającym się zapachem spowodowanym stresem czy makabrą, ale już o zapachach jako reakcji na dźwięki, tak. I na różne dźwięki, odczuwa się wtedy różne zapachy. Bywa też, że reakcja następuje tylko na jeden konkretny dźwięk. Choć najczęstszą formą synestezji jest widzenie kolorów w reakcji na dźwięk.

    Jeszcze raz dzięki.
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Antoni Grycuk rozumiem. To jest dobry tekst, Antoni bo intrygę zbudowałeś świetnie, tylko niektóre rzeczy wybijały mnie ze skupienia i tak to.
  • Antoni Grycuk 2 miesiące temu
    jolka_ka,
    zamierzam w przyszłości to rozbudować do małej książki, bo czuję, że warto. A przyznam się na marginesie, że ten tekst pisałem na jeszcze jeden konkurs, gdzie było ograniczenie do 18tys. znaków, a u mnie brakuje tylko kilkudziesięciu. Nie mogłem więc pociągnąć tego dalej, chociaż się prosiło. I prosi nadal.
    I jako tak krótki tekst, nie uważam go za kryminał, lecz za opowieść o człowieku z kryminalnym wątkiem w tle. Jak napiszę z tego książkę, to wtedy będzie kryminał.
  • Antoni Grycuk 2 miesiące temu
    Między innymi dzięki Tobie zmieniłem ten monolog o aborcji. Dzięki jeszcze raz za opinię.
  • Mia123a 2 miesiące temu
    Ojejku, tytuł cudoooowny. Jutro se tu przypełzam ;)
  • pkropka 2 miesiące temu
    Ładne połączenie kryminału z filozofią. Co prawda trochę kryminał umknął, ale ciężko zrobić dobrą intrygę w krótszym opowiadaniu.
    Podobały mi się opisy wszystkich rytuałów i zwyczajów. Dobrze przedstawiłeś człowieka na krawędzi, zmęczonego praca.
    Ogółem podobało mi się, chociaż stać Cię na więcej :)
  • Antoni Grycuk 2 miesiące temu
    PKRopeczko,
    dzięki za wizytę.
    Wiem, że stać mnie na więcej i właśnie dlatego planuję na tej podstawie napisać krótką książkę. Tutaj jest wszystko takie "pourywane", tylko liźnięte. A szczególnie końcówka.

    Pozdrówka.
  • pkropka 2 miesiące temu
    Super! W takim razie powodzenia :D
  • ania_marzycielka 2 miesiące temu
    Super się czytało, wciągające opowiadanie :) Fajny pomysł z tymi specyficznymi morderstwami i super został przedstawiony detektyw. Pozdrawiam, 5 :)
  • Antoni Grycuk 2 miesiące temu
    Aniu,
    jak będę z tego pisał książkę, jeszcze lepiej opiszę tego Aspergerowca.
    Dzięki za kilka słów.

    Pozdrawiam.
  • ania_marzycielka 2 miesiące temu
    Antoni Grycuk Powodzenia :)
  • JamCi 2 miesiące temu
    Bardzo mi się podoba. Ciekawe. Faktycznie można więcej w temacie i pomysł rozwinięcia jest kuszący. W monologu jak na osobę z ZA ciut za dużo myślenia abstrakcyjnego, ale to niuanse. 5
  • Antoni Grycuk 2 miesiące temu
    JamCi,
    to bardzo ciekawe, co powiedziałaś, że zbyt abstrakcyjne jak na ZA. Pomyślę o tym. Muszę sięgnąć po kilka tekstów osób z autyzmem czy ZA i wtedy może wypracuję jakiś styl.
    Chcę jednak zauważyć, że np. Bill Gates ma ZA i słuchałem jego wypowiedzi i nie mogę powiedzieć, żeby szczególnie odbiegały od standardu. Messi też ma ZA i przy jego wypowiedziach było podobnie. Choc wiem, że wypowiedź dla mediów to co innego.
    Dzięki za pochylenie się i kilka słów.

    Pozdrówka!
  • JamCi 2 miesiące temu
    Antoni Grycuk no bo z ZA każdy ludź inny.Więc można założyć,ze sie czepiam :-)
    Niuans, skrzywienie zawodowe :-)
  • Antoni Grycuk 2 miesiące temu
    JamCi
    to prawda, że każdy z ZA jest inny. Podobnie jak w przypadku autyzmu, tu także występuje swego rodzaju spektrum. (Ja jestem na granicy, chyba).
    Ale nawet, jeśli ten bohater nie miał tej specyfiki, warto mu ją nadać, aby podkreślić postać na potrzeby tekstu - tekst to nie rzeczywistość, często trzeba ciut upiększać, czasem ubrzydzać, a czasem inaczej malować.
    Jeszcze raz dzięki.
    ps. A czy Ty pracujesz z takimi osobami? Może psycholog?

    Pozdrówka.
  • JamCi 2 miesiące temu
    Antoni Grycuk pracujesz :-)
  • Antoni Grycuk 2 miesiące temu
    JamCi
    Dobrze wiedzieć.
  • JamCi 2 miesiące temu
    Antoni Grycuk ano. Za do kapitanie opisałeś reakcje na stres, stereotypie, nadwrażliwość i reakcje na dotyk z zaskoczenia. Postać jest bardzo realistycznie zbudowana :-)
  • JamCi 2 miesiące temu
    Już wim co mię w nim gryzło: on jest empatyczny.
  • Antoni Grycuk 2 miesiące temu
    JamCi
    to prawda. Pomyślę, jak to zmienić.

    Dzięki za wszystko!
    Pozdrawiam.
  • JamCi 2 miesiące temu
    Antoni Grycuk nie zmieniaj, tak jest ciekawie :-)
  • Mane Tekel Fares 2 miesiące temu
    Dobrze się czyta. Bohater wyrazisty. Brakuje mi tylko rozwiązania sprawy. Choć piszesz, że to nie kryminał, ale... :-)
  • Antoni Grycuk 2 miesiące temu
    Rozwiązanie jest, i było. Znaleźli mordercę. Ale fakt, nie chciałem, aby to był kryminał, raczej opowieść o człowieku z wątkiem kryminalnym. Ale sam nie wiem. Może to i kryminał?..
    Dzięki za wizytę.

    Pozdrawiam.
  • Trening Wyobraźni 2 miesiące temu
    Dzień dobry!
    Przypominamy o obdarowywaniu zestawami – dziś o godz. 20.00.
    Pozdrawiamy :)
  • Ritha 2 miesiące temu
    Początek jak z Nesbo, upiorny wierszyk jak z Christie, czyli kryminał z krwi i kości. Świetny manewr z zapachem truskawek, Aspergerem i całą sceną (troskliwa koleżanka, nabijający się koledzy), czym zbudowałeś postaci również z krwi i kości.

    Hm, tak mocno rozbudowany temat aborcji – nagle i niespodziewanie, w opowiadaniu kryminalnym, ze świetnie stworzonymi postaciami i interesującą fabułą… zupełnie zepsuł tę historię. Sorry, ja szczerze. To tak jakbyś tu wplótł inną kontrowersyjną tematykę – politykę, tudzież religię, nie wiem antyszczepionkowców tudzież manifest przeciw homo. Człowiek przestaje się skupiać na opowiadanej przez Ciebie historii, a zaczyna konfrontować własne poglądy z wygłaszanymi przez bohaterów.
    Sorry, ale zepsułeś sobie świetne opko… :)
    Nie oceniam

  • Antoni Grycuk 2 miesiące temu
    Dziś byłem dość daleko samochodem i wpadłem na pomysł, jak zmienić ten monolog o aborcji. I wymyśliłem. Przychodzę do domu i widzę Twój komentarz. Napiszę więc, że zmieniłem to, co Ci się nie podobało, aby było bardziej z duchem akcji. Ale jest dużo osób, którym się podobało, jako było wcześniej.
    Dzięki za czytanie i obszerny komentarz.

    Pozdrawiam.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Antoni, mi to się gryzło, gdyż to felietonowe treści, jeszcze tak mocno zaakcentowane i tak prawdziwe, jakby telewizję odpalić i wiadomości słuchać, zbyt prawdziwe, zbyt kontrowersyjne, zbyt syfiaste, zaburzajace to świetne, fikcyjne opowiadanie. Ale to tylko moja opinia. Według mnie teraz jest lepiej.
    Pozdrawiam :)
  • Antoni Grycuk 2 miesiące temu
    Ritha,
    zupełnie się z Tobą ni zgodzę, że ten monolog jest stricte felietonowy. Osobiście uważam, że takie treści należy poruszać, nie bać się, ale nie powinno się tego robić, jeśli nie odwołuje się to do innej treści tekstu. Tak zwana Strzelba Czechowa. I taką strzelbę zastosowałem, poprawiając na tematy braku wody. I temat aborcji mógłby być, gdyby ofiarami zbrodni byłyby dzieci. Tak uważam.
    Jeszcze raz dzięki.
    Pozdrawiam.
  • Trening Wyobraźni 2 miesiące temu
    Antoni Grycuk, oto Twój zestaw:
    Postać: Druga połowa
    Zdarzenie: Zniknęła mi z oczu

    Gatunek (do wyboru): Opowiadanie przygodowe/drogi lub (pod kątem Antologii) Horror i pochodne
    Czas na pisanie: 18 sierpnia (niedziela) godz. 19.00

    Powodzenia :)
  • Antoni Grycuk 2 miesiące temu
    Dzięki.
  • Agnieszka Gu 2 miesiące temu
    Witam,
    Fabularnie - zaczynasz od mocnego uderzenia, a potem akcja raz zwalnia, raz przyspiesza, choć z nastawieniem na doznania i przemyślenia bohaterów. Opowieść dotycząca bezpośrednio morderstw toczy się jakby z boku.
    Pod koniec brakło mi jakiegoś konkretnego zakończenia. Kropki nad "i". Wiesz, tak jakbym wskoczyła do rzeki, płynę raz szybciej, raz wolniej, w końcu wylazłam na brzegi i...
    Co do spraw technicznych - czyta się płynnie. Opowiadanie jest napisane schludnie i przejrzyście. Nie widzę literówek czy innych tego typu potknięć.
    Jest ok. Pozdrawiam :)
  • Antoni Grycuk miesiąc temu
    Dzięki, Aga, za zaglądnięcie i kilka słów. Prawda, że końcówka jest skrócona, ale uważam, że i tak ma swój sens. Jak już pisałem, być może napiszę z tego książkę.

    Pozdrawiam.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Helloł
    Lecim.

    "– Jesteś pewien? Mówiłeś, że więcej nie chcesz tego widzieć.
    – Mówiłem, mówiłem. Wiele rzeczy mówiłem. Odkryjcie to! – powtórzył ostrzej.
    Jak tam sobie chcesz. – Julia Nowak skinęła głową funkcjonariuszowi stojącemu przy zwłokach." — dialog tak prowadzisz, że wychodzi "nie chcesz/chcesz". Niby nic, ale jak się nei ma do czego przyczepić, to... Poza tym może jakieś synonimy. Tekst nawet się dobrze nie rozpoczął, a Julia Nowak już mnie dźwięczy w uchu.

    Wierszyk spoko.

    Ok, jestem mniej więcej w połowie i jestem bardzo, bardzo pozytywnie zaskoczony. Nie grasz na kliszach. Zestaw cech dobrze oddaje boahterów. Jest równowaga pomiędzy ułomnościami, a supermocami. Rzadko się zżywam tak na początku, a tutaj już mogę sobie wyrobić jakieś zdanie i poczuć nic sympatii do bohatera. Na tym etapie – wysokość połowy tekstu – chyba najlepsze co u Ciebie czytałem
    Ps. Nazwisko powoduje, że kojarzy mi się on z Igorem (Piłkarzo-alkoholikiem).
    Lecim dalej.

    Cholera no. Wyjaśneinie zagadki średnio mnie zadowala. Dość, nie tyle naiwne, co pospieszne. Jakbyś chciał szybko skończyć tekst. Z drugiej strony jestem świadom, ze na tym poletku trudno coś uber-oryginalnego ugrać.
    Tekst oceniam w tej edycji TW bardzo wysoko.
  • Antoni Grycuk miesiąc temu
    Jak już pisałem, nie traktuje tego jako kryminał, raczej jako opowieść o osobie z kryminałem w tle. Więc końcówka nie ma być kryminalna stricte, choć wiem, że jest ciut przy-szybka.
    Dzięki za wizytę i tak dobrą ocenę.

    Pozdrawiam.
  • Marek Adam Grabowski miesiąc temu
    Skomentowałem to u konkurencji. Pozdrawiam
  • Antoni Grycuk miesiąc temu
    Dzięki.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania