TW2.0. #05. (Brudne Noir) — Rewerberacja: "Echo krzyku miasta"

TW 02#05.

Postać: Pasażer na pół-gapę

Miejsce: Strzelnica na dachu

Zdarzenie: Dusi mnie powietrze

Emocje: Wstyd/Rozpacz

 

(Jak już kilkakrotnie bywało, tak i teraz, zestaw jest jedynie zaczynem pod szerszą refleksję, która tak naprawdę (przynajmniej, kiedy to piszę) nie wiem, gdzie mnie zawiedzie).

 

Rewerberacja* — Echo krzyku miasta

 

"Początek wynika z końca, a koniec z początku. Pomiędzy powyższymi czai się bolesna przestrzeń do upadku".

 

I – Dusi mnie powietrze

W zasadzie nie uciekali, ale kobieta wysiadująca w oknie trzeciego piętra nie nazwałaby ich chodu "spokojnym". Obserwowała, jak wyższy o głowę chłopak szarpie ociągającą się dziewczynę, strzepując popiół ruskiej śmierci wprost na oblodzony chodnik. Sześć pięćdziesiąt za dwadzieścia gwoździ, zapalniczka zaciśnięta w dłoni. Pomalowane paznokcie kołem ratunkowym przeciw zmarszczkom. Lakiery u pani Ewy.

Najlepsze promocje zawsze są w dni powszednie.

Kiedy uciekinierów pożarł w końcu horyzont, uznała, że właśnie tak uciekają manekiny z płonącego sklepu. Dopaliła, pstryknęła Jin Lingiem w dal, lecz nie chcąc wracać wciąż pod nawias świata, pozostała tak przynajmniej głową. Głową ćmiącą od czadu i pękającą od spokoju ducha. Głową o szufladach myśli złupionego domu. Być może wszystko jest. Nic nie możesz znaleźć.

W minusowej temperaturze zamarzały łzy.

Autystyczny czterolatek leżał obok pada do X-boxa, "plus cztery gry gratis". Na krzywym stole czterdzieści procent niepokoju wypite w połowie i spodeczek petów. W holenderskim łóżku jeszcze jedna śmierć.

Miał kochankę, więc upiła gada, rozebrała do samiutkich gaci i położyła spać. A kiedy usnął – zabiła, rozrzynając bardzo starannie gardło. Matka i babka ze wsi. Prosiak często na święta. Duża wprawa.

Nóż leżał teraz obok Sebastianka. Pudełko od Forzy Horizon w większości pokryły kleksy już krzepnącej krwi. W tle kuchennego aneksu Niemen śnił o Warszawie ostatni raz.

W końcu wyekwipowana jedynie w próżnię, upaćkaną halkę i klapki z bazaru, odwróciła wzrok, czując się przez chwilę czymś mniejszym niż całość. Czymś zbyt małym dla dużego lustra, którego głównym zadaniem było zakłamywać wielkość przedpokoju.

Zamknęła okno. Usiadła przy stole. Ręce same odnalazły szkło.

Dwa piętra wyżej ukryty za zasłoną mężczyzna obserwował odjeżdżający samochód Providenta. Wysoko nad nim mroźny wicher porozrywał wszystkie ptaki świata.

 

II – Irek. Pasażer na wpół-gapę.

Dziewczyna zwracała na siebie uwagę kolorem włosów. Ametystowa odmiana mlecznego kwarcu uderzała po oczach. Zwłaszcza po jego oczach. Miał silną odmianę Trichofilli**, więc poszedł za nią. Chuj, że masa ludzi i gorąc w powietrzu. Poszedł nie pierwszy raz, ufny zębom podwarszawskich bram i temu, że nad zbrodnią z pożądania zawsze czuwa cisza. Miasto dziewięciu zajezdni sprzyja zniknięciom przyjezdnych. Sytuacja nerwowa jak dwulatek w oknie.

Trzy dni później jej rozdęte zwłoki wpół-oddała rzeka. Twarz zmrożonej kory, połamane ręce. Dialogowe dymki wyławiających dziewczynę płetwonurków trzeba było wykropkować z przekleństw.

Złapali go w święto pracy.

Dotąd żył w przeświadczeniu, że w każdej ważnej chwili straty są konieczne, więc kiedy przyszli nie stawiał oporu. Prawnik oparł linię obrony o trudne dzieciństwo i złą korelację gwiazd. Zrobił to tak nieudolnie, że nawet przez chwilę wszechświat skurczył się ze śmiechu. Gdy pogłos młotka wygasał na sali, skuty mężczyzna poczuł silny zapach przegranego meczu.

Odleżał kwadrans w bezpiecznym układzie krat, informującym, że: Nie wyjdziesz, ale nie wejdą. W zasadzie nie do końca, bo czasem jednak wchodzili. Strażnicy mają rodziny. Rodziny jedzą. Amica Wronki. Kuchenki, piłka, spacerniak.

Trochę mu się po drodze zwariowało. Dwukrotnie udawał żyrandol, ale kamera w celi była sprawna. Kwadrans z dwudziestu pięciu. Wczoraj wyszedł. Z chorą psychicznie głową tak jest, że czasem można otworzyć nowy pokój.

A teraz jechał za nimi tramwajem linii dziewięć. Dwa przystanki od pętli. Dobry układ. Warszawskie bramy oferują loty nie tylko z Okęcia.

— Zrobię, co zrobię — mamrotał pod nosem, miętosząc w dłoniach nieskasowany bilet. — Zrobię, co zrobię, a jutro rozdam się klęskom.

Wysiedli, kiedy już nie było dokąd jechać. Rozogniony wzrok siedzącego z tyłu Irka mógł podpalać stosy. Łażące po nim słońce naświetlało wady, pokazując, że jeśli idzie o myśli, często niedojadał. Para szła szybko, motywując się wzajemnie szyderstwami.

On za nimi. Blisko.

Tuż przed Raszynem rosły krzaczaste pola. Babie lato. Trzydzieści dwa stopnie w cieniu. W ich majestacie uznał, że to ten moment. Dobre miejsce i czas. Wyciągnięty zza pazuchy tłuczek wydawał się narzędziem odpowiednim.

A wtedy para nagle przestała się spieszyć.

Na każdego wariata tylko jedna głowa. Jedyna dobra decyzja Pana Boga. Odwrócili się. Tym razem kwiatów we włosach nie potargał wiatr.

 

III – Strzelnica na dachu

Niebo opędzało się błyskami od najazdu chmur, zaś werble grzmotów pobrzmiewały w echu. Zacinający nieustannie deszcz redukował tempa samochodów i ponaglał przechodniów.

Stary człowiek, którego czeluści pamięci potrafiły przestrzelić stulecia, stał na dachu. Miał cudne serce, rzutną rękę i spodnie Reeboka. Wciąż potrafił wypić na trzy łyki flaszkę i pamiętał oczy biesiadników wzniesione znad barszczu, kiedy kiedyś...

Ale teraz płakał.

— Kiedy skoczę, zdmuchnij — poprosił kobietę. Następnie spojrzał w dół, ściągnął kurtkę, podszedł. Dwanaście pięter do ziemi. Amarantowa miazga. Kamikaze spadających jabłek.

— Twoja żona umarła sześć lat temu.

Spojrzał. Dwie osoby. Dwie płcie. Adam, Ewa i noc.

Nim zdążył powiedzieć "Nie", chłopak powiedział "Tak".

— Jesteście Nim? — spytał. I zanim którekolwiek coś odrzekło, dodał: — Bo jeśli tak, jeśli jesteście lub znacie, chciałbym o coś zapytać.

— Nie jesteśmy — odparła cicho dziewczyna. — Nie jesteśmy Nim.

— Jeśli zamierzacie mnie powstrzymać...

Chłopak pokręcił głową.

— Przeciwnie, Waldemarze. Jesteśmy tu, by ci pomóc.

— Wiemy, że czasem łatwiej odbezpieczyć granat, niż obejrzeć ponownie album starych zdjęć. Naprawdę.

Mieli kojące głosy i niedające się zapamiętać twarze. Przetarł oczy. Chłopak wyższy. Oboje o ciemnych włosach, pustych oczach i martwych naturach. Księżycowy odłamek oświetlał im dłonie, ale tylko je.

— A wiecie, że...

— Wiemy.

— I...

— Też.

Pokręcił głową. Jego ironicznie bezbronne "Nie wierzę" umarło natychmiast po opuszczeniu ust, rozszarpane harmidrem nocnego życia stolicy. Pogłos i Pustka rozdzielili się nawiasowym wzorem, jakby próbowali go osaczyć. Jeden malutki krok.

Równocześnie.

— Wiemy, że gdybyś tylko umiał cofnąć czas... — rozpoczął chłopak.

— ... to miałbyś sobie do powiedzenia wszystkie słowa świata — dokończyła jego martwa koleżanka.

Waldemar Barańczyk się cofnął. Kolejny krok.

— I że nie umiesz już słuchać płyty spoza listy.

— I że groby dzieciństwa są w całodobowym.

Cofnął się. Wykonali krok.

— I że się boisz.

— I że masz dość.

Cofnął. Krok.

— I że...

— I że...

Cof... Kro...

Ściana. Plecy oparte o przestrzeń do upadku. Demony głębin walczyły. Oczekiwały.

Podeszli tak, że bliżej podejść nie sposób. Spojrzał w dół. Jeśli prawdą jest, że im wyżej, tym bliżej, to im dalej, tym malej, co nie?

— Teraz powinna nastąpić puenta — stwierdził Pogłos.

— Ale prawda jest taka, że jej nie ma — dopowiedziała Pustka.

Spojrzał na nich błagalnie. Już nie chciał, nie mógł, nie pragnął. Został zaspokojony. Oczyszczenie jest w celebracji, nie w akcie.

— Prosto w środek tarczy — oznajmili radośnie jednym głosem.

Już w powietrzu zrozumiał, że nie każdy deszcz pochodzi od Boga. Noc przecięło echo krzyku miasta.

 

* – Rewerberacja – zjawisko stopniowego zanikania energii dźwięku po ucichnięciu źródła. Inaczej "Pogłos".

** – Trichofilia – Fetyszyzm seksualny dotyczący włosów.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Agnieszka Gu rok temu
    Witam,
    Tak na początku, to odniosłam wrażenie, jakbym Wiwata z Rose spiedzielających widziała... ehhh

    "Już w powietrzu zrozumiał, że nie każdy deszcz pochodzi od Boga. Noc przecięło echo krzyku miasta." — a tu taki patos mi się widzi. Masakryczny! ...

    Cóż, twój klimat, twoje porównania, twój styl...
    Pazdrawljaju ;)
  • Canulas rok temu
    Ty już coś za dużo tych Wiwatów dostrzegasz i... we Warszawskich klimatach, to oni tak niekoniecznie.
    Patosiasto? - No, może i tak. Z każdą umierającą godziną wątpliwości rosną.
  • Agnieszka Gu rok temu
    Canulas No ja wiem, że Warszawa... ale ja bym ich tu chętnie w postapokaliptycznej wizji widziała :D na ten przykład mogliby w samolot zakosić, wsiąść i przylecieć albo łódką jakowąś przypłynąć albo cóś... ;))
  • Canulas rok temu
    Chyba moja cywilna odwaga jest jednak wyczerpywalna.
  • Okropny rok temu
    W minusowej temperaturze zamarzały łzy.

    Autystyczny czterolatek leżał obok pada do X-boxa, "plus czetry gry gratis". Na krzywym stole deszczowe czterdzieści procent niepokoju wypite w połowie i spodeczek petów. W holenderskim łóżku jeszcze jedna śmierć.

    Poetyckie.

    Czytam w kosciele, komentarz będzie na raty.
  • Okropny rok temu
    Pudełko od Forzy Horizon w większości pokryły kleksem już krzepnącej krwi (kleksy)

    Poszedł nie pierwszy raz, ufny zębom podwarszawskich bram i temu, że nad zbrodnią z pożądania zawsze czuwa cisza. Miasto dziewięciu zajezdni sprzyja zniknięciom przyjezdnych. - piękne. Masz piękną duszę, Tohimonie.

    Równocześnie.

    — Wiemy, że gdybyś tylko umiał cofnąć czas... — rozpoczął chłopak.

    — ... to miałbyś sobie do powiedzenia wszystkie słowa świata — dokończyła jego martwa koleżanka.

    Skurwysynie...
  • Canulas rok temu
    Okropny , sorex, że dopiero teraz, ale się zawiesiłem, patrząc na dojrzewające jabłko.
    Wiesz, że kiedy puentujesz "skurwysynem", to CI się widzi. Życzę se więc więcej skurwysynów od "Cię"
  • Okropny rok temu
    Canulas jablka to chytre skurwysynki, ja się wieszam na kombinacji Am Dm E7, melodycznie
  • Canulas rok temu
    Chyba mam za mało krwi w kawie, by się jakoś rezolutnie odnieść.
  • Okropny rok temu
    Canulas chwyty gitarowe, mozna grać w kółko, harmonie robić, bezmyślnie byc instrumentem
  • Canulas rok temu
    Okropny , wciąż mało kawy, więż Ty bardziej mundy lub ja gupi. Nie pije następnej kawy, bo i tak już widzę własne oczy. (lustra brak)
  • pasja rok temu
    Witam
    Kiedyś pisałam o jeźu, który jechał na gapę. Pokręcone i łapiące za serce. Wynurzyłeś brud. Bólem wymieszałeś z chłodem.

    A teraz jechał za nimi tramwajem linii dziewięć... chyba dwadzieścia trzy?

    Amarantowa miazga. Kamikaze spadających jabłek... Tylko mus z jablek Jonagold daję amarantowy odcień.

    I że groby dzieciństwa są w całodobowym...zawsze więcej umiera nocą i nie pomoże czuwanie za rogiem, bo za nadgodziny nie płacą za bramą.
    Pogłos i Pustka
    Pozdrawiam i miłego popołudnia życzę
  • Canulas rok temu
    Nie, Pasjo. Na Okęcie jeździ dziewiątka akurat. Dwudziestka trójka, dwudziestką trójką, ale tu... tu nie.
    Pozdrówka.
  • Margerita rok temu
    Witam
    rewelacyjnie to wszystko połączyłeś po prostu bomba a stwierdzenie upiła gada jest fenomenalne i się cieszę, że zestaw ci się spodobał pięć
  • Canulas rok temu
    Tak, bardzo mi podszedł zestaw od Ciebie. Oficjaklnie dziękuję, Marg
  • kalaallisut rok temu
    A ja mam problem. Tzn. dla mnie czegoś tu za dużo, coś mnie rozprasza jakbym nie mogła się wbić w tekst i skoncentrować o czym jest. Jeszcze niedoczytalam dokonca więc wrócę to może coś mądrzejszego mi przyjdzie do głowy. Fajne porównania. Ale czasami też taki zlepek porównań, jakby przyrządzanych technicznie wcześniej i wrzuconych do zupy. Jej przepraszam za moje dziwne subiektywne odczucia tekstu. Pewnie czegoś nie kumam dokonca czy klimatu, wrócę jeszcze przeczytać całość.
  • kalaallisut rok temu
    Ok wróciłam. Bardzo spodobało mi się zakończenie, chociaż "Z chorą psychicznie głową jest tak, że zawsze można otworzyć nowy pokój", no chyba czasami trafia się jednak pod ścianę/mur bez wyjścia ;)Podsumowując fajne, ale dla mnie jakby za dużo czegoś dalej, jakby to ująć jak piosenkarka, która potrafi zastosować różne dźwięki melodyczne triki, jak Kukulska kiedyś, za gęsto dla mnie albo w porównaniu do zamalo czegoś innego do przeplatania, przez to emocjonalnie wczulam się tylko w końcówkę.
  • Canulas rok temu
    kalaallisut , jak już napisałem niżej, po jakichś tam przemyśleniach, zgadzam się. Słusznie prawisz, mówiąc, że zbyt gęste. Też to trochę takim zaczynam widzieć.
    No cóż. Stare koreańskie przysłowie mawia: Raz na wozie, raz w obozie.
    Dzienks.
  • Ritha rok temu
    Ok, z zaciekawieniem wgryzam się w tresc :)
    Dusi mnie powietrze - bardzo mi bliskie
    Masz fetysz pomalowanych (u kobiet) paznokci? Pytanie wynika z częstego wspominami o lakierze na pazurkach.

    uciekinierów pożarł w końcu horyzont - cudne
    Tfu, zdanie cudne, ale poprawka, caly fragment, muszę:
    "Kiedy uciekinierów pożarł w końcu horyzont, uznała, że właśnie tak uciekają manekiny z płonącego sklepu. Dopaliła, pstryknęła Jin Lingiem w dal, lecz nie chcąc wracać wciąż pod nawias świata, pozostała tak przynajmniej głową. Głową ćmiącą od czadu i pękającą od spokoju ducha. Głową o szufladach myśli złupionego domu. Wszystko jest. Nic nie możesz znaleźć.
    W minusowej temperaturze zamarzały łzy"

    "A kiedy usnął – zabiła, rozrzynając bardzo starannie gardło. Matka i babka ze wsi. Prosiak często na święta. Duża wprawa" - boskie, Canulasowe

    "czując się przez chwilę czymś mniejszym niż całość" - majstersztyk (forma jednak wysoka!)
    I o lustrze tuż obok.

    "Miasto dziewięciu zajezdni sprzyja zniknięciom przyjezdnych", i "zęby podwarszawskich bram". Wymuskane zdania, pięknie.
    Dialogowe dymki (...)
    "Prawnik oparł linię obrony o trudne dzieciństwo i złą korelację gwiazd" - i kolejne
    "Gdy pogłos młotka wygasał na sali, skuty mężczyzna poczuł silny zapach przegranego meczu", i dalej, żyrandol itp.

    "Amarantowa miazga. Kamikaze spadających jabłek" - ja pierniczę
    Do Królestwa spokoju by mozna dokoptować caly ten twór. Bez jaj.

    "Wiemy, że czasem łatwiej odbezpieczyć granat, niż obejrzeć ponownie album starych zdjęć. Naprawdę" - bardzo Twoje. To "naprawde" na koncu, potoczne, charakterystyczne dla osobki Twej (juz sie orientuje, hehe)

    "Trzydziescia dwa" - tu je błąd

    Rozpierdalasz system poetyckim językiem - wiadomo, że uwielbiam, wiadomo, że wbija sie w moj gust. Brakowało brudnego noir ostatnio. Echo krzyku miasta - dobry tytul, adekwatna tresc. Przyzwyczailes mnie do stylu. Byc moze lepsze od Nie ma slonca, ale wowczas to byl taki, hm, szok. Tera juz wiem, czego sie spodziewac, stad podchodze do tego lądowania z innego pułapu. Bo juz wiem jak potrafisz elegancko pozamiatac i juz jestem nastawiona na mniejszy lub wuekszy rozpizd. W tym przypadku wiekszy. Sorjs za błędy, z komorki.
    Zazdroszcze formy :) Duze gwiazdy :)
  • Canulas rok temu
    Błędy Ritho ogarnąłem. Serdecznie dziękuje (jak zreszta zwykle). Chyba podłubię trochę w tym tekście, bo mnie delikatnie, fragmentarycznie, podkurwia.
    Pozdroxix
  • Justyska rok temu
    Canulas o ile pierwsza część mnie zainteresowała, to druga powaliła. Poetyckość, forma w jaką wbijasz myśli, jak operujesz emocjami. No pięknie i te wstawki o X boksie czy spodniach z reeboka, takie pierdoły,a el tu istotnie nadają klimatu. No już nie wiem jak się tu pozachwycać, to napiszę, że zajebista robota. Cytatów można by sporo wyciągać, ale te dwa mówią do mnie :
    "Czymś zbyt małym dla dużego lustra, którego głównym zadaniem było zakłamywać wielkość przedpokoju."
    "Wiemy, że czasem łatwiej odbezpieczyć granat, niż obejrzeć ponownie album starych zdjęć. "

    pozdrawiam i 5 i 6 i 7 jakby bylo:)
  • Canulas rok temu
    Dziękuję Ci bardzo, Justyska. Po przemyśleniu, przychylam się trochę do opinii Kataallisut, że nieco zbyt gęste. Czasem wpadam w takie pułapki "przemądrzałości" :)
    Pozdroxix
  • Justyska rok temu
    Canulas ja bardzo lubię gęste i treściwe zupy :) mi pasuje
  • Canulas rok temu
    Justyska, dziękuję zatem :)
  • Elorence rok temu
    "Już w powietrzu zrozumiał, że nie każdy deszcz pochodzi od Boga. Noc przecięło echo krzyku miasta." - bardzo ładnie ubrane zakończenie.

    W Twoim stylu, ale najbardziej podobała mi się ostatnia część. Ma w sobie "to coś" co przyciąga i zmusza do refleksji. Bardzo lubisz pisać o śmierci i różnych jej formach - już przestało mnie to przerażać, bo się przyzwyczaiłam i jestem pełna podziwu, jak bardzo narrator potrafi być obojętny, co nasila obiór.

    Kurczę, czuję się zmęczona i wyprana z emocji, więc moje komentarze są takie sobie...
    Aż mam ochotę sama napisać jakiś tekst o morderstwie. Tyle we mnie negatywnych emocji.

    Ale podobało mi się :)
  • Canulas rok temu
    Cwałujesz przez moje opka dzisiaj, jak Polska Husaria rozganiajaca Szwedów pod Kircholmem. Staram Ci się odkomentować, ale czytasz szybciej niż ja myślę. WIęc złapię Cię od końca (na skróty idąc, a co) I najpierw ty podziekuję - niniejszym wyrażając również radość z Twojego powrotu 23
  • Elorence rok temu
    Cieszę się, że wreszcie tu wróciłam!
  • Elorence rok temu
    Tak w ogóle, sprawdź pocztę, Can :)
  • Canulas rok temu
    Elorence , osz kurdę. Zakładam, że czeka mnie opór poprawek. Aż się boję
  • Elorence rok temu
    Can, nie masz się czego bać :) Serio.
  • Blanka rok temu
    Hej:)
    To nie jest prosty tekst, napewno. Nie jest prosty, ale ja lubię, kiedy piszesz własnie w taki lekko pokręcony (mówią na to poetycki zdaje się) sposób. Ładnie układasz myśli, bardzo dużo ciekawych zdań. No tak dla przykładu:

    "Głową ćmiącą od czadu i pękającą od spokoju ducha. Głową o szufladach myśli złupionego domu. Być może wszystko jest. Nic nie możesz znaleźć. "
    "Na krzywym stole deszczowe czterdzieści procent niepokoju wypite w połowie"
    "Łażące po nim słońce naświetlało wady, pokazując, że jeśli idzie o myśli, często niedojadał."
    "Wiemy, że czasem łatwiej odbezpieczyć granat, niż obejrzeć ponownie album starych zdjęć." lubię, podoba mi się. no i może właśnie ten brudno-czysty Canulasowy styl sprawia, że o tych wszystkich "okropieństwach" czyta się...dobrze. Nie wiem. Nie umiem pisać komentarzy:) Więc byłam, gwiazdy zostawłam:) Pozdrówka.
  • Canulas rok temu
    Nooo, kurde. Dzięki piękne. Może i (akurat ten) tekst z potencjałem, ale naprawdę się trochę też przychylam, że lekko zbyt gęsto i jakby miejscami "obok siebie".
    Dziękuję pięknie, Blanka.
  • Canulas rok temu
    Nooo, kurde. Dzięki piękne. Może i (akurat ten) tekst z potencjałem, ale naprawdę się trochę też przychylam, że lekko zbyt gęsto i jakby miejscami "obok siebie".
    Dziękuję pięknie, Blanka.
  • Blanka rok temu
    Canulas hmm. Co kto lubi. Dla mnie nie jest "zbyt" gęsto, pewnie dlatego, że lubię kiedy właśnie tak jest, więc raczej dopinguje właśnie takim tekstom u Ciebie. "Momenty", choć niby rozumiem zamysł i tak dalej, to jakoś ...nie wiem, mija mnie to:)
    Więc... No, weny życzę:)
  • Canulas rok temu
    Spoko, Momenty to... Sam nie wiem, ale bez napinki lecą, więc bez krempacji w kręceniu nosem.
  • Canulas rok temu
    Poza tym, jakich okropnościach? ;)
  • Blanka rok temu
    Can, no tak. Wszak Tyś dobre serduszko i kolorowa duszyczka, o czym ja piszę...:) żadne okropności;) żuczki na pleckach, zachody słońca i jakieś tam bajki:D
  • Canulas rok temu
    Blanka, dokładnie. Za naklejki z przeprowadzonymi przez jezdnię staruszkami mogę se już wybrać dwie nagrody.
  • Blanka rok temu
    Canulas Amol i prenumeratę"z szydełkiem przez świat";) Bardzo dobrze, zbieraj dobre uczynki;)
  • Nachszon rok temu
    Ach ta dynamika języka, przecudowna.
    "Oczyszczenie jest w celebracji, nie w akcie" - skąd Ty to Canulas wiesz do cholery?! To jest niesamowite.

    "Wiemy, że czasem łatwiej odbezpieczyć granat, niż obejrzeć ponownie album starych zdjęć" - cudne.

    "...nad zbrodnią z pożądania zawsze czuwa cisza. - to są już wręcz sentencje

    I jeszcze wiele innych.

    Jakie główne odczucie przy czytaniu tekstu? Gubię krytyczne nastawienie, wciągam się w nurt, a głównym uczcuciem, które mnie wypełnia to chyba... jakieś dziwne osaczenie. Tylko nie wiem, czy wynikające z hipnozy układem słów, czy z hipnotycznej akcji, czy z jednego i drugiego. I zmęczenie, ale takie jak w biegu, absolutnie nie zmęczenie tekstem. Dla mnie teskt niedościgniony.
  • Canulas rok temu
    Bardzo dziękuję Ci za sam komentarz jak i tak pozytywny odbiór, tym bardziej, że akurat jeśli idzie o podobne "tanie", to jesteś dla mnie sam top.
    Ciężko mi się do samego tekstu odnieść. Z perspektywy czasu i patrząc chłodnym okiem, wydaje mi się miejscami zbyt gęsty. W sensie - brak oddechu na niekorzyść spiętrzeń.
    Lubię pisać swoje brudne noir, bo to momenty, gdzie styka się resztka trzeźwego osądu z zapleczem głowy.
    Wychodzi różnie, ale natężenie emocjonalne podczas pisania zawsze jest wysokie.

    Dziękuję pięknie za wizytę.
  • Canulas rok temu
    Kurde: "tkanie" nie "tanie" eh, głupia autokorekta
  • e make i ka pololi 10 miesięcy temu
    Nie wiem, jak ja to przeoczylam.
    Bedzie komentarz, jak sie dopcham do komputera.
    Oczarowanam.
  • Canulas 10 miesięcy temu
    Heh, no to chyba wyskoczyło podczas absencji Twej i jakoś tak poszło. Miło że odkopałaś.
  • e make i ka pololi 10 miesięcy temu
    Jestem bezsprzecznie wielką fanką tekstów, które oszyldowałeś adekwatnie - 'Brudne Noir', zauważam, że to te właśnie zawsze budziły we mnie największą fascynację. Hm, więc to jest zasada.
    Trochę Cię nie było, trochę mnie nie było, i istotnie - ta perełka mi się gdzieś zagubiła w szkatułce z różnym badziewiem. Ale co, ja nie wyłowię ;)?
    Trochę też usunąłeś, znajome kropeczki widzę.

    Ale: ten tekst to znów wyżyny, ten styl pisania jest niedościgniony i niepodrabialny.

    ''Kiedy uciekinierów pożarł w końcu horyzont, uznała, że właśnie tak uciekają manekiny z płonącego sklepu.'' - Przepiękne.
    ''Matka i babka ze wsi. Prosiak często na święta. Duża wprawa.'' - Bardzo mi się widzi ta nieubłagana kliniczność i aż taki ładunek w trzech równoważnikach zdań. I że tak przerażająco spokojnie o zabójstwie. Z pozycji obserwatora niezaangażowanego emocjonalnie.

    ''W końcu wyekwipowana jedynie w próżnię, upaćkaną halkę i klapki z bazaru,'' - wątpliwość moja polega na tym, że wyekwipowanym to zaopatrzonym w coś. Być wyekwipowanym w ubranie, które ma się na sobie - no nie wiem.
    Faktem jest, że to drobnostka.
    Ale lubię jak najwlikniwiej przy Twoich tekstach, bo po prostu mi się chce, są dobre, widzę w tym sens.

    ''Poszedł nie pierwszy raz, ufny zębom podwarszawskich bram i temu, że nad zbrodnią z pożądania zawsze czuwa cisza. '' - Znów. Bardzo ładne zdanie. Coś może być na rzeczy z tym, że jestem ostatnio sajko na punkcie nadawania rzeczom, budynkom, krajobrazom - cech ludzkich, to pewnie wyciągam wszędzie, gdzie tak robisz.



    ''Zrobił to tak nieudolnie, że nawet przez chwilę wszechświat skurczył się ze śmiechu.'' - Szyk zdania trochę piszczy.
    Zrobił to tak nieudolnie, że przez chwilę nawet wszechświat skurczył się ze śmiechu - proponowałabym tak.

    ''Łażące po nim słońce naświetlało wady'' - łażące słońce, pyszne.


    I część III - troszkę gorsza według mnie. Ale i tu diamencik: ''Oczyszczenie jest w celebracji, nie w akcie.''

    Całość miażdży, przyjemność czytać.
  • Canulas 10 miesięcy temu
    Emi, dziekiluję pięknie za cudny i mądry komentarz. Się może jakoś odniosę lepiej, kiedy już naładuję woltomierz. Tera tylko dziękuję.
  • Maurycy Lesniewski 9 miesięcy temu
    Zajebiste:
    „czasem łatwiej odbezpieczyć granat, niż obejrzeć ponownie album starych zdjęć. Naprawdę.”

    „gdybyś tylko umiał cofnąć czas... — rozpoczął chłopak.
    — ... to miałbyś sobie do powiedzenia wszystkie słowa świata”

    Oczywiście masz tu wiecej zajebistosci, ale ja wybrałem najlepsze z najlepszych, wedle moich gustów.
    Ciekawa kektua, przerwa miło spędzona.
    Pozdrawiam
  • Canulas 9 miesięcy temu
    Dzięki Maur za odkopanie. Tego tekstu się akurat nie wstydzę. Wiodący nie jest, ale podpisać się mogę ;)

    Odzyskałem net i taka miła niespodzianka.
    Najpierw nimfetka, tera Ty.
    Cudo. <3
  • Maurycy Lesniewski 9 miesięcy temu
    Canulas czasem autor przecenia swoje prace, lub nie ceni ich wystarczajaco, myśle, że Tobie często dolega ta druga przypadłość :)
    Przyjemność po mojej stronie.
  • Canulas 9 miesięcy temu
    Maurycy Lesniewski, dzięki, ale nie sądzę. Raczej mam (staram się mieć) obiektywny stosunek.
    No ale cóż... Miłe wielce
  • Enchanteuse 8 miesięcy temu
    Ze łzami w oczach, bo skasowało mi cały komentarz, ale jestem. Dobra, może teraz będzie mniej chaotycznie i przy okazji krócej.

    Tym razem nie będę przecinkować, bo nic takiego nie rzuciło mi się w oczy. Zajmę się tylko tekstem od tej piękniejszej strony :)

    1. Tytuł. Rewerbacja, czyli pogłos. Ma to wiele wspólnego z treścią, choć samo słowo "rewerbacja" tudzież "echo" pada jeden raz (bodajże).
    Echo w tym tekście dla każdego z bohaterów jest czym$ innym. Po kolei:

    Pierwsza z nich - kobieta - zabijała właśnie z powodu tego echa, ale jednocześnie napędza je. Ładnie skomponowałeś ten fragment, operując mową pozornie zależną - emocje kobiety przesiąkn€ły do narracji.

    Druga - facet ogarnięty obsesją na punkcie włosów ma drugą, gorszą, którą można nazwać fetyszem, a która tak naprawdę dopełnia "aktu". Przynajmniej przy pierwszym zabójstwie. Bo przy kolejnym do stosunku nie dochodzi, więc w sumie trudno tu o generalizację. Tutaj echem jest ta obsesja, która powraca, by zgarnąć kolejne ofiary.

    Trzecia (moja ulubiona) - dziadek, dla którego echem są przeżyte lata - to jego bagaż doświadczeń, który wywołuje emocje.

    2.Bohaterowie.

    Kobieta. Jest złożoną postacią. Z jednej strony silna, a z drugiej, nie potrafi sobie poradzić z czymś tak banalnym jak zdrada. Ponadto po morderstwie sama popełnia samobójstwo. Właśnie, skoro już przy tym jestem. To, że dokonuje tego z iście chirurgiczną precyzją i pod wpływem planu (upiła go) świadczy o tym, że stało się to na chłodno.
    Mimo że początkowo dyktowały jej to emocje, ostatecznie zabiła z wyrachowaniem. Ale nie potrafiła tego udźwignąć. Echo uderzyło w nią ze zdwojoną siłą. Nie wiemy, czy się z tego podniosła. Wiemy natomiast (odbicie w lustrze, wrażenie rozczłonkowania) że jest absolutnie rozbita psychicznie.

    Mężczyzna. Tym razem postać raczej jednowymiarowa. W niej lekko pobrzmiewa fascynacja śmiercią, której tak dużo było w innych Twoich noirach.
    Facet ewidentnie jest chory psychicznie. Ma obsesję na punkcie włosów, która łączy się z fetyszem zabijania po samym akcie. Przynajmniej to wynika z pierwszego zabójstwa.
    Jest nieszczęśliwy, choć historia ułożyła mu się po jego myśli. Wydawałoby się. Ale przebija z niej rozpaczliwa beznadzieja. Bo czy można być szczęśliwym, działając pod wpływem własnej obsesji?

    Starszy mężczyzna. Postać na pewno refleksyjna. Już sam fakt, że stoi na dachu i rozmawia... z samym sobą, a raczej z jakąś pradawną częścią siebie, o tym świadczy.
    Adam i Ewa to dwugłos wprost z jego głowy. Ja tak to widzę.

    3. Forma/ styl

    Jak to w noirach bywa, jest znów poetycko. Natężenie? Bardzo wysokie, ale nie na tyle, by się nie domyśleć co jest metaforą, a co nie.
    Tym razem jest o wiele delikatniej, praktycznie nie ma przekleństw (ja nie zauważyłam). Pojawiają się jedynie kolokwializmy, ale to w miejscach, gdzie jest mowa pozornie zależna.

    4. Konstrukcja.
    Tekst zbudowany z trzech obrazów, a w zasadzie scen. Bo czyta się bardzo płynnie, wręcz filmowo. To pewnie zasługa pociętych na krótko zdań.
    Wszystkie one mają wspólny temat - echo tego, co zrobili oni lub osoby z nimi związane. Łączy je ostatni, szybki kadr -
    Miasta, które wydaje z siebie krzyk, składający się z potrójnego bólu.

    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~``~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

    I na koniec wykrywacz perełek.

    "Najlepsze promocje zawsze są w dni powszednie."

    "Kiedy uciekinierów pożarł w końcu horyzont, uznała, że właśnie tak uciekają manekiny z płonącego sklepu."

    "W minusowej temperaturze zamarzały łzy."

    "Autystyczny czterolatek leżał obok pada do X-boxa, "plus cztery gry gratis". Na krzywym stole czterdzieści procent niepokoju wypite w połowie i spodeczek petów. W holenderskim łóżku jeszcze jedna śmierć."

    "W tle kuchennego aneksu Niemen śnił o Warszawie ostatni raz."

    "Czymś zbyt małym dla dużego lustra, którego głównym zadaniem było zakłamywać wielkość przedpokoju.
    Zamknęła okno. Usiadła przy stole. Ręce same odnalazły szkło."

    "...i złą korelację gwiazd"

    ładne określenie na niefortunne okoliczności.

    "
    — A wiecie, że...

    — Wiemy.

    — I...

    — Też."

    Mistrzowski szermierka niedopowiedzeniami.

    "Już w powietrzu zrozumiał, że nie każdy deszcz pochodzi od Boga. Noc przecięło echo krzyku miasta."

    Nie każdy czyn pod wpływem emocji, który teoretycznie powinien nas oczyszczać, jest wartościowy. Albo dobry.
    No i to krzyczące zwielokrotnionym głosem miasto - bajka.

    Że jestem zachwycona chyba nie muszę mówić.

    Pozdrowiajki :)
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Jak zachwycon też. Aż mnie się ten komentarz troszkę przyśnił. Lipa, że straciłaś pierwszy (przerabiałem to), ale postawmy się w sytuacji Karoli, która straciła ponad 20 stron tekstu. Boli, nie?
    Miło że tekst Ci podszedł, jednak pytanie czy nie jest zbyt poetycko natężony. Czy te wszystkie kawałki mają przestrzeń dla siebie? Kalaallisut ma wątpliwości i ja trochę też. Dzięki piękne.
    Padam po pantofelka.
  • Enchanteuse 8 miesięcy temu
    Canulas właśnie mi się ta poetyckość podoba. Mogłabym się jedynie na siłę przyczepić, do fragmentów mocno estetycznych, w których nie bardzo da się wyczuć (ja nie mogłam), o co chodzi.
    Kurde. 20 stron, masakra. Wspołczuję.
    Zaraz Ci poszukam fragmentów, tylko się w miarę ogarnę, bo wyglądam jak półnieboszczyk :P
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Enchanteuse, haha. Ok. Spokojnie.
  • Enchanteuse 8 miesięcy temu
    Dobra, lecimy.

    Może to nie jest zbyt poetyckie, ale za nic w świecie nie mogę zrozumieć, co się za tym kryje.

    "Pomalowane paznokcie kołem ratunkowym przeciw zmarszczkom. Lakiery u pani Ewy."


    "Wysoko nad nim mroźny wicher porozrywał wszystkie ptaki świata."

    Ptaki jako symbol czego? I dlaczego aż taka megalomania - całego świata?

    "Na każdego wariata tylko jedna głowa. Jedyna dobra decyzja Pana Boga. Odwrócili się. Tym razem kwiatów we włosach nie potargał wiatr."

    To akurat bardzo estetyczne, szczególnie ostatnia końcówka. Pytanie tylko, czy to sztuka dla sztuki, czy kwiaty są świadomą metaforą za którą "coś" się kryje.

    No i w ostatnim fragmencie, gdzie mamy Adama, Ewę, Pogłos i Pustkę.
    Pytanie, czy potrzebujesz aż tak wielu bohaterów, czy każdy z nich coś symbolizuje. Myślę, że mógłbyś zostawić tylko dwójke z nich (Pogłos i Pustkę, bo są czytelniejsze).

    "Już w powietrzu zrozumiał, że nie każdy deszcz pochodzi od Boga. "

    Tutaj właśnie próbowałam zinterpretować, ale być może to znów "tylko" ekwilibrystyka słowna. Jeśli tak, spróbuj zamienić na coś czytelniejszego, bądź w ogóle pozbyć się tej metafory. Ostatnie zdanie i bez tego jest cudownym, mocnym zakończeniem.

    To tak na szybko napisane, ale w zasadzie chyba wszystko, co mi się wcześniej rzuciło w oczy. Popatrz sobie na spokojnie, i zastanów się. Sam wiesz najlepiej, gdzie metafory mają pokrycie, a gdzie nie (chyba że wszystkie są celowe, i poprzez skojarzenia da się je odkryć).

    Zostawiam Cię z tym i lecę. Na razie :)
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Prawdopodobnie po części masz rację. Za dużo szermierki, a za mało tarcz. To. Miałem na myśli, mówiąc, że nieco nadbudowane.
    Będę się przyglądał, ale dopiero, gdy osiągnie odpowiedni ku temu stan.

    Pozdroxon, Ench
  • Ritha 4 miesiące temu
    Voila:
    „Pogłos i Pustka rozdzielili się nawiasowym wzorem, jakby próbowali go osaczyć. Jeden malutki krok
    (…)
    — Teraz powinna nastąpić puenta — stwierdził Pogłos.
    — Ale prawda jest taka, że jej nie ma — dopowiedziała Pustka”
    :)
  • Canulas 4 miesiące temu
    Heh, dokładnie. Ogarnieraś w Canulardzim świecie.
  • Ritha 4 miesiące temu
    Canulas no baa :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania