TW#5 W pogoni za życiem.

Postać: Chirurg

Zdarzenie: Pościg za życiem

Gatunek: Opowiadanie przygodowe/drogi

 

 

 

"W świecie, w którym śmierć jest myśliwym, nie ma czasu na żale czy wątpliwości. Czasu wystarcza tylko na decyzje". Carlos Castaneda

 

.......................................................................................W POGONI ZA ŻYCIEM.................................................................................................

 

Trochę przeholowałem z ostatnim kursem. Kółka odrapanego wózka skrzypiały pod naporem ciężaru, ale ostatecznie wytrzymały. Znalazłem warsztat samochodowy ukryty w podwórku za spalonym domem, dzięki czemu jeszcze nie padł łupem szabrowników. Odkręciłem nakrętkę i wypiłem wodę do końca, później cisnąłem butelkę do pojemnika na śmieci. Uderzyła o krawędź i potoczyła się po trawie. Zły znak, gdybym był przesądny.

Ale nie byłem.

Przez chwilę przyglądałem się najcenniejszej zdobyczy. Wielkie blaszane beczki po oleju napędowym wypełniały wnętrze białego busa aż po sufit. Potem zdjąłem leżące na wózku książki i odłożyłem na ziemię. Resztę ładunku, czyli kupę żelastwa, część po części wrzuciłem na pakę, po czym trzasnąłem klapą bagażnika wysłużonego dostawczaka.

Wsiadłem za kierownicę. Wyciągnąłem kanapkę ze schowka. Suchy chleb i zapach nieświeżej ryby, utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie jestem głodny, więc skręciłem papierosa i przejrzałem książki. Pomiędzy kryminały zaplątał się pamiętnik. Na niektórych stronach widniały wypalcowane plamy smaru. Właściciel musiał być ciekawym człowiekiem, taki mechanik-literat. Siedział, naprawiał, czytał i pisał.

Aż zniknął.

Przekręciłem kluczyk, rozrusznik rzęził z wysiłkiem, ale silnik zaskoczył z charakterystycznym dieslowskim klekotem.

Delikatny wiatr rozpędził poranne chmury, pozostawiając na horyzoncie ledwie kilka postrzępionych smug. Otworzyłem okno, by stęchły zapach szoferki zastąpić majowym powietrzem. Wszędzie wokół gryzł w oczy agresywny odcień zieleni, budzącej się do życia przyrody. Świat zarastał chwastami. W drogach dziura na dziurze, jeszcze trochę i staną się całkowicie nieprzejezdne, tak jak trasa na zachód od osady, gdzie ostatnie zimowe roztopy zmyły całe połacie asfaltu. Matka natura wydzierała swoje terytoria z powrotem i nie było nikogo, kto by się przeciwstawił.

Z zamyślenia wyrwał mnie wstrząs. Minąłem biało-czerwony szlaban. Tory już dawno zarosły trawą, ale zwolniłem, żeby nie uszkodzić zawieszenia. Gdy samochód przetaczał się przez szyny, części na pace załomotały, a przy zmianie biegu rozległ się głośny zgrzyt, nieznośne tarcie metalu o metal i samochód stanął.

Ścisnąłem kierownicę. – Kurwa!

Znałem się na mechanice, miałem niezbędne narzędzia, ale poważna awaria wykluczała naprawę przed zmrokiem. Mimo to uniosłem maskę, niestety nie znalazłem nic podejrzanego, więc wczołgałem się pod samochód, gdzie namierzyłem usterkę. Byłem w dupie. Odjechałem zbyt blisko od domu, kompletnie nieprzygotowany na spędzenie nocy w terenie, a jednocześnie za daleko, by zdążyć piechotą przed nocą.

Odetchnąłem głęboko.

Nie tracąc czasu spakowałem do plecaka kilka potrzebnych rzeczy. Mocno zasznurowałem buty. Popatrzyłem ze smutkiem na książki, po czym wziąłem sztucer i ruszyłem przed siebie.

Wyciągnąłem magazynek i sprawdziłem mechanizm spustowy. Ulubiona strzelba Sauera miała kilka zadrapań na kolbie, ale stan nie budził zastrzeżeń, a co najważniejsze, była sprawdzona w boju. Włożyłem magazynek, przełożyłem bezpiecznik i przewiesiłem broń przez plecy. Od „Dnia Ataku" zdziczałe zwierzęta panoszyły się pozbawione naturalnego przeciwnika. W pobliżu osady wytępiliśmy praktycznie wszystkie, ale tak daleko od domu musiałem pamiętać, że tylko broń stawiała mnie na szczycie łańcucha pokarmowego.

I była pomocna tylko za dnia.

Rozłożyłem mapę, żeby wytyczyć trasę. Chwilę męczyłem się z wielką płachtą na wietrze. Okolice znałem praktycznie na pamięć, ale nie było czasu na błędy. Do zachodu słońca zostało ledwie kilka godzin. Pierwszym pomysłem był powrót drogą, którą przyjechałem, ponieważ to najkrótsza trasa. Dodatkowo po drodze miałem stawy, ale wiedziałem, że nie znajdę tam nic, co pozwoli mi przetrwać noc na wodzie. Ostatecznie zdecydowałem się nadłożyć drogi, żeby wieczorem wylądować nad jeziorem.

Woda to życie. Ważna nauka, która zapewniła mi przetrwanie.

„Pamiętam „Dzień Ataku", jakby zdarzył się wczoraj. Może miałem więcej szczęścia niż inni, a może nie? Świętowaliśmy z przyjaciółmi nad jeziorem. Panował wieczorny gwar. Pamiętam głośną muzykę, zapach dymu i piwa. Pamiętam wypity alkohol i gorące usta Agaty. Później płomień na niebie, eksplozje, wybuch paniki. Pamiętam błagania, krzyki i jęki. Po raz pierwszy ujrzałem zjawy. Eteryczne istoty o trupio zielonej skórze. Po dotknięciu przez widmo ludzie wyparowywali jak kropla wody upuszczona na rozżarzone żelazo. Uciekłem do wody. Chciałem płynąć bez końca, plusk fal wszystko zagłuszał. Dygocząc z zimna dotrwałem do świtu. Już wiedziałem, że upiory nie potrafią przekroczyć linii brzegu".

Temperatura zaczęła spadać, a błękitne niebo przybrało barwę lawendy, gdy zgodnie z planem minąłem zniszczony znak z nazwą miejscowości. Kiedyś przeczesywałem ten kwadrat, ale szybko odpuściłem, ponieważ większą część wioski strawił pożar, który szalał tu niedługo po „Dniu Ataku", a ocalałe domki wypoczynkowe nie kryły nic pożytecznego.

Skierowałem się nad wodę. Zarośniętą ścieżką dotarłem na plażę. Linia brzegowa obrosła chwastami, krzaki walczyły o dostęp do słońca i tylko wierzby leniwie moczyły gałęzie w wodzie. W końcu znalazłem łódź. Zupełnie jakby na mnie czekała. Zwykła, drewniana, jaką posiada każdy wielbiciel wędkarstwa mieszkający nad wodą. Była w dobrym stanie, brakowało korka spustowego, co stanowiło pewien problem, jednak większym zmartwieniem był nieobecny właściciel. Rozejrzałem się po okolicy w poszukiwaniu jakiegoś tropu, ale wczorajszy ulewny deszcz skutecznie zatarł wszelkie ślady.

Pozostało znaleźć uszczelkę. Na poszukiwania wybrałem mały, parterowy budynek z czerwonej cegły, zwieńczony płaskim dachem. Miał powybijane szyby, mimo to w środku śmierdziało stęchlizną. Do tego jakiś wariat pomalował wszystkie ściany farbą w sprayu, ale to nie był zwykły akt wandalizmu. Litery przyozdobione w kreski, kropki, zawijasy, czasem nie przypominały tych znanych z alfabetu, w dodatku układały się w nic nieznaczące słowa. Ktoś włożył w to dużo pracy, traktując wnętrze niczym gigantyczny brudnopis, jakby postawił sobie za punkt honoru wymyślenie nowego języka. W rogu leżał zawilgocony materac, na nim brudny koc i odchody gryzoni. Na pierwszy rzut oka od dawna nikogo tutaj nie było, ale ostatnie promienie słońca zdradziły pewien sekret. Oprócz moich były także inne ślady. Odciski podeszwy zdarły cienką warstewkę kurzu. Urywały się w rogu, jakby ktoś wszedł, przystanął i wpatrywał się w stolik. Podszedłem. Na blacie leżała sfatygowana biblia, obok stała starodawna lampa naftowa. Na podłodze widniała wielka, brązowa plama zaschniętej krwi wżartej w deski.

Zdjąłem strzelbę i odbezpieczyłem. Może ciągle kręcił się w pobliżu? Łódź z pewnością należała do niego. Pozostało zaledwie kilka minut do zachodu słońca. Zdecydowałem się zabrać łódź, a żeby uspokoić sumienie, postanowiłem przez noc pozostać w pobliżu brzegu.

Ostatnie promienie słońca zabarwiły niebo czerwienią. Właśnie wychodziłem, gdy na wprost zobaczyłem demona.

Zjawa przybrała formę przeraźliwie chudej kobiety. Szara, półprzezroczysta postać emanowała zieloną poświatą. Przez chwilę patrzyła na mnie, pokrytymi bielmem oczami, później błyskawicznie ruszyła. Odruchowo cofnąłem się, świat zawirował, upadłem i uderzyłem głową o posadzkę.

Nastała ciemność.

Ocknąłem się, gdy na zewnątrz wciąż było ciemno. Pulsujący ból rozsadzał mi czaszkę. Z tyłu głowy wymacałem posklejane krwią włosy i wielkiego guza. Nagle oprzytomniałem, przypominając sobie co zaszło. Spojrzałem na wejście. W drzwiach stała zjawa. Nieruchomo. Unosiła się kilka centymetrów nad ziemią i wpatrywała się we mnie martwymi oczami. Powiało chłodem. Ściśnięty żołądek podszedł mi niemal do gardła. Nie mogłem się poruszyć. Zjawa powoli przesunęła się i zniknęła za ścianą. Wtedy usłyszałem dźwięk, jakby młotkiem uderzyć w kamień, potem następny i kolejny. Widmo opukiwało ściany, zupełnie jak dzięcioł w poszukiwaniu ofiary. Później pojawiła się w oknie, skierowała w moją stronę trupio bladą twarz, patrzyła przez kilka minut, po czym ruszyła dalej. I dalej. Od nowa. Wydawało się, że krąży przez całą wieczność. Leżałem skulony w kłębek, aż w końcu wyczerpany do cna, straciłem przytomność.

Rano obudziła mnie mucha. Wredny owad nie dość, że bzyczał nad uchem, to dodatkowo obrał sobie za cel środek mojego nosa. Później poczułem swąd palonego tytoniu. Momentalnie otrzeźwiałem, ale nie poruszyłem się. Powoli uchyliłem oko. Na materacu siedział mężczyzna, około pięćdziesięcioletni, ubrany w brudną zieloną kurtkę. Palił papierosa, wpatrując się we własne zabłocone buty. W dawnych czasach niechybnie wziąłbym go za menela, chociaż nie miał czerwonej twarzy pijaka, ale długie siwe włosy i zaniedbana broda, świadczyły o tym, że rzadko przejmował się higieną. Moja strzelba leżała w zasięgu ręki, zapewne tam gdzie ją upuściłem zeszłej nocy. Spojrzałem raz jeszcze. Facet patrzył na mnie. Miał jasne, niebieskie, otoczone pajęczyną zmarszczek oczy.

– Ciężka noc, co? – spytał. Powoli podniósł z koca paczkę papierosów i skierował w moją stronę.

– Daj mi chwilę – odparłem. Byłem sztywny, zmęczony i odrętwiały. Rozejrzałem się, plecak leżał obok, później zauważyłem niewielką plamę krwi na podłodze i skrzywiłem się, gdy na głowie wymacałem guza.

– Do wesela się zagoi – powiedział, wstał i podał mi papierosa. – Masz już niedaleko do domu.

– Skąd wiesz, że mam jakiś dom? Może jestem samotnym wilkiem?

– Samotnym wilkiem powiadasz? – Pogładził się po brodzie. – Znam kilka osób dbających o zarost, ale żadna z nich nie mieszka z dala od ludzi.

– To ciągle niewiele mówi – odparłem.

– W pobliżu jest tylko jedna osada. – Machnął ręką, dając mi do zrozumienia, że właściwie już go to nie obchodzi.

Zaciekawił mnie. Z wypowiedzi jasno wynikało, że wiedział o innych. Od „Dnia Ataku", moje myśli pochłaniała walka o przetrwanie. Później zbudowaliśmy osadę na wodzie i skupiliśmy się na zapewnieniu jej bezpieczeństwa. Tak samo robili ci, którzy przeżyli. Z czasem dowiedzieliśmy się o innych. Nawiązaliśmy kontakty, ale wszystkie enklawy o których wiedzieliśmy, były zbyt daleko, by narażać się na niepotrzebne ryzyko, tym bardziej że nasza niewielka społeczność całkiem nieźle sobie radziła.

– Wczoraj widziałem zjawę – powiedziałem.

– Przychodzą co noc. – Wzruszył ramionami. – Znalazłem cię tak rano.

– Dlaczego mnie nie zabiła?

Starzec przez chwilę patrzył, jakby zdumiony moim pytaniem nie wiedział co odpowiedzieć, po czym omiótł pomieszczenie niedbałym ruchem ręki. – Symbole cię ochroniły. Są równie skuteczne jak woda – powiedział.

– Nie rozumiem.

– Masz jakieś imię? – spytał.

– Tomasz, ale mówią na mnie Łapa.

– Z powodu tatuaży? – Spojrzał na rękę, gdzie miałem wytatuowany rękaw, przedstawiający kilka postaci z popkultury.

– Pamiątka ze starego świata – odparłem.

– Stary świat... – powiedział. Ledwie dostrzegalnie zacisnął wąskie usta. – Jestem Mateusz. Zapraszam cię na śniadanie.

Pozbierałem rzeczy z powrotem do plecaka. Zabrałem strzelbę i przewiesiłem przez ramię. Mateusz szedł przede mną, powoli, zgarbiony, wyglądał jak zmęczony życiem człowiek, taki, który już nie przyjmuje rzeczy w kategoriach nagrody i kary, ale tylko kary. Przeszliśmy może sto metrów. Już z daleka zobaczyłem wznoszącą się nad budynkami strużkę dymu. Siwa kreska przecinała niebo niczym strzała. Wydobywała się z okrągłego pieca zbudowanego z klinkierowej cegły.

– Kiedyś dawali tu dobre jedzenie. – Mateusz wskazał na zamknięty budynek baru.

Podszedł do pieca i zajrzał do środka. Na metalowej kratce leżały pakunki zawinięte w folie aluminiowa. Ich kształt nie pozostawiał wątpliwości.

– Złowiłem dziś rano – powiedział. – Wtedy też cię znalazłem, ale nie chciałem budzić. – Mateusz sięgnął do swojego plecaka, wyciągnął czerstwy bochenek chleba. Obficie polał go wodą i zawinął w folię aluminiową, po czym ostrożnie umieścił w piecu.

– Od dawna jesteś w okolicy? – spytałem.

– Od pewnego czasu. Muszę pozamykać stare sprawy.

Mateusz zajął się uzupełnianiem drewna w palenisku, a ja oczyszczeniem rany na głowie. Polewałem wodą, aż zakrzepła krew z grubsza zeszła. Na szczęście niewielkie rozcięcie nie wymagało szycia, bo skąd do cholery wziąć chirurga w wyludnionym świecie? W osadzie leczeniem zajmował się Masa. Znerwicowany chudzielec z wykształceniem ratownika medycznego, któremu wolałbym nie powierzać własnej skóry, ponieważ ręce trzęsły mu się tak bardzo, że szycie zawsze pozostawiało paskudne blizny.

Gdy skończyłem, ryba i chleb już parowały na omszałym blacie piknikowego stołu. Smakowało świetnie, ale nie jadłem od kilkunastu godzin, więc pożarłbym nawet kanapkę ze schowka. Dopiero w trakcie posiłku dostrzegłem, że lewej dłoni Mateusza brakowało kilku palców. Został tylko kciuk i najmniejszy. Po chwili dostrzegł spojrzenie wbite w okaleczoną dłoń.

– Pamiątka ze starego świata. – Skinął głową, wskazując na rękę. Znów zacisnął usta, ale za chwilę pojawił się na nich ledwie dostrzegalny uśmiech. – Chyba miałem szczęście... a może nie? Byłem tutaj, gdy zaczęło się to szaleństwo – powiedział. – Upragnione wakacje. Wybuchła panika, ktoś mnie zepchnął i dłoń dostała się pomiędzy burtę i pomost. Stal i drewno kontra miękka tkanka. Niewiele zostało.

– Rozumiem, nie było nikogo kto przyszyłby ucięte palce? – odparłem.

– Palce obciąłem sobie sam. Były zmiażdżone, a takie rany się nie goją. Jestem... – Nieobecny wzrok Mateusza wskazywał, że odpłynął gdzieś w czeluści pamięci. – W starym świecie byłem lekarzem. Chirurgiem. Nawet na wakacje nie ruszałem się bez narzędzi. Miałem środki przeciwbólowe. Przeczekałem do świtu. Zrobiłem to tam. – Mateusz wskazał na budynek broniący wstępu do ośrodka wypoczynkowego, ten sam, w którym spędziłem noc.

– Dlaczego demon mnie nie zaatakował? – spytałem.

– Mówiłem. Symbole potrafią je zatrzymać.

– Nigdy o tym nie słyszałem.

– Właściwie o czym słyszałeś przez ostatnie kilka lat? Żeby przed zmrokiem wracać do domu? Że żywność jest najważniejsza? Że musimy dbać o swoich ludzi?

– Bezpieczeństwo jest ważne – odparłem.

– Rurkowce na dnie oceanu są bezpieczne. Tylko co z tego mają? Poza tym wyimaginowane bezpieczeństwo zawali się prędzej niż później. – Mateusz machnął dłonią. – Jak myślisz, ilu ludzi przeżyło?

– W „Dniu Ataku" było nas niespełna osiem miliardów. Biorąc pod uwagę co wiem o ocalonych. Pewnie kilkanaście milionów osób.

– Raczej kilkadziesiąt. – Mateusz pokręcił głową. – To strasznie dużo ludzi, nie uważasz? Nie chciałeś ich szukać? Może wiedzą jak pokonać najeźdźcę?

– Osada na jeziorze liczy setkę osób i przyjmiemy każdego, kto nie boi się ciężkiej pracy. Robimy co możemy. – Odpaliłem papierosa. – Powiedziałeś najeźdźcy. Wiesz czym są te demony?

– Zjawy to coś w rodzaju forpoczty, zanim pojawią się właściciele tej planety. – Wskazał palcem na niebo. – Oni zawsze tam byli.

Kiedyś niechybnie uznałbym go za wariata, ale zważywszy na to, co się stało w ciągu ostatnich kilku lat, niemożliwe przestało istnieć.

– Część prominentnych polityków w starym świecie na pewno wiedziała, ale postanowili nie respektować umowy, w której nie byli stroną. – powiedział Mateusz. – Postanowili nie informować ludzi. Zresztą co mieli powiedzieć? Drodzy obywatele okazało się, że planeta nie należy do nas i będziemy musieli się wynieść do piętnastego. Niestety nie mamy zapasowej planety. Dziękujemy i przepraszamy za utrudnienia.

– Czekaj, czekaj. Chcesz powiedzieć, że będzie kolejna faza podboju? Trzeba powiedzieć wszystkim.

– Chcesz to im powiedz, ja nie mam zamiaru odbierać nadziei. Ludzie ledwo zaczęli się podnosić, miałbym pójść i powiedzieć, że niedługo będzie po ptakach, a oni niewiele mogą zrobić?

– A więc sprawa jest przegrana?

– Sprawa jest przegrana, dopiero gdy umrze jej ostatni obrońca. A z tym. – Znów spojrzał w niebo. – To trochę skomplikowane.

– Dlaczego mi to mówisz?

– Większość ludzi, jeśli przetrwa spotkanie oko w oko z demonem, później miesiącami tępo wpatruje się w dal. Ty doszedłeś do siebie błyskawicznie, jakby nic się nie stało, co oznacza, że jesteś człowiekiem jakiego poszukuje.

– Lata zagrożenia zmieniają człowieka – odparłem. – W pościgu za życiem doszedłem do wniosku, że możesz uczynić się silnym albo słabym. W obu przypadkach wysiłek będzie ten sam.

– Pościg za życiem. Tak. Przypomina Paradoks Czerwonej Królowej. Żeby utrzymać się w miejscu, musisz biec ile sił. Jesteś gotowy, pobiec jeszcze szybciej?

– Co masz na myśli?

– Chciałbym żebyś ze mną poszedł.

– Chyba nie uważasz, że zostawię swoje życie i ruszę na pewną śmierć, z człowiekiem którego poznałem dziś rano?

– Właśnie tak uważam. – Mateusz pokiwał głową. Pogrzebał w plecaku i wyciągnął brulion. – Kiedyś pisałem pamiętnik, znajdziesz tu wszystko co wiem, myślę że gdy przeczytasz, zrozumiesz. – Podał mi zeszyt ze zniszczoną okładką, po czym wskazał gestem, żebym go nie otwierał. – Zatrzymaj. Teraz czas na ciebie.

Doprowadził mnie do asfaltu, gdzie kazał poczekać i zniknął za odrapaną budą z lodami. Chwilę później wyprowadził motor. Biało-pomarańczowy Cross KTM-a. Maszyna idealna do przemierzania bezdroży.

– Prezent dla ciebie, chociaż szczerze mówiąc, traktuję to w kategoriach inwestycji. Przez trzy dni począwszy od jutra, będę tutaj o tej porze. Jeśli nie wrócisz odejdę, a ty będziesz mógł dalej budować swoje bezpieczeństwo.

Uruchomiłem motocykl kopniakiem. Wsiadłem. Podkręciłem gaz, silnik wszedł na obroty i wydał z siebie charakterystyczny, głośny, przeciągły dźwięk. – Zastanowię się – obiecałem. Wrzuciłem bieg. Spod opony strzelił żwir. Odjechałem, pozostawiając za sobą smużkę kurzu powoli opadającego na ulicę.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Trening Wyobraźni 5 miesięcy temu
    Witamy nowy tekst! :)
  • Trening Wyobraźni 5 miesięcy temu
    Marzycielu, zmień kategorię na Trening Wyobraźni i wrzuć link do tekstu tutaj:
    http://www.opowi.pl/forum/trening-wyobrazni-linki-do-prac-w1016/
    :)
  • Justyska 5 miesięcy temu
    Przeczytalam z zainteresowaniem, taki postapokaliptyczny wycinek rzeczywistosci. Fajnie fozowane informacje, czytalo sie gladko, bardzo na plus :) brakuje kilku ogonkow, przejrzyj pod tym kątem.
    Pozdrawiam o poranku!
  • Marzyciel 5 miesięcy temu
    Pewnie wkradło się kilka błędów, ale nie miałem czasu, żeby doczyścić tekst. Zamierzam to nadrobić w najbliższym czasie. Dzięki za komentarz. Celem było pokazanie wycinka rzeczywistości, więc chyba się udało.
    Pozdrawiam.
    M.
  • jesień2018 5 miesięcy temu
    Hej Marzyciel! Nie wierzę, że to piszę, ale wygląda na to, że tekst "nie odparował" ;)) To są w większości drobiazgi, najgorsze chyba to: "z którego człowiekiem poznałem dziś rano?".
    Ale poza tym - kawał porządnej prozy! Bardzo mi się podobało. Zbudowałeś świat, który jest spójny, takich też bohaterów, wplotłeś zagrożenie i sprawiłeś, że niepokoiłam się o bohatera. Pisanie takie trochę behawioralne, ale nie szkodzi, wiadomo, o co komu chodzi i jakie emocje są ukryte w tekście. Język bdb. I takaż ocena:)
  • Marzyciel 5 miesięcy temu
    Faktycznie nie odparował i żałuję, że nie mogłem poświęcić mu więcej czasu, ale takie życie. Zbyt wiele projektów naraz. Zgłoszenie do TW było trochę pochopne, ale powiedziało się A, to trzeba i B. Błąd poprawiony, chochlika udupiłem.:)
    Co do stylu pisania. Cóż... Ten typ tak ma.
    Dzięki!
    Pozdrawiam.
    M.
  • Ritha 5 miesięcy temu
    Dzień dobry.

    Świetny cytat na początku. Mocnym cytatem można mnie kupić. Można nim też zbudować podwaliny pod klimat, tu obiecująco.
    Czytam dalej, zaznaczam (bo chyba Cię jeszcze nie czytałam i nie komentowałam), że tworzę komentarz w trakcie czytania.

    Po pierwszym akapicie uderzają mnie dwie refleksje – starannie tworzysz zdania (to plus, ale można tez pójść w hiperpoprawność, więc refleksja obserwacyjna, bez zaznaczenia czy dobrze czy źle, się okaże) i dwa – wstawki wieńczące myśli, typu:
    „Uderzyła o krawędź i potoczyła się po trawie. Zły znak, gdybym był przesądny.
    Ale nie byłem.”
    Bardzo lubię.

    „Potem zdjąłem leżące na wózku książki i odłożyłem na ziemie.” – ziemię*

    „Właściciel musiał być ciekawym człowiekiem, taki mechanik-literat. Siedział, naprawiał, czytał i pisał.
    Aż zniknął.” – znowu, ale ta jeszcze lepsza! Świetna, w punkt, już zaciekawiłeś czytelnika.
    „Przekręciłem kluczyk, rozrusznik rzęził z wysiłkiem, ale silnik zaskoczył z charakterystycznym dieslowskim klekotem.
    Delikatny wiatr rozpędził poranne chmury, pozostawiając na horyzoncie ledwie kilka postrzępionych smug. Otworzyłem okno, by stęchły zapach szoferki zastąpić majowym powietrzem” – bardzo fajne, plastyczne opisy

    „Od „Dnia Ataku" zdziczałe zwierzęta panoszyły się pozbawione naturalnego przeciwnika. W pobliżu osady wytępiliśmy praktycznie wszystkie, ale tak daleko od domu musiałem pamiętać, że tylko broń stawiała mnie na szczycie łańcucha pokarmowego” – kolejny level zaciekawienia mnie

    „Moja strzelba leżała w zasięgu reki, zapewne tam” – ręki
    „Nawiązaliśmy kontakty, ale wszystkie enklawy[,] o których wiedzieliśmy”
    „Znów zacisnął usta, ale za chwile pojawił się na nich ledwie dostrzegalny uśmiech” – chwilę*

    „Zresztą co mieli powiedzieć? Drodzy obywatele okazało się, że planeta nie należy do nas i będziemy musieli się wynieść do piętnastego. Niestety nie mamy zapasowej planety. Dziękujemy i przepraszamy za utrudnienia” – hahahhaha

    Wiec tak, podobało mi się bardzo,. Lubię postapokaliptyczne opowiadania i różne zabiegi narracyjne, które stosujesz.
    Dobry start z cytatem i świetna scena końcowa z zawieszeniem „Zastanowię się”, bajka. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić, to w środku na chwilę się rozproszyłam, bardzo możliwe, że gdzieś tam można było to skondensować (biorąc pod uwagę, że to oneshot, a nie cześć serii, czyli czytelnik jeszcze na tyle nie zżył się z bohaterami, bo utrzymać skupienie). Ogólnie – bardzo fajny tekst. Umisz pisać, zdaje mi się ;)
    Gwiazd zostawiam cały pakiet i pozdrawiam :)
  • Ritha 5 miesięcy temu
    A i najważniejsze - po przeczytaniu towarzyszy mi uczucie "hm,mmm, ciekawe co byłoby dalej...."
    ;)
  • Marzyciel 5 miesięcy temu
    Co do ogonków, to postaram się przysiąść w tygodniu i uzupełnić.

    Cytat miał rzucać cień na tekst. Budowa klimatu to wiele kamyczków porozrzucanych tu i ówdzie. To jeden z większych. :)

    Przepis na przygodę jest prosty. Zanęcić ciekawością, a później tak dozować pokarm, żeby apetyt rósł w miarę jedzenia. Poprawność językowa służy jedynie jako lina, dzięki której czytelnik gładko przejdzie na drugą stronę. Co prawda kilka razy nią szarpnąłem, żeby zmniejszyć dystans, ale zrobiłem to konsekwentnie, za każdym razem na bezpiecznym gruncie. :)

    "w środku na chwilę się rozproszyłam"

    Wybiłem Cię z rytmu, więc popełniłem błąd. Nawet wiem gdzie, bo zauważyłem w trakcie czytania, ale poprawienie wymagało zbyt daleko idących zmian, by wyrobić się na czas. Przepraszam.

    Wybrałem otwarte zakończenie, ponieważ chciałem, żeby czytelnik mógł sięgnąć okiem wyobraźni, dalej niż to, co napisałem. Co do dalszego ciągu, mogę pospekulować. Bohater w drodze do domu ma wypadek i sobie ten głupi łeb rozwala. Koniec. Tak poważnie, myślę, że wplótłbym elementy punka i pokazał rozterki bohatera, konfrontując informacje z pamiętnika z codziennym życiem osady. Później pd wpływem jakiejś ważnej informacji bohater zdecydowałby się na podróż z Mateuszem, po czym zorganizowałbym jakiś napad na osadę, czy inne wydarzenie, które uniemożliwiłoby spotkanie. Trudno powiedzieć. Zwykle po prostu rzucam bohaterowi kłody pod nogi i patrzę jak próbuje z nich wyjść obronną ręką.
    Pozdrawiam.
    M.
  • Canulas 5 miesięcy temu
    Na początku, w miejscu gdzie pomiędzy kropka i zamieszczasz tytuł, brakuje "W". Chyba, że to jakaś tajemnica zagrywka, której nie rozumiem. Nie wykluczam tego.

    "Mateusz szedł przede mną, powoli, zgarbiony, wyglądał jak zmęczony życiem człowiek, taki który nie już przyjmuje rzeczy w kategoriach nagrody i kary, ale tylko kary. Przeszliśmy" - dziwny szyk.


    Było kilka literówek, znajdziesz sam.

    Czy to najlepszy tekst tej edycji? - nie wiem.
    Czy jeden z trzech najlepszych? - dla mnie na sto procent.

    Wszystko można zawrzeć w słowie: klimat.
    Podsycanie czystych, sterylnych, ale niezwykle klimatycznych obrazów. Opisy, dialogi, świat - wszystko hula.
    Kontynuacja mile widziana.
    Pozdrox
  • Marzyciel 5 miesięcy temu
    Chciałem żeby tytuł oddzielał cytat od opowiadania i tak to wygląda na ekranie komputera. Na urządzeniach mobilnych wygląda kulawo i rzeczywiście ucina W. Niestety, edytor nie ma funkcji wyśrodkowania tekstu.


    Mateusz szedł przede mną, powoli, zgarbiony, wyglądał jak zmęczony życiem człowiek, taki który nie już przyjmuje rzeczy w kategoriach nagrody i kary, ale tylko kary.

    Można by pokombinować przy tym zdaniu. Najlepiej rozbić na dwa.

    Co do klimatu, to trzeba być uczciwym w stosunku do czytelnika. To zwykle robi robotę. Opisy uprościłem, zresztą, wiele rzeczy uprościłem, bo rozlazło się jak zwykle. To chyba moja największa bolączka, że wątki rozpełzają się na wszystkie strony i zaczynają żyć własnym życiem. Bolączka, ponieważ mam ograniczoną częstotliwość uderzania palcami w klawisze. :)

    Dalszego ciągu nie przewiduję, ale jeszcze będziesz miał okazje poczytać moje teksty. Zbieram się do skomentowania któregoś z twoich i chciałbym, żeby to był prezydent z przesoloną zupą. :)

    Pozdrawiam.
    M.
  • Wrotycz 5 miesięcy temu
    Jednemu z moich opowiadań poświęciłeś swój czas i dużo dobrej woli, więc czuję zobowiązana spłacić dług, Marzycielu:)

    Opowiadanie jest interesujące głównie dzięki bohaterowi numer 2, czyli lekarzowi, który wie więcej, zna tajemnicę zjaw i przyszłość Ziemi.
    Historia przyśpiesza, staje się bardziej interesująca, gdy pojawia się jego wątek.

    Wyszperałam kilka wątpliwości natury językowej. Przepraszam, że ich obecność sygnalizuję, jednocześnie mając wielką nadzieję, że nie odbierzesz tej czynności jako zarzutu, ale życzliwą prośbę o ustosunkowanie się.

    1. – Znalazłem warsztat samochodowy, ukryty w podwórku za spalonym domem, dzięki czemu jeszcze nie padł łupem szabrowników. – pierwszy przecinek z kolejnym tworzy wtrącenie, ale czy nie burzy poprawności składniowej?
    Znalazłem warsztat samochodowy, (wtrącenie), dzięki czemu jeszcze nie padł łupem szabrowników. – chyba nie padł ich łupem, bo był ukryty za spalonym domem, a nie z powodu znalezienia go przez bohatera (nota bene – w końcu też szabrownika:). Czyli moim skromnym zdaniem należy wyautować ze zdania pierwszy przecinek.

    2. – Odkręciłem butelkę i wypiłem wodę do końca, później cisnąłem ją do pojemnika na śmieci. – Odkręcić można zakrętkę (nakrętkę) na butelce, prawda?:)

    3. – (…) Potem zdjąłem leżące na wózku książki i odłożyłem na ziemie. – na ziemię. Tu bez wątpliwości raczej.

    4. – Wśród kryminałów zaplątał się pamiętnik. – msz zaplątać się można w coś, np. w sieć albo w czymś np.: plątał się w zeznaniach. Czyli: pamiętnik zaplątał się w kryminały.

    5. – Wszędzie wokół gryzł w oczy, agresywny odcień zieleni, budzącej się do życia przyrody. – sytuacja identyczna jak w przykładzie nr 1. Nie ma uzasadnienia dla pierwszego przecinka, błąd składniowy.

    6. – W jezdni dziura na dziurze, jeszcze trochę i staną się całkowicie nieprzejezdne, tak jak droga na zachód od osady (…) – dziury staną się nieprzejezdne? Proponuję liczbę pojedynczą: jeszcze trochę i stanie się całkowicie nieprzejezdna.

    7. – Matka natura wydzierała swoje terytoria z powrotem (…) – z powrotem do czego? Obecność wyrażenia przyimkowego zbędna, jak już ewentualnie to: wydzierała swoje terytoria kolejny raz (bo to zjawisko częste).

    8. – Odjechałem zbyt blisko od domu, kompletnie nieprzygotowany na spędzenie nocy w terenie, a jednocześnie za daleko, by zdążyć piechotą przed nocą. – karkołomna konstrukcja, choć oczywiście z kontekstu (2.cześć wypowiedzenia) można się wydedukować sens informacji. np. Nie planowałem długiego wyjazdu, więc nie byłem przygotowany na spędzenie nocy w terenie, lecz awaria w tym punkcie podróży wykluczała powrót przed nocą na piechotę.

    9. – Popatrzyłem ze smutkiem na książki, po czym wziąłem sztucer i ruszyłem przed siebie.
    Wyciągnąłem magazynek i sprawdziłem mechanizm spustowy. – żaden błąd, ale policz ile razy zastosowałeś w tych stojących obok siebie zdaniach identyczną końcówkę czasownika. Aż się prosi o jakiś imiesłów, czy inne obejście monotonii fleksyjnej.

    10. – „Pamiętam „Dzień Ataku", jakby zdarzył się wczoraj. – cudzysłów pierwszy do usunięcia. Och nie, cały akapit jest cytowany, rozumiem, że cytujesz przeszłość? Dziwny zabieg, pierwszy raz to widzę. Wg mnie czytelnik nie jest aż tak niedomyślny, aby nie skojarzyć, że to wspomnienia bohatera.

    11. – (…) brązowa plama zaschniętej krwi wżartej w deski. – zaschnięta krew nie może ze względu na swoją materię być jednocześnie jej pozbawiona, czyli ne mogła weżreć się w deski.

    12. – Zdecydowałem się zabrać łódź, a żeby uspokoić sumienie, postanowiłem przez noc pozostać w pobliżu brzegu. – ażeby piszemy łącznie.

    13. – (…) postać emanowała szaro-zieloną poświatą. – Przymiotniki złożone z członów nierównorzędnych znaczeniowo, w których główne znaczenie zawarte jest w członie drugim, natomiast człon pierwszy określa bliżej to znaczenie, pisze się łącznie. UFO zazwyczaj jest zielone, zatem wnioskuję, że chodzi tutaj o zieleń w szarym odcieniu, stąd szarozieloną. Chyba, że zjawa była w równej mierze (jednocześnie) i szara i zielona, lub pół na pół:)

    14. – Z tyłu głowy wymacałem posklejane krwią włosy i wielkiego guza. – Z tyłu głowy, wśród posklejanych krwią włosów, wymacałem wielkiego guza. Tak chyba lepiej, bo wymacywanie włosów jakoś mi nie pasuje, ale... nie upieram się, zrobisz z tym, co zechcesz:)

    15. – Miał jasne, niebieskie, otoczone pajęczyną zmarszczek oczy. – trzy rzeczowniki na końcu, lepiej: Miał jasne, niebieskie oczy, otoczone pajęczyną zmarszczek.

    16. – Rozejrzałem się, plecak leżał obok, później zauważyłem niewielką plamę krwi na podłodze i skrzywiłem się, gdy na głowie wymacałem guza. – wymacałem (co?) - guz.

    17. – Do wesela się zagoi – powiedział, wstał i podał mi papierosa. – Masz już niedaleko do domu. – analogicznie jak z guzem: podał mi papieros.

    18. – Wczoraj widziałem zjawę – powiedziałem. – Przychodzą co noc. – Wzruszył ramionami. – Znalazłem cię tak rano.
    Znalezienie bohatera o tej porze (ranek) wiąże się ze zjawą? Coś mi tu umyka.

    19. – (…) wyglądał jak zmęczony życiem człowiek, taki który nie już przyjmuje rzeczy w kategoriach nagrody i kary, ale tylko kary. – brakuje przecinka przed – który. I miejsce partykuły przeczącej winno być po -już.

    20. – Na metalowej kratce leżały pakunki zawinięte w folie aluminiowa. – folię aluminiową lub folie aluminiowe.

    21. – W osadzie leczeniem zajmował się z Masa. – bez drugiego przyimka.

    22. – Smakowało świetnie, ale nie jadłem od kilkunastu godzin, więc pożarłbym nawet kanapkę ze schowka. – dziwna konstrukcja, skrót myślowy zapewne. Może tak: Pożarłbym nawet kanapkę ze schowka, nie jadłem od kilkunastu godzin, a teraz, dzięki Mateuszowi, pałaszowałem smakowite danie.

    23. – Rozumiem, nie było nikogo kto przyszyłby ucięte palce? – odparłem. Przecinek po -nikogo.

    24. – Nieobecny wzrok Mateusza wskazywał, że odpłynął gdzieś w czeluści pamięci. – odpłynął w czeluść pamięci.

    25. – – W „Dniu Ataku" było nas niespełna osiem miliardów. Biorąc pod uwagę co wiem o ocalonych. Pewnie kilkanaście milionów osób. – Biorąc pod uwagę to, co wiem o ocalonych, żyje pewnie kilkanaście milionów osób.
    BTW – skąd wiedza Łapy o tylu milionach? Mniejsza.

    26. – Powiedziałeś najeźdźcy. – Powiedziałeś: najeźdźcy.

    27. – Zjawy to coś w rodzaju forpoczty, zanim pojawią się właściciele tej planety. – (…) forpoczty właścicieli tej planety.
    28. – (…) co oznacza, że jesteś człowiekiem jakiego poszukuje. – poszukuję.

    29. – Chciałbym żebyś ze mną poszedł. – przecinek po chciałbym.

    30. – znajdziesz tu wszystko co wiem, myślę że gdy przeczytasz, zrozumiesz. – przecinki sobie poszły:)

    31. – Prezent dla ciebie, chociaż szczerze mówiąc traktuję to w kategoriach inwestycji. – przecinek po imiesłowie.

    32. – Odjechałem pozostawiając za sobą smużkę kurzu, powoli opadającego na ulicę. – Odjechałem, pozostawiając za sobą smużkę kurzu powoli opadającą na ulicę.

    To tak na szybko, co zauważyłam, wypisałam.
    A jeszcze dialogi, nie wiem, czy zauważyłeś częste powtarzanie się kilku stałych określników oczywistych co do autorstwa wypowiedzi. Typu: odparł, powiedział. Z kontekstu tożsamość wypowiedzi wynika sama, po cóż więc ją dodatkowo zaznaczać? :)
    Twoim ulubionym zwrotem - łącznikiem jest: po czym :) Myślę, że gdybyś kolejny raz dodał tekst, bez problemu odgadłabym, że to Ty. Po czym - po tym:)

    Naprawdę ciekawa historia, warta kontynuacji, gwoli podsumowania lektury.
    Pozdrawiam:)
  • Marzyciel 5 miesięcy temu
    Przede wszystkim dziękuję za włożony czas. Oszczędziłaś mi masę pracy z przecinkami i końcówkami fleksyjnymi. To moje oczywiste błędy, więc pominę te punkty.

    1. Rzeczywiście przecinek zbędny. Z automatu usunąłem myślniki i zastąpiłem przecinkami.
    2. Odkręcić (za SJP) - «zdjąć nakrętkę z jakiegoś pojemnika» Więc butelkę. Zdjąć nakrętkę z butelki to taka łopatologia, chociaż zgadzam się, że można tak skonstruować zdanie.
    4. Faktycznie. Pomiędzy kryminały zaplątał się pamiętnik.
    6. Tak bywa, gdy się wrzuca synonimy. Było: W drogach dziura na dziurze... Jak się człowiek śpieszy, to się diabeł cieszy, a gdzie nie może, tam babę pośle. :P
    7. z powrotem (za SJP) - znowu, na nowo,
    8. Podmiot jest jasno określony, więc dalej używam domyślnego.
    (Ja) Odjechałem zbyt blisko od domu, (byłem) kompletnie nieprzygotowany na spędzenie nocy w terenie, a jednocześnie (byłem) za daleko, by zdążyć piechotą przed nocą.
    Nie planowałem długiego wyjazdu, więc nie byłem przygotowany na spędzenie nocy w terenie, lecz awaria w tym punkcie podróży wykluczała powrót przed nocą na piechotę.
    Twoja składnia nie pasuje, tak powiedziałby pasażer pociągu trasa Elbląg-Białystok, a nie człowiek, który obawia się o życie.
    10. To jedyny sposób, by zastąpić kursywę.
    11. Tego nie rozumiem. Może pomyliła Ci się materia i stan skupienia?
    13. Mój błąd. Niestety nie pierwszy raz. :(
    15 Faktycznie. Można to było zrobić lepiej.
    16. 17. Coraz więcej wyrazów nieżywotnych rodzaju męskiego przybiera w bierniku postać równą dopełniaczowi. Od dawna mówi się i pisze: palić papierosa, tańczyć walca, wygrać seta, kupić fiata, strzelić gola, mieć pecha, nabić guza, wywinąć kozła...
    Tańczyć walc... niezłe co? :)
    18. Znaczy, że Mateusza nie obchodzi, bo nie było go w nocy.
    32. Smużka się wzbiła, a kurz opadł. Tam tylko przecinek jest w niewłaściwym miejscu.

    Punkty dalej odnoszą się do jednego, do tematu rzeki, więc odpowiem ogólnie.

    Dialog. Balans pomiędzy poprawnością a mową potoczną. Strasznie nie lubię drewnianych dialogów i właśnie dialogi uważam za swoją najsłabszą stronę. Dlatego kombinuje.
    – Rozumiem, nie było nikogo kto przyszyłby ucięte palce?
    Nie dałem przecinka, ponieważ chciałem, żeby zabrzmiało jak wypowiedziane jednym tchem.

    Wiarygodna rozmowa to wiarygodni rozmówcy. Dlatego staram się podchodzić do tego uczciwie. Ludzie, rozmawiając ze sobą, rzadko przestrzegają zasad pisowni. Ludzie są spontaniczni, zasady są sztywne. Dialog powinien wyróżniać się z tekstu (ożywiać postacie, tworzyć konflikty, popychać akcję do przodu itd.), ale jednocześnie trzeba zachować przynajmniej pozory poprawności. Z drugiej strony jestem gotów przymknąć oko na wszystkie zasady, jeśli Autor da mi możliwość poczucia grzesznego zadowolenia człowieka podsłuchującego rozmowę, ale to niestety zdarza się bardzo rzadko. Znam tylko kilku autorów, którym się udało.
    A więc.
    Tak mówi człowiek:
    – Zjawy to coś w rodzaju forpoczty. Wiesz? Zanim pojawią się właściciele tej planety.
    Tak mówi gramatyka:
    – Zjawy to coś w rodzaju forpoczty właścicieli tej planety.
    Zdecydowałem się na coś pomiędzy, ponieważ mi "wiesz" do Mateusza nie pasowało.
    – Zjawy to coś w rodzaju forpoczty, zanim pojawią się właściciele tej planety.
    Tu dokładnie to samo:
    Człowiek:
    – W „Dniu Ataku" było nas niespełna osiem miliardów. Biorąc pod uwagę co wiem o ocalonych. Pewnie kilkanaście milionów osób.
    Gramatyka:
    – Biorąc pod uwagę to, co wiem o ocalonych, żyje pewnie kilkanaście milionów osób.

    BTW – skąd wiedza Łapy o tylu milionach? Mniejsza. - Dzięki dedukcji podał szacunkową liczbę. Mateusz miał więcej wiedzy, więc oszacował ją na wyższą. Żaden z nich nie musi być prawdziwy. Musisz pamiętać, że w opowiadaniu nie ma wszechwiedzącego narratora.

    A jeszcze dialogi, nie wiem, czy zauważyłeś częste powtarzanie się kilku stałych określników oczywistych co do autorstwa wypowiedzi. Typu: odparł, powiedział.

    To się nazywa atrybucje dialogowe i tak, rzadko stosuje inne do określenia sposobu mówienia. Odhaczam kto mówi, żeby czytelnik nie zawracał sobie tym głowy.

    Twoim ulubionym zwrotem-łącznikiem jest: po czym :)
    Na to wygląda. :)

    Jeśli coś przegapiłem to ponów, było tego tak dużo, że się pogubiłem. :) Jeszcze raz dzięki i skoro wkurzanie Cię równa się takiej wnikliwej analizie to będę to robić częściej. :)
    Pozdrawiam.
    M.
  • Wrotycz 5 miesięcy temu
    Miło mi stwierdzić, że wcale takim purystą nie jesteś:)))
    Dziękuję za obszerne odniesienie się do mojej aktywności pod tekstem, nie ma sensu polemizować, opko jest Twoje, Ty rządzisz.
    Piękna współpraca się szykuje, cieszę się, oby trwała jak najdłużej : )))

    Gratki za zajęcie I miejsca, a może... przyniosłam Ci szczęście? ;)
  • Marzyciel 5 miesięcy temu
    Nigdzie nie napisałem, że jestem. Za to często piszę, że trzeba wiedzieć co się robi.:)
    Właśnie przeczytałem to opowiadanie i zabawne, że zdanie od którego się to wszystko zaczęło, nawet nie znalazło się w opku. :)
  • pkropka 5 miesięcy temu
    No, no. Klimat mega, staruszek mega. Podobało mi się i z chęcią przeczytałabym więcej.
    Pozdrawiam serdecznie i tyle ode mnie, już masz wcześniej litanie od mądrzejszych ludziów :)
  • Aga jednostrzały 5 miesięcy temu
    Witam,
    Świetne opowiadanie. Chwilami trochę mi sie dłużyło, ale pomysł i wykonanie, ok :)
    Pozdrawiam :))
  • Marzyciel 5 miesięcy temu
    pkropka, Aga jednostrzały, Dzięki dziewczyny. :)
    Aga jednostrzały, patrząc na Twoje opowiadanie nie dziwię się, że tempo za wolne. :)
  • Trening Wyobraźni 5 miesięcy temu
    https://treningwyobrazni.blogspot.com/2019/04/w-pogoni-za-zyciem.html

    :)
  • Marzyciel 5 miesięcy temu
    Widziałem. Dzięki. :)
  • Trening Wyobraźni 4 miesiące temu
    Dzień dobry!
    Przypominamy o obdarowywaniu zestawami – jutro o godz. 20.00.
    Pozdrawiamy :)
  • Trening Wyobraźni 4 miesiące temu
    Marzyciel, oto Twój zestaw:
    Postać: Święty Antoni
    Zdarzenie: Zerwane zaręczyny

    Gatunek (do wyboru): Postapo lub Komedia/groteska/makabreska lub Horror i pochodne
    Czas na pisanie: 26 maja (niedziela) godz. 19.00

    Powodzenia :)
  • Cofftee 4 miesiące temu
    Powoli nadrabiam sobie Treningowo-Wyobraźniowe zaległości, więc zawitałam i tutaj :-)
    Ogólnie uważam, że to naprawdę kawał udanego tekstu. Z początku czułam się nieco zdezorientowana, tak nie do końca wiedziałam, o co chodziło dokładnie autorowi (można powiedzieć, że gubiłam się w przedstawianych czynnościach), ale potem z tego drobnego chaosu wyłoniły się naprawdę świetne, luzackie dialogi, przemyślane decyzje autora i ciekawi bohaterowie. Świat, choć sam tekst jest krótki, odebrałam jako naprawdę wielowarstwowy i czuję, że ma do zaoferowania naprawdę wiele, wiele więcej i - tutaj zbliżam się do uwagi odnośnie końcówki. Czytając, poczułam się ciutkę rozczarowana takim urwaniem historii. "No ale że jak, że już? Przygoda na horyzoncie, robią plany, a tu tyle? Finito?" - mniej więcej w taki sposób, co jednocześnie świadczy i o zalecie, i o pewnej, powiedzmy, wadzie. Zalecie, bo dałam się wciągnąć w wykreowany świat, poczułam klimat, usłyszałam szumiące drzewa, przestraszyłam się tajemniczych zjaw, ale wada, bo nie poczułam pustkę i niekompletność, tak jakby opowieść nie prowadziła do żadnego konkretnego punktu. Odbieram to jako "nader" otwarte wręcz zakończenie. Jeśli będzie kontynuacja - to oczywiście zdejmuje wszystkie 'zarzuty' ;-)
    Ogólnie nie lubię bardzo prac osadzonych w Polsce, z użyciem naszych rodzimych imion itp, (skrzywienie zawodowe zapewne, kolejne!), ale tutaj mi one nie przeszkadzały, więc jak widać tekst naprawdę musiał być dobry :-)
    Podsumowując, bardzo przyjemna lektura. Chętnie wrócę na Twój profil przy okazji kolejnego tekstu do TW (i pewnie nie tylko), trzymam kciuki! :-)
    Pozdrowienia,
    Kawka.
  • Marzyciel 4 miesiące temu
    Dziękuję za komentarz. Wykreowanie świata nie sprawia mi problemów, gorzej z jego przedstawieniem, ale robie co mogę. Co do otwartego zakończenia, to tak wyszło. Wolałem zostawić furtkę, zarówno sobie, jak i czytelnikowi. Być może kiedyś przy okazji TW zdecyduję się na kontynuacje. Wszystko zależy od tego, co się trafi.
    Pozdrawiam.
    M.
  • Trening Wyobraźni 4 miesiące temu
    Dzień dobry :)
    Przypominamy, że czas na pisanie TW #08 mija 26 maja (niedziela) godz. 19.00.
    Trzymamy kciuki!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania