TW#8 Zniewaga

Postać: Przyłapany na ściąganiu

Zdarzenie: Walka o honor

 

TW#8 Zniewaga

 

Długie powykręcane szpony drzew powoli drapały ciemność. Każdy ich ruch rozchodził się narastającą niezauważalną wibracją, która biegnąc wzdłuż wszystkich możliwych kierunków, napotykała kolejne węzły. Przeskakując na ich przemarznięte włókna, biegła w dół, do pętli. Z niej muskała niemal z uczuciem zbielałą skórę. Kołysała do snu. Kolejne fale rezonowały, trzeszcząc cichutko w niepozornej i niezrozumiałej dla nikogo pieśni.Nie tylko tej. W leśnej głuszy zamierały dalsze i bliższe intonacje, żałosne pomruki. Trwałoby to zapewne całą wieczność, gdyby czyjaś niegodziwa obecność nie zakłóciła sacrum chwili.

Lawirując między zarośniętymi nagrobkami, dotarł do rzędu suchych klonów. Z każdego większego konaru, w zadziwiająco równych odstępach, zwisały ciała z zasłoniętymi płótnem twarzami. Podszedł do pierwszego z brzegu i wskakując na kilka niższych gałęzi, wyciągnął się jak struna, przecinając linę. Zeskoczył na ziemię i rozchylił materiał. Ze środka wyzierały zbielałe oczy oraz niebieski, napuchnięty język samoczynnie wypchnięty z ust. Zawahał się. Klęcząc, przemyślał sprawę jeszcze raz i upewniając sam siebie, że nie ma wyjścia, poderwał się i chwycił nieboszczyka pod ramiona, ciągnąc w stronę linii przeciwległych drzew po drugiej stronie cmentarza.

Szmer. Rozejrzał się wokół, ale nikogo nie zauważył. Lekceważąco prychnął, naigrawając się z własnej nadwrażliwości.

Trzask kilka metrów dalej był zbyt wyraźny, by go zlekceważyć. Nie zdążył sprawdzić, gdy usłyszał głos.

— Gdzie i-i-idziesz? Co ro-ro-robiszszsz?

Nie wiedząc, skąd dochodzi pytanie, kręcił się w miejscu, próbując zlokalizować źródło.

— Moja sprawa — odpowiedział sucho, nie okazując niepokoju.

— Z nim, nim, nim? Z tym zi-zi-zimnym ciałemmm?

— Ano, z nim — rzucił i nie chcąc dłużej marnować czasu, ponownie zaczął ciągnąć zwłoki.

— Ale jego mie-mie-miejsce jesst tutaj. Mamy pakt! — wzburzył się głos, gniewnie sycząc.

— Mam to gdzieś! Nie mogę tego tak zostawić. Nie zasłużyli na to, aby wisieć i gnić na gałęzi.

Syczenie rozległo się dookoła ze zdwojoną siłą. Wbrew prezentowanej postawie, w środku czuł niepewność. Obawiał się, że po przyłapaniu na wynoszeniu zwłok, głos nie pozwoli mu opuścić cmentarza.

— A idź! Idź! — parsknął wściekle. — Chętnie popatrzę, jak skończysz. Zimny! Siny! — Otaczający go rechot stopniowo ulatniał się ku górze, aż zniknął zupełnie.

Odetchnął. Został już tylko kawałeczek. Mała zardzewiała furtka otworzyła się pod zdecydowanym naciskiem i tuż za ogrodzeniem ułożył ciało na prowadzącej tędy ścieżce pośrodku niewielkiej polany. Usiadł na samotnym głazie obok i czekał.

Minęła godzina. Przy pierwszych podrygach myślał, że umysł płata mu figle, ale kolejne spazmy kurczących się mięśni niezawodnie wskazywały na toczący się na jego oczach proces. Wybrzuszająca się klatka piersiowa i cykle przebiegających od głowy aż do stóp konwulsji przywoływały na myśl kowalskie miechy rozpalające iskierkę życia. Nareszcie martwe oczy poruszyły się, a ciało niezdarnie stanęło o własnych siłach. Nie miał wątpliwości, że to tylko namiastka. Że wciąż stoi przed nim rozkładające się truchło, choć teraz było w stanie poruszać się i wykazywało reakcje na podstawowe bodźce. Uznając, że nie ma na co dłużej czekać, zamachnął się i z całej siły wymierzył cios wprost w gnijącą twarz.

— I co?! Pamiętasz mnie? — Podwinął rękawy. — Nie, nie, nie. Nie patrz takim owczym wzrokiem. Na pewno pamiętasz, na pewno!

Szarpnął ożywieńca na równe nogi. Tamten tylko bez sensu ślinił się zieloną mazią.

— Ty dupku! Nie lekceważ mnie! — Uderzył raz jeszcze. Żywy trup ponownie upadł, ale tym razem warknął, zauważając jego obecność.

— No, to ja rozumiem. Wstawaj! Walcz! — Skinął prowokująco ręką w swoim kierunku.

Ożywieniec zaatakował zębami, chcąc urwać kęs świeżego mięsa.

— Tydzień przed waszą egzekucją nazwałeś mnie głupkiem! Pamiętasz? — Zrobił unik. Objął jego szyję przedramieniem, przyduszając. — Naśmiewaliście się, że moja matka pierze w rzece!

Zwolnił chwyt w momencie, gdy poczuł wbijające się boleśnie paznokcie w podbrzusze.

— Nawet nie daliście mi się zemścić! Tylko umarliście! — rozgoryczony odepchnął przeciwnika, który zaczął zdobywać przewagę. Tamten natychmiast doskoczył i wydobywając z siebie niezrozumiałe jęki, dopiął swego. Krwistoczerwony kawałek zniknął mu w ustach. Przełknął bez pogryzania i od razu chciał popić. Napierał w kierunku wyczuwanej przez siebie ciepłej tętnicy szyjnej, ale odpierała go, napięta w najwyższym wysiłku, dłoń spoczywająca na czole. Mimo to, już czując niemal smak wysokokalorycznego napoju, kłapał szczęką na zapas.

— Wiesz co?! — wycedził z wysiłkiem. — Nie wiem jak dla ciebie… — Zaparł się rozpaczliwie i teraz głowa truposza oscylowała w wyrównanej walce, przesuwając się o kilka centymetrów w obie strony. — … ale dla mnie to walka o honor.

Opuścił ręce i wymierzył cios głową. Wyciągnął coś z kieszeni.

— Widzisz to? Tak, to! — Pomachał w powietrzu małym metalowym przedmiotem. — Upierdolę ci łeb tępą łyżką.

Przeszedł do ofensywy. Przez gnijącą skórę wbił rękę pomiędzy bebechy i macając na oślep, bezceremonialnie zaczął wyszarpywać zawartość. Tkwiąc w ciągłym zwarciu, pod ich nogami urosło kłębowisko jelit. Kierowany przemyślaną strategią był bliski katastrofy, gdy przypadkiem nadeptując na spływający śluzem flak, omal się nie przewrócił. Na szczęście utrzymał równowagę i zarzucił na przeciwnika pierwszą pętlę, krępując go. Druga, trzecia i już truposzczak leżał na ziemi, spętany własną kiszką. Triumfalnie postawił na nim jedną nogę i biorąc się pod boki, zastygł dłuższą chwilę. Gdy już nasycił się chwałą zwycięzcy, chwycił za łyżkę.

 

Około pierwszej w nocy wrócił na cmentarz. Spojrzał na rząd wiszących wciąż wisielców.

— Dobra, to kto następny?

Średnia ocena: 4.1  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Trening Wyobraźni miesiąc temu
    Witamy nowy tekst! :)
  • Cofftee miesiąc temu
    Co za interpretacja zestawu!! "Przyłapany na ściąganiu" - genialne!!
    Muszę przyznać, że na samym początku czułam się totalnie zagubiona w tekście. Nie miałam zielonego pojęcia o co chodzi, jednak wszystko zaczęło się gladziutko rozjaśniać później. Co prawda nadal mam wielką zagadkę - co to za głosy, jakie egzekucję, dlaczego ten człowiek jest aż tak cięty na trupy, ale ogólnie całość naprawdę bardzo zgrabnie złożona i wciągająca. Soczysty język, lekkie pióro. Do tego fajne opisy. Jestem pod wrażeniem.
    Zabrakło mi tych rozwiązań, ale rozumiem też, że w tak krótkiej formie trudno byłoby to wszystko zawrzeć. Niemniej super. Świetny pomysł.
    Pozdrawiam ja i moja piatka,
    Kawusia.
  • Ritha miesiąc temu
    Świetny pierwszy akapit. Twoje pisanie, Basileo, to jest w ogóle górna półka. Co nie wejdę, to dobry tekst.

    To coś co gada do bohatera i w jaki sposób gada zbudowało kapitalny klimat. Mega.

    „– Ano, z nim – rzucił i nie chcąc dłużej marnować czasu, ponownie zaczął ciągnąc zwłoki” – ciągnąć*
    „– A idź! Idź! - parsknął wściekle. – Chętnie” – wtargnęły tutaj krótkie kreski
    „Otaczający go rechot stopniowo ulatniał się ku górze[,] aż zniknął zupełnie.”
    „Tamten tylko bezsensu ślinił się zielona mazią.” – zieloną*
    „Zrobił unik. Objął jego szyje przedramieniem, przyduszając.” – szyję*
    „– Wiesz co?!– wycedził” – spacji brakuje
    „Opuścił ręce i wymierzył cios z byka. Wyciągnąć coś z kieszeni.” – zdaje się, że Wyciągnął*

    „Tkwiąc w ciągłym zwarciu, pod ich nogami urosło kłębowisko jelit” – świetne zdanie
    I świetne opko, klimat super, ściąganie wisielców, noo jesteś pomysłowy :D Bardzo git.

    ps. Wrzuć link do wątku z linkami :)
  • pkropka miesiąc temu
    To ci dopiero ściąganie. Super! Ogólnie czytało się bardzo dobrze i płynnie. Aż nie wiem co więcej po wiedzieć ;)
  • Marzyciel miesiąc temu
    Dobra groteska/makabreska. Śmierć, śmiercią, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie. :)
    Pozdrawiam.
    M.
  • Basileus miesiąc temu
    Dzięki za powyższe komentarze.
    Wiem dobrze, że jednym może się spodobać, innym nie, ale nic mi nie odbierze tej radochy jaką miałem w trakcie pisania. :)
  • Aga jednostrzały 3 tygodnie temu
    Świetne :) technice, nie i tematycznie bardzo mi podeszło.
    Pozdrawiam
  • Mia123a 3 tygodnie temu
    Strasznie dobry tekst. Genialne wykorzystanie zestawu!
    Pozdrawiam serdecznie :)
  • Ritha 3 tygodnie temu
    Dzień dobry :)
    No więc zerknę pod kątem Anto na babolki ;)

    Bardzo duży progres jeśli chodzi o przecinki dostrzegam.

    „Kolejne jej fale rezonansowały” – wydaje mi się, że rezonowały*
    „Trwało by to tak zapewne całą wieczność” – Trwałoby*

    „Podszedł do pierwszego z brzegu i wskakując na kilka niższych gałęzi, wyciągnął się jak struna, odcinając pierwszego wisielca” – w tym zdaniu masz dwa razy „pierwszego”, obadaj

    „Szmer. Zatrzymał się. Rozejrzał dookoła” – no brakuje się” przy tym „rozejrzał”, ale wtedy będzie paskudne powtórzenie „się”, więc może „spojrzał dookoła”, choć też takie sobie, pokombinuj cosik

    „Lekceważąco prychnął[,] naigrawając się z własnej nadwrażliwości”

    „Trzask kilka metrów dalej był zbyt wyraźny, by go zlekceważyć. Nie zdążył sprawdzić, gdy dobiegł go głos” – tu mamy 2 x „go”, może drugie na „usłyszał” po prostu (?)

    W dialogach półpauzy (i dywizy, gdzieniegdzie są dywizy) na pauzy, standardowo.

    „Nie widząc[,] skąd dochodzi pytanie” – przecinek, a poza tym pytania dochodzącego raczej nie można zobaczyć, więc może „nie wiedząc*” (?)

    „Syczenie rozległo się dokoła ze zdwojoną siłą.” – dookoła* (nie jest to błąd, ale wcześniej miałeś dookoła, więc ujednoliciłabym to w tę stronę)

    „rzucił i nie chcąc dłużej marnować czasu, ponownie zaczął ciągnąc zwłoki” – ciągnąć*


    „Chętnie popatrzę[,] jak skończysz. Zimny! Siny! – Otaczający go rechot stopniowo ulatniał się ku górze[,] aż zniknął zupełnie.”

    „Nie miał wątpliwości, że to tylko namiastka. Że wciąż stoi przed nim tylko rozkładające się truchło” – 2 x „tylko”, jedno można zamienić na „jedynie”

    „Tamten tylko bezsensu ślinił się zielona mazią.” – bez sensu*, zieloną*

    „Objął jego szyje przedramieniem” – szyję*

    „– Wiesz co?!– wycedził” – brakuje spacji po wykrzykniku
    „Nie wiem, jak dla ciebie…” – bez przecinka
    „Wyciągnąć coś z kieszeni.” – Wyciągnął*

    Okej, chyba wstępnie tyle :) Jeśli chcesz puścić na fp i bloga, kopsnij oświadczenie i fotę mailem ;)
  • Basileus 3 tygodnie temu
    Dziękuje korektorski aniele stróżu. Dobrze, że jesteś. :)

    Babole poprawię w ciągu kilku dni, łobiecuję.

    Przemyślałem sprawę i może tym razem nie będę się pchał na bloga, ale jeśli będziecie chcieli do antologii to proszę bardzo.
  • Ritha 3 tygodnie temu
    Okej :))
  • Basileus 3 tygodnie temu
    Poprawiłem. Uwagi szanownego Marzyciela również wziąłem pod uwagę. Dziękuję raz jeszcze drodzy korektorzy z piekła rodem. :)
  • Tessa 3 tygodnie temu
    Hmm, potencjał jest, ale nie za bardzo lubię "upiększacze"(głównie mam na myśli początek tekstu). Wiem, co mają na celu, ale zbyt duża ilość w tekście działa niekorzystnie na obrazy w mojej głowie. A raczej, nie działa w ogóle. Tekst przystępny, dobre pióro, ale mnie nie porwał. Wybacz :)
    No i żyjące truposze to też nie moja broszka, a przynajmniej nie w takim wydaniu.
    Pod kątem zestawu (bo chyba na to mam głównie patrzeć) jest jak najbardziej w porządku, ale jeśli chodzi o moje prywatne odczucia, to średnio :(
    Pozdrawiam :D
  • Basileus 3 tygodnie temu
    Rozumiem mieszane odczucia. Pozdrawiam również :)
  • Trening Wyobraźni ponad tydzień temu
    Dzień dobry!
    Przypominamy o obdarowywaniu zestawami – jutro o godz. 20.00.
    Pozdrawiamy :)
  • Trening Wyobraźni ponad tydzień temu
    Basileus, oto Twój zestaw:
    Postać: Północnonorweski drwal
    Zdarzenie: Rzuć wszystko i zostań ninją

    Gatunek (do wyboru): Thriller lub Opowiadanie obyczajowe lub Horror i pochodne
    Czas na pisanie: 23 czerwca (niedziela) godz. 19.00

    Powodzenia :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania