tylko jeden błąd - 03

*parę lat wcześniej*

 

Był poniedziałek. Ciemny, długi, szary, niekończący się poniedziałek. Od samego rana marzyłam o kawie. Miałam siedzieć na uczelni aż do wieczora. Katorga.

W dodatku, gdy przyszłam na pierwszy wykład, nigdzie nie widziałam mojego towarzysza.

Szybko napisałam do niego sms-a:

CAMILLA: Co z tobą? Gdzie jesteś?

Niecierpliwie czekałam na odpowiedź, stukając obcasem buta o podłogę.

MIKE: Nie będzie mnie. Jestem chory. Rozłożyło mnie totalnie.

Westchnęłam ciężko. Nagle poczułam się, jak na pierwszym miesiącu studiów – ponownie sama, ponownie bez żadnych znajomych. No cóż, trzeba będzie to jakoś przeżyć – ale na pewno nie bez kawy.

Gdy poszliśmy na następny wykład, okazało się, że będziemy mieć trochę czasu wolnego. Do drzwi auli była przyczepiona karteczka z informacją, że z powodu nagłej choroby profesora wykład się nie odbędzie. No proszę, wszyscy się nagle pochorowali. Wyjrzałam przez okno. Niebo było szare, a deszcz ciągle padał. Nic dziwnego, że nagle zapanowała epidemia przeziębień. Podziękowałam sama sobie, że rano założyłam na siebie gruby sweter. Dzięki temu być może mogłam uniknąć natarczywego kataru i bólu gardła.

Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Najpierw poszłam oddać kurtkę do szatni, bo wcześniej nie miałam czasu tego zrobić, a później do biblioteki i wypożyczyłam pierwszą lepszą książkę, która rzuciła mi się w oczy. Potem uznałam, że skoro mam chwilę czasu, to pójdę na kawę. Minęły dwa miesiące, a ja nadal nie odwiedziłam uczelnianego punktu kawowego, który znajdował się na drugim piętrze. Poprawiłam torbę na ramieniu i ruszyłam po schodach w górę.

Na szczęście nie było dużej kolejki. Sam punkt kawowy pozytywnie mnie zaskoczył – wyglądał bardziej jak bar, choć, oczywiście, na półkach nie było butelek z alkoholem. Był zwyczajny ekspres, papierowe kubki, syropy, cukier i plastikowe łyżeczki, ale obok znajdowała się długa lada i wysokie stołki, niczym w barze. Wyglądało na to, że jeśli ktoś nie musiał spieszyć się na wykład, mógł sobie tu posiedzieć i w spokoju rozkoszować się kofeiną.

Stanęłam w kolejce, czytając jednocześnie rozpiskę. Zdecydowałam się na karmelowe latte. Kiedy dwie osoby przede mną dostały już swoją kawę, złożyłam zamówienie, zapłaciłam i od razu usadowiłam się na jednym z wysokich stołków, wdzięczna, że nikt mi go nie podebrał. Dostałam malutki bilecik z napisaną nazwą zamówionej przeze mnie kawy. W duchu przyklasnęłam temu, kto zaprojektował cały ten punkt kawowy – wyraźnie podszedł do sprawy bardzo profesjonalnie.

Choć początkowo myślałam, że bez Mike’a ten dzień będzie fatalny, teraz trochę się poprawił.

Przy ekspresie kręciło się kilka osób. Mimochodem je obserwowałam, czekając, aż pojawi się moja kawa. W tym samym momencie na krzesło obok opadła jakaś dziewczyna. Poczułam silny zapach jej perfum. Zbyt silny, jakby wylała na siebie pół butelki. Aż zmarszczyłam nos.

Nagle jedna z osób, która krzątała się przy ekspresie, odwróciła się w moją stronę. Był to wysoki chłopak, z gęstymi, czarnymi włosami. Zbliżył się do lady, trzymając w ręku kubek z kawą. Wydawało mi się, że była dla mnie. Już sięgałam, by wziąć od niego kubek, gdy nagle przeszkodziła mi dziewczyna siedząca obok:

- To dla mnie? – spytała śpiewnym głosem, w którym pełno było protekcjonalności. Zrugałam ją spojrzeniem. Nawet jeśli to była jej kawa, dlaczego nie mogła poczekać, aż ten chłopak jej ją doniesie? Naprawdę musiała wyskakiwać z tym pytaniem?

- Hm, nie – powiedział tamten chłopak, patrząc na nią i marszcząc brwi. – Dla niej. Ty dostaniesz swoją za chwilę.

Dziewczyna wyraźnie się naburmuszyła, a ja poczułam lekką satysfakcję. Chłopak postawił przede mną kubek.

- Karmelowa latte. Zgadza się?

- Tak, dziękuję – odpowiedziałam, posyłając mu lekki uśmiech. On zmarszczył brwi, po czym nagle parsknął śmiechem.

Nie rozumiałam, dlaczego. Czyżbym gdzieś się ubrudziła?

- Co cię tak bawi? – zapytałam odruchowo, choć zwykle nie miałam w zwyczaju wchodzić w takie konwersacje z obcymi ludźmi.

Chłopak, wciąż się uśmiechając, wskazał na moją kawę.

- Tym też mnie oblejesz? Bo wiesz, kawę trudniej sprać z ubrań.

Tym razem to ja zmarszczyłam brwi. Siedziałam przez chwilę totalnie skonsternowana, próbowałam zrozumieć, o co mu chodzi.

- Nie poznajesz mnie? – dodał. W moim mózgu nagle zaskoczyła jakaś zapadka. Uświadomiłam sobie, że skądś znam ten głos… to bez wątpienia był ten chłopak, którego oblałam wodą w przychodni. Znowu się zaczerwieniłam.

- To ty! – powiedziałam ze zdumieniem w głosie. A jednak – prawdopodobieństwo mnie przechytrzyło. Chłopak uśmiechnął się, odrobinę złośliwie, a odrobinę z rozbawieniem.

- Trochę ci zajęło, żeby sobie przypomnieć. A myślałem, że zapadam w pamięć.

- Nawet cię wtedy nie widziałam – przypomniałam mu, biorąc z pudełeczka jedną saszetkę cukru i łyżeczkę. Wsypałam cukier do kawy i zaczęłam mieszać, by zająć czymś ręce. – Słyszałam tylko głos, a wbrew pozorom, wcale nie tak łatwo dopasować go do osoby.

- Na szczęście już masz to za sobą – powiedział, a ja w duchu skarciłam się za to, że serce tak mi przyspieszyło. No tak, miał rację – teraz już dopasowałam głos do osoby i wiedziałam, że ta osoba była naprawdę przystojna.

Chłopak sprawiał wrażenie, jakby chciał coś dodać, ale ponownie przeszkodziła nam dziewczyna:

- Mogłabym wreszcie dostać swoją kawę?

Wywróciłam oczami. W tym samym momencie jakaś dziewczyna postawiła przed nią kubek. Udało się, kawa w końcu dostarczona. To zamknęło jej usta.

- Cierpliwości – poradził jej chłopak, a ona spojrzała na niego przymrużonymi oczami. – Na dobre rzeczy trzeba czasem czekać.

- Bo ta kawa jest niby taka dobra? – prychnęła dziewczyna, a ja ponownie wywróciłam oczami. Tym razem chyba jednak to zauważyła, bo nagle spojrzała na mnie wzrokiem pełnym nienawiści. – Masz jakiś problem?

- Skoro ta kawa ci nie pasuje, po co ją zamawiasz? – odparłam zdawkowo, dziwiąc się, że zdobyłam się na odwagę.

- Bo jest lepsza niż ta z automatu – odburknęła, odrzucając do tyłu długie włosy.

Co za wredna dzida.

- Tę z automatu dostaniesz szybciej, więc wybierz sobie, co wolisz – rzuciłam. Dziewczyna ponownie prychnęła, ale nie powiedziała już nic więcej. Chłopak też milczał, ale gdy na niego spojrzałam, jego uśmiech wyrażał czystą aprobatę.

Bardzo chciałam zapytać go o imię, ale wydawało mi się, że takie coś będzie nie na miejscu, a poza tym zbliżał się czas kolejnych zajęć. Z żalem zabrałam swoją kawę i rzuciłam tylko krótkie:

- Dzięki. Do zobaczenia.

- Do zobaczenia – odparł, a ja mimowolnie ucieszyłam się, że tu przyszłam.

 

/ przepraszam, jeśli za krótkie, obiecuję się rozkręcić :)

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Paradise 9 miesięcy temu
    Tak! Wiedziałam, że to on :D Kurde, nie ma Cię na wattpadzie? Z przyzwyczajenia chciałam dodać komentarz przy tamtej linijce XD Bardzo lubię te opcję tam.
    Karmelowe latte <3 to znaczy nie zrozum mnie źle, ja nie piję kawy, nie lubię kawy, ale karmelowe latte wypiję, a jak jest z mlekiem kokosowym to tym bardziej :D
    Wredna dzida? Łagodne określenie XD Jak ja nie trawię takich lasek...
    Ach te okienka na studiach, wcale za nimi nie tęsknie, chociaż niektóre były fajne jak leżało się na sofach prawie całą grupą :D
    No ja myślę, że się rozkręcisz, bo dla mnie to za krótkie, ale to wiesz przecież :D Wybaczam, bo przypuszczam, że jutro będzie kolejny rozdział?
    Oczywiście 5 :D
  • candy 9 miesięcy temu
    Jestem na wattpadzie :)
    Tak, pewnie dziś będzie, choć mam zwariowany dzień. Dziękuję ;)
  • Paradise 9 miesięcy temu
    candy, pod tym samym nickiem? :D
  • candy 9 miesięcy temu
    Paradise prawie: candy0406
  • Freya 9 miesięcy temu
    No... teraz to i faceci potrafią wylać na siebie, tak całkowicie przypadkiem, te przysłowiowe pół butelki jakiejś wody perfumowanej. Zmieniła się obyczajowość i pojęcie estetyki :) Pzdr
  • candy 9 miesięcy temu
    To prawda...
  • Ameliia 9 miesięcy temu
    Nic dodać, nic ująć, 5 ;)
  • candy 9 miesięcy temu
    :)))

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania