tylko jeden błąd - 05

*kiedyś*

 

Od kiedy poszłam na kawę do uczelnianego punktu i zobaczyłam tego chłopaka, niezmiennie ciągnęło mnie na drugie piętro. Gdy tylko miałam tam zajęcia, chcąc nie chcąc, zezowałam na ladę i obserwowałam osoby, krzątające się przy ekspresie. Robiłam tak przez kilka ładnych dni, ale już ani razu nie zauważyłam tego chłopaka. Mike początkowo nic nie wiedział, ale w końcu zorientował się, że gapię się na coffee point jak głupia.

- Rozdają tam coś za darmo? – spytał, a ja byłam tak zajęta patrzeniem, że nie zrozumiałam, o czym mówi.

- Gdzie? – spytałam głupio. Mike pomachał mi ręką przed twarzą, zmuszając, bym oderwała wzrok od ekspresu i popatrzyła na niego.

- Gapisz się tam jak nienormalna, więc pytam, czy rozdają coś za darmo. Bo nie widzę innego powodu, dla którego to robisz. Chyba że chodzi o tą śliczną blondynkę, która właśnie robi wzorki na kawie.

- Nie jestem lesbijką – żachnęłam się. – Ostatnio nie było tam żadnej blondynki. A może była. Ja patrzyłam na kogoś innego.

- Czyli jednak. Opowiadaj.

Wobec tego opowiedziałam mu całą historię w przychodni, a później z kawą.

- …ale już go nie zobaczyłam ani razu, więc… może go wymyśliłam – mruknęłam, zastanawiając się, czy to w ogóle prawdopodobne.

- Może – odparł Mike z powagą, po czym przyłożył mi rękę do czoła.

- Co ty wyrabiasz? – zapytałam, marszcząc brwi i patrząc na niego z dołu.

- Sprawdzam, czy masz gorączkę, bo rzeczywiście, nie ma tam żadnego chłopaka z czarnymi włosami. I, prawdę mówiąc, ja go nigdy nie zauważyłem.

- Głupek! – Strąciłam jego rękę z mojego czoła, ale nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu. – Mówię ci, że tam był. Była też tam taka jedna wredna suka, która mogłaby to potwierdzić. Chyba że obie widzimy zjawy.

- Suka? – powtórzył Mike z rozbawieniem.

- No, taka wredna lafirynda… - Machnęłam ręką, nie chcąc wracać do tego momentu. Jeszcze raz zerknęłam na punkt kawowy, w razie, gdyby tajemniczy chłopak się jednak pojawił. Ale nie, nie było go tam, a ja poważnie zaczęłam zastanawiać się nad moim zdrowiem psychicznym.

 

✰✰✰

 

Z listopada szybko zrobił się grudzień. Gdzieniegdzie leżał śnieg, choć było go raczej mało. Wokół zaczynało pachnieć piernikami i choinką. Lubiłam ten czas, choć nienawidziłam marznąć. Coś za coś.

Zbliżała się sesja, choć powolnymi krokami, ale znałam siebie i wiedziałam, że muszę zacząć wcześniej się uczyć, bo inaczej zostawię sobie wszystko na ostatnią chwilę. Dużo siedziałam u Mike’a – on nie mieszkał w akademiku, miał swoje mieszkanie. Dzielił je z kolegą, ale było na tyle duże, że i ja mogłam tam się czasem gościć. Miał przynajmniej normalną łazienkę i kuchnię, w której można było zrobić coś więcej poza zagotowaniem wody w czajniku. Tak naprawdę, wracałam do swojego akademika tylko po to, żeby się przebrać i przenocować. Nawet Tamara zainteresowała się tymi moimi zniknięciami.

- Randkujesz z kimś? – zagadnęła mnie pewnego wieczora. Byłam w takim szoku, że się do mnie odezwała, że przez chwilę nic nie mówiłam.

- Nie. Dlaczego tak sądzisz? – spytałam w końcu.

- Bo nigdy cię nie ma.

- Siedzę u kolegi – wyjaśniłam.

- Aha – skwitowała to krótko, po czym nałożyła na uszy słuchawki. Standard.

Rozmyślałam nad jej pytaniem, gdy zasypiałam. Poruszyła pewną dość ważną w moim życiu kwestię. Owszem, brakowało mi kogoś bliskiego. Mike był super jako przyjaciel, ale z nim nie mogłam się trzymać za ręce, tulić, gdy było mi zimno, nie mogłam go pocałować, gdy miałam zły dzień, nie spałam z nim w nocy i nie czułam ciepła jego ciała. Nie zapowiadało się jednak, żeby miało się to u mnie zmienić. Bo niby jak, skoro miałam tylko Mike’a?

Ostatni tydzień przed przerwą świąteczną był fajny – dało się już wyczuć, że wszyscy myśleli o świętach i nawet zajęcia były jakieś luźniejsze. Tak wyszło, że ostatnim dniem zajęć był poniedziałek. Siedziałam na ławce, czekając na ostatnie zajęcia i już cieszyłam się na myśl o wolnym. Czekałam na Mike’a, który poszedł kupić sobie kawę. Wrócił, zadowolony jak nigdy.

- Są nowe kawy! – oznajmił, machając mi kubkiem przed oczami.

- To świetnie. Ale uważaj, żebyś na mnie nie wylał tego wrzątku. – Delikatnie odsunęłam jego ruchome ramię. – Nowe, to znaczy jakie?

- Nowe smaki, świąteczne. Wziąłem sobie piernikową.

- Wiesz, że możesz ją sobie zrobić w domu? – spytałam z uśmiechem, który zwykle pojawia się, kiedy dzieci robią jakąś głupotę. – Wystarczy zrobić kawę i dosypać przyprawy korzennej. Nie musisz wydawać pieniędzy.

- Ty byś nie wydała? – spojrzał na mnie podejrzliwie.

- Na piernikową kawę? Nie bardzo.

- A to szkoda – powiedział dziwnie wysokim tonem.

Szturchnęłam go w ramię.

- Ej, dopiero co mówiłaś o niewylewaniu kawy! – oburzył się.

- Dlaczego szkoda? O co ci chodzi?

- No wiesz… - uśmiechnął się szeroko. – Szkoda, że nie chcesz wydawać pieniędzy na piernikową kawę, bo dziś robi ją jakiś wysoki chłopak z czarnymi włosami.

Zatkało mnie. Siedziałam przez chwilę jak wmurowana, po czym wyjęłam portfel z torby i pognałam na drugie piętro.

- Wykład się zaraz zaczyna! – zawołał za mną Mike, a ja słyszałam, jak dusi się ze śmiechu.

Właściwie czemu tak biegłam? Czy naprawdę aż tak desperacko pragnęłam znowu zobaczyć tego chłopaka?

Cóż, chyba tak. Chciałam znowu poczuć to drżenie serca.

Zwolniłam tempo, ale i tak w duchu już się cieszyłam, choć dopiero co wymądrzałam się o robieniu piernikowej kawy w domu. Z daleka zobaczyłam, że Mike się nie mylił – faktycznie, ten chłopak znowu tam był. Czym prędzej ustawiłam się w kolejce.

Gdy nadeszła moja kolej, chłopak podniósł na mnie wzrok i uśmiechnął się. Chyba mnie rozpoznał.

- Cześć – przywitał się.

- Cześć – odpowiedziałam, choć ze zdenerwowania lekko plątał mi się język. – Poproszę… - Mój wzrok padł na nowe menu. – Cynamonowe latte z czekoladą. – To w sumie też mogłabym zrobić w domu, ale postanowiłam, że już nie będę czepiać.

- Robi się – oznajmił. Przesunęłam się w bok i położyłam na ladzie pieniądze. Obserwowałam, jak odwraca się do mnie plecami i coś klika na ekspresie. Po chwili z powrotem odwrócił się do mnie, podczas gdy ekspres wibrował.

Cholera. Chyba znowu się zarumieniłam.

- Dawno cię tu nie było – zauważyłam. Nie mam pojęcia, jak zebrałam się na odwagę, żeby zagaić. I poniekąd właśnie się przyznałam, że go szukałam.

- Pracuję tu tylko w poniedziałki – wyjaśnił. – Tylko wtedy mam wolny dzień. W pozostałe studiuję. Na tej uczelni, zresztą.

No proszę. Takie proste wyjaśnienie. Że też nie przyszło mi to do głowy.

- Ambitnie – skomentowałam, uśmiechając się. Wargi lekko mi drżały. To było niesamowite, co ten chłopak potrafił ze mną zrobić… a przecież nawet nie znałam jego imienia.

- Zabawmy się w Starbucks – oznajmił nagle. Spojrzałam na niego pytająco, nie wiedząc, o co mu chodzi. Wziął do ręki czarny mazak i kubek, do którego miał nalać mi kawę. Oblałam się rumieńcem, a w głowie dudniła mi myśl: czy zasłonił się żartem ze Starbucksem, żeby poznać moje imię?

- Camilla – powiedziałam cicho, uśmiechając się. On też się uśmiechnął i szybko zapisał moje imię. Myślałam, że to już koniec tej zabawy, gdy nagle on dodał:

- Uważasz, że zapisywanie numeru na kubku do kawy jest dość oklepane i tandetne?

- No jasne – odparłam, ignorując drżenie serca. – Ten motyw jest wszędzie.

- Ja też tak uważam. Dlatego… - Odwrócił się do ekspresu, postawił kubek, by wlała się do niego kawa, po czym wziął jakąś kartkę i zaczął coś na niej pisać. – Będę tradycjonalistą i zapiszę ci go na zwykłej kartce. Może tak być?

Serce mi trzepotało niczym zamknięty w klatce ptak. Nie wierzyłam w to, co się działo. Pomyślałam, że jak tak dalej pójdzie, to będę potrzebowała defibrylatora. Powoli wzięłam od niego karteczkę z numerem, zastanawiając się, czy to przypadkiem nie sen.

- Może tak być – potwierdziłam, w duchu skacząc ze szczęścia. Zerknęłam na kartkę, zastanawiając się, czy może będzie tam jakiś żart w stylu „dałaś się nabrać”, ale nie – faktycznie widniał tam numer telefonu. Oby właściwy.

Chłopak postawił na ladzie kubek z moją kawą.

- Proszę. Zgodnie z zamówieniem.

Wzięłam kubek i zaczęłam wracać w stronę sali, gdy nagle stwierdziłam, że czegoś tu brakuje. Wróciłam się do punktu.

- Przy okazji numeru, mógłbyś też podać mi swoje imię – zasugerowałam. Chłopak uśmiechnął się szeroko.

- A już myślałem, że nie jesteś zainteresowana i się nie zapytasz. Dylan. – Wyciągnął do mnie rękę nad ladą. Uścisnęłam ją, delektując się dotykiem jego skóry.

- A teraz naprawdę muszę już lecieć – oświadczyłam i zaczęłam szybko odchodzić, żeby opowiedzieć Mike’owi, że wydarzyła się właśnie najbardziej niesamowita rzecz na świecie.

 

✰✰✰

 

Przez najbliższe dni nie miałam dłuższej chwili, żeby pomyśleć o Dylanie. Byłam bardzo podekscytowana, mówiąc Mike’owi o całym zajściu, ale czekała mnie jeszcze rzeczywistość – musiałam wrócić do akademika, spakować się, złapać pociąg do domu. W międzyczasie jeszcze pożegnałam się z Mikiem przed przerwą świąteczną i dałam mu mały prezent, który mu kupiłam na święta – jego ulubioną czekoladę oraz kółko do kluczy, bo wiedziałam, że zawsze wszystkie gubi. Teraz mógł je mieć w jednym miejscu. Kółko miało wygrawerowany malutki napis: „Dla najlepszego przyjaciela”. Napis ledwo zmieścił się na malutkim kółku, ale byłam całkiem zadowolona z efektu. Może nie było to szczególnie wymyślne, ale chciałam po prostu dać jakiś prezent, nawet i symboliczny. Mike szczerze się ucieszył, ale widziałam w jego oczach smutek. Nawet nie mogłam sobie wyobrazić, jak to jest – spędzać święta bez mamy.

Okazało się, że źle zapamiętałam godzinę odjazdu pociągu, więc musiałam pakować się w szybkim tempie. Potem biegiem pędziłam na stację. Kiedy w końcu opadłam na siedzenie w pociągu, nieźle dyszałam. Zdecydowanie musiałam poprawić swoją kondycję, bo przez dłuższą chwilę rzęziłam jak zepsuty silnik. Dopiero, gdy tętno mi zwolniło, wyciągnęłam z kieszeni spodni karteczkę z numerem Dylana. Coś zatrzepotało mi w brzuchu. Czy powinnam pisać do niego już teraz, czy może się wstrzymać? Nie będę mu przeszkadzać w Święta. Gorzej jednak, jeśli poczekam za długo, aż straci zainteresowanie i zapomni. Biłam się z myślami. Nigdy nie lubiłam podejmować decyzji.

Rozmyślałam nad tym jeszcze dłuższy czas. W końcu, kiedy pociąg zbliżał się już do mojej stacji, napisałam krótkiego smsa. Wysłałam go szybko, zanim zdążyłam zmienić zdanie.

CAMILLA: Kawa była pyszna, choć uważam, że mogłam ją zrobić bez problemu w domu ;)

Tupałam nogą, czekając na odpowiedź. Prawie zaczęłam obgryzać paznokcie, kiedy komórka zawibrowała.

DYLAN: Ale chciałaś mnie zobaczyć :)

Usta rozciągnęły mi się w szerokim uśmiechu. Podobała mi się ta wymiana zdań, lekka gierka.

CAMILLA: Skąd taka pewność? Nie wiedziałam, że pracujesz tylko w poniedziałki. Przyszłam po kawę, a nie po Ciebie :)

DYLAN: Przegięłaś. Spodziewaj się, że następnym razem to ja cię obleję wodą.

Śmiałam się sama do siebie. Nawet nie znałam tego człowieka, ale w moim sercu już rozlało się ciepło.

CAMILLA: Już nie mam atropiny w oczach. Będę miała je szeroko otwarte.

DYLAN: I tak mnie nie powstrzymasz :)

Wysiadłam z pociągu, ciągnąc za sobą walizkę. Było dość zimno, ale do domu miałam około półtora kilometra spacerem, więc postanowiłam się przejść. Musiałam jednak założyć rękawiczki. Napisałam do Dylana ostatniego smsa:

CAMILLA: Wesołych świąt :)

DYLAN: Wesołych. Do zobaczenia po nich :)

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Elorence 9 miesięcy temu
    Rozpłakałam się, bo to jest takie... Przypomniało mi się parę cudownych rzeczy z przeszłości. Dziękuję :*
    I kurczę, ten Dylan... jest cudny. Chociaż wiem, jaki jest teraz (nie znam całej jego historii, więc nie będę po nim jechać), to był cudny kiedyś.
    Piękna historia.
    Już czekam na kolejne części!
    Buziaki <3

    PS: Najlepsze Twoje opowiadanie, serio. Ujęło mnie całkowicie za serce.
  • candy 9 miesięcy temu
    Ojej, nie masz pojęcia jak mi miło <3 <3
    A owszem, dużo chłopaków było takich cudnych kiedyś :(

    Fajnie, że wywołałam jakieś wspomnienia <3 i w ogóle kocham całym serduszkiem za ten komentarz *-*
  • Elorence 9 miesięcy temu
    candy <3
  • Paradise 9 miesięcy temu
    Cały rozdział czytałam z bananem na twarzy :D
    Dylan jest cudowny <3 a przynajmniej był wtedy, chcę więcej takich rozdziałów! Muszę poznać całą historię, a już nie mogę się doczekać kolejnej części <3 jakby to opowiadanie miało status zakończone, to pochłonęłabym je jednym tchem :D
    Zgadzam się z Elorence, że to Twoje najlepsze opowiadanie <3
    Pozdrawiam cieplutko :D
  • candy 9 miesięcy temu
    Haha, musisz przerwać czytanie i wrócić jak będzie całe!
    Kocham was dziewczynki <3
  • Paradise 9 miesięcy temu
    Haha, jakby to było wykonalne :D
    Przecież nie chciałabyś tego <3
  • Freya 9 miesięcy temu
    Nu taa, we włoskiej kulturze określa się to mianem - pioruna sycylijskiego...
    Wyraźnie sugerujesz, że Mike mógłby być nie tylko przyjacielem - czasem tak się jakoś dziwnie układa.
    Zgrabnie napisane - przyjemnie się czyta :) Pzdr
  • candy 9 miesięcy temu
    Bardziej tu chodziło o taką przyjacielską, braterską troskę. Dziękuję ;)
  • Ameliia 8 miesięcy temu
    Słodziutkie ❤ 5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania