tylko jeden błąd - 53

Nie wiedziałam, ile czasu minęło, ale chyba zapadła już noc. Bałam się odejść do łóżka Liama choćby do toalety. Bałam się, że gdy odejdę, to nagle maszyny zaczną przerażająco pikać, zwiastując jego koniec. Mój koniec. Odeszłam jedynie po to, by dać lekarzowi i pielęgniarce mój numer komórki, by w razie czego mogli powiadamiać nie tylko Dylana, ale i mnie. Tak więc siedziałam tam, wstrzymując potrzeby fizjologiczne i inne sygnały, które wysyłało mi ciało. Chciało jeść i pić, ale nie byłam w stanie się do tego zmusić. Miałam spierzchnięte wargi i wysuszone spojówki, ale nie potrafiłam odwrócić wzroku od Liama. Moje myśli zmierzały w coraz gorszym kierunku z każdą minutą, podczas której Liam się nie obudził. Wciąż sam nie oddychał, a ja rozpaczałam, że nie mogę oddychać za niego. Że nie mogę samym dotykiem sprawić, by wyzdrowiał i by już nigdy nie spotkało go nic złego.

Nawet nie patrzyłam na Dylana, praktycznie zapomniałam, że też tu był. Wiedziałam, że gdy tylko otworzę usta, on znowu obrzuci mnie wyrzutami. Może miał rację. Może powinnam była pamiętać i zamknąć te drzwi. Pomyśleć o zamontowaniu specjalnych bramek. Wydawały mi się niepotrzebne, bo nie mieliśmy w mieszkaniu schodów, więc nie było ryzyka, że Liam z nich spadnie. Zawsze był z nami. Zawsze zamykaliśmy wszystkie drzwi. Aż do teraz.

Naprawdę ich nie zamknęłam? To wszystko stało się przeze mnie?

Ale dlaczego Dylan nie dokręcił tej półki? Prosiłam go. Powiedział, że to zrobi, ale pewnie miał tysiąc innych ważniejszych rzeczy, które zaprzątały jego myśli. Jeśli był w kuchni, mógł chociaż od czasu do czasu zerknąć na Liama albo przynieść go do siebie. Nie przypilnował go. To nie była wina tylko tego, że nie zamknęłam tych cholernych drzwi.

Ale może to znaczyło, że byłam złą matką. Nie pomyślałam o tym. Byłam skupiona tylko na fakcie, że spóźnię się do pracy.

Składałam sama sobie obietnice, że gdy tylko Liam zacznie sam oddychać, już nigdy nie zachowam się tak, jak dzisiaj. Zawsze będę myślała o tym, co może się stać. Żadne spóźnienie do pracy nie będzie dla mnie ważniejsze. Chciałam się rozpłakać, ale nie mogłam. Byłam jak kamień. Wręcz bałam się łez, bo to by oznaczało, że kompletnie się załamałam i straciłam nadzieję, a tak nie było. Musiałam wierzyć całą sobą, że wkrótce Liam się ocknie.

Wkrótce cicho otworzyły się drzwi i do środka weszła jakaś pielęgniarka.

- Może pojadą państwo do domu? – zasugerowała cicho.

- Nie – szepnęłam, nie odrywając wzroku od Liama.

- Jest już po północy. Niech państwo wrócą do domu, choćby na chwilę. Odpoczną, zjedzą coś. Jeżeli cokolwiek będzie się działo, natychmiast państwa powiadomimy.

- Nie mogę go zostawić – wymamrotałam. – A jeśli on umrze, a mnie tu nie będzie?

- Camilla – warknął nagle Dylan. Spojrzałam na niego automatycznie. Na twarzy miał wściekły grymas, ale z jego oczu wyzierała rozpacz. – Nie mów tak. On nie umrze.

- Ale…

- Pojedziemy do mieszkania, przebierzemy się, chwilę prześpimy i tu wrócimy – powiedział stanowczym głosem, któremu nie ośmieliłam się sprzeciwić. Walczyłam jednak z samą sobą. Nie chciałam zostawiać tu Liama. Bałam się nawet wyjść do toalety. Sama myśl, że wyjdę stąd bez niego, była nie do zniesienia.

- Camilla.

- Przestań powtarzać moje imię – warknęłam gniewnie. Pielęgniarka wyszła, nie chcąc zapewne uczestniczyć w rodzinnej kłótni. – W ogóle najlepiej się do mnie nie odzywaj. To nie była tylko moja wina, Dylan i dobrze o tym wiesz. Chcesz tylko zrzucić wszystko na mnie, by poczuć się lepiej, ale nie masz do tego prawa – wysyczałam, wstając, choć nadal trzymałam Liama za rękę. – Nie upilnowałeś go. Nie przykręciłeś tej szafki, mimo że cię o to prosiłam. To także twoja wina.

Nie patrzyłam na jego reakcję. Pochyliłam się i delikatnie pocałowałam Liama w czoło.

- Mamusia na chwilę pojedzie do domu, ale zaraz wróci – obiecałam mu szeptem. W końcu szybko chwyciłam torebkę i wybiegłam z pokoju. Dylan powolnym krokiem poszedł za mną.

Na zewnątrz było ciemno i zimno. Musieliśmy wziąć taksówkę, bo żadne z nas nie miało samochodu. Dylan z Liamem przyjechali tu karetką.

Po pół godzinie byliśmy w mieszkaniu. Dopiero wtedy uderzyło mnie potężne zmęczenie. Najchętniej położyłabym się w łóżku i została w nim przez tydzień, ale nie mogłam. Planowałam wziąć szybki prysznic, zjeść coś, przespać się góra trzy godziny i zaraz wrócić do szpitala. Wyciągnęłam komórkę, by ustawić dźwięk na maksimum, w razie gdyby personel medyczny miał do nas dzwonić.

Dylan otworzył drzwi i rzucił klucze na szafkę w przedpokoju. Stuknęły hałaśliwie, aż się wzdrygnęłam. Mieszkanie bez Liama wydawało się puste i ciche. Obce. Poczułam, jak w oczach zbierają mi się łzy, więc szybko je otarłam.

- Pójdę wziąć prysznic – rzuciłam i już miałam wejść do łazienki, kiedy usłyszałam:

- Nie.

- Nie? – Odwróciłam się. – Zakazujesz mi pójścia pod prysznic?

- Tak. – Jego oczy ciskały gromy. – Musimy porozmawiać.

O mało się nie roześmiałam.

- Poważnie, Dylan? – zapytałam z niedowierzaniem. – Jest… - Zerknęłam na zegar ścienny. – Jest pieprzona pierwsza w nocy. Nasze dziecko leży w szpitalu i nie wiadomo, czy się obudzi, a tobie zebrało się na cholerną rozmowę?

- Tak, bo mam już dosyć tego wszystkiego. Mam dosyć takiego życia.

- Dopiero co mówiłeś, że nie widzisz potrzeby tej rozmowy! – Miałam dosyć jego zmian zdania co pięć minut. – W porządku, już rozumiem, jak to wygląda: Dylan czegoś nie chce, więc ucina temat i więcej do niego nie wraca. Dylan czegoś chce, więc Camilla ma rzucić wszystko i robić, co on rozkaże. Nie zgadzam się, słyszysz?! – Podniosłam głos. Właściwie miałam gdzieś, czy sąsiedzi nas słyszeli. Miałam gdzieś, że było już grubo po ciszy nocnej. Liczył się tylko Liam, a Dylan jak zwykle musiał coś odwalić. – Nie będę teraz z tobą rozmawiała! Nie mam do tego głowy! – Ponownie odwróciłam się w stronę drzwi do łazienki, kiedy poczułam szarpnięcie. Dylan złapał mnie mocno za nadgarstek i siłą pociągnął w stronę kanapy.

- Przestań, do cholery!

- Nigdy nie było wystarczająco dobrego momentu na tę rozmowę! – krzyknął, puszczając mnie. – Wcześniej było dobrze, więc nie chciałaś rozmawiać, żeby tego nie psuć. Teraz jest cholernie źle i znowu nie chcesz rozmawiać, bo nie masz do tego głowy! Specjalnie wymyślasz wymówki, byle tylko nie porozmawiać, ale i tak non stop gadasz, że musimy to zrobić! Jesteś hipokrytką!

- Ja jestem hipokrytką?! – wrzasnęłam z oburzeniem. – To ty co chwilę zmieniasz zdanie i swoje humory! Raz ci się podobam, a za chwilę już nie. Na chwilę jestem dla ciebie dość dobra, a za moment mnie odrzucasz. Wyżywasz się na mnie, choć nie daję ci ku temu powodów, a jednocześnie cały czas o wszystko obwiniasz mnie. Kto tu jest hipokrytą, Dylan?!

- Przestań mnie odmalowywać jako najgorszą osobę na tej ziemi! – warknął Dylan. – Nie jest tak, jak myślisz.

- Nie wiem, jak jest, bo nigdy mi tego nie powiedziałeś! – Starałam się nie krzyczeć, ale słabo mi to wychodziło. Czułam, jak pulsuje mi głowa, zwiastując migrenę. Nie miałam na to siły. Próbowałam wyminąć Dylana, ale on znowu złapał mnie za rękę i przytrzymał, zmuszając, bym na niego spojrzała.

- Ile razy mówiłam ci, że mi na tobie zależy? – wyszeptałam, patrząc na niego, a moje oczy po raz kolejny wypełniły się łzami. – Że cię kocham? Nigdy mi nie odpowiedziałeś. Nigdy nie dałeś mi do zrozumienia, że tylko ja jestem dla ciebie ważna. Dziwisz się, dlaczego bałam ci się powiedzieć o ciąży? – Wyszarpnęłam rękę z jego uścisku. – Bo nigdy nie dałeś mi żadnego poczucia stabilizacji. Nosiłam twoje dziecko i wiedziałam, że w tym samym czasie ty prawdopodobnie leżałeś w łóżku z inną dziewczyną. Uprawiałeś z nią seks. Byłam tylko jedną z wielu. Kochałam cię, Dylan, a ty to zniszczyłeś. – Głos zaczął mi się łamać. Nie mogłam uwierzyć, że znowu się przed nim upokarzam. Po raz kolejny ta sama sytuacja – wyznawałam mu uczucia, tylko po to, by spotkać się z odrzuceniem. Znany schemat.

- W czasie przeszłym? – zapytał cicho i nagle jakby jakoś opadł z sił.

- Co?

- Powiedziałaś: kochałam cię. Już mnie nie kochasz?

Westchnęłam ciężko.

- A jak mogę kochać kogoś, kto nie kocha mnie? Kto odchodzi, kiedy chce i wraca, kiedy chce? – Uśmiechnęłam się gorzko. – Zawsze byłam niewidzialna. Dla wszystkich. Kiedy poznałam ciebie, myślałam, że… - Potrząsnęłam głową. – Nie wiem, co myślałam. Miałam wrażenie, że ktoś mnie w końcu dostrzegł. Że ktoś mnie pokocha i nie będę już samotna. Ale nasza historia od początku była burzliwa, a później wszystko się popsuło. Psuje się aż do teraz.

- Tylko ty uważałaś, że nikt cię nie zauważa – rzucił szorstko Dylan, po czym gwałtownie się poruszył i odszedł parę kroków ode mnie, chowając twarz w dłoniach.

- Słucham?

Odwrócił się ode mnie, a jego wyraz twarzy mnie przeraził. Była to twarz człowieka, który już dużo w życiu przeszedł i nagle jakby stracił całą nadzieję.

- Nie byłaś niewidzialna. Ja cię zauważyłem! I zauważałem też milion facetów, kręcących się koło ciebie! Nigdy nie byłaś mi obojętna! – Usiadł na kanapie i spuścił głowę, ponownie chowając ją w dłoniach.

W ciszy przetwarzałam to, co usłyszałam. Powoli usiadłam, wpatrując się przed siebie.

- Jakich facetów? – zapytałam w końcu.

- Różnych. – Dylan pociągnął nosem i przeczesał palcami włosy. – Widziałem Mike’a. Widziałem Jacka. Ale widziałem też innych, którzy nigdy nie odważyli się do ciebie podejść, ale patrzyli się na ciebie tak, że czasem miałem ochotę im przywalić.

- Więc dlaczego tego nie zrobiłeś? – wyszeptałam. – Przez ten cały czas myślałam, że…

- Że cię nie chcę? Że zależało mi tylko na ruchaniu? – prychnął Dylan.

- No cóż… - zawahałam się. – Tak.

- To się zdziwisz. Zależało mi na tobie. Ale właśnie dlatego nie mogłem wyznać ci uczuć.

- Co? – Mój zmęczony mózg przestawał pojmować jego logikę. – Niby dlaczego?

- Znasz historię mojego dzieciństwa. Mojej mamy i Roberta. – Odwrócił wzrok, nie chcąc na mnie patrzeć. – Ja… nigdy nie miałem żadnego poczucia stabilizacji, bezpieczeństwa. Nie miałem go, nie znałem, więc nie potrafiłem go dawać. Dlatego liczyły się dla mnie głównie przelotne znajomości, którymi nie musiałem się przejmować. I wtedy pojawiłaś się ty. Tak inna od wszystkich dziewczyn, które znałem. Coś mnie do ciebie ciągnęło, ale gdy zrobiło się za poważnie… - Westchnął ciężko. – Spanikowałem. Byłem pewny, że zaraz coś się popieprzy, więc sam to spieprzyłem, zanim ty mogłabyś zranić mnie.

- Nie miałam zamiaru cię… - zaczęłam, ale przerwał mi:

- Tak, wiem. Ale co poradzę? Jestem spaczony. Mam spaczone myślenie. Zaczęło mi zależeć, więc bałem się, że jeszcze za to beknę. Nigdy tak się nie czułem, co sprawiło, że po raz pierwszy byłem podatny na zranienie. Bałem się, że wykręcisz mi podobny numer, jak moja mama, gdy zniszczyła naszą rodzinę. Więc zanim zdążyłaś mnie w jakiś sposób skrzywdzić, ja skrzywdziłem ciebie. By się uchronić.

Powoli przetwarzałam jego słowa. W jakiś dziwaczny sposób miały one sens. Czułam się jednak tak, jakbym była tu tylko ciałem, a mój duch latał sobie gdzieś w przestworzach. Nie potrafiłam się skupić.

- Wcale nie chciałam cię skrzywdzić. Nawet wtedy, kiedy zdecydowałam się porozmawiać z Robertem. Nie myślałam. Byłam pijana. Szybko tego pożałowałam. Nigdy nie chciałam cię zranić, ale tęskniłam za tobą i po prostu zrobiłam tę jedną głupią rzecz. A potem…

- A potem zjawił się Jack – dokończył za mnie Dylan z pochmurną miną. – A ja byłem zbyt zajęty swoimi uczuciami, by wtedy z tobą zostać. Bo wtedy ci się to udało. Zraniłaś mnie. Zobaczyłem cię z Robertem i to było to, czego obawiałem się od samego początku. Znowu rozpieprzył mi życie, a ty mu w tym pomogłaś. Myślałem, że byłaś inna… że i ja przy tobie mógłbym być inny… a w tamtej chwili wszystko runęło. To był mój błąd. A Jack wykorzystał moment. – Na jego twarzy pojawił się bolesny grymas. – Nie potrafię sobie tego wybaczyć…

- Ja ci wybaczyłam – przerwałam mu. – To nie była twoja wina.

- Trochę była. A później… nie mogłem na ciebie patrzeć. Nawet kiedy chciałem porozmawiać i wszystko wyjaśnić, coś mnie blokowało. Nienawidziłem cię, bo mnie zraniłaś, bo nie powiedziałaś mi o ciąży… wszystko się jakoś skumulowało. Ja nie umiem wyrażać uczuć ani sobie z nimi radzić. Byłem non stop wściekły, a nie miałem jak tego odreagować… więc odreagowywałem na tobie. – Nagle wstał i usiadł tuż koło mnie, biorąc moje ręce w swoje. – Bo zawsze byłaś najbliżej i miałem tylko ciebie.

- I to był świetny powód, by się na mnie wyżywać? – zapytałam ironicznie, wyrywając ręce z jego uścisku.

- Nie świetny. I nie powód. Ale mówię ci, co czułem.

- A o co chodziło z tym ostatnim telefonem twojego kolegi? – Przypomniałam sobie. – Byłeś wściekły, jakbym nie wiem co ci zrobiła. Albo ten twój kolega. A przecież on tylko pytał o imprezę. Dlaczego tak zareagowałeś?

- To głupie…

- Chyba nic mnie już nie zdziwi.

- Sam nie wiem, jak to wyjaśnić… - Dylan zaczął się plątać. – Coś mi odbiło. Dużo myślałem o mamie i o naszej historii. Poczułem się staro. Tak jakbym przeżył już wszystko, co było dla mnie zaplanowane. – Patrzył na mnie z niepokojem, obserwując moją twarz. – I uświadomiłem sobie, że przecież nie mam jeszcze nawet trzydziestki na karku, a siedzę w domu jak jakiś staruch. Przez chwilę chciałem wrócić do mojego… - Zawahał się, obserwując mnie z niepokojem. – Poprzedniego trybu życia. Nie chciałem siedzieć w domu i nic nie robić. Pragnąłem chociaż przez chwilę po prostu pójść na imprezę i nie przejmować się tym, że mam w domu dziecko i że…

- Że jesteś w związku? – wysyczałam głosem ostrym niczym brzytwa. Gwałtownie wstałam. – To chciałeś powiedzieć? Żałowałeś, że jesteś w związku, w dodatku masz dziecko i przez to nie możesz się upić z kumplami w klubie z ładnymi laskami u boku?

- Nie!

- Przyznaj się! Za dobrze cię znam, Dylan, wiem, jaki jesteś. – W ustach czułam posmak goryczy.

- To była chwila! – Dylan też się podniósł i miał zrozpaczony wyraz twarzy. – Przez dosłownie sekundę poczułem się przytłoczony. Nie mów mi, że sama się tak nie czujesz. Że czasem nie chciałabyś tego wszystkiego rzucić i po prostu jeszcze raz poczuć, jak to jest być młodym.

- Ja nigdy nie chodziłam na imprezy, by wyrywać chłopaków, bo nie byłam na tyle rozrywkowa i popularna – wysyczałam, choć trochę go rozumiałam. Owszem, bywały takie dni, kiedy byłam tak zmęczona, że miałam wszystkiego dość. Miałam wtedy ochotę zapomnieć o dziecku, o wszystkich obowiązkach i po prostu włączyć sobie serial, spać do południa czy wyjść na miasto po południu i wrócić w środku nocy. Miałam dosyć gotowania, prania, sprzątania i wiecznego uważania na dziecko. Bywały takie dni, ale zawsze mijały. Nigdy w życiu nie zamieniłabym Liama i Dylana na coś takiego. – Skoro imprezy w klubie z kolegami są dla ciebie ważniejsze, to nikt nie trzyma cię tu siłą!

- Nie są ważniejsze! – Usiłował złapać mnie za rękę, ale objęłam się ramionami, byle mnie nie dotknął. – To właśnie usiłuję ci powiedzieć. To był tylko przebłysk, a potem byłem na siebie o to wściekły, czułem się winny, że w ogóle mogłem tak pomyśleć. I wtedy… znowu wyżywałem się na tobie – westchnął.

- To nie ma sensu – oświadczyłam nagle.

- Co?

- To! My! Nasz związek! – wybuchłam, w końcu widząc wszystko wyraźnie. Przez tyle czasu się oszukiwałam, ale wreszcie przejrzałam na oczy. – To jeden wielki pieprzony bałagan! Czy ty słyszysz, co mówisz? Jak zwykle degradujesz mnie do najniższego poziomu, traktujesz mnie jak ostateczność. Wszystko jest ważniejsze. Imprezy z kolegami… liczne panienki, znajomości bez przyszłości… to jest to, czym żyjesz, Dylan. A ja nie mogę wiecznie znosić twoich humorów i zawsze dostosowywać się do tego, czego będziesz akurat chciał w danym momencie! Mamy dziecko, które musimy wychować wspólnie, a nie osobno! – Po policzkach ciekły mi łzy, ale nawet ich nie ocierałam. Dylan patrzył na mnie z miną zbitego psa. – Tyle razy się już zraniliśmy. Nie byliśmy nawet w stanie o tym porozmawiać. A teraz… teraz jest to dla mnie nie do zniesienia. To nie ma sensu. Nie wiem, czy w ogóle chcę z tobą być – wyszeptałam. – Przez większość czasu spędzonego z tobą nie czułam szczęścia. Najczęściej byłam poirytowana albo zła. I zraniona. Jesteśmy dorosłymi ludźmi, a zachowujemy się jak dzieci… - Zaczęłam chodzić w kółko jak szalona. Nie potrafiłam zebrać myśli. – Nie zbudujemy na tym trwałego związku…

- Nie mów tak… - Po raz pierwszy słyszałam, żeby głos Dylana drżał. – Mówisz tak, bo jesteś zmęczona i przerażona. Jutro wszystko będzie wyglądało inaczej.

- Może tak, a może nie… - wymamrotałam, ściskając palcami moje skronie. Miałam wrażenie, że zaraz eksplodują. – Przez tyle czasu byłam przekonana, że nie zakocham się już w nikim innym, ale teraz… nie wiem, czy jesteśmy dla siebie odpowiedni. Tylko się wzajemnie niszczymy. A Liam nie powinien dorastać, obserwując rodziców, którzy są ze sobą nieszczęśliwi.

- Nie, nie mów tak… - Dylan nagle zrobił coś, czego kompletnie się nie spodziewałam. Opadł przede mną na kolana z opuszczoną głową. Zamarłam. – Przepraszam. Przepraszam cię za wszystko, co do tej pory zrobiłem. Zachowywałem się jak dzieciak, ale teraz już wiem, jakie błędy popełniłem i więcej tak nie zrobię.

- To wciąż żadna gwarancja! – zawołałam łamiącym się głosem ze łzami w oczach, chwytając Dylana i podnosząc go do pozycji stojącej, bo nie mogłam znieść, kiedy przede mną klęczał. – Nie dajesz mi żadnej gwarancji, Dylan! Nawet, jeśli przez chwilę jest dobrze, to ja i tak się boję, że zaraz zmienisz zdanie i odejdziesz… nigdy o nas nie walczyłeś, zawsze ja musiałam to robić, ale nie dam rady utrzymać tego związku sama… - Ramiona trzęsły mi się od płaczu. Ukryłam twarz w dłoniach, szlochając gorzko. Wszystko się zawaliło. Cały mój świat. Mój związek, w którym pokładałam tyle nadziei. Mój syn leżał w szpitalnym łóżku, sam, nie oddychając samodzielnie. Jeszcze chwila i mogłam nie być już matką. Odsunęłam się od Dylana. – Nie mogę… nie chcę… - Łapczywie łapałam powietrze. – Nie mogę tak dłużej żyć, Dylan, nie w taki sposób. Nie w ciągłym strachu. Nie z tobą.

- Zmienię to, obiecuję. – Słyszałam rozpacz w jego głosie, kiedy odrywał moje ręce od mojej twarzy i przykładał je sobie do piersi. – Bywałem okropny i niedojrzały, ale w tym momencie obiecuję ci, że wszystko się zmieni. Nie skończymy tak, jak moja rodzina.

- Ale…

- Kocham cię – powiedział nagle, a ja z wrażenia aż przestałam płakać. Spojrzałam na niego załzawionymi oczami, nie mogąc uwierzyć, że w końcu to powiedział. – Oto moja gwarancja. Obietnica stabilizacji. Kocham cię, kochałem od pierwszego wejrzenia, tylko byłem zbyt głupi, by ci to pokazać. Bałem się. Ale już się nie boję. Kocham cię i mam nadzieję, że ty wciąż kochasz mnie.

- Kocham – jęknęłam, wciąż drżąc. – Ale…

- Nie ma żadnego „ale”. Jeśli tylko obojgu nam na sobie zależy, naprawimy to. – Przycisnął mnie do siebie i mocno przytulił. – Damy radę. Znowu będzie pięknie. Chcę z tobą być i nie wycofam się z tego.

- To się okaże – wymamrotałam z ustami wciśniętymi w jego koszulkę. Poczułam, jak zesztywniał i powoli odsunął mnie od siebie.

- Co się okaże?

Otarłam łzy i spoważniałam.

- Jeśli, nie daj Boże, Liam nie wyjdzie z tego… - Dałam sobie chwilę na odgonienie tej myśli z mojej głowy i kontynuowałam: - Jeśli on z tego nie wyjdzie, to nie jestem taka pewna, czy nadal będziesz chciał ze mną być. Bo nie wybaczysz mi tego, a ja nie wybaczę tobie.

Po tych słowach odwróciłam się i na chwiejnych nogach odeszłam w stronę łazienki. Zamknęłam szybko drzwi, po czym osunęłam się po nich, siadając na podłodze. Miałam wrażenie, że już nigdy nie znajdę siły, by z niej wstać.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Paradise tydzień temu
    Chyba najlepszy rozdział, jak do tej pory. Tyle emocji! W końcu "porozmawiali", w końcu wszystko z siebie wyrzucili i W KOŃCU Dylan powiedział, co czuje! Tyle na to czekałam. Może okoliczności nie za przyjemne, ale chyba inaczej nigdy by nie porozmawiali. Wypadek Liama to była iskra, której potrzebowali, żeby wybuchnąć i mnie się to bardzo podobało, bo wiadomo, że Liam z tego wyjdzie, bo MUSI :D Jakby była wyższa ocena niż 5 to bym dała w ciemno! Czekam na kolejny <3
  • candy tydzień temu
    ojej, jaki kochany komentarz <3 dzięki wielkie <3
  • Elorence tydzień temu
    Eeee... no i muszę teraz wrócić do #teamDylan z pochyloną głową... No kurde.
    Dużo emocji i wreszcie porozmawiali <3 Jej! Aż się nie mogę doczekać dalszego ciągu!
    I trzymam mocno kciuki za Liama! I wiem, że da radę :D
  • candy tydzień temu
    hahaha, a jednak <3
  • Davisa tydzień temu
    Aż normalnie nie wiem co powiedzieć.. Dylan WRESZCIE powiedział Camilli że ją kocha tylko szkoda że nie powiedział tego wcześniej.. ale lepiej późno niż wcale :) tyle emocji jak chyba w żadnym innym rozdziale. Trzymam kciuki za Liama oraz czekam na kolejną część! :)
  • candy tydzień temu
    Wielkie dzięki :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania