Upiór w lustrze

Noc w mieście ogarnęła cisza przepełniona wilgotnym i zimnym powiewem wiatru. Wskazówki starego zegara na wieży średniowiecznego ratusza pokazały już północ. Po chwili jednak coś jakby zawyło, wzburzyło się i zaświstało, to wiatr od zachodu przyciągnął z sobą błyskawice, pioruny i grzmoty. Zaczął padać ulewny deszcz, a wraz z nim nadciągnęło gradobicie.

Szum wiatru zwiększył się tak, że drżały szyby w oknach, a niektóre okiennice skrzypiały od podmuchu ciężkiego i zimnego powietrza. Po ulicach spływała woda tak silnym strumieniem jak rwąca rzeka i wydawało się, że miasto pochłonął na zawsze żywioł powietrza i wody. Nad tym wszystkich czarne niebo mieszało się z błyskawicami i hukiem gromów. Zdawało się, że moce niebieskie popchnęły świat ku jego końcowi, a nawet zgubie. Stojące przy ulicach oraz na rynku drzewa drżały i traciły liście, które rozrzucał pędzący wiatr. Kamienice w mieście ogarnęły mroki przeszywane błyskami burzy. Nikt nie odważył się podejść do okna, wielu mieszkańców ogarnął strach, zapalano świece gromniczne, zmawiano modlitwy, a deszcz, błyskawice i grzmoty jakby kpiły sobie z tych świętości.

W jednej z tych kamienic, na piętrze, w małym pokoju huki gromowe wstrząsnęły młodą kobietą. Była sama w domu, a to jeszcze potęgowało jej strach. Siedziała ona bowiem naprzeciwko okna, przed dużym zabytkowym lustrem, które w grubej drewnianej ramie posiadało niewielki zegar opatrzony ozdobnymi ornamentami roślinnymi oraz łacińską inskrypcją, kiedyś popularną i zamieszczaną na wielu zegarach: Vulnerant omnes, ultima necat [tłum. z łac. ‘Ranią wszystkie, ostatnia zabija’].

W pewnej chwili, ku przerażeniu młodej kobiety, w oknie pojawiła się jasna i blada światłość błyskawicy, a zaraz po tym nastąpił huk od uderzenia pioruna. Na szybę okienną spadło widmo o dziwnym kształcie przypominającym jakby jakiś korpus i ramiona potwora, którego kształty odbiły się w lustrze. Spojrzawszy w lustro, młoda kobieta zamarła z przerażenia i po chwili zemdlała. Po tym huku, gradobiciu i ulewnym deszczu zapanowała cisza, a niebo trochę się rozjaśniło, jakby zapowiadając nadejście spokojnego, lecz smutnego poranka.

Nad ranem do mieszkania wszedł mężczyzna powracający z nocnego dyżuru w szpitalu. Był to mąż tej młodej kobiety. Zastał żonę siedzącą bez żadnego ruchu przy lustrze. Sztywnymi już rękoma ściskała jego ramę, głowę miała przechyloną na bok, a jej martwe oczy skierowane były w stronę zegara w ramie. W zwierciadle odbijały się kształty konara drzewa powalonego piorunem tej ostatniej burzliwej i ulewnej nocy.

 

PS.

Tekst ten jest zmienioną wersją mojego poprzedniego, który opublikowałem pt. "Straszydło w oknie". Nowy jest tu motyw lustra z zegarem z łacińską inskrypcją. Ta inskrypcja jest typowa dla zegarów, nawet tych na ratuszach miejskich lub innych budowlach. Proszę wpisać w Google: Vulnerant omnes, ultima necat, ale kliknąć na grafikę, a to link: http://pacophotos.canalblog.com/archives/2014/08/28/30490876.html

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • motomrówka 01.05.2017
    Wyszła taka trochę creepypasta. Mało jest horrorów o lustrach. Ostatnio oglądałam Oculus, jeśli nie wiziałeś, Janie Potfforny, to zachęcam ;))
    Bardzo starałeś się oddać klimat burzy, dokładnie go opisać i przytłoczyć nim czytelnika - myślę, że udanie. Ciekawie się czytało ;))) ♥
  • Jan Potfforny 02.05.2017
    Pozdrawiam!
    JP
  • Maruda777 06.03.2018
    Hej. Mógłbym opublikować Twoje opowiadanie na mojej facebookowej stronie o horrorze? :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania