Uskutecznianie zajoba

- Ej no, ułóżcie o mnie jakiś fajny wierszyk! Przecież macie tyle pomysłów! - rozkazał Klemens dzieciom.

- Ale my nie wiemy...

- No jak to nie wiecie? Przecież bardzo lubicie swojego pana przedszkolanka, no nie? To powinniście coś ładnego wymyślić.

 

Próby wymyślenia spełzły na niczym. Ostatecznie to sam Klemens musiał ułożyć ten wierszyk.

 

Po powrocie do domu zasiadł przed komputerem i przypomniawszy sobie ostatnio obejrzany film, postanowił poczytać komentarze ludzi na jego temat. Wszedł na jakąś stronę, ale zanim przewinął w dół do komentarzy, zobaczył artykuł na temat jednej z postaci.

Była tam cała tabela z danymi takimi jak wzrost, waga itp., a nawet numer buta. I właśnie ten numer buta Klemens obrał sobie za cel swoich natręctw.

„Numer buta – taki sam jak twój, drogi czytelniku. Hm, a może nie?” - było napisane.

- Bardzo to wszystko niejednoznaczne – pomyślał poważnie Klemens. Muszę ustalić, czy to prawdziwa informacja.

Zarejestrował się na tej stronie. Niedługo potem napisał do niego administrator.

- Witaj! Napisałeś w swoim opisie, że ta strona jest trochę wybrakowana. A ty chciałbyś edytować, ale nie wiesz jak. Czy możesz napisać, gdzie konkretnie są te wybrakowania?

 

Sprawa została szybko rozwiązana, a wybrakowania poprawione. Wtedy Klemens mógł przejść do swojego natręctwa:

- W tabelce o Piotrku jest napisane: „Numer buta – taki sam jak twój, drogi czytelniku. Hm, a może nie?” A ja znalazłem jak jakiś gostek w internecie podał swój numer buta i pochwalił się, że jest taki sam jak u tej postaci. Ludzie w komentarzach gratulowali. I teraz się zastanawiam: czy to na naszej stronie jest błąd, czy może to ten gostek rozpowszechnia bzdurne informacje? Może powinienem interweniować? Napisać, że wprowadza ludzi w błąd? Albo edytować tabelę i wpisać tam numer buta tegoż kolesia?

Administrator odpowiedział:

- Pogrzebałem w internecie i znalazłem wywiad z autorem, który stwierdził, iż dzięki temu, że oficjalnie numer buta Piotrka jest taki sam jak twój, to oznacza to, że ludzie mogą sobie dowolnie wyobrażać jego buty.

Po przeczytaniu tego Klemens na chwilę się zawiesił. Prawdopodobnie by dać mózgowi czas na intensywne przetwarzanie danych. Potem skrzywił gębę. Nie został zrozumiany!

- No tak, też oglądałem ten wywiad, ale problem jest taki, że ten gostek podał swój prawdziwy, realny numer buta! Rozumiesz? To by wskazywało na to, że ten numer jednak gdzieś tam został oficjalnie podany. I oznaczałoby to, że ma on tyle, ile u tego kolesia. Jezu, jakie to skomplikowane...

- A ile? - musiał spytać administrator.

- Trzydzieści osiem.

- Trochę mało jak na dorosłego faceta.

- Teraz mnie to nie obchodzi. Zastanawia mnie też, że na końcu informacji o numerze buta jest napisane: „Hm, a może nie”? Co to w ogóle znaczy? Trochę się w tym wszystkim gubię. Mam nadzieję, że nie piszę zbyt dziwnie, da się mnie zrozumieć?

 

I na tym Klemens na razie musiał zakończyć. Mamusia stwierdziła, że już północ.

 

W pracy na niczym nie mógł się skupić. Na początku próbował jeszcze przez chwilę wymyślać podopiecznym jakieś „twórcze zabawy”, np. „łapanie wujka za wąsy”, ale w końcu, bez wąsów i siły na cokolwiek, usiadł przy biurku i powiedział:

- A teraz macie szansę na wykazanie się kreatywnością. Następną zabawę wymyślicie sami!

I wtedy wszystko wokół przestało dla niego istnieć.

Mógł się całkowicie oddać uskutecznianiu swojego nowego natręctwa. Po godzinie rozmyślań zadzwoniła do niego mamusia.

- Jak tam dzieci?

- Nie wiem.

- OK...Ty się chyba nie wyspałeś. A mówiłam: kładź się, bo nie wstaniesz rano do przedszkola!

- Nie, to nie to.

 

I w tym miejscu Klemens zaczął opowiadać jej ze szczegółami o całej sprawie. Mamusia długo nie wiedziała co odpowiedzieć. Chyba ją zamurowało.

- Powiedz mi dziecko, czy ty coś pijesz? - palnęła w końcu nie na temat.

- Już ci mówiłem, że jak jestem w pracy to mam zamknięty żołądek i nic do niego nie wlatuje.

- To niedobrze, trzeba zrobić tak, żeby wlatywało. Opowiadałam ci już, że od niepicia robią się zmiany w mózgu? Ty je już chyba masz.

 

Wtem Klemens usłyszał, że ktoś wszedł do sali. Rozłączył się i westchnął. Zapomniał, że nie jest u siebie w domu.

To był Eustachy, inny przedszkolanek.

- O co chodzi? - spytał Klemens z upośledzoną miną.

- Miałem przeczucie, że u ciebie dzieje się coś niedobrego – odpowiedział tamten. - Więc zostawiłem swoje dzieci i przyszedłem uratować twoje.

- „A kto uratuje mnie?” - przemknęło przez myśl Klemensowi.

- Popatrz – Eustachy wskazał na dzieci, które właśnie robiły coś niebezpiecznego. Dla Klemensa.

Jak się okazało, dorwały jego telefon i teraz przeglądały esemesy, które pisał z mamusią. Ci którzy choć trochę potrafili czytać, sylabizowali je innym.

 

Nie wiadomo co dalej z tymi esemesami, Klemensem i jego zbrukaną godnością, gdyż nie jest to istotne dla fabuły. Ważne jest to, że Klemens zakochał się w Eustachym i przynajmniej na chwilę przestał myśleć o numerach butów. Ale ich kontakty nie powalały. Stawały się coraz płytsze, coraz bardziej obojętne. Może to dlatego, że Klemens z racji swojej nieśmiałości miał problemy z rozpoczynaniem rozmów i nigdy nie wychodził z inicjatywą. Czekał, aż Eustachy odezwie się pierwszy. A Eustachy się nie odzywał.

 

Pewnego wieczoru po powrocie z przedszkola, po kolejnym dniu spędzonym bez integrowania się z Eustachym, sfrustrowany Klemens odpalił Facebooka i zechciał odnaleźć na nim profil ukochanego. Kiedy go znalazł, od razu chciał na niego kliknąć, ale w jego głowie pojawiły się obawy, że jakimś nadprzyrodzonym cudem niechcący coś kliknie, zaprosi go do znajomych, albo nie daj Boże polubi jakiś jego post. Więc, żeby pozbyć się lęków postanowił założyć osobne konto. Nazwał je Michalina Nowakowska.

 

Michalina Nowakowska wysłała Eustachemu zaproszenie do znajomych. Ten je przyjął. I wtedy Klemens postanowił z nim porozmawiać na Facebooku.

- Cześć, Eustuś, bardzo mi się podobasz. Ładniutki jesteś.

- Znamy się?

- No jak to, nie pamiętasz mnie? Chodziliśmy razem do przedszkola. Potem nasze drogi się rozeszły. Ale ja wciąż o tobie pamiętam.

- Czekaj, czekaj, twoje imię coś mi mówi. Coś bardzo nieprzyjemnego, ale mam to zakopane gdzieś głęboko w mózgu...Trudno mi sobie przypomnieć…

- Ale co?

- A tak, Michalina! Już pamiętam! Won, nie wracaj do mojego życia! Przecież mówiłem, że nie chcę cię znać! Po tym wszystkim, co mi zrobiłaś, tak beztrosko do mnie piszesz… Ty to masz tupet.

Klemens poczuł jak mocno wali mu serce. Tak jakby miało zaraz pęknąć.

Chciał tylko poderwać Eustachego, a zamiast tego ten napisał do niego tyle paskudnych rzeczy.

Zrobiło mu się gorąco z wrażenia. Drżącymi palcami odpisał:

- A co takiego zrobiłam?

- Och, jaka bezczelna. Nie pamięta, co zrobiła. Dobre sobie. Nakablowałaś na mnie pani, że za wysoko bujam się na huśtawce. I musiałem zejść. A inni się ze mnie śmiali i mówili, że jeszcze trochę, a rozwaliłbym sobie łeb.

W tym momencie Klemensowi napłynęły do oczu łzy. Musiał zawołać mamusię.

Następna godzina minęła na wspólnym przeglądaniu profilu Eustachego.

- A gdybym sobie tutaj wcisnęła serduszko? - mruknęła mamusia na widok jakiegoś jego zdjęcia.

Na tym zdjęciu leżał na łóżku zawinięty szczelnie w ciepły koc, w szlafmycy i z wielkim termoforem w łapach. Pod nim był podpis „Pierwszy dzień zimy. Pff, jak zimno!”.

A w komentarzach:

Belzebub Szaliczek - „Nom, trzeba już się cieplej ubierać.”

Zbyszek Chamkowski – „Wy*ierdalaj z tym g*wnem.”

Elina Kocmołuch - „Aww, jakiś ty słodki!”

 

Klemens wybałuszył oczy. I...chwila...spostrzegł, że jest właśnie zalogowany na swoim prawdziwym profilu!

Na szczęście w porę zdążył powstrzymać matkę od „zrujnowania mu życia” tym serduszkiem.

 

Następnego dnia nastąpił przełom. Eustachy do niego zagadał! Niby od niechcenia zagaił o pogodzie kiedy minęli się na korytarzu, ale jednak.

I jakoś tak wszystko się potoczyło, że tym razem kontakt się nie urwał i już następnego wieczoru Klemens siedział ze swoją sympatią przed komputerem i omawiał swego zajoba dotyczącego numeru buta wymyślonej postaci.

Z początku bał się trochę, że Eustachy go wyśmieje, ale ku jego uciesze ten również przejął się sprawą. Hura! Znalazł swój swego.

- Nie, tak być nie może – stwierdził kategorycznie Eustachy po bardzo długim wspólnym przeszukiwaniu całego internetu w poszukiwaniu rozwiązania „problemu” lub chociażby jakichś poszlak. - Ten autor to jakiś dziwny człowiek. Dlaczego pozostawił ten cholerny numer w niejasności? No niestety, wygląda na to, że nie mamy wyjścia. Musimy do niego napisać.

 

Zrobili to. Nie odpisał. Musieli w końcu dać sobie z tym spokój i zająć się realnym życiem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bajkopisarz pół roku temu
    Świetne :) Naprawdę świetne, rzadko się to zdarza, ale parsknąłem śmiechem w więcej niż paru momentach. Absurd jaki uwielbiam, raz jest śmiertelnie poważnie, a zaraz cała ta powaga znika pod grubą warstwa kpiny i szydery.
    Poproszę o więcej, doskonale poprawia mi to humor. Mamusia Klemensa niniejszym zostaje moją faworytką do tytułu Matki Roku, a mamy dopiero styczeń :)
  • Alaiasia pół roku temu
    Serdecznie dziękuję!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania