Wartość Bezwzględna

- Minęło dobrych kilka lat zanim pogodziłam się definitywnie i zaakceptowałam pewne rzeczy, lecz był to niezwykle długotrwały i mozolny proces. I strasznie powolny, ponieważ zajął mi on dokładnie 4967 dni, które przeżyłam życiem, jakby zupełnie innej istoty, jakieś kosmicznej postaci. To była jakaś " dziwna" obcość w pozornie tym samym dobrze znanym ciele, bo przecież należało do mnie. Dopiero kiedy przyzwyczaiłam się do tego odmiennego stanu i nauczyłam się zgodnie i w harmonijnej symbiozie współpracować z tą nową powłoką, a nawet po pewnym czasie wspólnej jedności całkiem polubiłam to swoje odmienne wcielenie i czułam się w nim zdecydowanie lepiej niż w poprzednim. Tak mocno pozszywanym, że po prostu się na mnie rozsypującym...

 

Dopiero teraz: mogłam zacząć budować wszystko spokojnie od nowa. Świata, który nie miał kompletnie nic wspólnego z tym tak mocno znienawidzonym i przeklinanym - ludzkim. W swojej kreacji rzeczywistości miałam w ogólne nie dostrzegać ani nie zwracać uwagi na ten żałosny podgatunek.

 

- Już dawno przestałam odczuwać jakąkolwiek potrzebę rozmowy, spędzania z kimś czasu czy generalnie kontaktu z innym człowiekiem. Nie potrzebowałam absolutnie jego bliskości, ciepła ani towarzystwa. Nauczyłam się funkcjonować sama dla siebie.

 

I nagle wszystkie osobniki stały się dla mnie jednakowe. Zupełnie nie przestałam dostrzegać różnice pomiędzy nimi. Nawet płeć przestała być dla mnie widoczna. Ten, ta czy tamten wszyscy byli identyczni, więc tak samo przezroczyści, bez znaczenia i obojętni. Absolutnie zbędni.

 

- Raz czy może dwa spróbowałam spotkać się z kimś z "tamtego okresu", na kim kiedyś mi bez wątpienia zależało, ale nie było sensu się dłużej okłamywać - to "utracone życie" oddalało się już nawet w mojej pamięci, a ja na pewno nie mam zamiaru nigdy więcej za nim ślepo gonić.

 

Wybrałam ucieczkę do bezpiecznego miejsca, schronienia, azylu - bez ludzi. Ukryłam się we wnętrzu swojego umysłu...Gdzie moje Ja czuje się najlepiej i chyba zostanę tutaj nieco dłużej... Być może, że tym razem będzie to wieczność...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Shogun 2 tygodnie temu
    Hmm, myślę, iż to nie jest tak, że nie chcę przebywać z innymi ludźmi, bo człowiek, bez kontaktu z drugim człowiekiem długo nie wytrzyma, lecz po prostu nie trafiła jeszcze na tych właściwych ludzi. Tak mi się bynajmniej wydaje.
    Pozdrawiam :)
  • Bajkopisarz 2 tygodnie temu
    „dokładnie 4967 dni,”
    Yes, yes, yes! Cztery tysiące dziewięćset sześćdziesiąt siedem dni 😊 Jak pewnego dnia napiszesz liczbę / cyfrę słownie to uznam, że nie chcesz, żebym czytał Twoje opowiadania 😊
    „jakieś kosmicznej postaci. To była jakaś „
    2 x jakieś
    „ciele, bo przecież”
    Lepiej które zamiast bo
    „i nauczyłam się zgodnie i”
    Się zbędne
    „Świata, który nie”
    Świat
    „Zupełnie nie przestałam dostrzegać”
    Chyba bez nie?

    Niekiedy bardzo dobrym pomysłem jest wymiana starego świata na nowy, starych znajomych na nowych, starych nawyków na nowe itd. Nowe rozdanie, nowa szansa, nowe możliwości, nawet może nowa nadzieja (no, może bez przesady). Jeśli stary świat składa się tylko z pomników, które popadają w coraz większą ruinę, trzeba go zostawić za sobą. Czy schowanie się we własnej skorupce jest rozwiązaniem? Przejściowym jak najbardziej. Możliwe nawet, że rozwiązania przejściowe utrzymają się bardzo długo, dlatego, że pozostają pozycją otwartą – wszystkie możliwości są wciąż dostępne.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania