Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Wciąż chcę z tobą być - Rozdział 13

Nie mam ochoty na kłótnię, a już na pewno nie z Wiki. Próbuję na szybko zebrać myśli, co jest niewykonalne. Nie chcę na nią patrzeć. Ma na sobie obcisłą sukienkę, a z tą wkurzoną miną… Tak bardzo przypomina dawną siebie.

– Zadałam pytanie, Aleks!

– I tak wiesz lepiej, więc po co mam tracić czas na tłumaczenie, skoro i tak w to nie uwierzysz?

Wiki mruży gniewnie oczy.

– Kto zaczął?!

– Zgadnij – rzucam, uśmiechając się krzywo. – Ignorowałem go, ale chłopaczek nie dawał za wygraną. Koniecznie chciał mi dowalić. Patrząc na jego obitą mordę można łatwo wywnioskować, że mu się udało.

– Niby co takiego zrobił? – drwi.

Zaciskam usta, mierząc ją nieprzychylnym spojrzeniem. Nie powiem, ile dla mnie znaczy, że wciąż ją kocham. Ona tego nie chce. Stoi przede mną, gotowa w każdej chwili bronić swojego nowego chłopaka.

– Pieprzył głupoty.

– Czyli?

– Psuł imprezę.

– Aha – syczy. – To idealny powód, aby złamać komuś nos! Aleks, co z tobą?!

Łapie się za włosy, a potem nerwowym ruchem przeczesuje je palcami. Uczucia kopią mój żołądek. Jest taka… Żałuję, że tak zakończyłem tamten wieczór. Nie mogę stać na drodze, bo go kocha. To przecież, kurwa, oczywiste. Inaczej nie stałaby tutaj i nie wydzierałaby się na mnie.

– Wypiłem trochę za dużo i…

– I co? – warczy. – To dało ci pozwolenie na…

– Przepraszam.

Zamyka usta, marszcząc brwi. Jest zaskoczona, dokładnie tak jak ja. Nie potrafię uwierzyć, że to powiedziałem. Spuszczam wzrok na zdarte kłykcie. Odruchowo zaciskam pięści. Gdybym już wcześniej poradził sobie z uczuciem do niej, pewnie nie musiałbym brać udziału w bójce.

– Aleks, co się dzieje?

Podnoszę wzrok. Wiki patrzy na mnie ze współczuciem wymalowanym na twarzy. W brązowych oczach nie ma już miejsca na uczucia, nie w moją stronę.

Jestem taki żałosny w tej swojej rozpaczy…

Maciek się jej oświadczy. Wezmą ślub. Zamieszkają w pięknym domu. Ona urodzi mu dziecko, potem drugie. Będą szczęśliwą rodziną.

Nie mogę dłużej w tym trwać, w tym pierdolonym zawieszeniu.

– Nic. Mam dużo pracy. Możesz już iść.

– Aleks, na pewno wszystko…

– Tak – mówię zirytowany. – Przeproś Maćka w moim imieniu.

Unosi wysoko brwi.

– Mówisz poważnie?

– Tak.

Nie wygląda na przekonaną. Wpatruję się we mnie i nie wiem, co mam o tym myśleć. Może kiedyś mógłbym karmić się nadzieją, że wciąż coś dla niej znaczę, ale nie dziś. Nie tym razem.

Wiki odeszła. Zamknęła mi drzwi przed nosem. Wyciągnąłem pomocną dłoń, a na ona przytrzasnęła mi palce. Minęło tyle lat i nic nie uległo zmianie. Wciąż byliśmy zbyt skomplikowani, aby nawiązać normalną relację. Nie potrzebuję więcej rozczarowań.

– Na razie – rzucam obojętnie i przysuwam się do biurka, sięgając po stos nieuporządkowanych raportów.

– Cześć – szepcze, a potem wychodzi.

Oddycham z ulgą w chwili, gdy zamykają się za nią drzwi.

Tak będzie lepiej. Dam sobie radę. Wiki nie może być moim wszystkim.

 

 

Ledwo kończę jeść, a do kuchni wparowuje Laura z ogromną torbą.

– Mam sukienkę na ślub.

– Byłaś z matką na zakupach?

– No! – krzyczy podekscytowana. – Pozwoliła mi kupić taką wymarzoną! Wyglądam w niej jak księżniczka, wiesz?

Parskam śmiechem.

– Dobrze, księżniczko. Wskakuj w kieckę i rób pokaz. – Zerkam na Stefana, rozwalonego na kanapie. – Chodź tu kocie. Księżniczka zwołuje lud na prywatną audiencję.

Słyszymy miauczenie. To Stefan ziewa, rozciągając łapy we wszystkie strony. Zeskakuje na ziemię i powoli drepcze w stronę Laury. Znowu miauczy, tym razem ponaglająco.

– No to chyba znaleźliśmy księcia.

Laura mrozi mnie spojrzenie i ucieka do pokoju. Wraca po niecałych dziesięciu minutach. Szczęka mi opada. Zadowolona siostra obraca się, a z jej twarzy nie schodzi uśmiech.

– I jak? – pyta, łapiąc za materiał sukienki. Podnosi go, a on wolno opada. – Cudna, prawda?

Coś ściska mnie w dołku. To już nie jest malutka Laura. Boże, kiedy tak wyrosła?

Sukienka sięga jej do kolan. Uszyta z bardzo lekkiego materiału, porusza się przy najdrobniejszym ruchu. Patrzę na Stefana, który wlepia swoje oczy w Laurę. Jego ciche miauknięcie brzmi jak aprobata. Siostra gwałtownie bierze go na ręce i obraca się razem z nim, głośno śmiejąc.

„Tato, gdybyś tylko mógł to widzieć…” – przechodzi mi przez myśl.

Ścieram palcami kąciki oczu, w których gromadzą się łzy.

 

 

Wychodzę z pracy pod ostrzałem spojrzeń innych pracowników. Arek darował sobie całkowicie. Nie powiem, zaskoczyła mnie zmiana w jego zachowaniu. To trwa już parę dni. Chyba muszę wyglądać jak kupka nieszczęścia.

Kurwa. Od kiedy jedna kobieta może tak zniszczyć faceta?

Poprawiam torbę z laptopem na ramieniu i wdycham ciepłe, letnie powietrze. Robi mi się trochę lżej na duszy. Muszę znaleźć sposób, aby zapomnieć. Jak najszybciej.

– Hej!

Mrużę oczy, a potem obracam głowę w stronę Klaudii.

– Co ty tutaj robisz?

Chowa dłonie za plecami, bujając się lekko na boki. Z jej twarzy nie schodzi ten śliczny uśmiech, który zapamiętałem z tamtej imprezy.

– Popytałam trochę tu i tam. – Wzrusza ramionami. – Straciłam cię z oczu po tamtej dość agresywnej wymianie zdań z tym stalkerem. Nie zdążyłeś dać mi swojego numeru telefonu.

Parskam śmiechem.

– Nie zdążyłem, tak?

– Dokładnie tak, Aleks.

Kręcę głową z niedowierzaniem.

– Skąd pewność, że chciałem?

– Bo jestem miła i ładna, dobrze tańczę i często się uśmiecham.

– Prawda. – Omiatam ją spojrzeniem. Jest naprawdę śliczna. – To może w ramach rekompensaty, pójdziesz ze mną na kawę?

Znowu się uśmiecha.

– Z miłą chęcią. Skoro tak prosisz.

Odwzajemniam uśmiech.

– No tak.

Wybucha śmiechem. Nie mogę oderwać oczu od jej radosnej twarzy. Czy ta dziewczyna w ogóle wie, czym jest smutek?

 

 

Klaudia próbuje kawy. Przykłada usta do filiżanki, a po chwili krzywi się, jakby kazano jej wypić truciznę.

– Ktoś chyba nie wie, czym jest cukier – mówi, marszcząc nos.

– Tak bardzo lubisz słodkości?

– Uwielbiam!

Zakrywam twarz dłonią, gdy dosypuje trzy łyżeczki cukru.

– Wypijesz to? – upewniam się.

– A co, Aleks? Nie lubisz słodkości?

Unosi brew, upijając łyk kawy.

– Skąd ta pewność?

– Nie wiem, ty mi powiedz.

Nie spuszcza ze mnie wzroku. To całkiem przyjemne uczucie, gdy dziewczyna nie ukrywa swojego zainteresowania, ale jednocześnie nie zachowuje się jak napalona idiotka.

– Zależy jaką definicję słodkości masz na myśli.

Przymyka powieki, a na jej policzkach pojawiają się rumieńce.

– Dobra, wygrałeś!

– Zmieńmy lepiej temat nim zamienisz się w truskawkę.

Nadyma policzki, więc wybucham śmiechem.

– Jesteś okropny!

– Lubię truskawki – mówię szczerze, puszczając jej perskie oko.

Odwraca wzrok, a jej rumieńce ciemnieją.

– Masz o wiele lepszy humor niż wtedy, gdy twoi kumple wyprowadzali cię siłą z klubu.

Mina mi rzednie.

– Niekoniecznie chcę o tym rozmawiać.

– Dlaczego? – pyta, opierając podbródek na dłoni. – Zanim w coś wejdę, wolę czuć pewny grunt pod nogami. Chodziło o dziewczynę?

– Tak – wyduszam z siebie.

– Kochasz ją?

Zaciskam mocno usta.

– Okej, twoje milczenie jest dość wymowne. – Patrzy na mnie smutno. – A kim jest ten chłopak?

– Przyszłym narzeczonym.

– Och – wzdycha. – Ale jak to: przyszłym?

– Powiedział mi, że chce się jej oświadczyć.

– Skąd pewność, że powie „tak”?

– Bo go kocha.

Potrząsam głową, bo przed oczami mam Wiktorię w ramionach Maćkach. Ten widok będzie mnie prześladował do końca życia. Tego jestem pewien. Muszę się nauczyć z tym żyć. To jedyne rozsądne rozwiązanie.

– Przykro mi.

– Niepotrzebnie. To stara sprawa. Rozstaliśmy się ponad sześć lat temu.

Klaudia przygryza wargę, uważnie mi się przyglądając.

– A może kochasz tylko jej wspomnienie? – Sięga po serwetkę i zaczyna ją składać. –Miłość w jakiś sposób jest sentymentalna.

– Być może, ale dla nas nie ma już ratunku.

– To dlaczego on…

– Nie zna mnie. Nie wie, że z nią byłem.

– Czemu tak?

Wzruszam niedbale ramionami.

– Czy o takich rzeczach powinno się rozmawiać na randce?

Twarz Klaudii rozświetla uśmiech.

– Czyli jesteśmy na randce?

– Tak.

– Mogę zamówić ciasto? – pyta, trzepocząc rzęsami.

Zaczynam się śmiać.

– Dlaczego pytasz?

– Nie chcę, żebyś uważał mnie za głodomora.

– Obsesja na punkcie jedzenia? – pytam, unosząc brwi.

– Tak, bo przecież każdy ma jakiś nałóg, prawda?

Kiwam głową.

Myślę o Wiki, ale tylko przez chwilę.

Zamawiamy ciasto. Dla fanki słodkości biorę dwa kawałki. Jej oczy błyszczą, gdy kelner stawia przed nią talerz. Oblizuje wargi. Skupiam spojrzenie na delikatnych ustach i od razu odwracam wzrok. Nie rzucę się w wir zauroczenia. No bez przesady. Klaudia wygląda na porządną. Nie złamię jej serca, bo potrzebuję pierdolonej odskoczni. Nie chcę, aby była moim klinem.

Nagle wpadam na pomysł. Jest idiotyczny.

– Klaudia, masz plany na przyszły weekend?

Łyżeczka zawisa w powietrzu.

– A co?

– Masz ochotę wybrać się ze mną na wesele?

Rozchyla wargi, wpatrując się we mnie ze zdumionym wyrazem twarzy.

– Ona też tam będzie?

– Tak, ze swoim przyszłym narzeczonym. – Krzywię się. – Jesteśmy przyjaciółmi Państwa Młodych, więc zostaliśmy ich świadkami.

– O cholera – jęczy. – To jest bardziej skomplikowane niż sądziłam.

– Nie wymagam zgody, ale…

– Obiecaj tylko, że poświęcisz mi trochę więcej uwagi niż jej, dobrze? – pyta cicho, z nadzieją. – Tylko o tyle cię proszę.

Otwieram usta ze zdziwienia.

– Czy nie powinnaś mnie ochrzanić?

– Nie – odpowiada z uśmiechem. – Od zawsze podejmuję mało rozsądne decyzje, a ciebie polubiłam od samego początku. Mam chyba słabość do skomplikowanych facetów.

– To nie wróży nic dobrego.

– Nic nowego. – Wygina usta w smutnym uśmiechu. – I jeszcze jedno. Zawsze bądź ze mną szczery. Zawsze, dobrze?

Nie chcę jej skrzywdzić.

– Dobrze.

Klaudia wraca do jedzenia ciasta, a ja przyglądam się jej w milczeniu. Ta pokręcona relacja chyba ma na mnie dobry wpływ. Dawno tyle się nie uśmiechałem… Ta dziewczyna wyciąga ze mnie wszystko co dobre.

Może nie jestem stracony.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • candy 4 dni temu
    Lubię Klaudię :D
  • candy 4 dni temu
    I w sumie spoko , że Aleks ja zaprosił. Może będzie się lepiej bawił, a Wiki coś ruszy :D niech w końcu pokaże choć odrobinę dawnej siebie xD
  • Elorence wczoraj o 23:01
    candy, ufff :D Chciałam, żeby Klaudia była lubiana. Sama ją uwielbiam. I Wiki ma problem xD

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania