LBnP XXIV Wentyl

Lata młodzieńcze to najpiękniejszy czas: przypominają okres wakacji, porę odpoczynku przed ciężką harówką w nadchodzącej, srogiej zimie zwanej dorosłym życiem; te lata to pora pełna słońca i dojrzewających owoców znajdujących się w zasięgu dłoni, wszystkich, jadalnych i niejadalnych, tych zdrowych i tych zakazanych.

Właśnie za tymi latami czasem najbardziej tęsknię; za tym gówniarskim, beztroskim etapem, pełnym niewinności, pełnym naiwności, pełnym ufności i wiary, za czasem, gdzie jedynym obowiązkiem było umycie rąk i zębów, za czasem dziecięcych psot, za piaskownicą z placu zabaw, za trampkowymi defiladami pod hasłem „Do odważnych świat należy! Przecież wyjdziemy z każdej opresji – wszystkie urwisów rany czas zaleczy!”

 

W młodości myślałam, że przyciągam pecha, ale jemu, w magiczny sposób, nie wiedząc czemu, towarzyszyło również szczęście. Jeszcze nie rozumiałam pewnych zależności. Pamiętam fatalne zbiegi okoliczności, na które nie miałam wpływu; ale prawdą jest, że najczęściej nieszczęścia ściągamy na siebie sami. Taka pułapka określonych typów zachowań i sposobów myślenia prowokujących pecha. Prawo akcji, prowokacja, moje drugie przyłatane w pustym miejscu imię.

Niepowodzenia lubią kumulować się w postaci wrażenia, że los uwziął się właśnie na nas. Całe szczęście moja gwiazda pomyślności zawsze wyciągała pomocną dłoń. Czasami bolesną: czy to w postaci kłującego agrestu, kolczastego krzaku, który załagodził upadek z balkonu u szkolnej koleżanki, mieszkającej chwała Bogu, na parterze, ale również w postaci objęć mamy, która pohamowała swój lęk i chęć krzyku, widząc swoje trzyletnie dziecko, siedzące beztrosko, okrakiem na doniczkach balkonowych, zbyt zajęte wyrywaniem kwiatków, by myśleć o lęku wysokości. Sądzę, że upadku z czwartego piętra, nie załagodziłby żaden krzak.

 

Miałam sześć lat, gdy spacerowałam z koleżanką, sąsiadką chodnikiem wzdłuż pewnej ruchliwej drogi. Niewiele pamiętam, oprócz pisku opon i czarnej dziury; pustki, nad którą stał tłum gapiów. Pod wpływem alkoholu, dwójka szczylów po osiemnaście lat, urządziła sobie wyścigi brykami, furami o marce sto dwadzieścia sześć P. Koleżanka odbiła się od płotu, w który ja zostałam wgnieciona, i wylądowała na masce samochodu. Raz na górze raz na dole, jak to mówią. Płot był stary, druciany i stracił swoją stabilność, słupy wspierające siatkę, zostały wybite z ziemi. Kilka metrów dalej rozciągał się płot betonowy. Trochę to trwało, zanim zjawiło się pogotowie i policja. O dziwo nikt z gapiów ich nie wezwał. Zrobiła to moja ciocia, która akurat przeszła na drugą stronę ulicy, zobaczyć co się stało i rozpoznała mnie. Po wypadku chwilowo nie mogłam chodzić. Prześwietlenie nic nie wykazało. Gdy paraliż minął, stanęłam na nogi. Nic poważnego się nie stało, mi ani jej, ale nocami powracały długo, koszmary w postaci nadjeżdżających i zbliżających się pojazdów do unieruchomionej mnie. Dostałam od sprawcy w ramach przeprosin bombonierkę. Prosił moich rodziców, by nie wnosili pozwu do sądu. Byli wściekli, ale nie złożyli wniosku, bo w życiu różnie może być.

Owszem może. Rodzice sąsiadki wnieśli pozew i w sumie nie wiem, jak to się skończyło, bo zapamiętałam inny koniec, innej historii.

Ojciec koleżanki, zawodowy kierowca samochodów ciężarowych, parę lat później od wspomnianego wypadku, potrącił kobietę w ciąży. Zginęła na miejscu ona i jej nienarodzone dziecko. Panowały wówczas fatalne warunki drogowe; wczesna zima, opady deszczu ze śniegiem. Kobieta weszła na jezdnię parę metrów przed pasami dla pieszych. Podczas hamowania pojazd wpadł w poślizg. Orzeczono, że chociaż jechał zgodnie z przepisami, powinien zachować większą czujność i ostrożność z powodu niekorzystnej pogody.

Po tym wydarzeniu sąsiedzi się rozwiedli. Jego żona przeprowadziła się z trójką dzieci: Konradem, Agnieszką (z którą miałam wspomniany wypadek) i najmłodszą córką Sabiną do Katowic.

Żal mi ojca sąsiadów. Lubił wypić, ale był łagodny jak baranek; za to ona prawdziwa, do tego tęga lwica. Nie układało im się w małżeństwie. Nie raz wykorzystywała okazję, by po kłótni pozbyć się męża z domu. Dzwoniła na policję, mówiła, że mąż pije i ją bije. Wierzyli jej, a jego zabierali na izbę wytrzeźwień. Wypadek, który spowodował, ostatecznie zapieczętował, a raczej rozpieczętował już wcześniej zaplanowany rozwód.

Tak rozeszły się nasze drogi bliskiego koleżeństwa, mojego i naszych rodziców. Kiedyś mieszkali w tej samej klatce, dwa piętra niżej. Kiedyś rodzice imprezowali w jednym mieszkaniu, a my osobno w drugim, będąc pod „opieką” starszych dzieci. Ja byłam podopieczną Konrada, miałam wtedy z siedem lat, on z jedenaście. Często się uśmiechał, sprawiał wrażenie sympatycznego, choć były to bardziej nerwowe niż radosne grymasy ust i oczu.

Udawaliśmy superbohaterów, marzyliśmy o lataniu, ćwiczyliśmy na umeblowaniu naszych pokoi. Skakaliśmy z szafy na fotele, czasami oddalając je coraz bardziej. Rywalizacja polegała na tym, kto dalej skoczy i bezpiecznie wyląduje. Ta sama zabawa odbywała się z rozhuśtanych huśtawek, czy z schodów.

 

Wracając do naszych mieszkań, my przetrwaliśmy, szafy też, fotele nie. Dziecięce motyle w głowie to jedno, a skrzydła u ramion to drugie. Nie zapomnę jednej wspólnej przejażdżki rowerem. Konrad zjeżdżał ze stromej drogi, a ja wraz z nim na bagażniku. Nabieraliśmy coraz większej prędkości, która nas przerosła. W sumie to bardziej mnie. Jego mógł zatrzymać tylko upadek. Nie znał granic. Lubił je przekraczać i lubił mieć mnie wtedy przy sobie. Zawołałam: „Hamuj!”. Zahamował. Przeleciał przez kierownicę, a ja przejechałam dalszą część drogi na kolanach i nadgarstkach, które później długo dochodziły do siebie.

Oprócz tego Konrad lubił podkradać drobne słodycze w sklepach. Nie wiem, dlaczego to robił i dlaczego nie skończyło się to tylko na słodyczach. Trochę mi głupio, bo nikomu nie powiedziałam, chociaż wiedziałam, że robi coś złego. Jeszcze głupiej, bo częstował mnie nimi, a ja je z przyjemnością zajadałam.

Z dziwnych wspólnych zabaw ze starszym sąsiadem zapamiętałam jeszcze jedną. Jak to mama również wspominała, wzajemnie kłuliśmy się szpilkami po tyłkach, chichrając się przy tym niezmiernie.

Zadziwiające jest to, jak całe przyszłe życie może zależeć od jednego błędu, od jednej chwili, która sprowadza nas na nieodpowiednie tory, prowadzące do nikąd, w przepaść. W jednej chwili jesteś beztroskim dzieckiem udającym super bohatera, najpierw zajadasz podkradzione cukierki, kradniesz wentyle z rowerów, potem rowery z sąsiedzkiej wspólnej piwnicy tak zwanej wózkowni; i tak z biegiem czasu kradzione zabawki, które łatwo przychodzą, stają się coraz bardziej drogocenne, od drobnostki do drogocennych kosztowności.

Poważne i tragiczne sprawy mają swój początek w bagatelizowanych błahostkach. Tak o to w jednej chwili super bohater, kończy w pace, która na zawsze przekreśla jego życie. Raz oskarżasz kogoś o spowodowanie wypadku, żądasz sprawiedliwości, która w końcu do ciebie przychodzi, gdy sam jesteś oskarżany.

Tak to los pogania przypadek, popychając go w plecy do przodu; na koniec dokopując życiu po tyłku.

Czasami, gdy wspominam nasze rodziny, tęsknię. Sama nie wiem za czym. Za beztroskim dzieciństwem, za czasem, gdy błahostki i głupie wybryki były bagatelizowane, czy za tymi szpilkami wbijanymi w tyłek?

Przetrwałam. Jestem super bohaterem zwyczajnej codzienności. Nie zapomniałam o lataniu; wciąż latam to w przeszłość, to w przyszłość, do miejsc, w których byłam lub chciałabym być, do miejsc i ludzi wymyślonych, ale co innego mieć jedno pióro w ręce, a co innego mieć pióra u ramion.

Możliwości i ograniczenia łączy i dzieli ten sam mur, zbudowany z setek małych cegieł; wypalonych z przypadków, czasami z konieczności, ale przede wszystkim z wyborów i konsekwencji.

Średnia ocena: 4.9  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Mane Tekel Fares miesiąc temu
    "co innego mieć jedno pióro w ręce, a co innego mieć pióra u ramion"
    To zapadnie mi głęboko w pamięć.
  • kalaallisut miesiąc temu
    Mane, dziękuję :)
  • Something miesiąc temu
    Refleksyjne, inteligentne i... do bólu prawdziwe. Do tego wszystkiego, świetnie napisane. Co więcej można dodać?
  • kalaallisut miesiąc temu
    Something dziękuję za tak pozytywne i budujące słowa:)
  • pasja miesiąc temu
    Witam
    Jak często powracamy w przeszłość. Otwieramy bramy swojego dzieciństwa tak bardzo beztroskiego i na swój sposób szczęśliwego. Rozbite kolana, zdarte łokcie i nawet poważniejsze urazy nie były niczym nadzwyczajnym i często niezauważalne przez rodziców.
    Każdy z nas pozostawił gdzieś tam cząstkę siebie, ale zabrał więcej ze sobą. bo to dzieciństwo kształtuje nas na przyszłość, sprzedaje nam
    kolorowe charakterki i czyni z nas super bohatera. Nawet dorośli coś mają z dziecka.
    Uroczy, spokojny obraz namalowałaś jak bliski mojemu. Dzisiaj tylko jak w filmie kadry migają przed oczami.
    Możesz wrzucić to na Bitwę na prozę... w temacie jak najbardziej. Tez coś skrobię, bo na razie zero w linkach.

    Pozdrawiam pięknie
  • kalaallisut miesiąc temu
    I ja pięknie dziękuję Pasja, sprawdzę wieczorem temat bitwy i wrzucę, bo coś tam raczej kojarzę było nas trzech;)
  • Justyska miesiąc temu
    "Miałam sześć lat, jak spacerowałam z koleżanką, sąsiadką chodnikiem wzdłużny pewnej ruchliwej drogi." wzdłuż
    " Konrad zjeżdżał ze stromej drogi, a ja wraz z nim na tylnym bagażniku." wydaje mi się, że tylny to zbędne dookreślenie
    To drobnostki.

    Jest to tekst, który zostanie w mojej pamięci. Wszystko ma swoje przyczyny, konsekwencje. Świetnie to pokazałaś i jeszcze to podsumowanie. Rewelacja.
    Dzieciństwo, każdy z nas w nim bardziej lub mniej tkwi wciąż w życiu dorosłym. Osobiście tęsknie, nie tęskniąc.

    Dziękuję za ten tekst.
    Pozdrawiam!
  • kalaallisut miesiąc temu
    Ja również tęsknię, ale niekoniecznie chciałbym jeszcze raz przez pewne historie przechodzić. Dziękuję Justyś wieczorem skoryguje usterki i cieszę się że odebrałaś ten tekst do wewnątrz siebie, pozdrawiam
  • jesień2018 miesiąc temu
    A ja nie tęsknię:) Choć wracam czasami do wspomnień i mam wiele pięknych... Ale teraz czuję się jakaś taka... bardziej wolna jednak. I zdecydowanie nie chciałabym wracać do niektórych historii, no właśnie:)
  • kalaallisut miesiąc temu
    jesień2018 ja tęsknię tylko za pewnymi wycinkami, a i później były okresy smutne i pełne walki i przetrwania, tęsknię za beztroską i wariactwami pewnymi, zabardzo się przejmowałam i brałam do siebie wiele spraw z którymi nie umiałam sobie poradzić.
  • jesień2018 miesiąc temu
    kalaallisut to możemy sobie podać ręce :)
  • Pan Buczybór miesiąc temu
    Świetne opowiadanie. Nostalgia, trochę smutny nastrój, ale dobrze oddana tęsknota do dzieciństwa. Słodko-gorzkie życie, większość z nas tak ma, tylko proporcje się zmieniają. Świetne przemyślenia, to z piórami było bardzo dobre. Wzbijać się, upadać, nie wypadać z gry. Pod względem technicznym też bardzo dobrze. Idealne przekazanie myśli, spójne, bez zbędnych ozdób i zdań. Szczerze, jedno z lepszych opowiadań jakie ostatnie czytałem.
    Pozdro
  • kalaallisut miesiąc temu
    "Szczerze, jedno z lepszych opowiadań jakie ostatnie czytałem." Oj Bucz teraz mi posłodziłeś mocno :)) dziękuję
  • Canulas miesiąc temu
    Udwrzasz w uniwersalną nostalgię, więc nie dziwi dobry odbiór.
    Ładnie napisany tekst. Do tego oparty na przykładach z którymi łatwo mi się utożsamić.

    "Parę lat później od wspomnianego wypadku, potrącił kobietę w ciąży. Umarła na miejscu, w sumie była to podwójna śmierć." - skoro wypadek, dałbym "zginęła".
  • kalaallisut miesiąc temu
    Heloł Can, fajnie że wróciłeś:)) wieczorem korekty, dziękuję pięknie i pozdrawiam
  • Canulas miesiąc temu
    kalaallisut, taaaaa ;)
  • kalaallisut miesiąc temu
    Canulas chociaż jesteś jakiś nieswój ;)
  • sensol miesiąc temu
    "ale co innego mieć jedno pióro w ręce, a co innego mieć pióra u ramion" - jakie to cudne! cały tekst jest właściwie o tym jednym. pamięć, to jedno, czego nikt nam nie zabierze. fajnie pokazałaś podróż w czasie, do korzeni. gratulejszyn :)
  • kalaallisut miesiąc temu
    Wielkie dzięki Sensol :)
  • Artbook miesiąc temu
    Zabrałaś mnie w bardzo ciekawą podróż, w której widziałem sporo znajomych miejsc ;-) Twój tekst obudził wspomnienia i nostalgię za tym co już minione, ale jeszcze żywe w pamięci. Lubię takie "wykopaliska" od czasu do czasu, bo wywołują uśmiech na twarzy, choć jak słusznie napisałaś, nie wszystko za dzieciaka było takie kolorowe...
    Podobają mi się w twoim tekście różne wstawki, które stanowią interesujące przemyślenia czy wnioski już dorosłej osoby, która widzi to wszystko z innej perspektywy.
    Dobry tekst :-)
    Pozdrawiam!
  • kalaallisut miesiąc temu
    Artbook dziękuję i jakże mi miło, że udałeś się we własną podróż wstecz dzięki temu tekstowi. Dziękuję za bardzo miłe słowa i pozdrawiam:)
  • jesień2018 miesiąc temu
    To brzmi jak prawdziwe wspomnienia:)
    Bardzo ładny, nostalgiczny tekst. Dobre przemyślenia.
    Tu bym poprawiła: "częstował mnie nimi, a ja je z przyjemnością zjadłam" -> "jadłam" albo "zajadałam".
    Warto było tu zajrzeć, rzadko zdarzają się teksty, które naprawdę potrafią zmienić mój nastrój. Ten to zrobił:)
  • kalaallisut miesiąc temu
    Jesień... Prawdziwe (na szybko zmieniałam jeszcze imienia na fikcyjnego) o zajadałam - myślałam wcześniej, umknęło, wieczorem poprawię. Dziękuję ślicznie za jakże miły odbiór i z twojej strony:)
  • Bożena Joanna miesiąc temu
    Można odnaleźć siebie w tym opowiadaniu, różne przypadki, marzenia o lataniu, a wszystko kończy się zwyczajną codziennością, co łanie podsumowujesz "Możliwości i ograniczenia łączy i dzieli ten sam mur, zbudowany z setek małych cegieł; wypalonych z przypadków, czasami z konieczności, ale przede wszystkim z wyborów i ich konsekwencji". Serdecznie pozdrawiam!
  • kalaallisut miesiąc temu
    Bardzo Ci dziękuję Bożena za podzielenie się refleksją. Pozdrawiam ciepło!
  • Super.
    Witamy w Bitwie i życzymy wygranej
  • kalaallisut miesiąc temu
    Linki mi czy mnie ?się nie linkują
  • wkleiłam, ale może spróbuj jeszcze raz żeby było wiadomo kto
  • Mane Tekel Fares miesiąc temu
    https bez "s". Musisz ręcznie wykasować "s"
  • kalaallisut miesiąc temu
    Mane Tekel Fares dziękuję, faktycznie!!!
  • Mane Tekel Fares miesiąc temu
    kalaallisut To zależy od przeglądarki. Na Operze opowi ma status strony niezabezpieczonej i esa nie ma. Na IE np. może być. Ale jak widzisz na wszystko jest sposób.
  • kalaallisut miesiąc temu
    Mane Tekel Fares czyli taki powód, dobrze wiedzieć i że da się obejść.
  • Maurycy Lesniewski miesiąc temu
    Bardzo przemyślany i dobrze poukładany tekst.
    Naszły mnie takie myśli, że my ludzie, „programowani” jesteśmy w młodości na resztę życia i jeśli parametry „programu” są ok wtedy super, ale czasem trzeba ciężko walczyć o to, aby wprowadzić właściwy azymut dla własnego losu, który często nosi znamiona zatracenia.
    To może niezrozumiałe, co napisałem, ale to bardziej moje osobiste przemyślenia wywołane po lekturze Twojego tekstu.
    5 oczywiście !
    Kłaniam się! :)
  • kalaallisut tydzień temu
    Zrozumiałe Maurycy! Dziękuję
  • Literkowa Bitwa na Prozę 2 tygodnie temu
    Zapraszamy Szanowną Autorkę do głosowania.
  • Prosimy zagłosować do północy
  • kalaallisut tydzień temu
    Przepraszam mam przerwę do końca lipca.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania