Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Wiara czyni cuda /z cyklu: Najważniejsze jest ostatnie zdanie/

W południowej Kalifornii rzadko pada deszcz i ten słoneczny, wiosenny dzień w Los Angeles nie należał do wyjątków. Dzięki temu doktor Rogan mógł po południu zrobić to, co lubił najbardziej: wypić kawę przy stoliku na zewnątrz baru „Najlepiej u Joego”, w spokojnej części miasta, i zrzucić z siebie zmęczenie po pracy.

Nużyło go nie tyle samo zajęcie, które wykonywał, ile codzienna rutyna. Praca była dobrze płatna, odpadało też wiele problemów, jakie mieli jego koledzy ze studiów, kardiolodzy czy neurolodzy, walczący miesiącami o zdrowie pacjentów. W jego szpitalu nie mówiło się o „wyleczeniu”, lecz raczej o „pomocy”, „rozwiązaniu problemu”, a kobiety nie zagrzewały w nim długo miejsca. O ile w ogóle lekarze wchodzą w bliższe relacje z pacjentami, z pewnością nie był to ten przypadek. Krótko mówiąc: zarobki wysokie, kłopotów mało. I to 45-letniemu kawalerowi bardzo odpowiadało.

Leniwie wypijana kawa, kontemplacja ulicy i nienatarczywe przyglądanie się przechodniom pozwalało Roganowi wejść na jałowy bieg. Zwykle błądził wzrokiem daleko, pozwalając myślom dryfować. Dodatkowo, chroniło go to przed nagabywaniem przez nieznajomych. Miał swój świat i nie miał ochoty na rozmowy o niczym, a już na pewno o czymś ważnym, z przypadkowymi ludźmi.

Gdy był w połowie filiżanki, zorientował się, że ktoś mu się przygląda. Nie było to specjalnie trudne, nieznajomy, siedzący na wprost, przy sąsiednim, okrągłym stoliku, wcale się z tym nie krył.

Nie wyglądał na Kalifornijczyka. Wysoki, dobrze zbudowany, o jasnej karnacji i blond włosach mógł być Europejczykiem, być może Skandynawem – jak ocenił doktor Rogan, biegły w geografii świata. To pozostałość po nastoletnich pasjach, kiedy zastanawiał się, w jakich częściach globu i w czym mógłby ludzkości najbardziej pomóc. Ostatecznie skończyło się na pomaganiu... kobietom, jak to sobie definiował.

Postanowił spojrzeć na nieznajomego obojętnie, w nadziei, że go odstraszy, o dziwo jednak jasnowłosy, przyglądając mu się z lekko pochyloną głową, uśmiechnął się i powiedział „dzień dobry”.

Brak reakcji byłby niegrzecznością, nie w stylu uprzejmego, czasem wręcz uprzedzająco grzecznego, jak opisywały go pacjentki, doktora. Pozostało zatem skinąć głową z nadzieją, że nie zaowocuje to dłuższą rozmową.

– Czy pozwoli pan, że się przysiądę? Na... chwilę – powiedział z lekkim wahaniem nieznajomy.

Rogan rzecz jasna nie odpowiedział, co – rzecz jasna, jak pomyślał z przekąsem – nie powstrzymało intruza.

– Ładny dzień Bóg dał – stwierdził jasnowłosy.

Musiało to wywołać grymas na twarzy doktora. Żył tu i teraz, w słonecznej Kalifornii, wizję starca z siwą brodą urzędującego w bliżej nieokreślonym miejscu odrzucił już dawno.

Jasnowłosy zauważył grymas.

– Nie wierzy pan w Boga? – odgadł, i, o dziwo, uśmiechnął się, jak ktoś, kto usłyszał oczywistą nieprawdę.

– Wierzę w to, co widzę – odparł sucho doktor. – Nie interesują mnie religijne wymysły. Nie trzymają się kupy.

Rozmowa zmierzała zdecydowanie w najgorszym możliwym kierunku.

Nieznajomy spojrzał na niego poważnie i badawczo.

– Religijne... Wie pan, w czym tkwi paradoks? – zapytał z zaangażowaniem jasnowłosy. – Na świecie jest wiele różnych religii, mniej lub bardziej licznych, ich wyznawcy są święcie przekonani, że posiedli słuszną receptę na zbawienie. Z tym, że różnice między wieloma religiami nie są wcale takie wielkie. Gdzieś tam na końcu jest doskonała istota, ogarniająca, czego ludzki umysł pojąć nie zdoła, która coś radzi, podpowiada, aby przestrzegać uniwersalnych zasad. I mimo tego ludzie religijni nie są w stanie się ze sobą porozumieć... – zamyślił się jasnowłosy.

Rogan poczuł się pewnie. W co prawda niechcianej rozmowie, ale dobili do punktu, w którym mógł sięgnąć po swój ulubiony oręż: logikę. Zdroworozsądkową logikę.

– No właśnie, czy nie sądzi pan, że w związku z tym w niebie musi być dość luźno – zapytał z wyczuwalną ironią w głosie. Spojrzał prosto w oczy rozmówcy. – Bo przecież jeśli wyznawcy jednej z tych religii mają rację, to wszyscy pozostali mogą zapomnieć o zbawieniu, życiu w raju czy co tam sobie wymyślą, że czeka nas po śmierci.

Tak, ludzki rozum może poradzić sobie z wieloma problemami, pomyślał Rogan. Również boskimi łamigłówkami.

Ku zaskoczeniu doktora, nieznajomy się ożywił.

– A może jest dokładnie na odwrót? Może właśnie liczba ludzi, którzy koniec końców wierzą, pokazuje, że jest w co wierzyć?

Doktor się skrzywił.

– Proszę spojrzeć na świat. Ten teraz i przed laty. Idę o zakład, że będzie działał tak, że codziennie tysiące, wiele tysięcy ludzi będzie pytać: gdzie jest Bóg, dlaczego na to pozwala?

– A może Bóg wykreował zasady, na jakich funkcjonuje świat, obdarzył człowieka wolną wolą, i to, co dalej się wydarzy, jest sprawą otwartą – odpowiedział jasnowłosy.

– I co dalej? Jeśli katolicy mają rację, to pozostali zapełnią piekło?

– A może każdy z nas dostaje po śmierci to, w co wierzy?

– Co pan ma na myśli? – spytał Rogan.

– Jeśli chrześcijanin po śmierci odczuje boską obecność, przeżyje to inaczej niż wojownik ze środka Afryki, który zna tylko swoją wioskę. Mamy swoje wyobrażenia na temat tego, co dzieje się po śmierci. Swoją drogą, pewnie wie pan, że człowiek wykorzystuje zaledwie część swojego mózgu i w zasadzie nie wiadomo, do czego umysł jest tak naprawdę zdolny. Istnieje nawet teoria, która mówi, że w chwili śmierci czas rozciąga się do nieskończoności, czyniąc zadość zarówno tym, którzy wierzą w życie pozagrobowe, jak i tym, którzy je odrzucają. Pan nie wierzy w Boga, zatem i w zaświaty?

Rogan nie miał ochoty na wyznania. To był jeden z powodów, dla których unikał rozmów mogących prowadzić w nieznanym kierunku.

– Życie kończy się w chwili śmierci. Może kiedyś sądziłem... – doktor się zawahał. – Na studiach nauczyłem się, jak działa ludzki organizm i co dzieje się z nim po śmierci. Jeśli już, to najbliższe są mi koncepcje oparte na reinkarnacji. Skończona kombinacja ludzkich cech, która co jakiś czas się urzeczywistnia.

Rogan kiedyś poznał bliżej hinduizm i teorię, że człowiek odradza się aż do wyzwolenia, co rozumiał raczej jako osiągnięcie stanu czystej świadomości, niż jedności z Bogiem.

Nieznajomy milczał przez chwilę.

– Nawet się zgadzam co do skupienia na człowieku, również przy rzeczach ostatecznych. Pamięta pan, jak mówiłem, że może po śmierci każdego spotka to, czego oczekuje? Na przykład... nagroda albo kara za grzechy?

– Zastanawiałem się nad tym. Ale jak okrutny musiałby być Bóg, aby skazywać słabego i zagubionego człowieka na wieczną karę za to, co robił przez ledwie kilkadziesiąt lat na ziemi.

– Skazywać? Przypominam o ustalonych zasadach. Może po śmierci osiągamy taki stan, na jaki zapracujemy za życia. Ktoś zabiegający o swoje zbawienie, doznaje szczęścia. Skupiony na rzeczach doczesnych błąka się w nicości, przynajmniej przez jakiś czas. W najgorszej sytuacji są ci, którzy doskonale wiedzą, że mocno zgrzeszyli i niewiele ich usprawiedliwia... – nieznajomy przerwał, jakby powiedział za dużo.

– No właśnie, karać kogoś za coś, o czym może nie miał pojęcia, albo zlekceważył, bo żył w zupełnie innym otoczeniu, inaczej był wychowywany i kształtowany? – podtrzymał doktor.

– Przecież mówiłem – powtórzył jasnowłosy z cichym spokojem – o tych, którzy doskonale wiedzą, że zgrzeszyli. Nie działali w desperacji, w sytuacji, nawet pozornie, bez wyjścia, i nie żałowali ani nie naprawiali swoich win. Jeśli wiedzą, że może im grozić kara i konsekwentnie postępują niewłaściwie, to oznacza, że odepchnęli od siebie tą świadomość. Ale ona gdzieś jest, w podświadomości. I kto wie, co może z tego wyniknąć?

Rogan poczuł, że pora dopić kawę. To już zdecydowanie nie był temat, którym byłby zainteresowany. Jednak jasnowłosy miał coś jeszcze do powiedzenia.

– Gdyby przyjąć, że istnieje Bóg, tak jak go widzą katolicy, to jest również szatan, prawda?

– Jeśli tak przyjmiemy – istnieje. Rogan znał ten tok rozumowania.

– W takim razie są również anioły, a może nawet anioły stróże? – nieznajomy pochylił się w stronę doktora nie spuszczając z niego wzroku.

– Idzie pan za daleko – zaoponował, choć niespecjalnie ostro, doktor.

– Jeśli są upadłe anioły, to są też anioły – jasnowłosy nieomal wzruszył ramionami. Taka rozmowa w Los Angeles, w końcu „mieście aniołów”, wydawała się trywialna.

– Ale anioły stróże? Które pilnują abyśmy nie spadli w przepaść w górach? I czasami gubią pióra ze swoich skrzydeł? – ton głosu doktora lokował się pomiędzy kpiną a nonszalancją.

– Wszechświat działa według określonych zasad. A Bóg niekoniecznie musi być starszym panem z brodą, raczej istotą, którą ludzki umysł nie jest w stanie nazwać inaczej, niż „doskonałą” – stwierdził nieznajomy. – Mówi się, że małe dzieci, tuż po urodzeniu uśmiechają się, bo mają kontakt ze swoim aniołem stróżem. Potem materialny świat przysłania duchową rzeczywistość – nieznajomy się zasępił.

Rogan znał i tą teorię. Za chwilę jasnowłosy jednak go zaskoczył.

– Na granicy duchowego świata stajemy również w chwili śmierci. Tam również możemy spotkać życzliwe nam istoty, nazywane aniołami stróżami. Może właśnie po to, aby z właściwym nastawieniem przejść na drugą stronę?

Tego już było dla Rogana zdecydowanie za wiele. Rozmowa, choć momentami interesująca, przyznał to, zaczęła go męczyć. Zamierzał spędzić popołudnie i wieczór inaczej. Jutro znowu czekała na niego praca, w której wszystko było jasne i ustalone, bez marginesu na głębokie dysputy.

Pożegnał się krótko i opuścił pospiesznie kawiarnię.

Dzień nadal był słoneczny, bez jednej chmurki na niebie. Po przejściu kilkudziesięciu metrów doktor poczuł ostry ból w klatce piersiowej. Zachwiał się i upadł. Zdawał sobie sprawę, że szanse na ratunek ma minimalne.

***

Gdy Rogan odzyskał świadomość, niewiele mógł dostrzec, choć ciemność nie wydawała się czarna. Jeśli był w szpitalu, to najwyraźniej jego stan był ciężki. Z trudem mógł poruszać rękami i nogami. Pocieszał się, że nie będzie to trwać długo.

Choć wytężał siły, możliwości ruchu miał minimalne. Jakiś przewód doprowadzony do brzucha dodatkowo utrudniał poruszanie. Słyszał lekki szum.

Po chwili poczuł niepokój, w otoczeniu coś się zmieniło. Nie potrafił nawet opisać co, ale czuł się bezpiecznie w nieokreślonej przestrzeni, teraz wyczuł jakiś ruch. Spróbował poruszyć rękami. Musnął przewód prowadzący do brzucha, wydał mu się dziwnie znajomy. Tymczasem ruch stawał się coraz bardziej wyczuwalny. Zrobiło się nieco jaśniej, choć nadal był to ledwie kolejny odcień ciemności. Coś się zbliżało.

Próbował poruszyć nogami. Wyszły z tego ledwie skoordynowane ruchy, tak jakby jego kończyny były ciężko uszkodzone, albo... niewykształcone. „To niemożliwe” odgonił od siebie tą myśl.

Wkrótce wyczuł wokół siebie kolejne poruszenie. Już wiedział, że to tylko wstęp. Bo wiedział o tym zabiegu wszystko. I miał tylko jedną, ostatnią nadzieję: że to nie jest jego wieczność.

Doktor Rogan zaczął się modlić.

 

Od autora

Kalifornia należy do stanów w USA z najbardziej rozwiniętą siecią klinik aborcyjnych. W maju 2019 r. zakazano aborcji na życzenie od momentu, kiedy dziecko może samo przeżyć, co oznacza okres pomiędzy 24 i 28 tygodniem ciąży (około 6 miesiąca).

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Maurycy Lesniewski 3 miesiące temu
    Tekst napisany składnie, nie przegadany, chociaż zdarza się zbędne słowo lub dwa.
    Dam 5 gwiazdek, mimo drobnych braków technicznych, widać, że autor starał się pisać przejrzyście i nienachalnie.
    Pozdrawiam
  • Ekonomista 3 miesiące temu
    Dziękuję za opinię i pozdrawiam.
  • Pan Buczybór 3 miesiące temu
    "tą teorię" - tę

    A więc to teoria o reinkarnacji była prawdziwa... No, naprawdę ciekawy tekst. Nie nazwałbym tego horrorem, ale od pewnego momentu czuć było lekki niepokój i narastające napięcie. Opisów za dużo nie ma, za to dialog został naprawdę dobrze poprowadzony i rozpisany. Po nitce do kłębka i zaskakujący finał. Przyjemnie się czytało.
    Pozdro
  • Ekonomista 3 miesiące temu
    Dziękuję za opinię i pozdrawiam. Prawdziwe jest to, w co wierzymy :)
  • Joanna Gebler 3 miesiące temu
    Świetny tekst, temat Boga akurat nie jest moją najmocniejszą stroną bo jestem niewierząca, ale naprawdę czytało się bardzo przyjemnie :)
  • Ekonomista 3 miesiące temu
    Dziękuję za opinię i pozdrawiam :)
  • Freya 3 miesiące temu
    W/g mnie niektóre przecinki można by było spoko wyciepać z tekstu i teges no ;)

    Najwyraźniej trzymasz się założonego w tematyce "cyklu", który ma pobudzić wyobraźnię budując alternatywy postrzegań – poprzez zaskakujące kontrowersyjnie finały fabuł w swoich opkach. Dosyć ciekawie to wygląda, ale jednocześnie jest bardzo subiektywnym przekazem autorskim.
    Tak swoją drogą, to hinduizm jest bardzo bogatą kulturą religijną & jest także dużo starszą od tutejszego etosu (Rzymsko-katolickiego na fundamencie chrześcijańskim & żydowskiej Tory i wszystkiego co dało się weń upchnąć kolanem miłosierdzia oraz miecza i krzyża) przynajmniej dwukrotnie.
    Taka ciekawostka – różaniec wywodzi się z hinduizmu.
    Wszystkie religie posiadają wspólny rdzeń, ponieważ w/g mnie są wynikiem obserwacji, odzwierciedleniem działań natury, interpretacją zależności istoty ludzkiej od niezrozumiałych czynników otoczenia, więc stąd mogą wynikać ich pewne wspólne tezy a nie obecność tzw. "istoty boskiej". To dosyć bezpieczne założenie albowiem istnienie Boga świadczyłoby o nim bardzo niefajnie, biorąc pod uwagę listę nieustannej nieobecności w dzienniczku uczniowskim, więc kiepsko widzę jego przygotowanie do egzaminu końcowego :)

    Sprawa aniołów stróżów bardzo waniajet – jeśli są, to najwidoczniej ich "karta gwarancyjna" nie została podstemplowana, albo są niedziałającą "chińską podróbką".

    "– Mówi się, że małe dzieci, tuż po urodzeniu uśmiechają się, bo mają kontakt ze swoim aniołem stróżem." – dzieci w chwili urodzenia mają pierwszy styk z powietrzem (dopiero wtedy zaczynają oddychać) jest to niebywały szok dla ich organizmów, który przeważnie obwieszczają dosyć wrzaskliwe. Przez 9 miesięcy żyły w środowisku wodnym – tak jak rybki w akwarium. Tak jak wszyscy żyliśmy kiedyś – jeszcze przed wyjściem na prakontynent zwany Pangeą. Ciekawość świata zwyciężyła... albo była ucieczką przed drapieżnikami wodnymi. Ale tutaj też nieciekawie i coraz ciaśniej – po chuj było wyłazić z wody na brzeg... :)
    Twoje opko dotyczy fiksacji reinkarnacji i działań aborcyjnych, mam trochę szerszą refleksję...
    Do 50% zapłodnionych komórek jajowych – umiera w macicach kobiet. Dzieje się to w pierwszych dniach lub tygodniach ich życia, całkowicie bez świadomości tego faktu dla ew. przyszłych matek. Gdyby nie rozwój medycyny, zjawisko to byłoby zupełnie nieznane jak również i to, że fakt ten jest czynnikiem naturalnym.
    Dla niezwykle intensywnie działających i światłych środowisk katolickich (wraz z ich dowódcami w sutannach) – każde życie poczęte jest świętością (ma duszę i podstemplowaną kartę gwarancyjną, że nie jest "chińską podróbką") – a w tym przypadku milczą jak ryby i wcale nie próbują złapać mordercy, który jest przecież ogólnie znany z ichnich modlitw. I wcale nie chodzi o rogatego kopytniaka, tylko tego brodatego dziada ze sklepienia kaplicy Sykstyńskiej.
    W skali globalnej to mogą być miliardy istnień ludzkich każdego roku, a biorąc pod uwagę ludzkość na całym etapie istnienia – biliony! zabitych ludzi, którzy brali udział w "loterii szczęścia" i dostali "zonka" w bramce karuzelowej. Wrócili do bębna maszyny losującej.
    I chuj – wszystkie katabasy milczą w tym temacie 😱 Pzdr

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania