Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Wilcza Miłość rozdział IV

Emilia:

 

Leżałam na łóżku, zastanawiając się jak idzie walka, gdy w pewnym momencie poczułam olbrzymi ból w prawej nodze. Od razu zrozumiałam co się dzieje... Musiało coś się stać dla Emila, zerwałam się na równe nogi i zaczęłam kierować się na zewnątrz.

 

= Dalej myślisz, że Emil sobie poradzi?! - zapytał mój wewnętrzny głos z wyrzutem.

 

= Nie.

 

= Jak przez ciebie coś mu się sta...

 

= Zamknij się! Nic mu się nie stanie! - nie mogłam dopuścić do siebie myśli, że dla Emiego mogło coś się stać.

 

Gdy tylko wyszłam z domu zamieniłam się w wielkiego, czarnego wilka i ruszyłam za zapachem, który prowadził do lasu. Biegłam tak dobre piętnaście minut, czując zapach coraz intensywniej, gdy zobaczyłam dwa wilki, jeden był duży i czarny, a drugi był mniejszy i śnieżnobiały. Biały wilk to był Emil, ale drugiego nie znałam. Byli tak pochłonięci walką, że nawet nie zauważyli jak byłam obok nich. Widziałam jak Emil próbował uniknąć uderzeń, niestety bezskutecznie. Jego noga krwawiła i była cała w szkarłacie, tak samo grzbiet. Spojrzałam się szybko dookoła i zobaczyłam wiele wilków z naszej watahy, jak i nieznanej, którzy stali w bezruchu, nawet nie próbowali pomóc swojemu alfie. Coś we mnie pękło i postanowiłam zareagować, szybko skoczyłam na czarnego wilka zrzucając go z Emila. A Emil bezwładnie upadł na ziemie, szybko zwróciłam wzrok ku wrogowi, obserwując go bacznie. W jego brązowych oczach zobaczyłam smutek i rozpacz? Dlaczego nawet nie próbował się bronić? Gdy miałam zatapiać kły w jego szyi ledwo słyszalnie powiedział:

 

- To smutne, że umrę z rąk swojej mate- na te słowa mnie zamurowało. Jak to możliwe?! Przecież mate zdarza się tylko raz i to z wzajemnością, a ja mam już swojego. Jednak wierzyłam mu nie wiem czemu, ale wierzyłam. Powoli z niego zeszłam na co strasznie się zdziwił, ale i uszczęśliwił, widziałam błysk w jego oczach. Spojrzałam się szybko na Emiego, który zwijał się z bólu. Już zrozumiałam, dlaczego Emil nie chciał bym brała w tym udział, bał się o mnie. Jednak to nie zmienia zdania, że mnie skrzywdził.

 

- Zabrać go do lekarza-warknełam kierując swój wzrok na Jamesa i Emmę, ale oni stali jak słupy.

 

- Nie... - powiedział ledwo co Emil.

 

- Ty się lepiej zamknij - starałam się opanować nerwy, ale bezskutecznie. - Powiedziałam, ZABRAĆ GO! - krzyknęłam z całej siły a z moich oczu wypływały łzy. Nagle poczułam, że ktoś opiera się o moją lewą stronę ciała, a był to czarny wilk, odeszłam od niego i skierowałam się w stronę Emila i rzekłam:

 

- Zraniłeś mnie... - po wypowiedzianych słowach podeszli Bety, zamienili się w ludzkie postacie i zaczęli nieść Emila, słyszałam ciche proszenie Emila by go zostawili i jego krzyk bólu nie obchodziło ich nawet to, że byli kompletnie nadzy. Wróciłam wzrokiem do czarnego wilka, który nadal był zdołowany.

 

- Mów - warknełam, idąc w las, a on szedł za mną z tyłu....

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania