Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Winne pokusy

Zrobiło się ciemniej, wieczór tuż tuż. Tylko płonące świece na parapecie dają lekki odblask w twoich oczach. Przed nami stoi butelka słodkiego wina do połowy opróżniona. Wieczory wpływają na nas dość rozluźniająco. Rankiem nie chciałeś obnażyć swoich zębów w uśmiechu, ani nie podzieliłeś się zapachem świeżo umytej skóry. Teraz, kiedy księżyc jawi się na nieboskłonie w kuszącej poświacie uśmiechasz się do mnie w półmroku. A zapach twojej skóry oplótł mnie miliony razy trzymając w uwięzi.

Siedzimy na wyciągnięcie ręki. A żadne z nas nie wykona najmniejszego ruchu. Słychać tylko nasze oddechy, które zdają się mówić za nas.

Wodzę palcem po kieliszku, wpatrując się uparcie w twoje oczy. Prowokuję cie, chcąc abyś przełamał granicę zbliżenia oddechów. Milczysz, odwzajemniając tylko moje spojrzenie.

Może kolejne gwiazdy na niebie i słodycz trunku przybliży nas do siebie ?

Wstajesz, podchodzisz do okna i wzdychasz gasząc przypadkowo jedną ze świeczek o przyjemnym owocowym zapachu.

Twoje dłonie zaciskają się na parapecie, a ja w myślach widzę je na moich pośladkach. Chrząkam. Odwracasz się.

Moja brew nieznacznie się unosi....

A ty.... a ty tracisz panowanie. Nareszcie !

Doskakujesz do mnie i jednym ruchem powalasz mnie na plecy, rozlewając wino na staromodny parkiet.

Nie mogę powstrzymać cichego chichotu, choć twój wzrok mówi mi abym zachowała powagę i była ci posłuszna.

Jestem....

Pozwalam ci zdjąć z siebie czarną bluzkę i koronkowy biustonosz bez słowa sprzeciwu.

Oddaję również swoje piersi , abyś mógł je wycałować aż po zaróżowione koniuszki.

Korzystasz z mojej przychylności, dając w zamian ślady na lewym biodrze i obojczykach. Pragniesz zaznaczyć miejsca godne uwagi, abyś w tym całym szaleństwie mógł do nich powrócić.

Żądza przemawia przez ciebie, kiedy zrzucasz z siebie ubranie.

I nie wiem czy to namiętność czy obłęd, kiedy łapiesz moją szyję, pozbawiając oddechu.

Twoje oczy zdają się płonąć żywym ogniem. Źrenice układają się pionowo, przypominając do złudzenia spojrzenie węża.

Zwalniasz ucisk i zmierzasz do moich spragnionych pieszczoty warg.

Nasz pierwszy pocałunek, przepełniony żądzą i szaleństwem.

Nie mam chwili na wytchnienie, nie z tobą...

Łapiesz mnie za biodra przewracając na brzuch.

Teraz plecy stały się obiektem twojego pożądania.

Badasz moją skórę chciwymi ustami i lubieżnym językiem.

A ja zaczynam tracić kontrolę, kiedy moje ciało zaczyna drżeć z podniecenia.

Wykorzystujesz moje reakcje i dosięgasz upragnionego celu.

Powoli ale stanowczo zagłębiasz palce we mnie przy cichym akompaniamencie moich jęków.

I czuję jakbym straciła głowę dla tego dotyku, tej pieszczoty. Kompletna wariacja....

Wyginam się i krzyczę, pozornie chcąc się uwolnić.

Nie zważasz.

Masz rację

Przyśpieszasz, a twoja druga dłoń ląduje ma moim pośladku.

Dosięga mnie obłęd rozkoszy i wczepiam się w jedną z bordowych poduszek.

 

Przewracasz mnie znów na plecy i widzę jak pieścisz dłonią swojego członka.

Patrzę na ciebie zalotnie, rozpalona niemal do granic możliwości.

Czy zrobiło się nieco ciemniej ? Czy mój umysł oszalał ?

Spętałeś mnie swoim erotyzmem, a może to ja skusiłam ciebie urokiem ?

Oplatasz mnie w mocnym uścisku i penetrujesz moje wnętrze.

Czuję jakby świat wirował, moje jęki stanowiły tylko podkład.

Wpajasz mi słowa, których nigdy nie usłyszałam

Warczysz do ucha

Palcami przedzierasz szlak od piersi do szyi, od policzka do brody

Od słów do westchnienia....

Czuję jak drżysz, twoje ciało wpada w stan niebywałej przyjemności.

Podnoszę twoje doznania, wyznaczając linię rozkoszy na twoich plecach.

Czy księżyc podgląda nas jednym okiem ?

Może wpatruje się chciwie w nasze rozpalone ciała ?

A może....

Mam zmysły na pograniczu obłędu....?

Zaciskam powieki przyciskając mocno twoje ciało do swojego.

Czuję zapach twojej skóry, słonawy smak na języku

Rozgrzewa mnie twój oddech i westchnienia jakimi walczysz z moim jękiem.

Mogłabym mówić o tym wiecznie, ale czy warto pisać o obłędzie ?

 

* * *

 

Wpatruję się na gwiazdy namalowane na suficie

Jakby mało ich było na niebie...

Unosisz się na łokciach

Pozwalasz mi zajrzeć w głąb twojej enigmatycznej duszy, poprzez długie spojrzenie.

To nie do wiary..

Jeszcze rano patrzyłeś na mnie z lekką wstydliwością

Bałeś się moich zwinnych palców

Teraz rozlane wino płynie w naszym krwiobiegu.

Może jednak księżyc wszystkiego nie zobaczy...

A ty przestaniesz lękać się moich palców...

Kochany... poczekaj, zasłonie zasłony !

 

http://k-sandrine.blogspot.com/

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania