Poprzednie częściWirus - Prolog  

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Wirus - Rozdział 1.

Po wypadku obudziłam się przypięta do kroplówki. Nie był to szpital, raczej jakiś punkt sanitarny. To nie rządowi nas wtedy wyciągnęli, tylko grupka przypadkowych ludzi, którzy uciekali przed wirusem. Jeszcze wtedy nie zdawałam sobie sprawy, że to ludzie którzy staną się moją nową rodziną.

 

Mimo, iż miałam osiem lat, traktowano mnie bezpardonowo. Spytali czy kobieta, która siedziała obok mnie w samolocie to moja matka. Odparłam, że tak, a oni od razu poinformowali mnie, że nie żyje. Zostawili małą dziewczynkę samą w pokoju. Zapłakaną i załamaną. Pierwsza lekcja życia.

 

Nie wiedziałam, po co nas wyciągnęli. Czasami zastanawiam się, czy nie lepiej byłoby gdybym wtedy ewentualnie spłonęła. Przynajmniej nie musiałabym uczyć się przetrwania za wszelką cenę w tym świecie. Może chcieli zorganizować jakiś duży punkt oporu, i potrzebowali ludzi? A może to po prostu ludzie o dobrym sercu? No nie wiem.

 

Powiedzieli mi i piątce ocalałym, że wybuchła epidemia. Rząd i wojsko są zrujnowane i nie mogą nam pomóc, więc musieliśmy ocalić się sami. Gdy wspomniałam o moim ojcu walczącym w Los Angeles, odparli, że pod żadnym warunkiem nie można tam wrócić. Kolejny cios dla ośmiolatki - zrozumiałam, że już nigdy nie spotkam ojca, choć przez cały ten czas miałam taką nadzieję. W zasadzie, mam ją do dziś, bo nie, nie spotkałam go jeszcze. Jeszcze a może już. Kto to wiedział?

 

Od początku podkreślali, że musimy trzymać się razem, ufać sobie i się wzajemnie wspierać. Było ciężko, jeśli chodzi o kwestię zaufania, gdyż nie znałam jeszcze nawet ich imion.

 

Nie mogłam pojąć, że nasz świat runął w jednej chwili.

 

Teraz zapadał zmrok. Wracałam do schronu po dziennym wypadzie w poszukiwaniu ... wszystkiego. Nie znalazłam jednak za dużo, co nie było nowością. Wysyłali nas co drugi dzień na obchód. Rząd udzielał nam za małe wsparcie, a nie pozwolili szukania czegoś na własną rękę, bo "wszystko mogło być skażone".Dupki. Nie znali się na tym tak jak my. Byliśmy w strefie całkowitej kwarantanny, więc nie mogliśmy przejść za Granicę. Pieprzone władze wiedziały, że jesteśmy zdrowi, mimo to kazali nam tu zostać, póki nie znajdą szczepionki. Nie cały obszar był skażony, nauczyliśmy się gdzie trzeba być ostrożnym. Żołnierze zachowywali się w ogóle tak, jakby chcieli żebyśmy poginęli. Godzina policyjna, łapanki, kary za znalezienie jakiejś butelki wody nie wydanej przez rząd. Koszmar.

 

Nasza strefa, nazywana była Strefą Wirusa, wiadomo dlaczego. Obejmowała naprawdę ogromny teren. W Stanach istniały jeszcze cztery inne takie Strefy tak samo odgrodzone jak nasza. Reszta społeczeństwa powoli zaczęła się odbudowywać, jednak u nas wirus był w innej fazie rozwoju niż tam. Lekarstwa nie przynosiły zamierzonych efektów. Pomyślałam sobie, że jak już pozwolą nam stąd wyjść, zrobię wszystko by dowiedzieć się czegoś o tacie. Może go przenieśli, wysłali gdzie indziej? A może ... o tym wolałam nie myśleć.

 

Podniosłam belkę odgradzającą wejście w wąską uliczkę i zasunęłam ją za sobą. Nie powinnam o tej porze spacerować, ze względu na godzinę policyjną i większą ilość zarażonych (uaktywniali się nocą, w dzień siedzieli raczej w swoich gniazdach, jednak o każdej porze można było ich spotkać), a tym bardziej nie powinnam szukać jedzenia i innych drobiazgów. No ale cóż, chciałam żyć.

 

Odchyliłam płachtę przykrywającą wejście do schronu. Podniosłam ciężkie, zardzewiałe drzwi, weszłam do środka i zawaliłam je za sobą. Płachta była tak przymocowana do wejścia, że zakrywała je sama, gdy się je zamykało. Przeszłam kilkanaście kroków wprost, w zimnym, podziemnym korytarzu. Zapukałam do drzwi przed sobą, tak jak zawsze. Trzy razy, pauza, dwa razy, pauza, dwa razy. Odczekałam chwilkę. Wreszcie usłyszałam przekręcanie zamka.

-Joyce, znowu jako ostatnia - powiedział Albert. Był potężnym, czarnoskórym mężczyzną z ogromną brodą.

-Miło cię widzieć, Al - odparłam z udawaną radością. Gdy weszłam, zamknął za mną drzwi. Położyłam plecak na stoliku, a on stanął po drugiej stronie.

-No dobrze, co dzisiaj mamy? - spytał szczerząc się.

-Nie dużo - przyznałam ze smutkiem. Zaczęłam wyciągać po kolei rzeczy z plecaka - Dwie butelki wody. Raczej nadaje się do picia.

-Z czystej strefy? - spytał Albert notując. Głupie pytanie.

-Jasne, że tak. Nie przyniosłabym trefnej wody. W ogóle nie byłam dziś w strefie zarażonych - przyznałam.

-Czyli użyć maski - zero?

-Zgadza się - potwierdziłam - Paczka gwoździ, cztery naboje do pistoletu, dwa do strzelby, dwie puszki brzoskwiń w soku, ważne do jutra, pięćdziesiąt centymetrów drutu, taśmę i tępe nożyczki - Skończyłam. Al zanotował wszystko i spojrzał na mnie.

-To nie tak mało - powiedział.

-Bywało znacznie lepiej - odparłam.

-Jak uważasz - rzekł - No dobrze, panno Summers. Teraz prysznic z solą dezynfekującą i pod kołderkę ... a nie, przepraszam, Samantha już jest - uśmiechnął się wesoły trzymając w ręku sól, którą zamierzał mi wydać.

-Porażająco śmieszne - odparłam i wyrwałam mu sól.

-Miłej nocy, Joyce! - krzyknął wesoły wielkolud. Każdego lubił drażnić, ale był jedną z tych cieplejszych osób w schronie. Nie dało się go nie lubić.

 

Zaniosłam rzeczy do sypialni, która zamiast drzwi miała zasłonę, w środku znajdowało się jedno, choć duże łóżko, szafka nocna, i mała szafa na ubrania. Nie chciało mi się witać z innymi oprócz ...

 

Zostawiłam rzeczy, rozebrałam się i korzystając z okazji, wzięłam prysznic, gdyż był wolny. Zużyłam bezzapachową sól, spłukałam włosy szamponem. Owinęłam się ręcznikiem i wyszłam zręcznie do pokoju. Tam narzuciłam na siebie bieliznę i szlafrok, a następnie bosa skierowałam kroki ku pokojowi oddalonemu o kilka metrów. Gdy przystałam przy zasłonie, spytałam cicho.

-Mogę wejść?

-Proszę bardzo - odparł mi słodki, dźwięczny głos od razu.

 

Na łóżku w środku leżała rudowłosa kobieta w moim wieku, o błękitnych jak niebo oczach. Na pewno była piękniejsza ode mnie ... zawsze zazdrościłam jej tego płomiennego koloru. Moje, zwykłe, brązowe włosy i szare oczy nie mogły równać się z jej. Ubrana była w ciemny szlafrok, podobny do mojego.

-Joyce - uśmiechnęła się na mój widok - Znowu wróciłaś ostatnia. Nie przepracowujesz się? - spytała mnie z troską ciągle leżąc.

-Jakoś muszę przetrwać - odparłam ze smutnym uśmiechem.

-My musimy - poprawiła mnie Samantha.

-Racja ... jak ci minął dzień? - spytałam by zakończyć poprzednią wymianę zdań.

-Znalazłam trochę rzeczy, nic szczególnego. Ale ... jestem zadowolona. Kolejny dzień przybliża nas do wyjścia za Granicę - zawsze była taką optymistką. Nie wiem skąd to miała.

-Jasne, nadal ślepo w to wierzysz - powiedziałam zmartwiona. Samantha spojrzała na mnie ganiąco.

-Przez takich niedowiarków jeszcze nam się nie uda! - powiedziała uśmiechając się lekko - Damy radę, Joyce. Przed nami kolejne dni, z których dużo się będziemy uczyć - ziewnęła lekko - Eh, jestem już zmęczona. Dużo się dziś nachodziłam.

-Jasne - powiedziałam szybko, rozumiejąc. Wstałam z łóżka z zamiarem wyjścia. Miałam jednak nadzieję, że może jeszcze coś powie. Może właśnie to na co czekałam. Gdy trzymałam już w dłoni materiał zasłony, usłyszałam:

-Joyce ... może zostaniesz u mnie na noc? - zasugerowała. Gdy się obróciłam, zrozumiałam, co miała na myśli.

 

Zsunęła z siebie cienki szlafrok, odsłaniając nagie ciało. To oznaczała, że znowu mogłam poczuć jej bliskość, dotyk, usłyszeć jej szept i jęk. Właśnie tego mi ostatnimi czasy brakowało.

-Wydaje mi się, że mogę - powiedziałam i weszłam na łóżko delikatnie. Samantha uśmiechnęła się szeroko. Nie powiedziała już nic. I być może właśnie za to darzyłam ją tym uczuciem. Na pewno też za te włosy diabła, oczy malowane przez wielkiego artystę. Ale i za jej delikatność, skrytość, to jak traktowała mnie w porównaniu do innych. To wszystko powodowało, że kochałam Samanthę.

 

Tę noc spędziłyśmy razem. Jak wiele poprzednich, oraz wiele następnych.

Średnia ocena: 3.4  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kocwiaczek ponad tydzień temu
    Rząd i wojsko są zrujnowane i nie mogą nam pomóc, więc musieliśmy ocalić się sami. - były i nie mogli

    nie spotkam ojca - można zamienić na taty (unikniesz powtórzenia)

    Jeszcze a może już - , przed a

    za dużo - zbyt dużo lub zbyt wiele

    nie pozwolili szukania czegoś - szukać czegokolwiek

    . Dupki. - spacja pomiędzy . a Dupki

    Żołnierze zachowywali się w ogóle tak, jakby chcieli żebyśmy poginęli. - Wojsko zachowywało się tak jakby chcieli, żebyśmy zginęli (można wpleść słowo generalnie gdzieś pomiędzy)

    gdzie indziej - gdzieś

    No ale cóż, chciałam żyć. - musiałam jakimś cudem przeżyć lub po prostu musiałam jakoś przeżyć

    zawaliłam je za sobą - zawaliłam drzwi? jak to?

    kroków wprost, w zimnym, podziemnym korytarzu - kroków na wprost, zimnym, ciemnym korytarzem

    Nie dużo - nie za dużo, niezbyt wiele

    równać się z jej. - jakby urwane - można dać - z jej wdziękami albo coś tego typu

    Nie wiem skąd to miała.- skąd się to w niej brało

    ***

    Nie kumam za co tak słaba ocena... Bo co, związek damsko-damski i już hejt? Treść na 5, ale błędów trochę sporo, więc ode mnie ocena 4 - musisz czytać kilka razy tekst za nim udostępnisz (wiem, nie chce się, ale tak właśnie wypada). Ja tam jestem zaintrygowana i czekam na więcej. Nie widzę tutaj nic gorszącego, oznaczone jako dla dorosłych i wszystko gra. Popraw tylko błędy :)
  • Kocwiaczek ponad tydzień temu
    *zanim
  • Raven18 ponad tydzień temu
    Dziękuję!
    Też myślę, że ocena wynika z tego faktu. Ale cóż, szczerze? ... Nie przejmuję się tym ani trochę! :D
    Za to na błędy zwrócę uwagę jak najbardziej, dziękuję bardzo!
  • Shogun ponad tydzień temu
    Ciekawie się zaczyna, ciekawie. Związek damsko-damski? Nie wiem czemu, ale spodziewałem się tego :). Ode mnie 4. Trochę błędów jest, ale jak je poprawisz, będzie o wiele lepiej. Czekam na kolejne rozdziały.
    Pozdrawiam :).
  • Raven18 ponad tydzień temu
    Dziękuję bardzo!
  • Kapelusznik ponad tydzień temu
    Bardzo szybko przechodzisz do następnego punktu akcji
    i mało sensu dajesz
    Co z zombiakami
    jaki wirus
    czemu nie wszędzie a tylko w jakiś strefach
    czemu wojsko sobie nie radzi itd.

    Bardzo dużo pytań i brak odpowiedzi
    i styl trochę spadł z prologu - drastycznie bym nawet powiedział
    3

    Gdybyś pokazała samą akcję poszukiwania, przedstawiła opustoszałe miasta, ruiny, pozostałości po zniszczonych punktach wojskowych itp. klimat byś wprowadziła i wolniejsze tempo
  • Raven18 ponad tydzień temu
    1. Jestem płci męskiej ;)
    2. Spokojnie, na wszystko przyjdzie czas, i wymienione przez ciebie rzeczy także
  • AtamanRozhovorny ponad tydzień temu
    A ja nie widzę sensu, żeby już w 1. rozdziale zwalniać. Jeszcze będzie na to czas. No i kwestia wielu pytań i nikłych odpowiedzi – o to chodzi. Prowadzenie czytelnika od pierwszej do ostatniej linijki za rączkę i tłumaczenie od razu wszystkiego nudzi. Żeby czytelnik się wciągnął musi trochę pogłówkować, mieć jakieś pytania, na które będzie oczekiwał odpowiedzi. Jeszcze się wyjaśni, spokojnie.
  • AtamanRozhovorny ponad tydzień temu
    Raven18 haha no to mnie ubiegłeś z komentarzem :D
  • Kapelusznik ponad tydzień temu
    Raven18
    Wybacz:
    1. Raven można czytać zarówno jako męską i żeńską postać (Teen titans) - kolejny komentarz też w nieodpowiedniej formie się zwracam, ale za późno odpisałeś
    2. No mam nadzieję
  • Kapelusznik ponad tydzień temu
    AtamanRozhovorny
    Chodziło mi o zasypanie czytelnika stertą pytań na pierwszym odcinku, kiedy sama akcja leci w bardzo szybkim tempie
    Można było podobną ilość pytań, nawet istotniejszych i bardziej personalnych względem postaci zadać pisząc w wolniejszym stylu.
    I używać dialogów - sam się tego uczyłem - ale dialogi - dialogi są idiotycznie ważne
  • AtamanRozhovorny ponad tydzień temu
    Kapelusznik no tak, tu masz rację.
  • AtamanRozhovorny ponad tydzień temu
    Kapelusznik zapraszam do siebie, może też wychwycisz coś, co należałoby poprawić :)
  • Kapelusznik ponad tydzień temu
    AtamanRozhovorny
    spojrzę przy okazji
  • AtamanRozhovorny ponad tydzień temu
    Cóż, dziwi mnie tak niska ocena. Wg mnie akcja całkiem fajnie się rozkręca. Narracja dość mocno trąci nastoletnią zarozumiałością i buntem. Bardzo pasuje i mam wrażenie, że tak miało być, więc dla mnie na plus. Powtarzają się błędy w zapisie dialogów, ale to można łatwo i szybko nadrobić, więc przymknąłem oko. Ode mnie max :D
  • Raven18 ponad tydzień temu
    Dziękuję!!!
  • Raven18 ponad tydzień temu
    Na samym początku dostałem 1

    Nie wiem czy wynikało to z tego, że tekst jest aż tak słaby, czy z faktu wprowadzenia postaci homoseksualnych
  • AtamanRozhovorny ponad tydzień temu
    Raven18 pewnie wątek homo w połączeniu z technicznymi niedociągnięciami miał decydujący wpływ. No cóż, wszystkim nie dogodzisz.
  • Zaciekawiony ponad tydzień temu
    Zanim akcja zdąży zaciekawić, trzeba się przebić przez nieciekawe i ogólnikowe opisy i znane klisze. A gdy zaczynają się dialogi to zaczyna się więcej błędów.
  • AtamanRozhovorny ponad tydzień temu
    Zaciekawiony co masz na myśli przez nieciekawe, ogólnikowe opisy i znane klisze? Błędy owszem są – łatwe do nadrobienia techniczne potknięcia. Co innego gdyby pojawiły się jakieś istotne błędy merytoryczne.
  • AtamanRozhovorny ponad tydzień temu
    Zaciekawiony błędy sam też popełniasz (np. "na prawdę") i to wypowiadając się o pisaniu, jakbyś miał za sobą dziesiątki wydanych bestsellerów ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania