Władcy plakatów

Siedziałem opierając się o ścianę. Jak zwykle niebo było zachmurzone. Kronos siedział obok mnie. Kiwał głową raz na lewo, raz na prawo. Mamrotał coś pod nosem. Pewnie znowu się upił. Cały on. Właśnie przechodziła obok nas kobieta. Czarny płaszcz, czerwone szpilki - taka sama jak wszystkie. Nie zwróciła nawet na nas uwagi. Jak to mówią - znieczulica. Kronos zaczął mamrotać głośniej. Potrzasnął mocno głową i wyprostował się. Znowu narkotyk. Mogłem się domyślić.

 

- A ty ciągle tu siedzisz? - zapytał. Spojrzałem na niego. Patrzył na auto. Czerwone auto. Zawsze o takim marzył.

 

- Tak. Nie mógłbym cię zostawić nieprzytomnego. Nie tutaj - odrzekłem.

 

- To znaczy, że odchodzisz? - zwrócił twarz w moją stronę. Mimo to nadal na mnie nie patrzył. Jego oczy były zwrócone w niebo.

 

- Jeszcze nie. Mam parę spraw do załatwienia.

 

- Na co czekasz? Poradzę sobie sam - Kronos powoli zaczął się podnosić. Zajęło mu to trochę czasu. Podpierał się o ścianę. Czułem, że zaraz się przewróci. Wstałem i złapałem go za rękę.

 

- Chyba jednak nie dasz sobie rady - powiedział. Spojrzał na mnie. Wiedziałem, że jego koniec jest bliski. Wiedziałem to od początku.

 

- Bredzisz chłopcze. Idź już - powiedział ostatkiem sił. Zamknął oczy i zasnął. Położyłem go na ziemi. Nie cierpię tego triku. Zawsze go używa, żeby się mnie pozbyć. Stary skubaniec. Rozejrzałem się. Nikogo nie było w pobliżu. Przemknąłem na drugą stronę ulicy. Ustałem przy ścianie sklepu. Spojrzałem raz jeszcze. Cicho i martwo. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka.

 

- Jednak Kronos dalej żyje - powitał mnie głos Gerbasha.

 

- Tak, ma się dobrze - odpowiedziałem. Podszedłem do lady.

 

- Nie było ostatnio wylewów? - zapytał Gerbash. Zawsze był ciekaw zdrowia Kronosa.

 

- Na szczęście nie.

 

- To dobrze. Leki są drogie, a Władcy ostatnio nie próżnują - odrzekł. W jego głosie było słychać wyraźną ulgę.

 

- Masz tę robotę? - zapytałem.

 

- Tak. Nie było łatwo, ale udało się. Przynajmniej tyle mogłem zrobić - podał mi kartkę ze zleceniem. To była najtrudniejsza praca, ale najbardziej opłacalny. Jeżeli zdobędę tą kasę, może uda się uratować Kronosa. Wsadziłem kartkę do kieszeni i wyszedłem. Pilnowanie bramy - najgorsze na co mogłem trafić. Niestety nie miałem wyboru...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Enchanteuse 10 miesięcy temu
    Zapowiada się interesująco. Tak się zastanawiam, czy Kronos jest celowym odwołaniem do mitologii, czy to tylko zbieg okoliczności... 5.
  • Pan Buczybór 10 miesięcy temu
    Dziękować. Co do Kronosa - to raczej zbieg okoliczności, chociaż...
  • Enchanteuse 10 miesięcy temu
    ... Zbieg okoliczności może zmienić się w celowy zabieg? :)
  • Karawan 10 miesięcy temu
    Przemknąłem na drugą stronę ulicy. Ustałem przy ścianie sklepu - Ta konstrukcja mówi tyle; Przemykałem tak długo na druga stronę ulicy aż ustałem ze zmęczenia przy ścianie... Moim zdaniem poprawniej byłoby gdybyś napisał; "zatrzymałem się, stanąłem, oparłem się" itd. Reszta gra. Czekam na CD. 5!
  • Pan Buczybór 10 miesięcy temu
    W sumie masz rację. Dzięki.
  • illibro 10 miesięcy temu
    "To była najtrudniejsza praca, ale najbardziej opłacalny" - chyba literówka ;-) Ho ho, ciekawe. Zbudowałeś napięcie. Już tytuł zachęca. Władcy plakatów nie wiem czemu, ale kojarzą mi się z politykami. Czuję lekkie pióro. Czekam na kontynuację ;-).
  • Pan Buczybór 10 miesięcy temu
    Dziękuję serdecznie.
  • Adam T 10 miesięcy temu
    Hmmm... Brama, wylewy Kronosa, Władcy, którzy nie próżnują:) Tajemnicze i obiecujące. Czekam i zostawiam 5:)
  • Pan Buczybór 10 miesięcy temu
    Dziękować Adamie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania