włosianka

Jaki piękny świat.

Welony zasłon są już gdzie indziej, a przestrzeń przed okiem faluje lekko. Uciapany niepewnym szczęściem rozgarniam puchate gęstwiny obłoków, nie ma widoków na autode-cafe, jeszcze.

Jaki piękny król co unosi do ust puchar swój. Wysysa życiodajność, rumień zdobi lico.

I co?

Kamienica jest szara, mimo że ulice zaraz wybuchną feerią barw. Panie terapeuto, który zapładniasz nadzieją, supersperma twa wypływa niczym leniwa łza. Odpuść, spuść wzrok, orła wywiń na lodzie i zachichotaj sobie. W sumie - pestka.

Obie części tego samego życia migają ognikowo. Przeszłość i przyszłość. Środek do mnie należy - podobno. Kocham wasz zapał i zapatrzenie w dal niesiną, szczęście: zawołaj i przyjmij - Abraham Lincoln.

Jakiej niewiasty nosisz imię, tkwiąc cicho w pomarańczowych blistrach? Halo tu Wisła - pamiętasz? Wzywająca woda, oda do śmierci.

Teraz Polska.

Rozłóż nogi bo oleję cię prostym. Wdycham zapachosmak, zataczam kręgi lub wsuwam i wysuwam koniuszek. E tam. Zasysam sam, bez winy wydobywam dźwięki z włosianki. Kto zabroni? Wypłać płaskiego w geście sprzeciwu, lub wypełnij przestrzeń muzyką. Dmuch dmuch, to ja, stary druh, czuj duch, chuj znów baczny, cudacznie poziomo-pionowy. Na brzuchu przecież leżę.

Gra.

Na włosiance muzykant nieuczony. Zadowolony z rezultatów, orkiestra dęta, weselna, kapela ze wsi Biesiada. Ciągnięte skóry, nadmierne mazury a dźwięki są wysokie jak Podbipięta Longin. Po nich chrapliwość, podnóżek ekstazy.

Słońce świeci wysoko: językiem szukam falsetu, jeśli chcesz skonać to nie tu. Parczar.

Gnijecie w domach, na ręcznym bierzecie zakręty, matko i córko! Instrument mój wije się wężowo, stabilność jego mierzyłem pod pierzyną. Spokój dróżyno. Tańcują uchate, bajerują garbaci, likierowe usta ciotek zaznaczają śmiech okręgiem. Karpiki. Sernik, szarlota, beza. Rozgrzana włosianka o muzykanta dba, oliwi palce, nawilża dłonie, zdejmuje słowo: pragnę. Zaczarowana hizopowa gąbka, włochata trąbka, ósmy cud świata, siódme poty tańczących, szósty raz dotykam...

Będzie lepiej.

Nie palcie babilonu! Przechodząc z izby do izby, moja tożsamość skręca w uliczkę kwitnącej wiśni. Skośne oko przykładam do aparatu foto. Cyk cyk, podstępne uwiecznienia. Rozpięta biel ukazuje spocony tors, łydki wymykające się trójkątnym rozkrojeniom, piersi okiełznane balastem materiału, twarze szkaradne. Przy braku fleszowych błysków, ustawienia mimiczne gasną niczym urodzinowe świeczki. Zęby, grymasy, rozchełstanie. Panowie, Panie - przedzmartwychwstanie. Sorry.

Włosy w ustach muzykanta, na oczach bielmo.

No cóż.

Jaki ostry nóż! Ułamek sekundy, w izbie niekrew. Zimne ostrze studzi gorąc ciała, o bezpieczeństwie stanowi rodzaj przylgnięcia. Na razie. Zaufaj mi, nie przetnę życia. Posyłasz smutne spojrzenie - gardłowa kula, ja błądzę po dolnych partiach: pantofle, nogi, splot. Przez łzy informujesz, czuję goryczkę, dość.

 

Kalina, imię niewiasty. Znać przeciwnika, pamiętać. Kalina wpasowana w średniowieczne ozdoby wspomnienia, udekorowana gałązkami nadpalonego, białego bzu.

Jaki piękny świat. Kalino, zapachem prześladujesz wciąż wciąż wciąż. Jestem w ciąży, wiesz?

Stawiam kroki roztropnie: tup, tup, tup. Idę

Poszłem.

Średnia ocena: 4.2  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • JamCi 3 tygodnie temu
    O widzę że masz tego samego wielbiciela co ja. Porządnie skomentuje potem. Na razie 5 za zrobienie mi sieczki z mózgu.
  • jagodolas 3 tygodnie temu
    Niewypał z tego tekstu jest. Dzięki
  • Lamb 3 tygodnie temu
    Jestes.
    Bede jak wroce I strzepie z siebie swiat.
  • Zaciekawiony 3 tygodnie temu
    Niezłe.
  • jagodolas 3 tygodnie temu
    Dzięki
  • Lamb 3 tygodnie temu
    Jestem jeszcze na to za głupia. Czuje, że od Ciebie możnaby nauczyć się czegoś, czego nie ma nigdzie indziej. Niepowtarzalnego..
    Probuje rozumieć więcej i więcej, na razie czuje i ulegam Tym czarom.
  • jagodolas 3 tygodnie temu
    Nie Lamb. To znaczy że tekst jest źle napisany. Długo nie pisałem to i zapomniałem jak to się robi. Dzięki
  • JamCi 3 tygodnie temu
    Tak to wszystko zakamufliwales, że ciężko zrozumieć. Tym razem szyfr dla mnie za trudny. Kilka rzeczy zrozumiałam, ale wielu nie. Pytia?
  • pasja 3 tygodnie temu
    Piękne obrazy malujesz i grasz w życie.
    Przeszłość i przyszłość. Środek do mnie należy... tylko chwila pomiędzy jednym szarpnięciem a drugim. Złapanie tych chwil już do nas należy. Muzyka i włosie z odtłuszczonych włosów z ogona końskiego. Włosie w smyczku pochodzi ze specjalnie wypreparowanych, odtłuszczonych włosów z ogona końskiego. Miękka kalafonia zwiększa szorstkość gubiąc szary pył. Mistrzowie muzyki bez dyplomów.
    Ludowość i aż wylewa się z obrazu, pomiędzy biegiem historii pojawia się Zerwikaptur ze wsi Myszykiszki, ale też samouk Abraham Lincoln z pogranicza zapadłej mieściny.
    Wielkość obrazu zamyka brzemienność Kaliny i tupanie... odejście tylko w którą stronę.
    Ukłony dla Autora
    Pozdrawiam
  • jagodolas 3 tygodnie temu
    Pasja dziękuję. Jeśli czytelnik nie odbija się od muru, to jest ok. W pewnych miejscach czyta się co rano książeczkę. "Ludzie są na tyle szczęśliwi, na ile sobie pozwolą" - to podobno słowa Lincolna. Czy jakoś tak. Roztropne stawianie kroków to wejście w życie bez fajerwerków , wspomagaczy
  • Wrotycz 3 tygodnie temu
    Jaki piękny świat podbity erotyzmem, na nim oparty, bo życie musi trwać. Włosianka - tkanina jegoż, w homonimach użyta.
    Proza poetycka na maksa.
    5.
  • jagodolas 3 tygodnie temu
    O fajnie, dziękuję :)
  • JamCi 3 tygodnie temu
    Przyszli mądrzejsi i zrozumieli :-)
  • jagodolas 3 tygodnie temu
    E tam
  • Angela 2 dni temu
    Byłam, powoli zaczynam się od Twoich tekstów uzależniać : )
  • jagodolas 2 dni temu
    Angela, pozdro i dziękuję :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania