W.O. Część druga. Hank IV

-Do dziś nie wiadomo, po co Klack wtedy był w kwaterze głównej, ani jakim cudem Fergus wrócił niezauważony przez nikogo. No, prawie, bo przy powrocie na posterunek natknął się na kogoś z ekipy technicznej zabezpieczającej jakiś most czy coś tam, ale ów nie skojarzył najważniejszego. A raczej skojarzył zbyt późno, niestety. - Hank sięgnął po papierosa, odpalił, wydmuchnął pióropusz dymu. Kwiatuszek sięgnął do paczki leżącej na stole, wyciągnął papierosa. Hank uniósł brwi, ale laborant machnął ręka w bliżej nieokreślony sposób, co miało zapewne znaczyć, że potrzebuje coś zrobić z rękami. Hank pokiwał głową w zamyśleniu. Kontynuował.

-Dopiero następnego dnia, gdy odłowiliśmy wszystkich zaginionych z naszej listy, Alissa wysłała raport do kwatery głównej. Jak sam wiesz, komputer wychwytuje słowa kluczowe i analizuje pod kątem logiki, a nieprawidłowości odsyła się z powrotem do raportujących, żeby sobie wyjaśnili, logując zdarzenie w systemie. Wiesz, bo to ci pierwsze pewnie powiedzieli - logi są z wszystkiego. No i do Alissy komputer wysłał raport, że widziano zakrwawionego Fergusa, który szedł od strony punktu zrzutu, w połowie akcji, podczas gdy ten powinien był być, owszem, zakrwawiony, ale nie w tamtym miejscu. Technik zgodził się na ryzykowną wówczas ekstrakcję audiomagiem i otrzymaliśmy zapis tego, co, jak sądzi, pamiętał. Cały klaster został przekazany do dowództwa, do Alissy - i nieoficjalnie do mnie, jako że Fergus i ja bylismy w tym samym teamie tamtego dnia. Coś bardzo nie grało. Przeanalizowaliśmy również rozpryski krwi na jego mundurze i w miejscu, gdzie rzekomo zasztyletował wroga - nic nie pasowało. Badania post mortem wykazały, że Fergus torturował Klacka przez bite sześć godzin, stosując na zmianę gwałt, przypalanie i wbijanie noży pod paznokcie, jak również duszenie i okaleczanie za pomocą kilkunastu przedmiotów... W tym gaśnicy i noża do tapet. Na wszystkich tych przedmiotach znaleziono odciski palców Fergusa, rozpryski krwi należały do Klacka, a jego obrażenia odpowiadały tym przedmiotom. Widziałem zdjęcia, to była bestialska akcja. Alissa zabroniła nam jednak cokolwiek okazywać, co mi przychodziło z trudem, a jej nie przychodziło wcale. Była względem niego oschła i opryskliwa - nawet bardziej niż zawsze. Musisz wiedzieć, nigdy nie panowała między nimi atmosfera koleżeńskości, jak między pozostałymi członkami ekipy, ale zachowali się profesjonalnie oboje. Nigdy nie było ani pół ekscesu, kwestionowania rozkazów, czegokolwiek, nic. - Hank dopalił papierosa, pstryknął peta w stronę rogu pomieszczenia, gdzie automatycznie zdusił go robot sprzątający, pozostawiony tu przez sprzątaczkę, która znała Hanka nie od dziś.

-I co? - spytał Kwiatuszek, mnąc w dłoniach papierosa.

-I to, że Alissa i ja dalej pracowaliśmy nad OP i nad rozwiązaniem problemu przemieszczeń z wszczepieniem świadomości w inne ciało, a Stevenson i Fergus zajmowali się głównie podwójnym sprawdzaniem wszystkich opcji związanych z historią i tym, czy jej, dajmy na to, koła, kręcą się należycie. Sprawdzali wszystkie opcje, namierzali kolejne źródła, szukali przyczyn i analizowali skutki niezależnie od nas, jednak mieli pełny wgląd w naszą pracę, a my w ich. Tak się Fergus dowiedział, czytając nasze logi, że Alissa ma do niego problem. Dostęp do logów ma każdy, więc Fergus poczytał wszystko i zrozumiał, że stał się podejrzanym, ale jeszcze nie oskarżonym i nie skazanym, w sprawie o morderstwo ze szczególnym okrucieństwem - za co w każdej chwili można zostać wypieprzonym na dno oceanu, na sekcję głębinową, jak to mówimy.

I wtedy, następnego dnia, Alissa nie przyszła do pracy. Wyszła, niby to się przespać, i nigdy nie wróciła. Nigdy też nie doszła do własnego łóżka. Po prostu ją wcięło. Zaczęliśmy szukać, przeglądać logi, sprawdzać - nic. Nigdzie nie było śladu po niej. Jako drugi po głównodowodzącej Alissie, kazałem Stevensonowi namierzyć Fergusa. Ten też, jak kamień w wodę. Wezwałem obstawę chłopaków jeszcze z Narviku i od tej pory nie ruszałem się bez nich o krok. Był to dobry ruch, pochwaliła mnie nawet Lady Warfare, mam gdzieś chyba nawet w aktach, nieważne... Grunt, że z naszej piątki tylko mnie Fergus nie dorwał, bo po prostu nie miał jak. Co więcej, chłopcy z Narviku skrzyknęli swoich kolegów z innych projektów i innych znanych mi weteranów, i nagle wszyscy szukali Fergusa. Dowództwo miało zapieprz z OP, więc cała sytuacja była na mojej głowie. Dwadzieścia godzin ciągnęło się miesiącami, powiem ci szczerze, Kwiatuszek.

Aż w końcu zadzwonił telefon i Fergus chciał się spotkać. Miał Alissę i chciał ją wymienić na, oczywiście, danie mu spokoju i pozwolenie odejścia w dowolne miejsce i czas. Jak się domyślasz, zamierzałem mu pozwolić odejść gdziekolwiek, a potem go zapierdolić, jakby się tylko odwrócił - a razem ze mną wszystkie chłopaki z Narviku. Alissa była znana i poważana w kręgach weteranów, tak samo jak ja, no w końcu wiesz, semper fi i tak dalej. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Miał dostać kontroler przeskokowy niezablokowany (bo wszystkie jego i te, do których mógł mieć dostęp wymieniły kontrolery, jak się dowiedziały o nim) i nim chciał przeskoczyć do nowego życia. Dlaczego? Nie wiem. Dokąd? Nie wiem. Po co?

-Nie wiesz.

-Nie wiem. - przyznał Hank. - I może się jeszcze dowiemy, ale słuchaj dalej. Pojechaliśmy na spotkanie na suchym jeziorze o świcie. Wiesz, gdzie to jest. Każdy angol wie. Płaski teren, gdzie nie da się schować, nie ma gdzie spierdolić... Idealny poligon dla skoczków. Stał tam Fergus, który jak gdyby nigdy nic, trzymał sobie Alissę za szyję, jak jakiś idiota z kiepskiego filmu z ubiegłego wieku. Temporalni donieśli, że gdy tylko nadjechaliśmy, ten pacan dźgnął nieprzytomnego Stevensona w brzuch i teraz tamten powoli konał w samochodzie Fergusa. Czas więc, jak się domyślasz, grał kluczową rolę. I on wiedział, ten skurwysyn, że my wiedzieliśmy - w końcu pracował z nami tyle lat! Ale na szczęście, nie wszystko wiedział. Nie znał na przykład alfabetu Morse'a. Pozostawało mieć nadzieję, że Alissa pamięta.

Na miejscu bez słowa wysiadłem z auta, położyłem kontroler na ziemi, otworzyłem przeskok, po czym zrobiłem krok do przodu i czekałem, aż puści Alissę. Fergus szedł z Alissą, tyłem, aż znalazł się pod kontrolerem, który nastawił stopą. Przeskok zafalował.

Wtedy Alissa z całej siły kopnęła go w stopę, i jednocześnie prawie wyrżnęła mu z tyłu głowy w nos. Fergus się zgiął wpół, a Alissa zmiażdżyła stopą kontroler i kopnęła go w moim kierunku. Przeskok zaczął migotać. Spodziewałem się, że Fergus w niego wskoczy i będzie uciekał, ale zamiast tego zrobił coś zupełnie niespodziewanego. - Hank odpalił kolejnego papierosa, jego ręce drżały od emocji.

-Wziął markowany zamach, zmuszając Alissę do uchylenia się - i wtedy wyciągnął nóż, skurwysyńsko ostry sztylet, i wbił jej go w szyję aż po rękojeść. Uśmiechnął się do mnie szaleńczo, po czym skoczył w przeskok, głową naprzód. Kontroler zgasił przeskok, gdy jego głowa była już w historii. Alissa umarła, Stevensona nie udało się uratować. Oboje mieli podobne ślady improwizowanych tortur, więc ich też z czegoś przepytywał. Do dziś nie wiadomo z czego. Myśleliśmy, że Fergus raczej nie przeżył skoku - kontroler był rozbity, udało nam się tylko wyekstrahować, że chciał się przenieść do Szkocji w przyszłości, ale gdy Alissa nadepnęła urządzenie, cofnęło się o tysiąc z hakiem lat. Tego ten fiut nie mógł przewidzieć. Wiadomo było na pewno, że chciał się przenieść gdzieś, gdzie na pewno nie będą go szukać - jak wspominałem, Szkocja była całkowicie poza zasięgiem i poza planami na najbliższe lata. Tam Fergus mógł zniknąć.

Miesiące później odkryliśmy z chłopcami z Narviku jego plan... To znaczy wydedukowaliśmy go na miesięcznicy śmierci Alissy. Fergus torturował i zabił jedyne osoby, które wiedziały cokolwiek więcej o OP i o przenoszeniu się między ciałami w wyniku skoków. Musiał coś odkryć, coś zaplanować i po prostu wykorzystać sytuację najlepiej jak potrafił. Pewnie chciał mieć na nas haka... Nawet temporalnie. Kutas

-No i mu się nie udało, prawda? Przecież jakieś średniowiecze w Szkocji to żadna miejscówka do czegokolwiek, prawda? - w głosie Kwiatuszka brzmiał worek ziana nadziei. Kwintal pszenicy nadziei. Hank westchnął, spojrzał na chłopaka i westchnął jeszcze raz. Postukał palcami w konsolę. Przybliżył nagranie z drona, gdzie stało zbiorowisko ludzi. Pokazał palcem. Kwiatuszek patrzył, nie rozumiejąc. Spojrzał na Hanka i wzruszył ramionami.

-No co?, przecież to Wilkinson!

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ritha dwa lata temu
    Wilkinson... Wilkinson z rozdwojeniem jaźni jest z przyszłości!!! :o
    A przynajmniej częściowo... W sumie to by wiele wyjaśniało. I wszystko tak pięknie połączyłaś, wpięłaś jak brakujące puzzle, w ogóle ten rozdział przeczytałam na jednym wdechu, te cała otoczka związana ze skokami, tak logicznie i racjonalnie opisana, i lekko kryminalnie powiało.Tyle części wrzucasz, a ma się ochotę na jeszcze. Łap 5, świeżo z przeskoku ;)
  • Nazareth dwa lata temu
    Eee... no dobra. Zastanawiałem się jak z tym wszystkim pojedziesz, Ale cholera to ma sens i łączy się w logiczną całość, blin!
  • Nożyczki dwa lata temu
    Blin?
  • Nazareth dwa lata temu
    Nożyczki Bliny – tradycyjne danie kuchni rosyjskiej, ukraińskiej i białoruskiej. liny to drożdżowe naleśniki z ciasta z mąki gryczano-pszennej lub gryczano-żytniej. Istnieje jednak także wiele domowych receptur przyrządzania ciasta na bliny, z różnych rodzajów mąki, z dodatkiem kasz lub kefiru. Podawane są na wiele sposobów, od prostych – bez dodatków lub z gotowaną rybą, po eleganckie – ze śmietaną lub roztopionym masłem, kawałkami łososia, wędzonego jesiotra, solonym i marynowanym śledziem, rybnymi sałatkami, marynowanymi grzybami, kawiorem, tartym serem, krojonym jajkiem, rybnymi pastami i sosami. Bliny można też podawać na słodko, z konfiturami. Warunkiem podstawowym jest, aby w momencie podania były ciepłe i wilgotne, gdyż szybko tężeją i stają się kruche (tym szybciej, im więcej w nich mąki gryczanej, ubogiej w gluten).
    Również "blin" to społecznie akceptowany substytut słowa "blyat" XD
  • Nożyczki dwa lata temu
    Nazareth mogłeś pisać 'blać' czy 'bladź', ja się nie obrażę ;)
  • Nazareth dwa lata temu
    Nożyczki no ale to trochę brak kultury... A tak serio to lubię słowo "blin" tak przyjemnie gra w uszach. Chyba że robi sie poważnie wtedy "szaszłyk blin" wchodzi do gry... staram się aż tyle nie przeklinaćprzekonać żeby mi się w pracy nie wypsło :( Blin...
  • Nożyczki dwa lata temu
    Nazareth grunt, że się nie zaplątawszy w te wszystkie wątki ;)
  • Nazareth dwa lata temu
    Nożyczki Nie, jest bardzo przejrzyście. Widzę metodę w twoim szaleństwie ;)
  • Ale co? dwa lata temu
    Za bardzo poruszona tematyka wojenna dlatego tylko 3 ode mnie
  • Nożyczki dwa lata temu
    Wspaniały komplement!
  • Adam T dwa lata temu
    No to teraz już nie mam pytań, bo wszystko elegancko wyjaśniesz krok po kroku i mam tylko nadzieję, ale nie kwintal, spokojnie :)), że kolejne części wrzucisz jak najbardziej niebawem, czego czytelnikom i sobie życzę. Dawno, tak zawzięcie nie czytałem niczego, za wyjątkiem kilku książek :)) Ocena jest oczywista.
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Bajaderra. (gdzieś w pińćet mil napisałeś, że z przemocą to Ty nie) - pheee.
    Zajebista cześć. Popłynąłem.
    Idę imitować pracę, bo mnie zajebią.
    Git bardzo.
  • Agnieszka Gu 3 miesiące temu
    No dobra, cos sie rozjaśniło. Później obaczę, jak się dalej akcja potoczy. pa ;)
  • Okropny 3 miesiące temu
    Czekam!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania