W.O. Część trzecia. Hank

Hank obudził się na kozetce, w pełnym rynsztunku, tak jak go przeskoczyli technicy z korytarza, prosto do Dziedziny. Zerwał się na równe nogi.

-Kwiatuszek! - zawołał. Laborant wbiegł do pomieszczenia. -Kwiatuszek! Mów, co się dzieje!

Kwiatuszek zdążył się połowicznie rozebrać z wszystkich klamotów. Wyglądał jak koszmar każdego sierżanta musztry, ale Hank nie miał czasu na pierdoły. -Do rzeczy, chłopcze! - pogonił go Hank.

-Hank, Fergus przeniósł się do "operacji Karnawał", ale mamy problem jak cholera, bo temat jest zamknięty do przeskoków, bo, bo...

-Bo dzieje się właśnie teraz, wiem, Kwiatuszek, oszczędź mi oczywistości. Co z tą piratką? Namierzyliście już Fergusa w pałacu? - dopytywał Hank. Kwiatuszek smutno pokręcił głową i wskazał Hankowi drzwi do izolatki obok. Hank prawie biegiem pokonał trzy kroki, zajrzał do pomieszczenia obok przez wielkie lustro weneckie. Za szybą na pryczy leżała Sheera i zajmowała się sobą. Dosłownie. Hank ukrył twarz w dłoni, westchnął, nic nie powiedział. Odwrócił się do Kwiatuszka. -Nie wiecie, co z Fergusem, co? Lady Warfare coś wie?

Kwiatuszek na wspomnienie swojej szefowej drgnął zauważalnie i zrobił przestraszoną minę.

-Nikt nic nie powiedział. Chłopaki z Narviku właśnie załatwiają akredytacje, żeby dodatkowo osłaniać całą imprezę z zewnątrz. - wyjaśnił. Hank pomyślał, że nikogo nie zdziwi, że nagle cały oddział taktycznych będzie usiłował włączyć się w ochronę obiektu - najwyżej ktoś pomyśli, że mają parcie na medale. Na balu jest pewnie z pięćset osób, w tym książę i Lady Warfare, tylko że...

-O, kurwa - powiedział Hank, gdy zrozumiał, z jakim problemem nagle przyszło mu się zmierzyć. - Kwiatuszek, kod biały. Nie mamy czasu do stracenia. Biegnij, kopsnij się do magazynku i pozbieraj kontrolery. Zadzwoń po tych dwóch techników od fx, mają rzucić wszystko. Zebranie w sali konferencyjnej... Gdzie my teraz jesteśmy?

-W ambulatorium dwa korytarze obok nas. - wyjaśnił. Przez "nas" miał oczywiście na myśli sterownię z konsoletami, w której spędzili ostatnie tygodnie, pilnując "operacji Perydot", pomyślał Hank.

-Powiedz, że mają się u nas zjawić najdalej za pół godziny. Mamy niewiele czasu, potrzebujemy audiomagów, kontrolerów przeskoku, a najlepiej, jeśli zgarniesz jeszcze tych od kostiumów i powiesz, że mają dostarczyć szmaty z operacji Perydot. Wszystkie ciuchy kupców, piratów, wszystko. Zwłaszcza te wyjściowe. Ja idę do sterowni, zostawię ci info, gdzie jestem. Ustabilizuję przeskok. - wyjrzał za drzwi, zobaczył jednego z żołnierzy, przywołał go gwizdnięciem i pomachał, żeby ten przyszedł.

-Masz jakieś rozkazy...? - spytał go Hank, usiłując przeczytać naszywkę z nazwiskiem, ale zasłaniała ją kolba Verduna.

-Parker, komandorze - rzekł żołnierz dziwnie grubym głosem. - Zostałem, żeby w razie czego pomóc, jakby potrzebował pan pomocy. Sir - dodał.

-Pokaż twarz, Parker, skąd wziąłeś tego komandora, nikt tak nie mówił do mnie odkąd... Kurwa. - skończył, urywając nagle, kiedy Parker zdjął kominiarkę. Właściwie zdjęła, bo nagle mundur zalała fala rudobrązowych włosów, które Parker odrzuciła do tyłu i przeczesała ręką w rękawicy.

-Freckles Parker! - przypomniał sobie Hank, uśmiechając się szeroko, zapominając na moment o wszystkich trudach codzienności i ściskając serdecznie żołnierkę. Ostatni raz widział ją przed laty podczas akcji w Verdun, gdy ta była jeszcze małą dziewczynką. - Jak żyjesz? - zrobił krok do tyłu, żeby się lepiej przyjrzeć. Uśmiechając się od ucha do ucha, żołnierka przyjmowała komplementy i dygała, jakby nigdy nie przestała mieć dwanaście lat. Hank zwątpił na moment.

-Parker, powiedz mi, że jesteś doświadczona w akcji i nie będę musiał ci wszystkiego dziesięć razy mówić, kurwa, bo muszę trochę namieszać w przeszłości i potrzebuję kogoś zaufanego. - do Hanka wróciło całe zdenerwowanie. Zrobiła krok naprzód i położyła swoją rękę na jego ręce. Na rękawie miała symbole odbytych akcji. Zrobiły wrażenie, bo nie dopytywał więcej.

-Proszę mi opowiedzieć w drodze, komandorze.

-Przestań z tym komandorem, to było dawno i nieprawda, dobrze? Hank jestem.

-Dobrze, Hank.

-Chodźmy więc.

*

Szli korytarzem i Hank zdradzał Parker zarys planu. Parker sprawdzała na pda odpowiednie dane i podejmowała decyzje. Gdy dotarli do sterowni, Hank przewinął obraz z dronów, sprawdził kilka nagrań, zapisał na karteczce odpowiednie koordynaty. Wepchnął do ładownic kilka paczek papierosów i zalecił Parker wziąć trochę wody i prowiantu. Po czym odpalił papierosa, napisał na konsoli wiadomość dla Kwiatuszka i otworzył przeskok.

-Panie przodem - powiedział do Parker, która oczekując na Hanka zdążyła zapleść sobie warkocz. Posłała mu obezwładniający uśmiech, przerzuciła warkocz na plecy i przeskoczyła. Hank pstryknął petem na ziemię i również przeskoczył.

Minutę później do sterowni wszedł Kwiatuszek, ciągnąc za sobą wózek z pudłami pełnymi różnego szpejstwa. Przeczytał wiadomość na konsoli. Skontrolował kontroler - był naładowany do pełna, nastawiony na godzinę i datę. Zerknął na zegarek. Miał kwadrans, żeby sprawdzić w danych osobowych odpowiednie informacje, o które prosił go w liście Hank.

Po kilku sekundach robot sprzątający podjechał bezgłośnie i zjadł resztkę Hankowego peta.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ritha dwa lata temu
    Ach, jaki wartki bieg wydarzeń. I Parker, nowa postać (!), i to dość profesjonalna jak widać. Przeczytałam na jednym wdechu. Klikam pione i pozdrawiam
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Tutaj dużo sława Hank. Nooo, masz taką manierę, że nie synonimujesz imion. Wyplenisz.
    Część ok.
  • Okropny 7 miesięcy temu
    Jak widać, światy się przenikają. Jakoś.
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Okropny, noo taaa
  • Agnieszka Gu 2 miesiące temu
    Dobra,
    przepędziłam wszystkich... chwila na kawę... lecimy:
    Sheera jest niemożliwa hehehe
    No dobra... i cóż dalej...

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania