W.O. Część trzecia. Oxley IV

-Panowie, słuchajcie uważnie! - zaczął mówić Oxley. Ekipa ubezpieczająca rzuciła papierosy, skręty i odbiła fajeczki, gromadząc się bliżej, by lepiej słyszeć.

-Tam jest jakieś chyba wejście do czegoś, jakiś bardzo jasno oświetlony korytarz, który może rzucić więcej światła na tajemnicze zniknięcie Krabschnittza i reszty. Ale może też nie rzucić. Może po prostu jest tam jakiś, czy ja wiem, jakaś...

-Gadver... - mruknął Tussenvoegsel, wpatrując się w prostokąt, który jakby zmienił temperaturę barwową... O ile można tak powiedzieć o jasnożółtym prostokącie, który zamigotał na różowo-srebrzysto-niebiesko.

-Właśnie, jakaś geoda, czy coś. Może jest tam jeszcze więcej tego perydotu, albo... - Oxley zrobił teatralny gest zarezerwowany do straszenia dzieci przy ogniskach ciemną nocą. - odkryje się przed nami mrożąca krew w żyłach tajemnica...

-Jaka tajemnica? - spytał któryś z ochroniarzy.

-Zaginionych zwłok Krabschnittza! - skończył Oxley dramatycznie, a nawet Tussenvoegsel odwrócił się na moment do Oxleya, by pogratulować udanego rymu. "Chłopaki" z obstawy i ochroniarze wymienili uśmiechy.

Ten moment właśnie wybrali sobie Krabschnittz i Hank, na wyjście z korytarza i zgaszenie światła.

-To żadna tajemnica, panie Oxley - powiedział Krab i nagle zrobiło się bardzo cicho.

 

*

 

Oxley i Tussenvoegsel odwrócili się, jak na komendę. Tussenvoegsel wyciągnął rapier, zagrzechotały arkebuzy strzelców stojących najbliżej. Oxley uniósł ręce. Odwrócił się tak, żeby przekaz dotarł do wszystkich uszu.

-Nie strzelać! - krzyknął. - Zgasić lonty, rozładować, ręce z pistoletów! Nikt nie strzela!

Tussenvoegsel powoli, nieufnie schował wielki rapier z powrotem do pochwy przy pasie. Oxley chciał zeskoczyć z kamienia, ale nie miał butów, więc zrobiła się przez chwilę niezręczna cisza, gdy zakładał buty. Hank niepostrzeżenie wyciągnął papierosa i odpalił go zapalniczką, po czym z powrotem splótł dłonie na karku. Oxley w końcu zszedł z kamienia i podszedł do Krabschnittza.

-... - brakło mu słów. W kącikach oczu pojawiły się kropelki.

-Dzień dobry, panie Oxley. Kapitanie Tussenvoegsel, uchyliłbym kapelusza, ale niestety gdzieś swój posiałem. Czy ja i mój towarzysz możemy opuścić ręce?

Oxley kiwnął głową. Krab i Hank opuścili ręce.

-Panie Oxley, ten mężczyzna tutaj ma panom coś do przekazania. Chodzi o sprawy najwyższej wagi. Będzie to bardzo skomplikowane, praktycznie nie do uwierzenia, ja sam ledwo w to wierzę, ale jest to bardzo, bardzo ważne. Czy zechcieliby panowie go wysłuchać?

Tussenvoegsel wzruszył ramionami i brwiami, a Oxley wskazał kilka odłamków kamieni, które wyglądały na dość płaskie, by można było na nich usiąść. Zrobił zapraszający gest ręką.

-Może panowie zechcą spocząć? Zapowiada się bardzo interesująco.

-I jest, kapitanie. - powiedział Hank, zwracając się do niego i odzywając się po raz pierwszy. - Prosiłbym, żeby pańscy ludzie odsunęli się poza zasięg szeptu. Nie ma potrzeby obawiać się niczego z naszej strony - a to, co chcemy panom przekazać, jest bardzo... Trudne. I może się wydawać nie do wiary. - Krabschnittz zrobił gest ręką.

-Panie Oxley, najlepiej będzie jak przyjmie pan, że to tylko dla waszych uszu.

Oxley odwrócił się i zrobił gest ręką, który miał znaczyć, że wszyscy mają odejść. Wstał, stanął na kamieniu i powiedział do wszystkich uzbrojonych ludzi, że jest bezpieczny i żeby się zajęli czymś, no w każdym razie wszyscy, z ochroniarzami od Mary Ann włącznie, muszą mu zaufać, bo mają poważne sprawy do obgadania, nie dla postronnych uszu. - Popukał się po nosie. Ochroniarz zrozumiał i wycofał się bez słowa. Obstawa zabezpieczała perymetr. Oxley wrócił do pozostałych i usiadł na kamieniu. Hank zaczął:

-Pamiętacie panowie Wilkinsona i Fergusa?

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ritha dwa lata temu
    Ja mam obawy, że oni tego jednak nie pojmą... A Tussenvoegsel to już na pewno, on ich prędzej, gadver, powystrzela. Choć może się mylę, skoro Krab jakoś ogarnął. A tak w ogóle to jeszcze raz chciałam wyrazić zadowolenie z faktu, że Krabschnittz jednak żyje, zawsze go lubiłam :)
  • Nazareth dwa lata temu
    Ja myślę że Tuss pojmie w lot, a jak nie to mu powiedzą że będzie szansa sobie pierdyknac z armaty albo zaaplikowac komuś wpierdul, i będzie miał gdzieś ze nie rozumie i tak z nimi pójdzie. On i jego brwi! XD
  • Canulas 7 miesięcy temu
    "-I jest, kapitanie. - powiedział Hank, zwracając się do niego i odzywając się po raz pierwszy" - za dużo "się".

    I tyle.
    Krótkie. Kolejny kamyczek na drodze. Hank, od strony zdrowo-rozsądkowej, sporo ryzykował. Jeden strzał i kuniec.
  • Okropny 7 miesięcy temu
    Hank odnajduje w sobie pokłady zimnej krwi. Słowo "rapier" jest tu użyte błędnie, powinien być pałasz. Ale wtedy jeszcze tkwiłem w błędzie i nie zauważyłem. Tak było.
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Okropny, nooo, ja se ogólnie wyobrażam taki wielki rapier, choć generalnie takie igiełkowe bardziej do pchnięć, ale... Twój świat, Twój rapier.
  • Okropny 7 miesięcy temu
    Canulas wyobrażaj sobie szkocki pałasz "basket hilt broadsword".
  • Okropny 7 miesięcy temu
    https://www.theknightshop.com/blunt-and-sharp-swords-uk/basket-hilt-swords-uk/blunt-basket-hilt-swords-uk/basket-hilt-broadsword takie coś
  • Agnieszka Gu miesiąc temu
    "Ten moment właśnie wybrali sobie Krabschnittz i Hank, na wyjście z korytarza i zgaszenie światła.
    -To żadna tajemnica, panie Oxley - powiedział Krab i nagle zrobiło się bardzo cicho." — re we la cja :D
    potem...
    buty, które musi założyć Oxley
    potem
    "Hank niepostrzeżenie wyciągnął papierosa i odpalił go zapalniczką, po czym z powrotem splótł dłonie na karku. "...
    itd... — uśmiałam się jak diabli :) super :)
  • Okropny miesiąc temu
    Cieszę, że wciąż cieszy :-)
  • Agnieszka Gu miesiąc temu
    Okropny Cieszy, jasne że cieszy. Świetnie piszesz, w me gusta idealnie wpasowany tekst, więc wisz...
    Problem w tym, że czytam tu kilka serii... i staram się uczciwie czas pomiędzy nie rozkładać :))

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania