Wróciłeś? Tak!

* Miło jest do Was wrócić! *

 

Bill rozejrzał się po okolicy, a ciarki przeszły mu po plecach. W sumie to zbyt delikatne określenie. Poczuł się jakby coś obrzydliwego owinęło się wokół jego ciała, próbując stworzyć ohydną symbiozę. Coś w rodzaju oślizgłej macki, która wiła się, szukając wejścia. Dotarła do jego wnętrza, podpełzła do serca i zaczęła skażać je swoją potwornością. Bill czuł w nozdrzach odór strachu, który zaczynał przejmować nad nim kontrolę. W ostatnim podrygu wolnej woli zacisnął powieki, próbując rozwiać potworną iluzję, ale ona tylko wyostrzyła swoje kształty.

 

- Boże... Gdzie ja jestem? - szepnął sam do siebie.

 

Jego głos pomknął pustą uliczką i zniknął za rogiem tak błyskawicznie, jakby coś czekało by tylko go zdusić. Cisza w zaułku stała się wręcz bolesna dla jego uszu. Wziął głęboki wdech i ruszył z miejsca. Parł przed siebie mimo wrażenia, że setki zgniłych dłoni wychodzą z popękanego asfaltu, by chwytać go za kostki, powalić na kolana, a na końcu wciągnąć pod brudną powierzchnię. Starał się nie patrzeć na mury, których powierzchnia kruszyła się pod jego spojrzeniem. Stary tynk, kawałki cegieł oraz farba trzymały się tylko dzięki setkom nieokreślonych graffiti, które zdecydowanie nie były ozdobą. Góry śmieci wylewały się z powyginanych koszy jak fale wymiotów i zalewały wąski zaułek. Spleśniałe, mokre kartony i materace, stosy rozmokniętego papieru, sterty szmat i kawałki czegoś, co kiedyś mogło być żywe. Bill skrzywił się z niesmakiem, stając przed drzwiami, które znajdowały tuż obok tego pobojowiska. Srebrny napis zrobiony spray'em zwieńczał powierzchnię zbutwiałego drewna.

 

- "Tu znajdziesz raj" - przeczytał - Ta... jasne...

 

Nie będąc pewnym czy naprawdę tego chce, po prostu pchnął nogą cienkie drzwi. Przejście otworzyło się z głośnym skrzypnięciem, niczym wieko od trumny, uwalniające czerń grobu. Stężenie śmierci i zgnilizny w wyziewie, który owiał Billa, sprawiło, że zgiął się w pół, a zawartość jego żołądka podeszła mu do gardła. Wziął jednak kilka głębokich wdechów, opanował buntujące się wnętrzności i powoli się wyprostował. Przetarł ręką czoło, na którym sperlił się zimny pot i sięgnął do tylnej kieszeni spodni. Wyciągnął telefon i włączył latarkę, której ostre światło rozdarło ciemność panującą za drzwiami. Słysząc w głowie szum spanikowanego serca, które uderzało w jego żebra, niczym w kraty więzienia, błagając o uwolnienie, wszedł w paszczę zniszczonego budynku. Mrok oblepił go jak gorąca smoła. Mimo, że nie rozpuszczał jego skóry, zrywając ją całymi płatami i tak sprawiał mu psychiczny ból. Powoli przeszedł kilka kroków, aż dotarł do pierwszego zakrętu. W pomieszczeniach panował taki sam nieład jak w zaułku, tylko że smród był o wiele bardziej dotkliwy. Z każdym kolejnym krokiem coraz bardziej zagłębiał się w tajemnicy "raju". Nagle jego serce zatrzymało się, sparaliżowane strachem. Na skraju światła spokojnie przeszła jakaś postać, po czym zniknęła w gęstwinie ciemności, pozostawiając po sobie głuche odgłosy kroków. Oddech Billa przypominał oddech maratończyka, który właśnie zakończył bieg. On nie był przerażony, on stał na krawędzi, za którą znajdowała się otchłań szaleństwa, a każda sekunda spychała go coraz bliżej brzegu. Ignorując krzyk swojego umysłu, ruszył dalej, lecz musiał się zatrzymać, ponieważ z ciemności wyłonił się pewien dźwięk. Regularne i puste stukanie, jakby ktoś uderzał czymś o ścianę.

 

- To nie jest prawda, to tylko ci się zdaje... - szeptał sam do siebie, nie wierząc nawet, że to mogłoby pomóc.

 

Dźwięk nie zbliżał się do przerażonego mężczyzny, to on zbliżał się do dźwięku. Kroki Billa była coraz krótsze, coraz bardziej przypominające osobę, która właśnie zawraca i zaczyna uciekać z krzykiem. Nagle światło ujawniło źródło hałasu. Blade promienie dotknęły mężczyzny, który stał przy ścianie. Nieprawdopodobnie wysoki, chudy jak szkielet, ubrany w gnijące łachmany, stał twarzą do ściany i w równych odstępach czasu uderzał w nią głową. Przerzedzone, długie, tłuste włosy falowały jak spleśniała firana. Kości obciągnięte były cienką, plamiastą skórą, koloru ziemi. Wyglądał jak wysłannik śmierci. Ohydna istota, która zaraziła się wszystkimi zarazami, które zabiły jego podopiecznych, a teraz trawią jego nieśmiertelne ciało. Bill zacisnął szczękę z siłą kruszącą zęby, a telefon skierował w innym kierunku. Zrobił krok w bok, żeby jak najszybciej oddalić się od postaci i wtedy stracił równowagę. Runął na podłogę z głośnym jękiem. Tuman kurzu wniósł się w powietrze, a miliony drobin brudu zawirowały w pomieszczeniu, wdzierając się do płuc. Bill zakaszlał, przetarł oczy i jak najszybciej wstał. Światło padło na to, o co się potknął. Puste spojrzenie wpatrzone w sufit. Usta pełne żółtej piany, która wylewała się na brudną, kiedyś białą koszulkę. Ramię zaciśnięte opaską, a tuż obok ciemna strzykawka.

 

- Daniel... - jęknął Bill.

 

Obraz martwego brata wyrył się w jego umyśle tak głębokimi rysami, że nic nie było ich w stanie wypełnić. Już nigdy.

 

- Dlaczego? - Klęknął obok zimnego ciała - Dlaczego wróciłeś? - Jego ciałem targał szloch, który wylewał się z szczeliny powstałej w jego duszy.

 

- Wróciłeś?

 

Obcy głos oblał ciało Billa lodem strachu. Rozejrzał się w poszukiwaniu źródła głosu, ale światło latarki nie docierało aż tak daleko. Docierało jednak wystarczająco daleko, by zrozumieć, że mężczyzna przy ścianie zniknął.

 

- Wróciłeś? - skrzekliwy głos znów popełzł po ścianach.

 

- Tak! - krzyknął - Ale tylko po mojego brata! Nigdy do was nie wrócę!

 

I wtedy jego szyję oplotło chude ramię. Odór zgnilizny uderzył jego nozdrza, raniąc mózg. Tłuste włosy, zasłoniły mu widok, zamykając w śmierdzącym więzieniu.

 

- Nigdy od nas nie uciekniesz...

 

Bill czuł jak czarne, połamane zęby odsłaniają szary jęzor, wijący się w paskudnej gębie, która syczała mu wprost do ucha. Próbował się wyszarpać, ale wtedy poczuł głębokie ukłucie w szyję. Jakaś substancja wlała się w jego ciało i niczym rozgrzana cyna zaczęła palić jego wnętrze. Oplatające go ramię zwolniło swój uścisk, ale co innego złapało Billa w swe kajdany i już nie zamierzało puścić. Padł na kolana, walcząc z własnym organizmem, ale żółta piana zaczynała już zbierać się w jego ustach. Nim rozpoczął prawdziwą walkę, nastała ciemność, ciemność której nie rozwieje żadne światło.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • ausek 28.07.2016
    Miło jest znowu przeczytać coś Twojego. ;) 5
  • Johnny2x4 28.07.2016
    Profesjonalista powrócił :) 5 :)
  • Rasia 29.07.2016
    "jakby coś czekało by tylko go zdusić" - przecinek po "czekało"
    "Nie będąc pewnym czy naprawdę tego chce" - po "pewnym"
    "Mimo, że nie rozpuszczał jego skóry" - bez przecinka, spójnik złożony
    ":plamiastą skórą, koloru ziemi" - zbędny przecinek
    "która zaraziła się wszystkimi zarazami, które" - które x2
    "Tuman kurzu wniósł się w powietrze" - tutaj chyba miało być "wzniósł" :)
    "z szczeliny" - ze*
    "Tłuste włosy, zasłoniły mu widok" - zbędny przecinek
    "ciemność której nie rozwieje żadne światło." - przecinek po "ciemność"
    No i przerwy między akapitami zbędne
    I Chris po komentarzu Rasi się już wcale nie cieszy, że wrócił :( A tak na poważnie, to mam nadzieję, że jednak tak nie jest :) Fajnie, że znów coś wstawiłeś. Swoją drogą muszę nadrobić jeszcze resztę Twoich tekstów. W każdym razie podoba mi się, że zrezygnowałeś z tych częstych wtrąceń, jakie miałeś w nawyku, bo czasem utrudniały czytanie, zamiast je urozmaicać. Zaprezentowałeś swój powrót w ładnym stylu mimo drobnych potknięć. Podobało mi się i ogółem mogę z czystym sumieniem zostawić 4,5 czyli 5 :)
  • Marzycielka29 30.07.2016
    Fajnie znów móc przeczytać tekst Twojego autorstwa! Jak zawsze trzymasz w napięciu i raczysz czytelnika wspaniałymi opisami. To lubię najbardziej w Twoich tekstach, 5
  • KarolaKorman 01.08.2016
    ,, Kroki Billa była coraz '' - były
    ,,wylewał się z szczeliny powstałej w jego duszy.'' - ze szczeliny
    ,, Klęknął obok zimnego ciała'' - po czym piszesz ,,Padł na kolana, walcząc z własnym '' - nie mógł paść, bo już klęczał i nie było mowy, żeby wstawał

    Poruszyłeś wyobraźnią, tą obrzydliwą jej częścią, brawo :) W momencie, kiedy zobaczył napis coś podpowiedziało mi, że może się to tak dla niego skończyć, ale ciekawość pchała mnie dalej. Ode mnie 5 :)
  • MarBe 12.08.2016
    Opisałeś świat w jakim nigdy nie chciałbym spędzić nawet chwili i z małymi potknięciami tego dokonałeś. 5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania