Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Wtorkowe starocie z Canulardo (02) — New world order — część I

(We wtorkowych starociach z Canulardo, niejaki ja (z dumą, wstydem oraz beztroską formą umysłowej nieporadności) przedstawiam szlachetnym juzerom płci wszelakiej odgrzewane i często ciężkostrawne kotlecicha ze stajni El Canulardo. Teksty leciwe, tudzież leciwe mniej. Niekiedy radośnie naiwne, kiedy indziej wręcz katastrofalnie infantylne.

 

Całość ma na celu zobrazować drogę niejakiego mnie od zera do... powiedzmy do zera plus. No i też trochę nie mam siły tłuc nowych, więc zapycham portal duperelami.

Bon appetit).

 

New word order — część I

Zawsze trzeba umieć dobrze się bawić

 

Veronique obudziła się późno. Zbyt późno. Sama jednak była sobie winna, gdyż miała przynajmniej trzy sposoby, by wstać o czasie.

Mogła ustawić alarm telefoniczny, nakręcić duże czerwone koło z dziwkarsko wymalowanymi oczkami, które było niegustownym budzikiem za cztery euro albo kazać się po prostu obudzić. Za trzysta siedemdziesiąt pięć euro od doby zanucono by jej Beethovena, gdyby chciała.

Niestety nie pomyślała. Na co dzień wrzaski dzieci były wystarczające, aby ją podnieść z łóżka, ale teraz? Sam na sam z satynową pościelą i miękkim łożem mogącym pomieścić sześć osób? Niestety. Abrakadabra i z szóstej zrobiła się ósma, a mówiąc ściślej: Ósma dwadzieścia trzy.

Nie, nie. Absolutnie. Przestańcie w ogóle tak myśleć. To nie jest tak, jak sądzicie. Zupełnie nie. Veronique nie była bogata, zaś jej dzieci nie chodziły do żadnej z prywatnych szkół, choć gwoli ścisłości, koło takiej szkoły przechodziły.

Była zmęczona. Chronicznie, cyklicznie, czy jakkolwiek jeszcze icznie, zmęczona.

Zmęczona codziennością. Zmęczona nudnym procesem czterominutowego seksu. Zmęczona srającym bez ustanku kotem. I zmęczona niedokładnie pomalowanymi ścianami, które i tak zaczynały odłazić, ukazując brudną biel nijak kontrastującą z zielenią. Choć przecież: „Ależ, nie. Nie odejdą kochanie. Jestem profesjonalistą. Wiem, co robię”.

Ech.

Gdyby tylko dostawała dziesiątaka za każdą niespełnioną obietnicę, nie musiałaby wygrywać konkursu, aby poczuć, jak mieszkają królowie. Stać by ją było na taką ekstrawagancję co drugi dzień.

Tylko że nie dostawała żadnych pieniędzy, a jedynie rozstrój żołądka i kolejną obietnicę bez pokrycia. Więc dokładnie sześć dni temu, gdzieś pomiędzy dziesiątą a jedenastą albo raczej, pomiędzy prasowaniem a doglądaniem trzech podskakujących pokrywek, zirytowana debilizmem ludzkości chwyciła za słuchawkę i wykręciła numer widniejący na zaśnieżonym (Jutro wejdę na dach i nastawię antenę) ekranie telewizora. A potem cóż. Potem się potoczyło.

— Dzień dobry. Z kim mam przyjemność?

— Veronique z Lille.

— Skąd pani do nas dzwoni?

(Boże!)

— Z Lille.

— Czy jest pani pełnoletnia?

(Faktycznie. Głos miała młody)

— Tak.

— Dobrze. Czy potrafi pani wymienić pięć różnic?

(Potrafiła)

— Kaczy Dziubek. Na jednym rysunku myśliwy ma strzelbę, na drugim łuk. Trzy drzewa zamiast dwóch. Słońce zamiast księżyca…

— Brawo! To już cztery — przerwała jej prowadząca.

— I… na jednym myśliwy siedzi w łódce, a na drugim jedzie konno.

(Wrzask)

— Taaak! Brawo! Zgadza się! Czy pani wie, co wygrała?

(Wygrała? Nie trzeba wysyłać sms-ów po osiem euro? Brać udziału w losowaniach?)

— … do odebrania w przeciągu dwóch tygodni, od czasu nadejścia pocztą zaproszenia — wyrecytowała prowadząca.

(I stało się. Od wykręcenia do odłożenia nieco poniżej dwóch minut)

 

*

Jack w zasadzie się cieszył, choć ową radość dobrze zakamuflował.

— A co z żarciem? — zapytał, kiedy jeszcze dyndała mu na szyi. Nie ostudziło to jej entuzjazmu. Nie tym razem.

— Pizza. Chińszczyzna. Kebab.

Zmarszczył twarz, myśląc, że tego nie widzi. Ego wiecznego chłopca walczyło o lepsze jutro z samcem alfa. Odetchnął. Spróbował wybrnąć.

— Żartowałem, Verni. Zrobisz, jak chcesz.

— KFC. Mac. Sushi — dokończyła.

— Zrobisz, jak zechcesz, Verni — skwitował, stawiając ją na ziemi. I tak już pewnie wyczerpał limit czułości na najbliższe ćwierćwiecze. Imię zalatujące francuskim nie oddawało jego temperamentu ani trochę. Czasami zastanawiała się czy byłby zdolny po przełączania kanałów telewizora, gdy się kochali. Ciągle nie była pewna.

— Nie chcę, „zrobisz, jak zechcesz” — odparła. — Chcę, „oczywiście kotku, poradzę sobie bez ciebie jeden dzień. Nie padnę z głodu, nie spalę mieszkania i nie pozwolę dzieciom naprawiać elektrycznego gniazdka, gdy cię nie będzie. A tak w ogóle, to jesteś słodka, mądra i kochana. Mam nawet przyszykowany brylantowy naszyjnik, by ci tę wspaniałość wynagrodzić”.

— Dzieci są na obozie — zauważył.

— Wiem, Jacky. To nawet lepiej dla ciebie, prawda? Zaprosisz kumpli na piwo albo mecz.

— Męski wieczór, co? Nie zapominasz o czymś?

— O czym?

— Jesteśmy fryzjerami. Nie rozumiemy meczów.

— Oj tam. Pozwolę wam przymierzyć moje swetry.

Westchnął, lecz w sposób żartobliwy, nie obrażalski.

— Czasem się zastanawiam czy nie uważasz mnie naprawdę za pedała.

— Za geja. I niezbyt często.

Rozejrzał się po pokoju, wiedząc, że przegrał bitwę. Argumenty przeciw łzom lub uśmiechom. Zero szans.

— Kiedy masz zamiar to zrobić?

— Z soboty na niedzielę.

— W tę sobotę?

Skinęła głową.

— Wiesz, że od piątku wchodzą nowe zasady. Nowy porządek.

— Pamiętam. Choć dalej nie wiem, co to właściwie oznacza. Nikt nie wie.

— Nikt — zgodził się. — Ale różne rzeczy można usłyszeć. Podobne te nowe prawa są nieprawdopodobnie restrykcyjne. Ludzie mogą wyjść na ulicę. Panika…

— Wybuchnąć wulkan. Woda wystąpić z brzegów. Daj spokój, Jacky. Hotel jest cztery kilometry stąd.

— W Normandii od lądowania do gniazdek ckm-ów było raptem tylko kilkaset metrów. Przynajmniej tak to wyglądało w Szeregowcu.*

— To nie płynęli łodziami? — zapytała, zerkając na ledwie co wiszące drzwi od barku. Kolejne dziesięć euro za obietnicę. — I czy to nie było w Omaha?

— A nie wiem — odparł. — Możliwe.

— Jesteś psychiczny, wiesz?

— Na swój chłopięcy, czarodziejski sposób?

— Nie. Na, przyjedźcie i wsadźcie go w kaftan sposób.

Za oknem rozległy się wrzaski podżegające go rychłego obalenia rządu. Zaraz jednak umilkły spłoszone dźwiękiem policyjnego gwizdka. Echo stukających na kocich łbach butów i znów głęboka cisza.

— Nic mi nie będzie — wyprzedziła jego następną wątpliwość. — Nie biorę udziału w Fear Factor.

Powiódł wzrokiem po meblach, podłodze oraz ścianach. Wszędzie, byle tylko nie patrzeć na jej twarz. Nie widzieć jak kolejne drobne zwycięstwo przemienia partnerskie relacje w układ typu pantofel. Eh. Podobno ostatnie zdanie należy zawsze do faceta. Nikt jednak nie mówił, że brzmi ono: „Tak kotku”.

— Jeśli mam zostać, jutro muszę w końcu wejść na dach i naprawić to pudło. — Wskazał na telewizor, wzbogacając jej wirtualny skarbiec o kolejny dziecięcioeurowy banknot. — Bez dwóch zdań. Inaczej tu ocipieję.

Pocałowała go w policzek, obejmując jednocześnie za szyję. Podniósł ją, odzyskując choć kawałek swej męskości. Może ten pomysł nie był wcale taki zły?

— Wiesz, że gdyby kobiety rządziły, nie byłoby na świecie żadnych wojen.

— Skoro tak mówisz.

— Byłaby tylko kupa obrażonych krajów, nieodzywających się do siebie.

— Ha-ha. Bez dwóch zdań, psychiczny.

— Czy nie za to mnie kochasz?

— Chyba bardziej za bycie złotą rączką.

— Zołza.

— Ped... znaczy gej.

Pokiwał głową. Następnie sam ją przytulił. Za oknem znów ktoś złorzeczył na nowy ład.

I tyle. No może poza seksem. Chciał jej chyba pokazać, co traci, bo wytrzymał tym razem osiem minut. Potem usnął, a ona zaczęła czytać.

 

*

Teraz zaś była tu. Na dwudziestym trzecim piętrze hotelu Chirac Golden Gate Plaza. Z widokiem na inne hotele i ludzi pełzających gdzieś pod spodem. Biegająca i szukająca biodrówek. Recepcjonista, trzystuletni, smukły jak struna staruszek w białym smokingu, wyłożył wszystko dokładnie. Ba. Nawet powtórzył dwa razy, jakby rozmawiał z prezenterką pogody. Potem jednak podał jej srebrny klucz i wskazał windę, nie zawracając sobie głowy przywołaniem hotelowego boja. Był doświadczony. Od progu wyczuł, że idąca lękliwie damulka bez bagażu nie za bardzo pasuje do tego miejsca, a gdy okazała zwycięski kupon tylko w przypuszczeniach się utwierdził. Ale co tam. Grunt to dobrze się bawić.

I bawiła. Ostrygi i chleb czosnkowy. Do tego butla szampana. Jacuzzi. Otwarty balkon. Potem łóżeczko i zdrowy, spokojny sen.

A teraz to: Ósma czterdzieści sześć.

— U nas doba zaczyna się od dziewiątej — wycedził przez zaciśnięte zęby, patrząc gdzieś ponad nią. — Wszystko regulują nowe zasady, proszę pani. Dziewiąta jeden i płaci pani za kolejną dobę. Zrozumiano?

Trochę ją ubodło to: „zrozumiano” i innym razem, by mu chętnie starła ten uśmieszek. Nie zamierzała jednak dać się podpuścić i pozwolić, by dobry nastrój trafił szlag. Nie chciała marnować czasu na utarczki z kimś, kto w ciągu maksimum dwóch lat będzie tylko kolejnym nekrologiem. Odmówiła także, gdy zapytał, czy życzy sobie poznać regulamin, jaki reguluje nowe prawo.

A szkoda. Od szóstego punktu w górę zaczynało robić się dość ciekawie.

 

6. W przypadku niemożności uiszczenia opłaty dyrekcja hotelu wraz z podległymi pod nią pracownikami uzurpuje sobie prawo (w przypadku mężczyzn) do wielogodzinnych tortur (w przypadku kobiet) wielokrotnego gwałtu/lub i tortur oraz naliczenia odsetek w wysokości 33% od sumy zadłużenia. Rozkłada także czas spłaty na od 1 do 14 dni.

7. W przypadku dalszego braku spłaty dyrekcja hotelu wraz z podległymi pod nią pracownikami uzurpuje sobie prawo do wtargnięcia na teren osoby zadłużonej lub jej krewnych. Dalszych gwałtów i tortur oraz nałożenia następnych odsetek w skali od 15% do 65% w skali dnia. Po ustaleniu niemożności spłaty następuje automatyczna konfiskata mienia osoby zadłużonej lub w przypadku jej śmierci, najbliższych krewnych, opiewająca na zadłużoną kwotę. Wycenę zajmowanego mienia wykona wskazany przez hotel pracownik i od jego szacunków nie ma odstępstw.

8. W przypadku...

Tak. Szkoda, że nie posłuchała do końca.

 

* Szeregowiec Ryan – film wojenny z Tomem Hanksem.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Keraj 10 miesięcy temu
    Takie literackie filmowe cztery pokoje 5
  • Canulas 10 miesięcy temu
    Gust filmowy - ok.
    Dzienks
  • Anonim 10 miesięcy temu
    Trochę mi zaleciło Grey'em z tymi punktami i torturami :D Ogólnie bardzo fajne. Narracja taka niewymuszona, swobodna, trochę jak... z pamiętnika Bridget Jones :D Po dialogach zrobiło się ciekawiej. Czekam na drugą część.
  • Canulas 10 miesięcy temu
    Heh, porównanie, że tralala. Tekst jest, jaki jest. To bardziej akt cywilnej odwagi, niż literacka wartość dodana do portalu.
    Dziękuję.
  • Anonim 10 miesięcy temu
    Canulas no takie mi się nasunęło, ale bez przesady - jest OK.
  • Canulas 10 miesięcy temu
    winterly - ok ;)
  • Komes 10 miesięcy temu
    Całkiem fajnie. Wywołałeś skojarzenia z grami komputerowymi, seansami kinowymi i ... mangą. Dlaczego? Nie wiem.
  • Canulas 10 miesięcy temu
    Mix skojarzeń. O ile te z grami jeszcze jakoś jestem w stanie połączyć, no może z filmem też... ale z mangą.
    Nie zbadane są wyroki
  • Komes 10 miesięcy temu
    Canulas Kobietę z mangi mi przywołałeś. Na autach się nie znam, ale wyobraznia hula:)))
  • Canulas 10 miesięcy temu
    Komes - też się nie znam. Umiem rozróżnić osobowy od ciężarowego i ze trzy modele. Jestem auto-debil
  • jolka_ka 10 miesięcy temu
    Trzy
  • Canulas 10 miesięcy temu
    Dzienks za wizytę. Sam bym se dał 3+, więc w miarę się zgadzamy.
    Pizdro
  • KarolaKorman 10 miesięcy temu
    To nie koniec, więc może nawet nie wiedząc, co było w 6 i 7 doświadczy na własnej skórze :) Jest szansa, czas leci, pomyka nieubłaganie :)
    Mnie się bardzo podobało :) Nie gram w gry, nie czytam książek, filmy rzadko oglądam, więc bez skojarzeń. Dialog mnie urzekł. Trzeba wiedzieć, co rzucić w odpowiedzi, by dalej być na górze.
    Ode mnie 5 :)
    Pozdrawiam :)
  • Canulas 10 miesięcy temu
    Dzięki piękne Karola
  • Maurycy Lesniewski 10 miesięcy temu
    Powtórzę to co we wcześniejszej”wtorkowej „ publikacji, jeśli to Twoje początki to całkiem gut. Ja przynajmniej jeszcze wiele mógłbym stad dla siebie wyciągnąć.
    Byłem czytałem, jest całkiem ok
  • Canulas 10 miesięcy temu
    Dziękuję Urycy. Tak, to jakieś, patrząc w kolejności, dwudzieste któreś opko, więc początki.
    Pozdrówka.
  • Ritha 10 miesięcy temu
    „Zmęczona codziennością. Zmęczona nudnym procesem czterominutowego seksu. Zmęczona srającym bez ustanku kotem. I zmęczona niedokładnie pomalowanymi ścianami, które i tak zaczynały odłazić, ukazując brudną biel nijak kontrastującą z zielenią” – Grochola tak pisywała, masz coś z Grocholi ;D (to komplement, Grochola była spoczi)

    „Więc dokładnie sześć dni temu, gdzieś pomiędzy dziesiątą a jedenastą albo raczej, pomiędzy prasowaniem a doglądaniem trzech podskakujących pokrywek, zirytowana debilizmem ludzkości chwyciła za słuchawkę i wykręciła numer widniejący na zaśnieżonym (Jutro wejdę na dach i nastawię antenę) ekranie telewizora” – Helen Fielding też by się w sumie nie powstydziła (tam w nawiasie bym dała chyba z małej)

    Teraz uwaga, cały fragment od:
    „Jack w zasadzie się cieszył, choć ową radość dobrze zakamuflował.
    — A co z żarciem? — zapytał, kiedy jeszcze dyndała mu na szyi. Nie ostudziło to jej entuzjazmu. Nie tym razem.
    (....) Czasami zastanawiała się czy byłby zdolny po przełączania kanałów telewizora, gdy się kochali. Ciągle nie była pewna (itd…)” – pięknie Canulardo, literatura kobieca, ale nie ta z ometkowaniem Harlequin, tylko ta, którą miło poczytać na poprawę humoru przed okresem, podoba mi się (ps. „Francuskim” z racji bycia przymiotnikiem bym dała małą; do* przyłączania kanałów)

    „— Na swój chłopięcy, czarodziejski sposób?
    — Nie. Na, przyjedźcie i wsadźcie go w kaftan sposób” :D

    „— Wiesz, że gdyby kobiety rządziły, nie byłoby na świecie żadnych wojen” – bullshit, dajcie mi władzę, bazookę i pks na Wiejską

    „A teraz to: Ósma czterdzieści sześć” – 23 pojawiło się ze dwa razy, tera mnożymy, podoba mi się ta Twoja liczbowa mania (jak widać trwa od lat)

    „Nie chciała marnować czasu na utarczki z kimś, kto w ciągu maksimum dwóch lat będzie tylko kolejnym nekrologiem” – tu gites

    Gdyby to był jakiś Tajwan, czy inne Azjaty, to regulamin można by uznać za bardziej prawdopodobny.
    Reasumując – lekkość pisania (nie szukam na siłę, by pochwalić staroci, lekkość była jak widać od zawsze, we krwi), przegadany dialog, aczkolwiek naturalny, zero sztuczności, całość urocza, tak to dobre słowo. Niczego sobie tekst, Canulardo.
    Pozdrawiam!
  • Canulas 10 miesięcy temu
    Noo, były 23-ki.Były. Choroba psychiczne nie trwa od dawna. Zmienię co sugerujesz późnym dziś albo jakoś na łikendzie.
    Dzienks
  • nigdy 10 miesięcy temu
    Jest spora różnica między tym a tekstami, które tworzysz teraz, niemniej lekkości pióra nikt Ci nigdy nie odmówi
    końcówka na plus duży, lubię kiedy opowiadania urywają się w takim momencie, pozostawiając lekki niedosyt..
    nie oceniam ale pozdrawiam!
  • Canulas 10 miesięcy temu
    No różnica chyba jest z czego siecieszę, bo jeśliby nie było, to troszku lipton.
    Dzienks Never-Forever
  • pocztapolska 9 miesięcy temu
    tekst spoko. ale czy przed tudzież, które jest spojnikiem 'i', należy stawiać przecinek?
  • Canulas 9 miesięcy temu
    Z przecinkami przed "i" bywa różnie. Tutaj jednak możesz mieć rację, bo jak cześć tytułu sugeruje "starocie". Nie, że już w nich nie grzebie, ale szansa na błąd w starszym tekście jest duża.
    Dzięki za wizytex, pp

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania