Wtorkowe starocie z Canulardo — Amadea — część IV

#1.

(Z racji nagromadzenia obowiązków, jak i przemęczenia ogólnego, dalej lecim w starociach z dłuższym bal, bla, bla. Oj już nieistotne).

#2.

Będzię w pigułce, bo Canulardo tera siedzi nad noirem i nie bydzie na siłę śmieszkował.

Więc:

Canulardo ma pełną świadomość, że owo dziełko jest tłumokowate. Kali krytykę chcieć. Chceta pomóc, pomagajta. Jak coś krzywo - anonsujta, a (może nie w trybie "Nał") kiedyś się teksta poprawi.

Tekst raczej adresowany do juzerów i juzerek już z Canulardem silnie obytych. Nowych się uprasza o nie ciskanie w Canularda kamykami. Ów dzielny chwat wie, że tekst kapinkę chujowy, ale tak już być musi.

 

Amadea — część IV

 

Jak nietrudno się domyślić, zacząłem jeździć pociągiem. Wpierw sporadycznie, potem niemal co wieczór. Wmawiałem sobie, że to tylko przypadek. Taki traf. Stres i silne przeżycia, spowodowały, że wytworzyłem całe to uczucie we własnej głowie.

Nieżyjący koleżka wywróżył mi wielką miłość, a umysł podążył tym tropem. Viktor zawsze umiał silnie oddziaływać na ludzi. Miał taki dar. Kto wie, może mnie nawet zahipnotyzował na tym balkonie? Może to był jego ostatni numer?

Nie chciałem dać temu wiary, ale dawałem, ciągle czekając na chwilę, w której na powrót ją ujrzę. Wierzyłem w to. Nawet celowo próbowałem zasypiać, ale nic z tego. Skończyło się tylko na tym, że ktoś mi ukradł telefon. I tak wszystko leciało równiutko trzydzieści dni. A potem, cóż…

Cud się po prostu powtórzył.

 

Wracałem po firmowej naradzie, wkurzony jak jasna cholera. Obecne sondaże były dla nas miażdżące i co gorsza, większość uważała, że jest to za moją sprawą.

Tego wieczora gniew tak pulsował mi w głowie, że niemal zapomniałem o zakochaniu. Chciałem tylko wrócić na chatę, walnąć trzy piwka i zresetować umysł przed dniem jutrzejszym. Dniem sądnym dla mnie i całego mojego podzespołu.

Za mniej niż sześć godzin musiałem przedstawić dyrektorom plan ratunkowy, a miałem napisanych raptem z piętnaście zdań. Mała pokreślona kartka to za mało, by ocalić mi skórę i już się z tym faktem pogodziłem. Mój jutrzejszy dzień w firmie miał być ostatnim.

Nie wiem, kiedy zasnąłem ukołysany miarowym stukotem kół, ale gdy otworzyłem ponownie oczy – staliśmy. Tym razem było inaczej. Co prawda pociąg nie jechał, ale wszystko tonęło w gęstej mgle. Nie widziałem ludzi, a tylko kontury sylwetek oraz migające światła, prawdopodobnie latarek. Jedynym słyszalnym dźwiękiem było szczekanie psów.

To wszystko wyglądało tak mistyczne, że przez sekundę uznałem nawet, że śpię. Wtedy jednak usłyszałem jakiś szmer, a zaraz potem szept.

— Weź no tę walizę, Ewelinko, a ja polizę po drugą.

Nie wiem, kim była owa Ewelinka ani o jaką walizę się rozchodziło, ale perspektywa rozmowy z kimś kumatym była nie do odparcia. Wysunąłem się więc z przedziału i ruszyłem. Wszystko w absolutnej ciemności. Przebyłem może z pięć metrów, kiedy coś mi mignęło przed oczami. Odruchowo przykucnąłem, przypominając sobie „Nocny pociąg z mięsem”. Film był tandetny, ale w tej chwili siadał na wyobraźnię, więc tak przykucnięty obserwowałem.

Z ciemności wynurzył się mężczyzna, taszcząc coś bardzo ciężkiego. Wyobraźnia od razu wystrzeliła, przekonując mnie, że jest w niej pocięte ciało. Co by to jednak nie było, typ męczył się przy tym straszliwie. Kiedy otworzył drzwi, ujrzałem więcej.

Chłopina w mundurze maszynisty, lat ze sześćdziesiąt, taszczący monstrualną walizę z okuciami. Wypchaną tak, że wyglądało na to, iż lada moment pierdzielnie gdzieś przy suwaku.

— Nie dzisiaj, Henryku. Już idą — usłyszałem inny, kobiecy głos. — Następnym razem.

— Ale duszko — załkał upiornie mężczyzna. — Nie wytrzymam bez ciebie jeszcze całego miesiąca.

I nagle bach. Jakby ktoś włączył piętnaście telewizorów naraz. Piekielne ujadanie psów oraz warczenie. Do tego jaskrawe światła i jakieś stłumione pomruki w obcym języku.

Henryk rzucił się do drzwi i je zatrzasnął. Zrobił to w momencie, w którym światło już wpadało do środka. Potem oparł się o ścianę i zaczął dyszeć. Tak jakby coś bardzo złego miało się zaraz stać, a niewyobrażalne nieszczęście było o włos.

Nie wiem czemu, ale nie chciałem zostać zauważony. Moja obecność wydawała się tutaj niestosowna. Jakbym przegapił ostatni przystanek i wjechał do zakazanej strefy. Widział rzeczy, których widzieć nie wolno.

Wycofałem się do swojego przedziału, zamykając jednocześnie drzwi na pasek. Nie wiem, dlaczego i przed kim. Instynktownie. Cokolwiek się właśnie działo, nie miałem najmniejszej ochoty na konfrontację, choć czułem, że w przypadku wykrycia do niej dojdzie.

Właśnie wtedy pociąg wolno ruszył.

Przekradłem się pod okno, niemal nie wierząc, że wszystko to jest realne. Już prędzej przypominało mroczny sen. Koszmar przemęczonego organizmu.

Jednak wszystko było tutaj najprawdziwsze. Wszystko i wszyscy. Ona również.

Ubrana w to samo, co przedtem, siedziała pochylona nad książką, ale kiedy obcy pociąg nas mijał, uniosła wzrok. Kurwa. Znacie ten rodzaj gorąca, jaki towarzyszy takim chwilom? Rodzaj wewnętrznego, spalającego z czystej emocji ciepła?

Cóż. Ja do tej pory nie znałem, ale…

Spojrzenie miała smutne, lecz niezwykle wymowne. Kiedy odjeżdżała, patrząc wprost na mnie, jej cudownie błękitne oczy błagały, bym ją uwolnił, to…

A może nie. Może sam się w to wszystko wkręcałem?

Jaka by prawda nie była, to nieważne. Zafascynowanie w niezrozumiały sposób przeszło w najprawdziwsze zakochanie i nie miałem pomysłu, co dalej zrobić. Piszę „w niezrozumiały”, bo jak się można zakochać w czyimś spojrzeniu, nigdy nawet z tym kimś nie rozmawiając?

Jednak była to miłość i nawet taki uczuciowy laik jak ja zdawał sobie doskonale z tego sprawę. Co więcej, choć wiem, że to chore, miałem pewność, że i ja jej nie pozostaję obojętny. Nazwijcie to wszystko, jak chcecie, ale takie rzeczy się wyczuwa. Niemoc. Miłość. I strach.

Stałem cały rozdygotany, kiedy nagle doleciał mnie oschły głos, pytający, co też tu, kurwa, robię?

Odwróciłem się najwolniej, jak umiałem, a kiedy zobaczyłem w dłoniach starucha łom, pokazałem wolne od "broni" ręce. Nie wystarczyło i dziadyga uniósł łom jeszcze wyżej, powodując, że odruchowo przywarowałem plecami do mokrej szyby. Następnie podszedł bliżej, wypełniając dzielącą nas przestrzeń zapachem kwaśnego potu. Potem coś burknął i zamachnął się do soczystego uderzenia.

Średnia ocena: 4.2  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ritha 8 miesięcy temu
    I to tez sobie do kawci na rano zaznaczam :>
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Taaa, spakojna
  • Ritha 8 miesięcy temu
    Canulas jednak jutro ;)
  • Elorence 8 miesięcy temu
    MIŁOSNE?
    Dobrze widzę? :o
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Dobrze widzisz
  • Enchanteuse 8 miesięcy temu
    Hej.

    "Weź no tę walizę, Ewelinko, a ja polizę po drugą."

    Polizę? Hmm.

    To chybe tylko to mnie ukłuło w ocka. Część fajniejsza od poprzedniej, ale rozumiem, że akcja się sama nie napędzi k tamto też było po coś.
    Wiadomo, nie jest to Can dzisiejszy, ale naprawdę nie jest tak źle. Jest po prostu łagodniej, może nieco naiwniej, ale aspekty techniczne są generalnie ładnie zaopiekowane.
    To chyba by bylo na tyle. Gwiazdek bez, bo wciąż trochę koło mnie.
    Pozdrawiam :)
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Tak, polizę.
    Spoko, grunt, że jesteś.
    Dzięki.
  • Enchanteuse 8 miesięcy temu
    Canulas :))
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Widzę, że skopiowałam ten sam fragment co Ench:) Ja czuję się wciągnięta w tę historię. Po przeczytaniu pierwszej części myślałam, że wszystko będzie skupiać wokół pracy a tu ten pociąg "widmo" i tajemnicza kobieta. Super. bo teraz nie mam pomysłu co dalej.
    A czemu mi się podoba, bo jak już pisałam jest lekkie, jakbym usiadła ze znajomym przy piwie i słuchałam jego opowieści.
    Ode mnie z czystym sumieniem 5 jasnych gwiazdek:)
  • Canulas 8 miesięcy temu
    taaa, no, kurde. Fajno. Dziwno, ale fajno ;)
  • Freya 8 miesięcy temu
    Ok. Jako kolokwializm lokalny - polizę (liźć), może być wporzo. Choć bardziej komunikatywny byłby zwrot; polezę (od leźć). Brzmi już mniej zagadkowo... albo; gibnę się, jebnę, śmignę i teges :)

    Ten film pamiętam jako - mało estetyczny, lecz nie był to absolutny wór. Coś nie odpaliło, nie był już absolutną nowalijką tematyczną i chyba dlatego nie zagwiazdorzył. Ale wymach był (Brooke Shields) i kończył się sztampowo - biorąc pod uwagę możliwość kontynuacji wątku, choć tera to już normal product placement.
    W każdym razie pociąg i nieznajoma są jakąś umowną linią startu w kierunku poszerzonej świadomości.
    Mam wrażenie, że celowo tniesz... i część ta była dłuższa :) Pzdr.
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Pewnie to słyszysz często, ale chuj tam. Lubię Twoje komentarze. Są oryginalne i takie, kurde, jak trza. Naprawdę każda Twawizyta, to dla mnie mega props. Dzienks.
  • betti 8 miesięcy temu
    Jak się o czymś cały czas marzy, to widocznie włazi nawet w sny, mało tego powoduje, ze te sny są bardzo realistyczne... podoba mi się.

    Pozdrawiam.
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Jejku i Tobie siepodoba :) No kurde, nie powinno, oj, nie powinno
  • betti 8 miesięcy temu
    Can co Ty tam wiesz o kobietach...
  • kalaallisut 8 miesięcy temu
    Can potrzebuje Twojej opinii i jeszcze zaciekawionego muszę pociągnąć, zanim zapadnę się pod ziemię. Da mi to szerszy pogląd... Byłabym wdzięczna jakbyś rzucił swoim sennym okiem :)
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Ale gdzie?
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Tak czy siak weekend to tera średnio. Może jutro na chwilę, alw tak dobre coś obadać, to niedziela od 13, 14.
    Napisz tylko dokładnie o co kaman?
    O ostatni tekst czy o co?
  • kalaallisut 8 miesięcy temu
    Canulas tia ostatni.
  • Canulas 8 miesięcy temu
    kalaallisut, jeśli Ci się rozchodzi o interpunkcję, to ganiaj Ench, bo jest ogarnięta. Jeśli jednak o opinię ogólną, to spoksik, ale w niedzielę.
  • nimfetka 8 miesięcy temu
    Ok, poczytane.
    Ciekawe czy ta pani doprowadzi do spotkania obydwu bohaterów? O ja! A może to ta sama kobieta, w której zakochał się Viktor?
    Osobiście preferuję Amedee od noirów. Może jestem płytka, no cóż. A, i na Hebana czekam!
    Zgadzam się z Ench w pełni, że to nie jesteś współczesny Ty, ale nadal nie ma tragedii, ani wcale nie jest chujowo.
    Tekst jest wypieszczony i zadbany. Fajnie.
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Cóż. Noiry to co innego. Amadea to ukazanie mego autocynizmu bardziej. Pisząc, że tekst jest słaby, nie jestem sztucznie skromny.
    On jest słaby.
    Znam już Twoje preferencje. Uważam, że z tego co napisałem 500 mil mogłoby Ci siąść.
    Z tymże Cię nie namawiam. Życia są krótkie, czasu jest coraz mniej.
    Pozdroxix - Dzienks - Milex Sobotus Rex
  • Enchanteuse 8 miesięcy temu
    Ma rację, Nimf.
    Pięćset mil jest pisane na totalnie inną modłę niż noiry. Jest mniej abstrakcyjne, if you know what I mean ;)
    Akcja płynie wartko, bohaterowie są krwiści i żywi.
    Polecam :))
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Enchanteuse, dzięki za wsparcie. Prawie ją mamy. :)
  • Blanka 8 miesięcy temu
    Druga część ciekawa, chyba najlepsza. W trzeciej wyraźnie pachnie ...no kategorią"miłosne": "Zupełnie jak na jakimś romantycznym filmidle. Jedno spojrzenie i bach. Trafiło mnie. Serce zaczęło przepompowywać krew dwa razy szybciej. Tak szybko, że zaszumiało mi w uszach i nie mogłem zupełnie złapać tchu. Wszystko z powodu nieznanej przecież dziewczyny.":) - autor: Canulas. Trudno uwierzyć, naprawdę bardzo inny "styl".
    Hm. Ma to wszystko swój urok- jakaś tajemnica, szyba, dziewczyna. Lekko się czyta, jest ciekawie. Podobało mi się.
    Pzdr:)
    Przy okazji: Co z Thelmą?
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Taa, co ze wszystkim. Nie wiem, kurde. Król obietnic się zakopał i tera, ech. Noo, zobaczymy. Dziś wlezie chyba kolejna część tego mojego starego dziwadła.
    Jestem w plecy ze wszystkim.
    Lipton.
    Dzięki zawizytę, miss Blanku.
    Wiedz jednak, że póki se nie dokleisz avatara, będę nieufny, oo

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania