Wygnać na parapet
Wygnałabym głowę, mając te lat osiem, na parapet jeszcze tego wieczoru... Byle dostrzec nieodkryte piękno zza bloku. Lecz pięter było mnóstwo potęgujących wysokość a włosów na głowie zbyt wiele, by tak ryzykować i stąpać po krawędzi kiedy schody obok.
Mając te naście lat, wygnać dłoń na parapet chciałam. Liczyłam, że ktoś ją uściśnie, jednakże pięter tyle samo tkwiło i wysokość odstraszała. Z włosami to już sprawa inna była, wypadały.
Gdy zaś urodziny odpowiednią liczbę przyniosły, blok w mych oczach doszczętnie zniżył się. Pięter tak drastycznie ubyło niczym włosów na mej głowie. Krawędź parapetu wołała mnie, a wtedy na nogę padło i to ją wygnać chciałam. A biedna argumentować nie potrafiła.
I, choć wiedziałam, że skrzydłem nie była,
zwyczajnie... skoczyłam.
Komentarze (8)
:))
Wygięła śmiało siało
Ujdzie
Coś więcej?
Przepraszam Szalo, ale jakoś tym razem czuję to mniej.
Can, problemu nie ma, dziękuję za odwiedziny.
Hmm, rymy w opowiadaniu? Dość niezwykłe. Nawet niezła miniaturka
Dziękuję, cieszę się, że mnie odwiedziłeś. :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania