Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Wyimek życiowy (DT pt 6 wrz 2019)

Byliśmy z żoną dzisiaj w Chorzowie w Zoo. No, w sumie to byliśmy w czwórkę: żona i ja, do tego wampirzyca Ella i ten nasz wilkołak Andreas.

Cyrk się zaczął od wjazdu, kiedy Andre i Ella powiedzieli, że nie wzięli "ludzkich pieniędzy". Zapłaciliśmy za niego, a wampirza dziwka olała temat i przeszła w ogóle niepytana. Pan ochroniarz i bileter dostali nagłych erekcji i ślinotoku, a pani z kasy mowę odjęło.

Potem akcja za akcją, czysty dramat.

Najpierw złapało się Andreasa jakieś dziecko i ryczało, że niedźwiedź na wolności. Mamusia tego mikroba darła dupę na dzieciaka, żeby ten nie darł ryja, i na wilkołaka, za to, że dał gówniarzowi po pysku.

"Bicie dzieci to chujowy pomysł", powiedziałem, ale moja żona sprostowała, że "bicie dzieci to wyjście nie najgorsze, ale lanie gówniaków w obecności ich drących się mamusiek to pomysł zaiste dziadowski". Żeby i mamusia i dzieciak zamknęli japę, wampirka Ella dała po ryju obojgu i zagroziła, że ich wrzuci do kojca, gdzie drzemiące tygrysy oczekiwały na jakąkolwiek rozrywkę.

Potem przyczepił się do nas ojciec jakiegoś dzieciaka, zupełnie olewając jego i jego gadanie i smalił cholewki do Elli, aż nawet ja się zaczerwieniłem od plastycznych epitetów. Andreas wtedy stwierdził, że on idzie te zwierzaki oglądać sam i odłączył się od grupy i powiedział, że nas znajdzie.

Potem była chwila, że zwiedzaliśmy w milczeniu: jakieś tam urodzone w niewoli okapi gówno wiedzą o życiu i najwyżej sobie mogą poprzeżuwać trawę czy co tam, lamy prześlizgiwały się po naszej czwórce wzrokiem leniwym i z nader oczywistym wyjebongo, natomiast wszyscy jak jeden pracownicy obsługi zoo, turyści i sklepikarze patrzyli na mnie i na moją żonę jak na chujów-stręczycieli. Wszakże nasza nieumarła towarzyszka świeciła cyckami, nogami, pośladkami i szpilkami, wyglądając przy tym na szesnaście lat. U mnie na wsi to nie przechodzi, w prawie pustym w piątek w południe śląskim zoo również. Znaczy, jest pewna stała.

Jakaś piździbabcia specjalnie wylała na Ellę resztki zimnej kawy i dorzuciła ohydne przekleństwo, za co populacja wrednych babć została pomniejszona o jedną sztukę. Żeby było śmieszniej, najedzona wampirzyca wyglądała jak w zaawansowanej ciąży, a więc wyglądaliśmy jeszcze zabawniej. Ha-kurwa-ha.

Najlepsza część była wtedy, jak Ella uniosła się z wyssaną do cna babcią i odleciała w stronę jakiegoś nieczynnego budynku, żeby pozbyć się zwłok – za to niemal od razu odnalazł się nasz cudowny wilkołak, ujebany od krwi od stóp do głów i uśmiechnięty od ucha do ucha.

"Coś taki radosny?" spytała moja małżonka, której nie w smak, gdy inni są zbyt szczęśliwi. "W ryj chcesz?" (Prawie jak na mięsnym w pracy.)

A ten takie smutne oczy jak łania i mówi:

"Będę znowu ojcem".

Ojcem albo matką? Jezus Maria, ja nie nadążam. Przecież już ma trojaczki z Bardzo Brzydkim Gejem. Kto je urodził, wilkołak czy człowiek?

"Nie spytaliście, z kim będę miał znowu młode" rzucił, jak już jechaliśmy od dwudziestu minut i narzekaliśmy wspólnie na tracące zasięg GPSy i Katowicką myśl komunikacyjno-urbanistyczną.

"Bo chuj nas to obchodzi" odpowiedziała niegrzecznie moja żona, wnerwiona jakimś palantem na świętokrzyskich blachach – najpierw pizda ruła sto na godzinę w zabudowanym, potem można osiem dych, to ten czterdzieści. Dramat.

"Okropny, ty jesteś dobry człowiek", powiedział wilkołak. "Weź, zapytaj".

Żona spojrzała na mnie tak, że nie spytałem. Nic już nie mówiłem do końca drogi. Wilkołak też nie. Potem usłyszałem jak gadał przez telefon, że "mara patagońska" i że "orgazm życia" i temu podobne bzdety. Żona kazała mu "zamknąć dupę, bo będzie wracał z buta".

 

Potem wysiedliśmy i pokazał mi fotę. Wyszło na to, że to taki pojebany królik z Ameryki południowej. W ogóle nie rozumiem tego zwierzęcego magnetyzmu.

 

Wampirzyca Ella nie wróciła z nami. Pewnie stanęła gdzieś pod kościołem albo siedzibą partii rządzącej i zbiera krwawe żniwo.

I dobrze. Niech też coś ma od nie-życia.

 

A co ja mam? Żona kupiła mi gofra z cukrem pudrem. Nie narzekam. Jest super.

(Dialogi są takie, bo akurat tak mi wygodnie. Zbiorczo poprawię kiedyś tam, pozdrø)

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Maurycy Lesniewski 2 tygodnie temu
    Całkiem spoko luz, jak dla mnie. Nie wiem czy coś trzeba poprawiać bo przeleciałem przez tekst bez zacinki.
  • Okropny 2 tygodnie temu
    Nie wiem na ile jesteś fanem takiego czegoś, ale u mnie na fejsie jest takie coś 2-3x dziennie ;)

    Tak więc jeśli spasowało - zapraszam i tam.
  • Mane Tekel Fares 2 tygodnie temu
    Okropny Tak, lubię podglądać.
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Se wyobrażam, że u Ciebie zawsze okoliczności poczęcia tekstu to jednak wzbogacona rzeczywistość.
    Że naprawdę bylista w zoo, ino we dwójkę. I że Ty nie bardzo słuchałeś, co kobita do Ciebie rzecze, gdyż już była we łbie wizja opka.

    Noo takie radośnie pulpowe, jak zwykle
  • Okropny 2 tygodnie temu
    Wszystko spoko, ale błędzik: ja zawsze słucham żony. I poza dwójką wilkołaczo-wampiryczną, faktycznie było nas dwoje.
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Okropny, słuchasz, bo byś wpierdol dostał.
  • Okropny 2 tygodnie temu
    Canulas słucham, bo trzeba słuchać.
  • Okropny 2 tygodnie temu
    Canulas no i bo w papę można chycić
  • 00.00 2 tygodnie temu
    Towarzystwo jak zwykle rozrywkowe. :)
    Wyobrażam sobie kiedy knujesz te historyjki w tłumie nic nie podejrzewających ludzi. :)
  • Okropny 2 tygodnie temu
    To się wszystko dzieje naprawdę
  • 00.00 2 tygodnie temu
    Okropny W Twoim świecie jak najbardziej jest to realne. :)))) U mnie nie ma takich stworów niestety.
  • Okropny 2 tygodnie temu
    00.00 są, ale pewnie jeszcze ich nie widzisz ;)
  • 00.00 2 tygodnie temu
    Okropny Cholera, nie strasz mnie. :)
  • refluks 2 tygodnie temu
    "bicie dzieci to wyjście nie najgorsze, ale lanie gówniaków w obecności ich drących się mamusiek to pomysł zaiste dziadowski".

    Kradnę.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania