Z Pamiętnika Genowefy Roztwór #4

W każdą niedzielę Gienia szła na targ kupić świeże ryby i jajka od gołębi. Na rynku w Sorau City ustawiało się kilkunastu sprzedawców z przeróżnymi produktami. Niektóre były bardzo dziwne. Weźmy na przykład Zbyszka z Tarnowa - on sprzedawał ręcznie robione kable elektryczne. Popatrzmy na Fabiana z Warsaw City - on przywiózł tym razem ze stolicy trzy pary skarpet, pocerowanych przez jego żonę z metką z XIX wieku. Albo Monika Winnicka - jej ojciec produkował pierwsze na świecie puzzle ze szczątków pradawnych psów rasy jamnik. Gienia miała dość pieniędzy, żeby kupić sobie jajka i świeże ryby. Tym razem jednak jej uwagę ponad to przykuły wykuwane w skale meble firmy “stone”. Były na promocji i miały gwarancje twardości do końca świata. Gdyby tak postawić je w holu przedszkola dla rodziców dzieci to odechciałoby im się wchodzić do środka - pomyślała, ale ostatecznie i tak kupiła tylko jajka i ryby. Wróciła z nimi do domu, wykąpała się i wyszorowała dokładnie swoje ciało pumeksem. Za chwilę weźmie te ryby, zetrze z nich łuski i położy je na swoje nagie ciało. Potem wygrzebie z nich wnętrzności i przywiąże sobie je do pasa. Na koniec rozbije sobie gołębie jajka na oczach. Tak minie jej kolejna niedziela. Tym razem chodzi o jej własne piękno bo dbać o siebie to trzeba umieć. 

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Tjeri miesiąc temu
    No cóż... Piękne.
    Pod bizarro. Podobuję się, choć mam lekki zawrót głowiszcza :)
  • Krolikpoberlinsku miesiąc temu
    Dziękuje :) To miłe jak każdy lekki zawrót głowy.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania