Z tobą zawsze - Rozdział 22

Poniedziałkowe lekcje ciągną się w nieskończoność. Zupełnie nie potrafię się na nich skupić. Z Peterem nie widziałam się od studniówkowej nocy. Wymieniliśmy się jedynie kilkoma, neutralnymi smsami. W niedzielę, oboje spaliśmy do południa. Potem Peter jechał na imprezę urodzinową swojej babci i wrócił późnym wieczorem, kiedy ja już kładłam się spać. Natomiast dzisiaj, wszystkie czwarte klasy pojechały na wycieczkę do Krakowa. Ciężko wytrzymać kolejne godziny bez widoku uśmiechu Petera i jego lodowatego spojrzenia, które jednocześnie potrafi mnie tak bardzo rozgrzać.

Podczas jednej z krótkich przerw, siedzę przy swojej ławce z łokciem opartym na blacie, dłonią podtrzymuję głowę. Bazgram jakieś bliżej nieokreślone wzory na ostatniej stronie zeszytu. Zerkam, co chwilę na komórkę, ale ta milczy, jak zaklęta.

– Powiesz mi wreszcie, co jest między tobą a Peterem?

Zerkam w bok na Ewelinę, która właśnie siada na swoim miejscu. Nawet nie zauważyłam, kiedy wróciła z toalety.

– Co masz na myśli? – Udaję, że nie wiem, o co jej chodzi.

– Wasz pocałunek na studniówce. Wszyscy widzieli, jak na siebie patrzycie i w ogóle. Jesteście w końcu razem czy jak?

– Nie. Znaczy, nie wiem. – Wzdycham. – Jeszcze nie rozmawialiśmy o tym, co się stało na studniówce.

Ewelina uśmiecha się krzywo.

– No dobra, ale chyba czujesz coś do niego? Zawsze wzdychałaś do tego Marka.

– Tak. Marek to była pomyłka, ale Peter... - waham się – boję się, że on traktuje mnie tylko jak kumpelę.

– Nie sądzę – Ewelina mruczy pod nosem.

– Co? – pytam, choć dobrze słyszałam.

– Nic. Chyba faktycznie musicie sobie wszystko wyjaśnić. Słyszałaś o Laurze?

Na dźwięk imienia mojej eksprzyjaciółki, zerkam automatycznie w stronę ławki, którą zawsze zajmuje, ale tym razem siedzi tam tylko Marta.

– Nic nie wiem.

– Ponoć Waldek schlał się i zupełnie ją olał na studniówce. Wracała do domu całkiem sama.

Trochę mi szkoda Laury. Dobrze wiem, że bardzo zależało jej na pokazaniu się na studniówce, do tego z takim przystojniakiem, jak Waldek. Ciekawe, czemu się dziś nie pojawiła w szkole? Leczy urażoną dumę?

Do klasy wchodzi nauczycielka, mój telefon brzęczy na ławce, ponieważ włączone ma jedynie wibracje. Odczytuję wiadomość: Kto wymyślił wycieczkę zaraz po studniówce? Podróż autokarem to nie jest dobry pomysł dla kogoś z dwudniowym kacem. Uśmiecham się pod nosem. Biedny Peter. Zastanawiam się tylko, jak proporcjonalny jest jego kac w stosunku do wspomnień ze studniówki. A raczej odwrotnie proporcjonalny. Pewnie im większy kac, tym mniej wspomnień. Znów wzdycham i próbuję się skupić na lekcji.

Kolejne brzęczenie: Komórka mi pada. Mogę być nieosiągalny do końca tej posranej wycieczki ;).

Wracam do domu nieco zmarnowana. Te podróże autobusem mnie wykończą. Dosłownie wszystko mnie w nich drażni.

Drzwi mieszkania nie są zamknięte na zamek. Nie dziwi mnie to, pewnie mama wróciła wcześniej z uczelni. Wchodzę do przedpokoju i ściągam z siebie kurtkę, zrzucam pierwszego buta, kiedy ze swojego pokoju wychodzi Mariusz, który opiera się o framugę drzwi. A on, co tu robi? Ma dziwną minę.

– Nie miałeś dziś jechać do Wrocławia? – rzucam do niego szorstko.

– Miałem.

– Co się dzieje? – Naprawdę, nie podoba mi się jego mina.

– Musimy pogadać. – Na słowa Mariusza, zastygam w bezruchu. – Może lepiej usiądziesz?

– Gadaj wreszcie – zaczynam się wściekać – co się stało?

– Chodzi o mamę. Jest w szpitalu.

Nie wiem, jak powinnam zareagować na te słowa, ale ja nie czuję nic. Nie ugięły się pode mną nogi, nie stanęło mi serce. Po prostu stoję i gapię się na Mario, jak na idiotę, którym zapewne jest, ponieważ założę się, że robi sobie ze mnie głupie żarty.

– Co ty pieprzysz? – odzywam się wreszcie.

– Mówię ci przecież, że mama jest w szpitalu. Wracała z pracy i zemdlała na środku chodnika. Ponoć rozcięła sobie głowę o krawężnik. Karetka zabrała ją do szpitala.

Dopiero teraz dociera do mnie, że Mariusz mówi na poważnie. Moje nogi robią się miękkie. Tracę równowagę, ale Mario w jednej chwili doskakuje do mnie. Łapie mnie w pasie. Dłonią obejmuje moją twarz.

– Hej, młoda. Nic jej nie grozi. Jest w szpitalu na badaniach. Tata pojechał do niej, a ja czekałem, aż wrócisz ze szkoły. Możemy do niej pojechać, tylko zjedz coś najpierw.

– Nie jestem głodna – mówię najspokojniej, jak potrafię.

– Musisz coś zjeść – naciska.

– Nie chcę, rozumiesz! – Unoszę głos. – Jedźmy do szpitala.

– Okej. W porządku. To ubieraj się. Najwyżej, zjesz coś po drodze, albo na miejscu.

***

Drogę od samochodu do domu przemierzamy w zupełnej ciszy. Mój żołądek jest ciągle ściśnięty. Nic nie zjadłam od rana, ale to nerwy, a nie głód, sprawiają, że czuję się jakbym miała kamień w brzuchu. Wprawdzie w szpitalu wszyscy, łącznie z tatą, zapewniali mnie, że mamie nic nie będzie, ale do mnie to i tak nie dociera. Jej widok leżącej na szpitalnym łóżku z welfronem w ręce, do którego podpięta była kroplówka, ciągle towarzyszy mi, kiedy tylko zamykam oczy. Mama była na jakiś środkach znieczulających. Wzrok miała jakby nieobecny, ale humor jej dopisywał, bo ciągle żartowała. Na lewej skroni założono jej trzy szwy. Lekarze postanowili zatrzymać ją w szpitalu i dokładnie zbadać, żeby znaleźć przyczynę omdlenia. Mama twierdziła, że to tylko zmęczenie i przepracowanie, ale nikogo tymi słowami nie przekonała. Ja mam w głowie najgorsze, możliwe scenariusze.

Mariusz wystukuje kod domofonu i otwiera drzwi wejściowe. Jesteśmy tylko we dwoje. Mama wysłała tatę jeszcze do drogerii po jakieś środki czystości dla niej. Ma też podjechać do domu po ręcznik i piżamę, i to zawieść jej do szpitala, więc muszę zaraz wszystko przygotować. Dochodzi prawie dziewiętnasta i za niedługo skończą się godziny odwiedzin.

Powolnym ruchem wspinamy się po schodach. Na półpiętrze, na naszej ławce siedzi Peter. Na nasz widok, uśmiecha się szeroko. Jest ubrany w ramoneskę, a obok niego leży jego plecak.

– Hej. Widziałem jak parkujecie auto, więc stwierdziłem, że poczekam na was – mówi pogodnie i podnosi się z ławki. – Dopiero teraz wróciłem z tej głupiej wycieczki. Mario nie miałeś być już we Wrocławiu?

Nie czekam na odpowiedź Mariusza, ani się nie witam. Po prostu wbiegam te kilka ostatnich schodków na półpiętro i padam w ramiona Petera. Wsuwam ręce pod jego rozpiętą kurtkę, policzek opieram na jego piersi. Chłopak jest zaskoczony moim zachowaniem, ale automatycznie mnie obejmuje i przyciąga mocniej do siebie.

Rozklejam się. Zaczynam szlochać. Wreszcie napięcie, które wzbierało we mnie przez cały dzień, znajduje ujście. Nie ważne, że moczę jego bluzę z nazwą ulubionej kapeli. Guzik mnie to obchodzi. Ciepło bijące od Petera oraz jego zapach koją moje nerwy.

– Co się stało? – Peter pyta Mariusza. Jedynie dobiega mnie ich rozmowa, bo nie odrywam się od chłopaka ani na moment.

– Mama zemdlała na ulicy. Rozwaliła sobie głowę. Jest w szpitalu – tłumaczy mój brat.

– Pieprzysz. O niczym nie wiedziałem. Nic jej nie jest? Moi rodzice wiedzą? Nawet z nimi jeszcze nie gadałem. Miało ich dziś nie być w domu do późna.

– Nie wiem. Chyba nikt do nich nie pisał. Nie mieliśmy głowy. Mama z tego wyjdzie. Muszą jej porobić różne badania. Jutro się wszystkiego dowiemy.

Czuję delikatny ruch. To Peter, odsuwa się ode mnie przytrzymując mnie za ramiona. Spogląda na moją twarz, a ja spuszczam wzrok. Dotyka mojego policzka i ściera z niego łzy.

– Nie płacz, Jo. Wszystko będzie okej. – Jego głos jest jak lekarstwo na wszystkie dolegliwości.

– Rusz się. Miałaś coś przygotować dla mamy. – Mariusz klepie mnie w ramię i rusza na piętro.

Peter łapie moją rękę, jakbym już była jego dziewczyną. Idziemy za Mario.

– Mogę wejść do was na chwilę? Starych i tak nie ma jeszcze w domu. Jeśli nie będę przeszkadzać. – Uśmiecham się delikatnie do Petera, z wyrazem wdzięczności. Zdecydowanie jest lepszym towarzyszem niż Mario, który dzisiaj jest wyjątkowo gburowaty.

Po chwili, chłopaki już rozsiadają się w kuchni. Słyszę charakterystyczne pstryknięcie towarzyszące otwieraniu butelki piwa. Mario częstuje również Petera i nastawia wodę w czajniku, zapewne dla mnie na herbatę. Idę do sypialni rodziców i wyciągam z szafy piżamę, ręcznik oraz jedną, jedyną, bawełnianą koszulę nocną mamy. Może w niej będzie jej wygodniej niż w piżamie? Wszystko układam w reklamówce. Moje ruchy są powolne. Robię to z ciężkim sercem. Jeszcze nigdy, nikt w mojej najbliższej rodzinie nie był w szpitalu. Przynajmniej ja tego nie pamiętam. Nawet dziadkowie cieszą się świetnym zdrowiem. Tylko babcie biorą standardowe leki, jak na swój wiek, coś tam na nadciśnienie czy rozrzedzenie krwi.

Wracam do kuchni, ale zatrzymuję się zanim jeszcze chłopaki zdołają mnie zobaczyć, ponieważ do moich uszy dobiega ich rozmowa.

– Co ty, Peter odwalasz z moją siostrą? – Mariusz podnosi lekko głos.

– Co masz na myśli?

– Jak to co? Najpierw studniówka, teraz jakieś przytulanie.

– Jesteśmy przyjaciółmi – Peter mówi, a ja oczami wyobraźni widzę, jak wzrusza ramionami. Czuję ukłucie w sercu.

– Tylko tyle? – Mariusz drąży.

– Cokolwiek jest między mną a Jo, to nie jest twoja sprawa.

Czyli coś jednak jest między nami?

– Nie zapominaj, że to moja siostra.

– No i co z tego? Znaczy się, że ja nie jestem jej wart? – warczy Peter.

– Nie o to chodzi. – Głos Mariusza łagodnieje.

– Więc się nie wtrącaj. Dobrze wiesz, że lubię Joasię i nie będę się pytał ciebie o zdanie, co do tego.

Moje imię wypowiedziane przez Petera sprawia, że się uśmiecham i zupełnie przestaję się skupiać na ich rozmowie. Postanawiam wejść wreszcie do kuchni. Nie chcę, żeby ta rozmowa potoczyła się w niewłaściwym kierunku. Na mój widok, Peter prostuje się gwałtownie i uśmiecha nerwowo. Wygląda jak dziecko przyłapane na robieniu czegoś niewłaściwego.

– Masz herbatkę. – Mario wskazuje na kubek. – Mogłem ci zaparzyć jakieś ziółka na uspokojenie, bo histerie odwalasz – czepia się mnie.

– Spadaj. – Zamiast za kubek, łapię za Petera butelkę z piwem i robię spory łyk. Widzę karcące spojrzenie Mariusza i rozbawione Petera, który rzuca propozycję:

– Może obejrzymy jakiś film? Żeby się trochę oderwać od wszystkiego?

Przenosimy się do dużego pokoju. Mariusz podłącza laptopa pod telewizor i włącza Deadpool, drugą część. W tym czasie ja i Peter rozsiadamy się na kanapie.

– Jak tam twój kac? – zagaduję Petera, nie patrząc nawet na niego.

– Teraz już dobrze. Autokar zdecydowanie wytrząsnął cały alkohol z moich żył.

– A wspomnienia, też ci wytrząsnął z głowy?

– Nie, z moją głową wszystko w najlepszym porządku, czemu pytasz?

– Nie ważne – przewracam oczami i widzę kątem oka, jak Peter marszczy brwi w wyrazie zdumienia, ale po chwili kąciki jego ust unoszą się nieznaczne do góry. Zaciskam wargi i już się nie odzywam.

Mariusz podchodzi do nas i próbuje usiąść między mną a Peterem, ale gromię go wzrokiem, więc wybiera drugi koniec kanapy, obok swojego kumpla. Opieram głowę o ramię Petera, którym mnie obejmuje. Mario rzuca nam niezadowolone spojrzenia.

Film jest zabawny, ale mi jakoś ciągle jest nie do śmiechu. Jedynie śmiech Petera sprawia mi przyjemność. Lubię jego dźwięk, taki gardłowy. Dużo bym dała, żeby zostać z nim sam na sam.

Po jakiś piętnastu minutach wpada do mieszkania tata. Łapie tylko za przygotowaną reklamówkę i wychodzi w pośpiechu.

Usypiam w połowie filmu. Nawet nie mam pojęcia jak i kiedy znajduję się we własnym łóżku. Budzę się około północy, zawiedziona, że Petera nie ma obok mnie. Przebieram się w piżamę i kładę się spać dalej. Chciałabym, żeby mama już wróciła z tego szpitala. Myśl, że mogłabym ją strącić, przeraża mnie. Wiem, że nie umiera, ale i tak, ten lęk towarzyszy mi aż do zaśnięcia.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz ponad tydzień temu
    Miło być gościem tego klimatu, oby jeszcze długo.
    Pozdrawiam:)
  • weatherwax83 ponad tydzień temu
    niestety, już tylko 7 rozdziałów ;)
  • Wrotycz ponad tydzień temu
    Weatherwax83, nie, nie ma zgody! Migusiem pisz co najmniej trylogię.
    Zdenerwowałam się. Idę przytulić się do poduszki.
    Ech...
  • weatherwax83 ponad tydzień temu
    Wrotycz trylogii z tego nie będzie, ale nie ukrywam, że jestem w trakcie pisania opowiadania, w którym pojawiają się powyżsi bohaterowie :)
  • Wrotycz ponad tydzień temu
    Łap kawę i ciastko:) Dzięki za info.
    No, sobota dobrze się zaczyna.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania