Z tobą zawsze - Rozdział 5

Kilka przecznic od klubu, w którym nadal trwa półmetek i gdzie pewnie nikt nie zauważył nawet mojego zniknięcia, wchodzimy z Peterem do jednej z bram. Zaczynam się martwić. Może, tak właściwie, wcale nie znam mojego nastoletniego sąsiada. Może zajmuje się hazardem i chce mnie wykorzystać do spłacenia swoich długów? Albo sam ma wobec mnie inne, bliżej nieokreślone zamiary?

Naprzeciwko bramy, stoi spory budynek z zasłoniętymi oknami, do którego prowadzą dość niepozorne, otwarte na oścież drzwi. Ze środka dobiega nas nic innego, jak rockowe, stłumione dźwięki, a właściwie sam bas. Nad wejściem widnieje neonowy szyld z napisem „Rock N' Heavy" – no naprawdę, bardzo oryginalna nazwa.

– Czasem przychodzimy tu z twoim bratem poimprezować. – Peter mnie uświadamia i faktycznie przypominam sobie, że Mario coś wspominał o tym klubie rodzicom. Chłopaki nigdy nie proponowali, że mnie tu zabiorą, ale też nigdy nie interesowałam się, gdzie spędzają weekendy.

Odetchnęłam z ulgą, bo już chciałam brać nogi za pas.

Przy wejściu, Peter wymienia przyjazne uściski z jakimś kolesiem. Płaci mu za wstęp, a on przybija nam na przedramieniu fluorescencyjne pieczątki. Wewnątrz klubu jest ciemno i dość duszno. Zeszło się już sporo osób. Ogłusza nas ciężkie brzmienie, którego w pierwszej chwili nie rozpoznaję. Dopiero po chwili orientuję się, że to Rammstein – ich nie można z niczym pomylić. Moja głowa niemal automatycznie zaczyna poruszać się w rytm muzyki.

Oddajemy nasze kurtki do szatni. Tym razem Peter pilnuje się, żeby nie spojrzeć w nieodpowiednim kierunku. Następnie grzecznie podążam za Peterem przez pół klubu. Po drodze mijamy parkiet, gdzie bawi się całkiem liczne grono długowłosych facetów i bardziej lub mniej klimatycznych lasek. Atmosfera rockotek nie jest mi zupełnie obca. Za czasów, kiedy rodzice zabierali mnie na klubowe koncerty, zdarzało się, że po występie zespołu zostawaliśmy jeszcze chwilę w klubie na takiej właśnie imprezie. Jednak to było dawno, pod koniec podstawówki, gdy jeszcze byłam gówniarą.

Podchodzimy do jednego ze stolików z czerwonymi kanapami, przy którym siedzi kilku chłopaków, w większości ze swoimi dziewczynami. Peter wita się z nimi i mnie przedstawia:

– Poznajcie Jo, moją kumpelę. – Peter kładzie dłoń na dolnej części moich pleców, a mnie przebiega po nich dreszcz. To pewnie przez ten klimat panujący w klubie.

Teraz następuje chwila, której nie cierpię. Wszyscy, po kolei zaczynają ściskać moją dłoń i mówić mi swoje imiona, połowy z nich nie słyszę w tym hałasie, ale nieważne i tak bym nie spamiętała.

– Filipa znasz ze szkoły. – Peter wskazuje chłopaka siedzącego pod samą ścianą. Chłopak macha do mnie od niechcenia i posyła cierpki uśmiech. Dobrze wiem, że mnie nie lubi, ani moich przyjaciół.

Podobna sytuacja odbywa się jeszcze przy dwóch stolikach. Kolejne imiona, kolejne nowe twarze do spamiętania, aż zaczyna mi się powoli kręcić w głowie. Wreszcie Peter zwraca się do mni:

– To co? Pora się trochę poruszać?

– To chyba nienajlepszy pomysł – oponuję.

– A myślisz, że po co tu przyszliśmy? Widziałem jak cię na półmetku rwało do tańca, tylko muza ci przeszkadzała... – No proszę. Jak on mnie dobrze zna. A wydawało mi się, że ani razu nie popatrzał na mnie, gdy siedział przy barze. – Ja będzie trzeba to cię tam zaniosę siłą – dodaje i wskazuje parkiet.

Jednak słyszę znajome dźwięki i jakoś przestaję protestować. Charakterystyczna gitara Iron Maiden rozbrzmiewa z głośników. Puścili akurat „Fear of the dark", wykonanie koncertowe – najlepsze. Peter ciągnie mnie za rękę na sam środek parkietu. Dreptam za nim niepewnie. Czuję się głupio w tej mojej jasnej sukience. Wokół mnie, w większości długowłosi faceci w czarnych koszulkach najróżniejszych zespołów, wyśpiewują pierwsze słowa zwrotki. Zielone lasery przecinają zadymioną przestrzeń. W tym dymie może nie będę aż tak widoczna. Muzyka przyspiesza. Kolesie zaczynają muszować, nawet Peter. Kiedy widzi, że stoję dość nieporadnie, nachyla się w moją stronę i krzyczy mi prosto do ucha:

– No dawaj! Pokaż, na co cię stać!

Rozpuszczam włosy, rozstawiam nogi i muszuję razem z nimi. Jestem pewna, że jutro nie będę potrafiła ruszać głową. Teraz już wiem także, po co na rockoteki zakładać glany. W moich kozakach z obcasem czuję się niepewnie, więc postanawiam nie szaleć, bo zaraz się przewrócę. Dobrze, że nikt nie poguje. Mogłoby to skończyć się źle dla moich palców. Schylić się do przodu za bardzo, też nie mogę. Sukienka jest zdecydowanie za krótka, jak na taką imprezę, a za mną cała kompania bawiących się facetów. Przy Peterze czuję się bezpieczna, ale na cholerę mają oglądać moje majtki? Wyglądam pewnie jak pokraka. Gdybym ubrała się odpowiednio, zobaczyliby, co potrafię.

Utknęliśmy z Peterem na środku na jakieś dobre pół godziny. Akurat trafiliśmy na cały set mocniejszych utworów. Sepultura, S.O.A.D., Cradle of Filth, Fear Factory. Wszystkie te kawałki znam na pamięć, zarówno pod względem melodii, jak i tekstów. Drę się, wyśpiewując słowa poszczególnych piosenek, razem z otaczającymi nas chłopakami. Parę dziewczyn może też się znajdzie. Nie widzę wyraźnie z powodu dymu. Staram się jedynie nie tracić z oczu Petera. Śpiewamy równocześnie. Peter posła mi co chwilę swój łobuzerski uśmiech.

Powoli muzyka łagodnieje, zmienia się też obsada parkietu. Spoglądamy z Peterem na siebie porozumiewawczo. Chłopak chwyta moją dłoń i odciąga na bok. Pochwytuję kilka zawistnych spojrzeń dziewczyn stojących w koło. Kiedy schodzimy z parkietu, Peter kładzie mi na karku dłoń i przybliża do mnie twarz. Jego usta prawie dotykają mojego ucha, a mój oddech przyspiesza z niewyjaśnionych powodów.

– Napijesz się czegoś? – pyta. Kiwam twierdząco głową. – Sprite?

– Może jednak postawisz mi jedno piwo? – Naciskam.

– Nie ma mowy! Twoja mama wyczuje i nie da mi żyć.

– Daj spokój! Mam już siedemnaście lat! Chyba mogę wypić na imprezie jedno piwo!?

– Tylko jedno! – Wyciąga wskazujący palec tuż przed moim nosem. – I masz uważać, żeby nikt ci niczego nie dosypał – mówi po chwili namysłu.

Posyłam mu szeroki uśmiech. Peter pokazuje, żebym została i poczekała na niego tam, gdzie stoję, czyli przy małym stoliku z wysokimi krzesełkami, jednym z wielu otaczających parkiet, a sam udaje się w stronę baru. Rozglądam się po ludziach na parkiecie, bawiących się do „Killing in the name" . Z chęcią bym poskakała z nimi, ale nie w tych butach. Zabiłabym się. Podśpiewuję jedynie tekst piosenki i uśmiecham się jak głupi do sera. Chłonę każdy dźwięk. Bas pulsuje w moich żyłach.

Mój wzrok pada z powrotem na Petera. Wraca już. W rękach trzyma dwie butelki piwa. Lawiruje między ludźmi i nagle jakaś dziewczyna wskakuje mu na plecy. Peter coś krzyczy i unosi jeszcze wyżej ręce. Laska zeskakuje, okręca się wokół niego i całuje. Nie jest to zwykły pocałunek w policzek. Co to, to nie. Całuje go prosto w usta. Z tej odległości nie jestem w stanie powiedzieć czy z języczkiem, ale zdecydowanie trwa to zbyt długo. Brakuje mi słów, żeby opisać to, jak wyglądam w tej chwili. Zamieram na moment. Moja szczęka mimowolnie opada. Muszę mieć strasznie durną minę. Nic mi nie wiadomo, żeby Peter miał dziewczynę. Właściwie nigdy nie słyszałam, żeby spotykał się z kimkolwiek, nawet w liceum. Mój brat miał kilka dziewczyn, tymczasem Peter zawsze był sam i nie potrafię sobie wyobrazić, żeby mógł umawiać się z kimkolwiek. To przecież Peter. Nie podejrzewałam go o byciem gejem, ale widząc ich pocałunek, mogę z całą pewnością stwierdzić, że nim nie jest.

Dziewczyna mówi coś do Petera, a on się śmieje, po czym wskazuje głową w moim kierunku. Ona posyła w moją stronę krótkie spojrzenie i znów coś mówi. Peter kręci przecząco głową. Teraz śmieją się oboje. Cholera jasna, ile bym dała, żeby wiedzieć, o czym tyle gadają!

Przyglądam się uważnie rozmówczyni Petera. Jest wysoka. Gdyby założyła buty na obcasie, mogłaby go przewyższać. Tymczasem, ubrane ma wysokie glany, nad nimi krótka, najprawdopodobniej skórzana spódniczka, zasłania jedynie kawałek ud. Jej piersi opina czarny gorset. Włosy ma długie, do pasa, zafarbowane na metaliczno niebieski odcień. Sama myślałam nad takim kolorem, ale wydawał mi się zbyt kontrowersyjny. Nawet w tak zadymionym pomieszczeniu, mogę stanowczo stwierdzić, że jest ładna. Już jej nie lubię.

Kolejna, krótka wymiana zdań. Peter przytakuje i rusza w moja stronę, a laska udaje się na parkiet.

Kiedy Peter jest już przy stoliku, podaje mi jedną butelkę piwa, a z drugiej upija spory łyk. Następnie kładzie swoje piwo na stoliku i krzyczy w moją stronę:

– Zostań tu! Za chwilę wrócę!

Nawet nie daje mi dojść do słowa. Oddala się w stronę parkietu, dołącza do dziewczyny. Z głośników leci akurat Marilyn Manson – „Tainted Love". Nie lubię tego. Za dużo w tym elektro, za mało metalu. Wokalista straszy i bulwersuje samym wyglądem. Tak, każdy może tworzyć muzykę. Dobrze wiem, ze Peter również za nim nie przepada. Jednak, najwyraźniej, utwór nie przeszkadza mu w tańcu ze swoją przyjaciółką. Łapie ją w pasie i bardzo mocno przysuwa do siebie. Zaczynają poruszać się w rytm muzyki. Ona ociera się o Petera praktycznie każdym kawałkiem swojego ciała. Wsuwa palce w jego włosy, on przechyla ją do tyłu. Mam wrażenie, że muska wargami jej szyje. Sprawiają wrażenie, jakby nie pierwszy raz tańczyli tak razem. Cały układ znają na pamięć. Ich taniec jest przesycony erotyzmem. Po kolejnym piruecie, śmieją się do siebie. Ewidentnie dobrze się bawią ze sobą. Dziewczyna obraca się tyłem do Petera. Zarzuca rękę do tyłu i obejmuje dłonią jego kark i znów zaczyna się wić przed nim. On trzyma ręce na jej biodrach, zbliża usta do jej szyi, następnie ucha, w które ją całuje albo wyśpiewuje słowa piosenki – nie jestem pewna.

Przełykam ślinę i stwierdzam, że kompletnie zaschło mi w gardle. Borę duży łyk piwa z butelki. A kiedy znów na nich spoglądam, czuję straszny ucisk w mostku. Może za szybko przełykałam zimne piwo?

– Nie na parkiecie? – Pytanie pada tuż przy moim uchu. Spoglądam na chłopaka, który stanął przy mnie. Przyglądam mu się dłuższą chwilę. Wreszcie rozpoznaję w nim kumpla Petera. Witek. Nie. Darek. Tak, teraz sobie przypominam, więc posyłam mu delikatny uśmiech.

– Chwila odpoczynku – odpowiadam unosząc do góry butelkę, jakby to miało cokolwiek znaczyć.

– Skąd znasz Petera?

– Chodzimy razem do szkoły i jesteśmy sąsiadami! – przekrzykuję muzykę.

– Och, a ja myślałem, że jesteś jego nową zdobyczą. – Chłopak się śmieje.

– Gdyby tak było, nie tańczyłby teraz z inną. – Wskazuję głową parę obściskującą się na środku klubu.

– Chodzi ci o Sonię? – Darek macha lekceważąco ręką. – Oni zawsze robią taki pokaz. Znają się od wieków.

Zabawne. Myślałam, że to ja z Peterem znamy się od wieków. A tą całą Sonię widzę pierwszy raz. Wiem, że nie mam prawa być zazdrosna o Petera. Nie jest moja własnością. To dlaczego czuję taki straszny ucisk w żołądku? Pociągam kolejny łyk piwa. Powinnam się upić, po tym jak zobaczyłam Petera tańczącego z Sonią. Jednak jestem niemal pewna, że tego nie da się wymazać z pamięci. Tego nawet nie można nazwać tańcem. Zaciskam szczęki. Jeśli tak ma wyglądać reszta imprezy, to ja spadam do domu.

– To może masz ochotę zatańczyć ze mną? – Głos chłopaka wyrywa mnie z zamyślenia. Cały czas stoi obok. Zerkam na niego. Nie jest zbyt wysoki, ale za to dobrze zbudowany. Ma szeroką twarz, a długie włosy zaplecione są w grube dredy spięte z tyłu. Może jest przystojny, ale na pewno nie w moim typie.

– Dzięki, ale raczej spasuję. – Uśmiecham się i wskazuję mu butelkę, z której biorę kolejny łyk. Jednak Darek nie odpuszcza.

– Chodź. Pobujamy się. Taka ładna dziewczyna nie może podpierać przecież ścian. – Szczerzy do mnie zęby w uśmiechu. Chyba myśli, że taka gadka na mnie zadziała. No to się zdziwi.

Już mam ochotę odpowiedzieć coś głupiego, gdy jak spod ziemi wyrasta przy nas Peter. Spoglądam na niego zaskoczona. Niebieskogłowej laluni nigdzie nie widzę, a piosenka, do której tańczyli już się skończyła.

– Ten gnojek ci się narzuca? – Peter pyta i wskazuje brodą Darka. Mam wrażenie, że prowadzą swojego rodzaju dialog na spojrzenia.

– Nie. Wszystko ok – mówię cicho.

– Przyprowadzasz do klubu nową laskę, po czym ją porzucasz i dziwisz się, że ktoś inny ją zarywa. Jesteś jak pies ogrodnika. – Darek śmieje się, a ja czuję rumieńce na twarzy.

Peter bierze spory łyk swojego piwa. Zagryza wargę i spokojnie zwraca się do Darka:

– Jo jest siostrą Mariusza. Tak tylko cię uświadamiam, jakbyś nadal chciał do niej uderzać.

Twarz Darka zmienia zupełnie swój wyraz. Chłopak nabiera powietrza i go nie wypuszcza. Zachowuje się jakby wbiło w ziemię.

– Ty jesteś tą siostrą Mario? – pyta, kiedy odzyskuje głos.

Co ma na myśli mówiąc TĄ siostrą? Słyszał o mnie? W ogóle nie rozumiem ich zachowania. Chcę ich o to spytać, ale Peter nie daje mi szansy. Posyła Darkowi wredny uśmieszek i znów wyciąga mnie na parkiet. Obejmuje mnie w pasie i mocno przyciąga do siebie. Opieram dłonie na jego ramionach. Zaczynamy kołysać się do jednej z ballad wszechświatów: „November rain" Guns N' Roses – smęty, jednak każda przyzna, że tańczenie do tego ma swój urok. Jesteśmy ze sobą tak blisko. Czuję oddech Petera na swojej skroni. Owiewa mnie przyjemny zapach jego perfum. Zamykam oczy i daję się ponieść chwili. Ruchy Petera są bardzo płynne, niemal kocie. Zawsze miał do tego dryg. Jego tata też jest dobrym tancerzem. Peter wyśpiewuje mi do ucha tekst piosenki, a jego głos jest o wiele przyjemniejszy od głosu Axla Rose. „I know that you can love me. When there's no one left to blame" – te słowa, w jego ustach, brzmią dziwnie. Trochę dwuznacznie. Pewnie to tylko moja wyobraźnia, a on nadzwyczajnej podśpiewuje sobie tańcząc. Mam już powoli taki mętlik w głowie, że postanawiam wyłączyć myślenie.

Następna piosenka to nic innego jak „Poison" Alica Coopera, a Peter najwyraźniej nie ma zamiaru przestać tańczyć. Zaczyna mną wywijać bardziej rockandrollowo. Znowu przyciąga do siebie. Nasz taniec staje się trochę namiętny. Nie jest tak przesycony erotyzmem jak to, co wyprawiał z Sonią. Jednak muszę przyznać, że nigdy jeszcze żaden chłopak nie tańczył ze mną w ten sposób. Peter skupia całą uwagę tylko na mnie i bardzo mi się to podoba. Po kolejnym piruecie czuję jak cały świat wiruje wokół mnie, a jednocześnie mam wrażenie, że zostaliśmy sami na parkiecie. Zapominam o wszystkim, o mamie, o szkole, o Marku, o rozmowie z Darkiem. Nie chcę wracać do domu. Chcę, żeby ta noc nigdy się nie skończyła.

***

Resztkami sił dobiegamy z Peterem do autobusu. Kiedy wpadamy do środka, śmiejemy się do siebie, jak dwoje wariatów. Peter kasuje bilet dla mnie. Stajemy obok siebie. Chociaż autobus jest pusty i właściwie możemy usiąść w dowolnym miejscu, my, jak te dwa osły stoimy w samym środku pojazdu. Ja chwytam się żółtej, pionowej rurki, a Peter uchwytu wiszącego pod sufitem.

Stoimy tak przez chwilę w ciszy, patrząc sobie w oczy. Odcień tęczówek Petera zawsze przykuwa uwagę wszystkich, zwłaszcza dziewczyn. Chociaż znam go już tyle lat, nigdy nie przestanę się nimi zachwycać.

Nagle, autobus gwałtowanie hamuje, a ja tracę równowagę w tych moich diabelnych butach i wpadam na Petera, który automatycznie łapie mnie w talii i posyła mi zawadiacki uśmiech.

– Lecisz na mnie – mówi cicho. Zdecydowanie to nie jest pytanie.

– Śnisz chyba – prycham, ale się nie odsuwam, a Peter nie zabiera ręki.

Już do końca trasy zostajemy w takiej pozycji. Jedyne odwracam głowę, uciekając wzrokiem od jego spojrzenia. Wpatruję się w widok za oknem. Chociaż jest środek nocy, miasto tętni życiem. Światła neonów, ruch samochodów, wszędzie widać jeszcze przemieszczających się ludzi. W końcu jest weekend. Skupiam się na tym co w oddali. Próbuję odsunąć od siebie jedną, natrętną myśl o tym, jak świetnie bawiłam się z Peterem.

Drogę od przystanku do domu przemierzamy już spokojnie. Idziemy powoli obok siebie. Żadne z nas nie ma ochoty jeszcze wracać do domu i iść spać. Dookoła jest zupełnie pusto. Cisza aż szumi w uszach.

– Powiesz mi, co to była za laska, z która tańczyłeś? – Przerywam tą niezręczną ciszę między nami. Zaskoczony, Peter zerka na mnie z ukosa.

– Masz na myśli Sonię?

– Nie wiem. Ty mi powiedz. Nie przedstawiłeś nas sobie – rzucam, a w moim głosie wyraźnie słychać pretensje.

– To stara znajoma. Spotykaliśmy się przez jakiś czas. Wiesz, taki luźny związek.

Nie. Nie wiem. Co to jest luźny związek? Chyba muszę sobie poczytać, bo najwyraźniej się nie znam. I dlaczego, do cholery, nigdy nie słyszałam o tej całej Sonii? Mam wrażenie, jakbym zupełnie nic nie wiedziała o Peterze, ani o moim bracie i ich prywatnym życiu.

– Jest starsza, w wieku Mario. – Peter kontynuuje. –Wyjechała na studia do Krakowa i kontakt nam się urwał. A co jesteś zazdrosna? – pyta marszcząc brwi.

– Ta jasne – mruczę pod nosem. – A dlaczego mnie nie przedstawiłeś? Wstydziłeś się pokazać z taką gówniarą jak ja? – Teraz moje słowa są już całkiem przesiąknięte goryczą.

– Oczywiście, że nie! – Peter podnosi głos. – Jakoś nie pomyślałem. – Trze dłonią tył głowy. – Poszła do swoich znajomych, a ja wróciłem do ciebie.

Mam jeszcze ochotę go wypytać, czemu się tak obściskiwali, ale wolę już zmienić temat.

– A co to była za akcja z tym całym Darkiem? Mówił jakby mnie znał i jeszcze do tego nastraszyłeś go Mariuszem. Rozpowiadacie wszystkim o mnie?

– Oczywiście. Zawsze jesteś tematem numer jeden, wszystkich naszych rozmów. – Peterowi znowu włącza się tryb bycia sarkastycznym dupkiem. – Mario zawsze rozpowiada kumplom, że jeśli spotkają ładną dziewczynę, zachowującą się jak panienka z dobrego domu i przedstawiającą się jego nazwiskiem, to mają się od niej trzymać z daleka, bo inaczej połamie im wszystkie gnaty. – Śmieje się.

– Super. – Przewracam oczami. Odechciewa mi się już z nim rozmawiać.

Już na klatce schodowej, na naszym piętrze Peter pyta mnie jeszcze, wyciągając klucze z kieszeni:

– I jak się bawiłaś na swoim wspaniałym półmetku?

– Zajebiście – warczę.

Peter uśmiecha się głupkowato pod nosem, a ja czuję jak wzbiera we mnie gniew. Zepsuł mi humor. Cała magia dzisiejszej nocy prysnęła jak bańka mydlana. Przekręcam pospiesznie klucze w drzwiach i wchodzę do mieszkania. Nawet nie żegnam się z Peterem, ani mu nie dziękuję za to, że poszedł ze mną. Targają mną pewne wyrzuty sumienia, ale w tej chwili, jestem zbyt wściekła, żeby się nad tym dłużej zastanawiać. Idę spać.

 

*Muszować – tzw. headbanging – energiczne machanie głową w rytm muzyki, najczęściej i pokrewnych. Początki zjawiska sięgają późnych lat 60 XX wieku, ewoluując w różne style, takie jak: up-down, circular swing czy side to side (naprawdę – nie wiedziałam tego wcześniej).

*Pogować - wyrażać agresywny entuzjazm zbiorowy (od pogo: forma tańca charakterystyczna dla subkultury punków i metali) – musiałam dać ten opis, po prostu mnie rozwalił.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Elorence 10 miesięcy temu
    Weszłam z ciekawości. Przyciągnął mnie tytuł, bo mniej więcej wiedziałam, że to pewnie jakiś romans będzie.
    I się nie zawiodłam :D
    A bardzo lubię takie klimaty.
    Ładnie napisane. Prowadzisz czytelnika stylem narracji i technicznie (choć jestem w tej kwestii laikiem) wszystkie wydaje się być w porządku :)

    A co do fabuły... Taa, mam awersję do imienia Sonia. Zawsze obdarzam najgorsze bohaterki moich opowiadań tym imieniem. I tu jest podobnie. Pojawiła się na chwilę, a już jej nie lubię.
    Nie za bardzo ogarniam "Petera", ale podejrzewam, że to ksywka, dokładnie taka sama jak "Mario" dla Mariusza.
    Muzyka jak najbardziej na plus. Kiedyś miało się glany, fajne czasy. Niektóre zespoły lubię, inne - już niekoniecznie, ale to kwestia gustu. I to ładne połączenie piosenki Mansona z tańcem Sonii i Petera - cudne to było. W ogóle, jak sobie wyobraziłam ją w sukience i butach na obcasie wśród typowych metali... Uśmiech od ucha do ucha :D Ale czego to nie robi się dla faceta, co nie?

    Tak, wiem, czytam "od środka", ale zaraz cofnę się do poprzednich rozdziałów.
    Pozdrawiam serdecznie! :)
  • weatherwax83 10 miesięcy temu
    bardzo dziękuję, że wpadłaś :) kolejny rozdział postaram się wrzucić w piątek :)
  • Wrotycz 10 miesięcy temu
    Profesjonalne pisanie, tekst płynie. Udany ciąg dalszy.
    Minęło co prawda kilka akapitów zanim stary, siwy łeb zorientował się (ech ta SKS!), że czytał odcinek wcześniejszy.
    Ten pisany z dojrzalszej perspektywy, przynajmniej taki wydaje się w mym odbiorze.
  • weatherwax83 10 miesięcy temu
    dzięki :)
  • Ameliia 10 miesięcy temu
    Nie pasowało mi to, że w pewnym momencie ona odpowiedziała cicho. Przecież byli w klubie, więc raczej nie byłoby tego słychać, haha. W każdym razie z rozdziału na rozdział bardziej mnie wciąga. 5 ;)
  • weatherwax83 10 miesięcy temu
    wyczytał z ruchu warg, albo się nachylił nad nią? a tak serio, to faktycznie, przy okazji usunę to "cicho" ;)
  • A. Hope.S 4 miesiące temu
    Ramstein <3 tu już pobiłaś mi serce, myślałam że w PL tego nie słuchają :D
  • weatherwax83 4 miesiące temu
    jak to nie słuchają? no co ty mówisz? tu jest cała masa ich fanów, a na rockotekach to obowiązkowa pozycja,
  • A. Hope.S 4 miesiące temu
    weatherwax83 Nie wiedziałam :) ale miło wiedzieć, że nie tylko ja jestem mini fanką tego zespołu, która również uwieczniła takie zespoły w swoim dziele.
  • wynka 3 miesiące temu
    Ciekawa postać z tego Petera, coś czuję, że jeszcze ostro namiesza w życiu Jo. Wciągnęło mnie Twoje opowiadanie, tak że nie mogę się oderwać. Jednym tchem, przeczytałam te pięć rozdziałów i czytam dalej...
  • weatherwax83 3 miesiące temu
    Dziękuję - bardzo się cieszę, że się spodobało :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania