Z wyboru – cz. 1

Nosiłam się z ta myślą już jakiś czas. Albowiem dostałam uwagi, więc wypadałoby pozmieniać. I że było to dość dawno i nikt już pewnie nie pamięta ( z tych co czytali), to wstawiam chamsko na główną. A co tam, i tak rzadko dodaję.

Jakby ktoś chciał widzieć wersję pierwszą, to tu jest link -----> http://www.opowi.pl/z-wyboru-a40185/

Więc... niech się dzieje wola Nieba! Zapraszam do lektury.

 

 

~ Pod Samotnym Turem ~

 

Karczma „Pod samotnym turem” była kompletnym przeciwieństwem swojej nazwy. Nie miała bowiem nic wspólnego ani z samotnością, ani – przynajmniej w najbliższym czasie – nie groziło jej wyginięcie. Przybytek ten, prowadzony pewną ręką Atanazego, od lat cieszył się niesłabnącym zainteresowaniem. Ludzie napływali zewsząd i tłumnie, by na własne oczy ujrzeć niebywale szczupłego karczmarza, czy też spróbować słynnego tu piwa korzennego.

Jednak największą zaletą karczmy były występy wędrownych artystów, które odbywały się regularnie co tydzień. Dzisiejszego wieczora miał przybyć tu niejaki Laufer – ponoć nieprzeciętnie utalentowany wędrowny grajek, jeśli wierzyć rozlepionym w całej wiosce afiszom.

Tymczasem do gospody niespiesznie zbliżał się młody mężczyzna o wyglądzie włóczęgi. Jednak nie to było w nim najbardziej interesujące; na największą uwagę zasługiwały przede wszystkim jego oczy – wymalowany był w nich jakiś dziwny, nieokreślony smutek.

Miał silne ramiona marynarza, a jego postawa i ruchy były zdecydowane.

Nie oglądając się za siebie, przekroczył próg karczmy. Od razu uderzył go panujący tam półmrok. Wnętrze rozjaśniało nikłe światło świec rozstawionych na stołach – po jednej na każdym. Kilka dopalało się na szynkwasie.

Zatrzasnąwszy za sobą drzwi, zlustrował izbę, gładząc w milczeniu materiał naciągniętego na głowę kaptura. Karczma mogła pomieścić najwyżej kilkanaście osób. Gośćmi byli głównie mężczyźni w średnim wieku, i to oni zajmowali większość miejsc. Wielu z nich sączyło piwo albo miód i pokrzykiwało z natężeniem rosnącym wraz z ilością wychylonych kufli. W przeciwległym krańcu izby znajdowało się prostokątne podwyższenie służące prawdopodobnie za scenę.

 

"No, proszę. Wygląda na niczego sobie przybytek" – pomyślał mężczyzna i z lubością wciągnął w nozdrza zapach wędzonki oraz kiszonej kapusty. Następnie, nie ociągając się, ruszył w stronę pustego szynkwasu.

― Hej, karczmarzu! Jesteście tam?

Nikt nie odpowiadał. Do uszu przybysza dotarły jednak strzępki rozmowy przeplatanej pojedynczymi przekleństwami – prawie namacalny znak obecności właścicieli. Hałas dochodził zza ściany. Przybysz, rzuciwszy wpierw kontrolnie okiem na izbę, przybliżył się do jego źródła.

 

― Nie możemy zwlekać ani chwili dłużej! ― warknął kobiecy głos o irytująco skrzekliwej barwie.

― A masz lepszy pomysł?! ― odparł z przekąsem jego zdecydowanie niższy, męski odpowiednik.

― I ty zamierzasz w spokoju czekać na tego... jak mu tam...

― Laufra ― podpowiedział usłużnie bas.

― Kij z nazwą! ― Podsłuchujący niemal wyobraził sobie, jak właścicielka pierwszego głosu macha lekceważąco ręką. ― Artysta pieprzony! I to oczywiście był twój pomysł, stary durniu. Do występu pół godziny, a jaśnie pana jak nie było, tak nie ma. Pewnie leży gdzieś schlany, może nawet przy drodze do "Samotnego Tura", mając nas i wszystko głęboko w rzyci. Ale wiesz co? ― Ton głosu kobiety zaczął niebezpiecznie wzrastać. Mężczyzna z trudem powstrzymał chichot. ― Ty się tym zajmiesz.

― Ja? Jak? ― Karczmarzowi wcale nie było do śmiechu.

― A to już twój problem. Popytaj w wiosce, wymyśl coś, do kurwy nędzy. A teraz wynocha mi stąd, ale już! ― Temu okrzykowi towarzyszył odgłos tłuczonego szkła.

Przybysz zaczął powoli wycofywać się w głąb izby. "Jakby ta kobieta mnie tu przyłapała..." – wzdrygnął się na samą myśl. "W porównaniu z nią kazania Natana to pestka. Robisz mu konkurencję, kobieto" pomyślał, uśmiechając się pod nosem. Uważniejszy obserwator dostrzegłby w tym uśmiechu gorycz. Ale mężczyzna miał na sobie kaptur. Poza tym, żaden z gości nie wydawał się być w ogóle świadomym jego obecności.

Kiedy drzwi otworzyły się wreszcie, ukazując zgnębioną sylwetkę karczmarza, przybysz siedział już wygodnie przy jedynym z ostatnich wolnych stołów. Uważnym wzrokiem przyjrzał się właścicielowi. Istotnie, krążące w wiosce plotki w tym przypadku miały rację bytu. Atanazy bez wątpienia był najchudszym karczmarzem w okolicy, a może i nawet w całym kraju. W tamtej chwili wydał się przybyszowi wręcz komicznym: przeraźliwie szczupły, drobiący na tych swoich patykowatych nogach małe kroczki i rzucający pod nosem wiązanki przekleństw.

Atanazy rzeczywiście przeklinał: pod adresem swoim i żony, pod nosem wyrzucając sobie głupotę a kobiecie grubiaństwo. Karczmarz stanął za szynkwasem i rzucił okiem na izbę. Ludzi powoli zaczynało przybywać; niemal wszystkie stoły były zajęte. Z westchnieniem ruszył w stronę wyjścia, ale w połowie drogi coś przykuło jego uwagę – samotna, zakapturzona postać siedząca w najciemniejszym kącie pomieszczenia.

 

― Witam szanownego gościa w naszych skromnych progach! Czy mogę się przysiąść? ― zapytał z nutką desperacji w głosie.

― Oczywiście, proszę ― uśmiechnął się mężczyzna, na co Atanazy rozluźnił się trochę. Usiłował dyskretnie przyjrzeć się twarzy mężczyzny, ale na próżno; cień oraz kaptur, który ją skrywały, skutecznie to uniemożliwiały. Widoczne było tylko oczy o nieodgadnionym w tym świetle kolorze, sprawiające wrażenie bezdennie smutnych. Cała sylwetka przybysza miała wszelkie cechy osiłka; choć zakrywał ją obszerny płaszcz, Atanazy z łatwością mógł wyobrazić sobie rysujące się pod nią szerokie i potężnie zbudowane ramiona. Takie coś zawsze przywodziło mu na myśl siłę charakteru. Bo w końcu ten, kto ma takie ciało, może sobie pozwolić na wiele. Jeśli nie na wszystko. Ta myśl sprawiła, że zadrżał. Jednak zacisnął zęby.

"Muszę spróbować. Inaczej Gniewna znowu będzie kazała mi nocować na zewnątrz" – pomyślał, wspominając tę pamiętną noc, kiedy to upił się tak bardzo, że żona wygoniła go z domu.

"Aż dziw, że nie zjadły mnie wtedy wilki" – przyszło mu do głowy. W końcu wziął głęboki oddech i rzekł:

― Wybaczcie nadmierną śmiałość, lecz grunt pali mi się pod nogami... Widzicie, ten Laufer z afisza raczej nie odwiedzi dziś naszej karczmy i... eee... ― zająknął się ― nie znacie może kogoś, kto potrafi grać, śpiewać, cokolwiek? ― dokończył ze skrajną już desperacją.

"Naprawdę ci współczuję" – pomyślał przybysz, przypominając sobie kłótnię karczmarza z kobietą, która najprawdopodobniej była jego żoną. Przypomniał sobie własną, będącą uosobieniem łagodności. Ujrzał ją w prostej, zgrzebnej sukni, siedzącą przed domem. Uśmiechała się. Ona zawsze się uśmiechała.

Mężczyzna uniósł głowę i napotkał przewiercające go wręcz spojrzenie karczmarza. To wyrwało go ze wspomnień. On wciąż czekał na odpowiedź.

― Nie ― rzekł, nie spuszczając z niego wzroku ― ale za to znam kogoś, kto mógłby zastąpić Laufra na tę noc, i nawet kilka następnych.

― I co ten „ ktoś” potrafi? ― w głosie karczmarza pobrzmiewała nieśmiała nadzieja.

― Opowiadać. Całkiem dobrze, ale, co ważniejsze, ma co ― odrzekł gość tajemniczo.

― No nie wiem ― westchnął Atanazy. A ile by on za to chciał?

Jedynie nocleg i jakąś ciepłą strawę.

― To mogę zapewnić bez problemu. A jak daleko stąd mieszka ten... Karczmarz przez chwilę szukał w głowie odpowiedniego określenia – bajarz ?

Na to przybysz uśmiechnął się.

― Siedzi przed wami. Dziejarz, do usług.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Canulas 5 miesięcy temu
    Jak poprawiona to obadam, ino nie wiem czy dziś.
  • Enchanteuse 5 miesięcy temu
    Ok :)
  • kalaallisut 5 miesięcy temu
    Czyta się dobrze, poprawny zgrabny język. Za mało bym mogła napisać coś więcej, może bajarz zabajeruje dalej ? Pozdrawiam :)
  • Enchanteuse 5 miesięcy temu
    Kalaalisut, dzięki za komentarz. Zabajeruje, jeżeli odbiorca interesuje się tematyką eschatologiczną ;)
    Jak coś, kolejne części mam w archiwum, ale one są trochę niedopracowane, więc nie zapraszam. Jeśli byłbyś/ byłabyś zainteresowana następnymi częściami, to po przeróbce mogę nawet popodsyłać linki. Ale nic na siłę, oczywiście.
  • kalaallisut 5 miesięcy temu
    Enchanteuse ojej! Teologia ;) dawaj jasne.
  • Enchanteuse 5 miesięcy temu
    kalaallisut dobra, ale też wersję poprawioną. Teraz trochę wstydzę się, że wypuściłam te wszystkie części bez większej korekty :P
    Ale jutro następna część powinna ją przejść, więc chętnie podeślę.
  • kalaallisut 5 miesięcy temu
    Enchanteuse ok.:)
  • Karawan 5 miesięcy temu
    Ciekawym ciągu dalszego, bo "rozbiegówka" przypomniała mi całość com ją onegdaj czytał był. A co do gwiazdek - skoro wcześniej było 5 to teraz powinno na logike biorąc, byc 5+ (nie mylić z "dzieciowym"!). ;)
  • Enchanteuse 5 miesięcy temu
    Ciag dalszy bedzie, ale to jakos na weekendzie dopiero.
    Ale ta wersja poprawiona lepsza? Jakie masz odczucia?
  • Karawan 5 miesięcy temu
    Enchanteuse Pytasz o odczucia; "Naprawdę ci współczuję" - pomyślał przybysz, przypominając sobie kłótnię karczmarza z kobietą, która najprawdopodobniej była jego żoną. Wtedy przed oczami pojawił mu się obraz jego własnej żony, będącej uosobieniem łagodności. Ujrzał ją w prostej, zgrzebnej sukni, siedzącą przed domem. Uśmiechała się. Ona zawsze się uśmiechała. - wprowadziłaś dysonans w emocji. Tak to odbieram. Widzę scenkę; facet stoi przy kontuarze, w ciemnawej izbie karczmy i podsłuchuje, a potem wycofuje się nie chcąc być przyłapanym. W głowie zapewne ma obraz zgrzytliwej sekutnicy i "biednego" męża (też zapewne ma obraz i aż się prosi aby była to wielka gruba baba i maleńki, chudziutki człowieczek). To jest ten moment kiedy można Czytelnika "obudzić" pokazując wielkiego mocarnego chłopa, co w kontraście do jego wypowiedzi mnie by zbudowało wyobrażenie człeka dobrego, zakochanego w swojej pięknej (choć z wrednym głosem) żonie. I dla mnie dopiero jej wejście na scenę byłoby asumptem do pokazania jego wspomnień, pełnych ciepła i smutku. Tak to widzę i dlatego powstał mi w głowie dysonans. Proszę jednak zważyć, że to kwestia odbioru tekstu, tego co widzę, a inni mogą widzieć zupełnie inaczej i cholernie żałuję, że Kim nie poszła za moją propozycją stworzenia towarzystwa do rozmowy o naszych tekstach. Pozdrawiam.
  • Karawan 5 miesięcy temu
    Karawan pokazując wielkiego mocarnego chłopa, - pokazując wychodzącego do klienta wielkiego, mocarnego
  • Karawan 5 miesięcy temu
    Karawan No i faktycznie lepsza niż poprzednia o czym należało na wstępie. Przepraszam
  • Enchanteuse 5 miesięcy temu
    Karawan czyli poprawki idą w dobrym kierunku. To dobrze. Planuję popoprawiać tak każdą część (oprócz chyba baśni, o oile nic mi nie zgrzytnie mocno).
    A, racja! Atanazy jest chudy, o czym wspomniałam we wstępie, a czego, głupia, nie umieściłam nigdzie dalej. Czyli opis karczmarza. Okej.
    Gorzej z opisem Dziejarza, bo za cholerę nie wiem, gdzie go wcisnąć.
    Any suggestions?
    Bo zara siadam i poprawiam z miejsca ;)
  • Karawan 5 miesięcy temu
    Enchanteuse Wydawałoby się proste; widzisz postać to ją opisz, ale, sam co rusz zęby łamię. Opis Dziejarza może wynikać z rozmowy żony z mężem ( początek, żeby czytający złapał ogólny zarys) i dalej z jakiegoś dialogu "zazdrosnych" współbiesiadników z których jeden niedowidzi a drugi dopowiada. Sam widzisz jak to się rozrasta, a gdy sam piszę zapierniczam z zapisem myśli a szczegóły tak ważne dla całości mi uciekają ;c Ot życie!
  • Karawan 5 miesięcy temu
    Karawan Zawsze łatwiej cudze ganić niż swoje porządnie zobaczyć! to refleksja taka!
  • Enchanteuse 5 miesięcy temu
    Poprawiłam. Jak możesz, to zerknij, czy lepi czy nie lepi ;))
    Cudowny pomysł z typami komentującymi jego wygląd, ale to trochę bez sensu, bo oni nie zwracają na niego uwagi (koncentracja spada w miarę wychylania kolejnych kufli ;D).
    Poza tym, musiałabym ich też potraktować opisem. I wtedy zrobiłoby się nudniej, tak mi się wydaje.
    Tak czy siak dzięki za uwagi, Karawannie :)
  • Karawan 5 miesięcy temu
    Enchanteuse No, nie do końca. Widzę, żeś Pani nie bywała w knajpach. To są takie uwagi typu: "tee znasz Kowalskiego?"
    "Niiee! Aa jak sie nazywa?"
    Więc pozornie absurd ale zostawia u czytającego pojedyncze informacje. A Typków opisywać nie trza, bo zaś łeb w stół.
    Lepiej.:)
  • Enchanteuse 5 miesięcy temu
    Karawan no nie bywam, nie da się ukryć :D
    Ale obędę się bez tego?
  • Enchanteuse 5 miesięcy temu
    W sensie tej dodatkowej poprawki ;D
  • Karawan 5 miesięcy temu
    Enchanteuse Ja pokazuję tylko (subiektywnie!) możliwości, wybór należy do Autora!! Knajpę w towarzystwie zapewniającym nietykalność polecam, bo to niepowtarzalny folklor. ;)
  • Enchanteuse 5 miesięcy temu
    Karawan no żeby jeszcze było z kim iść, to nawet bym się skusiła. A tak to...
    Dobra, dzięki za sugestie. Trzymaj się tam ciepło :)
  • Canulas 5 miesięcy temu
    "Nie miała ona bowiem nic wspólnego ani z samotnością, ani - przynajmniej w najbliższym czasie - nie groziło jej wyginięcie." - "ona" zbędne.

    "Przybysz miał silne ramiona marynarza, a jego postawa i ruchy były zdecydowane." - ładny opis.

    " Od razu uderzył go półmrok, jaki tam panował." - lternatywna konstrukcja: Od razu uderzył go panujący tam (lub: wewnątrz) półmrok. - Obadaj.

    Ok, tu mam taką uwagę: " Wielu z nich sączyło piwo, albo miód - przybysz stał zbyt daleko, by to stwierdzić - i pokrzykiwało z natężeniem rosnącym w miarę ilości wychylonych kufli." - piszesz: "przybysz stał zbyt daleko, by to stwierdzić" czym dobitnie ukazujesz, że oglądasz wnętrze karczmy przez pryzmat jego odczuć oraz, co ważniejsze, ograniczeń. Nie mógł stwierdzić, nie jest narratorem wszechwiedzącym. Dalej piszesz: " natężeniem rosnącym w miarę ilości wychylonych kufli." - to logiczne, ale on o tym natężeniu moze domniemywać, nie wolno mu jednka brać tego za pewnik. Narrator wszechwiedzący może - on nie. A może jednak podwaliny ich zachować są inne?

    ""No, proszę. Wygląda na niczego sobie przybytek" - pomyślał mężczyzna i z lubością wciągnął w nozdrza zapach wędzonki i kiszonej kapusty. " - w tym zapisie masz 2x i. Możesz to opisać nie jako czynność zaczynającą się, tylko już trwającą. Ty piszesz: i z lubością wciągnął - czyli, że dopiero teraz i przez to gromadzą Ci się "i". A może: "No, proszę. Wygląda na niczego sobie przybytek" - pomyślał mężczyzna z lubością wciągając w nozdrza zapach wędzonki i (oraz) kiszonej kapusty. - pod rozwagę.

    "– Hej, karczmarzu! Jesteście tam? – Nikt nie odpowiadał." - tu nie ma dla mnie przestrzeni. W sensie, od razu po pytaniu dowiadujemy sie, e nikt nie odpowiedział. Zyskał bym z pół sekundy (czyli tyle, ile wzrok czytelnika ze spojrzeniem niżej. "Nikt nie odpowiedział' - dałbym od nowej linijki.


    "– Hej, karczmarzu! Jesteście tam? – Nikt nie odpowiadał. Do uszu przybysza dotarły jednak strzępki rozmowy przeplatanej pojedynczymi przekleństwami - prawie namacalny znak obecności właścicieli. " - pomagając mi w mojej serii często sugerujesz mnyślnik. Ja Ci tu zasugeruję usuniecie myślnika. Wszystko dlatego, ze jest już jeden, kiedy przechodzisz z dialogu po narracji. Drugi wprowadza chaos, bo oznacza jakbyś powracała do dialogu.


    "– Nie możemy zwlekać ani chwili dłużej! – warknął jakiś kobiecy głos o irytująco skrzekliwej barwie. " _ PO co Ci"jakiś" - Jakiś, gdzieś, keidyś, coś. To wszystko domeny ludzi słabych, neipewnych. Ty nie chcesz być słaba i niepewna. Wywal. "– Nie możemy zwlekać ani chwili dłużej! – warknął kobiecy głos o irytująco skrzekliwej barwie.


    "– A masz lepszy pomysł?! – odparł z przekąsem jego zdecydowanie niższy męski odpowiednik." - dziwie mi brzmi. Taki skill dla skilla. No, lubię czasem, ale sam nie wiem. Dałbym po prostu: Odparł ktoś głosem męskim - bo raczje nie" odparł głos". Obadaj sama. Jakoś bardzo się nie upieram.


    "– Kij z nazwą! – Podsłuchujący niemal wyobraził sobie, jak właścicielka skrzekliwego głosu macha lekceważąco ręką." - znów skrzekliwy głos. Z zauważaniem takich rzeczy jest następująca zasada. Czym bardziej zwyczajne, częściej występujące słowo, tym łatwiej może przemknąć niezauważone i nie trzeba na nie synonimu. Czym jakieś sformuowanie zwraca na siebie uwagę, tym (jeśli będzie występowało za często) bardziej ukłuje w oćka.

    " Uważnym wzrokiem przyjrzał się właścicielowi tego przybytku." - albo: " Uważnym wzrokiem przyjrzał się właścicielowi. Nie chodzi, żeby odzierać tekst z poetyckosci, klimatu, uszczuplać środki przekazu czy nie pisać kwieciście i barokowo. Tu po prostu dwa wyrazy nic nie dają. Dublują informację. Rzecz gustu.

    "– A to już twój problem. Popytaj w wiosce, wymyśl coś, do kurwy nędzy. A teraz wynocha mi stąd, ale już!–Temu okrzykowi towarzyszył odgłos tłuczonego szkła." - odstępu pomiedzy myślnikiem nie ma.

    "Ludzie powoli zaczynali się gromadzić;" - można wywalić się w zapisie: Ludzi zaczynało przybywać/ Ludzi powoli zaczynało przybywać.

    " wszystkie stoły były zajęte, choć wciąż pozostawało parę wolnych miejsc. " - wszystkie stooły zostały zajęte czy są miejsca. Może: niemal wszystkie stoły?


    " Atanazy z westchnieniem ruszył w stronę wyjścia, ale w połowie drogi coś przykuło jego uwagę. Obiekt jego zainteresowania zajmował najciemniejszy kąt pomieszczenia i był całkowicie zakapturzony." - (coś przykuło jego uwagę. Obiekt jego) - 2x jego bardzo blisko siebie. Zmień sama, a co. Wolna wola.

    Dalej bardzo łądny opis, ale znów od groma myślników. Wszystkie mogą być, ale to wtedy, zeby to nie było wtrącenie podialogowe. Od nowej linii lepiej.

    " "Naprawdę ci współczuję" - pomyślał przybysz," - to od nowej linijki, bo się zlewa. Na próbę chociaż daj i zobacz.

    "– Opowiadać. Całkiem dobrze, ale - co ważniejsze - ma co – odrzekł gość tajemniczo." - no zobacz tu. Pamiętam kiedyś (jak czytałem) też ta maniera z myślnikami była)
    "– Całkiem dobrze opowiadać, ale, co ważniejsze, ma o czym – odrzekł gość tajemniczo. - Ewentualnie, jeśli zależy Ci na przeciągnieciu chwilowym, zawieszeniu myśli, daj wtrącenie w środek dialogu, na zasadzie:

    "– Całkeim dobrze opowiadać - odrzekł gość tajemniczo. - I co ważniejsze, ma co - dodał, widząc zaklopotaną minę rozmówcy ;) (sorry, se popłynąłem na nutach Twojej pieśni)

    "– No nie wiem – westchnął Atanazy – A ile by on za to chciał?" - albo wtrącenie zastepuje przecinek i "a" z małej. ALbo kropka po Anastazy.

    "– To mogę zapewnić bez problemu. A jak daleko stąd mieszka ten... – Karczmarz przez chwilę szukał w głowie odpowiedniego określenia - bajarz ?" - bliżje znak zapytania.



    Ok, Ench. Ja Ci już mówiłem, że dla mnie te podwaliny pod histotrię właściwą, to majstersztyk, że bez tego byłoby dużo mniej zjadliwie. Kanwa tej otoczki jest dla mnie urocza. Lubiłęm te wyimki bardziej, choć pamiętam, że śmierć dziewczynki (długi komentarz, mogę spojlerować, nie przeczytają) odmalowałaś niezwykle emocjonalnie. Stawiasz wiele pytań, choć może jeszcze nie w tej części.
    Podoba mi sie to, że nie zamykasz tworu, wrzucając na kupkę, tylko starasz siedopracowac pod każdym możliwym względem.
    Jakby co, pomogę, ile umiem.
    Ciao.
  • Enchanteuse 5 miesięcy temu
    Dzięki za zajrzenie. Jutro rano popoprawiam na spokojnie.
    I dzięki za ofiarowanie pomocnej dłoni.
  • Enchanteuse 5 miesięcy temu
    No, poprawiłam. Z tymi myślnikami faktycznie przesadzam. Od następnej poprawki(czyli właściwie od teraz) postaram się chociaż przy tych ich myślach przenosić do następnego akapitu. Nie wiem, czy zauważyłeś, ale staram się dialogi zaznaczać myślnikami, a myśli bohaterów , czy jakieś wtrącenia - dywizami.
    Miałam nadzieję, że będzie bardziej czytelnie. Ale to maniera, masz rację. Po prostu czuję się niekomfortowo, jak przynajmniej w jednym akapicie nie użyję myślnika xD (nie no, żartuję).

    Kurde, każdy jak pisze imię Atanazego, to je przekręca. Zastanawiam się, czy nie powinnam go przechrzcić na "Anastazego", bo takie imię też widziałam, a jakoś łatwiej przychodzi ludziom na myśl, niż "Atanazy".

    Dzięki raz jeszcze. Jak tam poprawię następną część, to wyślę Ci linka czy coś.
    Jeśli nadal wyrażasz chęć zerknięcia.
  • Canulas 5 miesięcy temu
    Enchanteuse, tak, spoko,wyślij.
    I nie, nie zmieniaj imienia.
  • Enchanteuse 5 miesięcy temu
    Nie zmienię. Ale powiedz, ta wersja jest lepsza od poprzedniej? W sensie konstrukcyjnym.
  • Canulas 5 miesięcy temu
    Enchanteuse, musiałbym se przypomnieć tamtą. Byde w domu, to rzucę okiem
  • Enchanteuse 5 miesięcy temu
    Canulas ok
  • Canulas 5 miesięcy temu
    Spox, odetnę i wyślę. ;)
  • Enchanteuse 5 miesięcy temu
    No, przynajmniej wtedy kciuków nie musiałbyś trzymać ;)
    W tej jednej.
  • Canulas 5 miesięcy temu
    Kciuków w tej jednej, hmm? Insynuujesz wielosetletnie tradycje wewnątrz-kopulacyjne aka kaziroidztwo, czy napromieniowanie jakim czym, że mnie okilka kciuków w jednej łapce podejrzewasz?
  • Enchanteuse 5 miesięcy temu
    Kciuka, no. Łapiesz mnie za słówka ;P
  • Kim 5 miesięcy temu
    To jest coś innego niż to wcześniej o tej samej nazwie, skoro wrzucona została wersja poprawiona?
  • Enchanteuse 5 miesięcy temu
    Nie, to jest to samo. Wrzuciłam jako nowe, bo sporo się zmieniło w konstrukcji. Ale resztę poprawiać będę po cichu.
  • Canulas 5 miesięcy temu
    Skonfrontowałem i - wiadomo: Teraz jest lepiej zbalansowane. Poucinane są niepotrzebne nadpowiedzenia. Jest bardziej klimatyczne i żywsze.

    Wątpliwości Ci wypisałem wcześniej.

    Słowem: Jest dużo lepiej.
  • Enchanteuse 5 miesięcy temu
    Okej. Czyli mogę iść tą drogą. Nie powiem, nie ode mnie wyszła inicjatywa poprawy, a od "koleżanki po fachu". Ale cieszę się, że to zrobiłam. Mam wrażenie, że jest "bogaciej". Bo pisząc olałam praktycznie opisy, skupiłam się na dialogach.
    Ty tylko potwierdzasz to wrażenie. To znaczy, zależało mi też na Twojej opinii żeby nie było ;)
    Ale co trzy głowy to nie jedna.
  • Canulas 5 miesięcy temu
    Enchanteuse , nie no, jest lepiej. Czułem, ze bedzie lepiej, ale nie chciałem tak pisać na odpierdziel - uprzednio nie zestawiwszy ze sobą obu.
  • Enchanteuse 5 miesięcy temu
    Nie no rozumiem. Dzięki za wgląd. Jak coś, to będę Cię ciągnąć za ucho ;)
  • Canulas 5 miesięcy temu
    Enchanteuse, spoko. Wedle wolnego czasu do dyspozycji.
  • Canulas 5 miesięcy temu
    Ąszątę - tu Ci napiszę, by mieć pewność - Jutro obadam i pozmiam wedle wskazówke Twoich, bo jak tak rzyuciłem oczętami ku barłożku swemu, tak...
    Pochwyciło we swe trzemia mnie.
    Ot, by być fair.
  • Canulas 5 miesięcy temu
    pozmiam - pozmieniam * auto(karetka)
  • Enchanteuse 5 miesięcy temu
    Okej. Ja to wyciągam głównie przecinki, więc wiesz - nawet rzucić okiem ciężko. Wskazówki są Twoje, zrobisz z nimi co zechcesz.
  • Adam T 5 miesięcy temu
    Hej. Zgodnie z obietnicą jestem. Poszalałem, więc trzymaj się ;)
    Tech-aid:

    „by na własne oczy ujrzeć niebywale szczupłego karczmarza, czy też spróbować słynnego tu piwa korzennego.” – przecinek po „karczmarza” jest niepotrzebny, mamy tu do czynienia z dwiema ewentualnościami, więc bez przecinka.

    „...niejaki Laufer - ponoć nieprzeciętnie utalentowany wędrowny grajek...” – dywiz jest tu błędem, powinna to być półpauza, dywiz nadaje się np. do określeń typu: „biało-czarny”. Kilka zdań wcześniej też masz dywiz zamiast półpauzy. Rozumiem, jeśli wstawiasz z telefonu (w moim półpauzy na przykład nie ma).

    „Jednak nie to było w nim najbardziej interesujące - na największą uwagę...” – znowu dywiz nie na miejscu.

    „Przybysz miał silne ramiona marynarza (…), „Mężczyzna, nie oglądając się za siebie...” – trochę niepotrzebnie mnożysz te określenia. Napisałaś na początku, że był to młody mężczyzna, nikogo nie wprowadziłaś do akcji, jest tylko on, więc „przybysz i mężczyzna” nie są potrzebne. Wystarczy jeśli napiszesz: „Miał silne ramiona marynarza...”, „Nie oglądając się za siebie...”, będzie wiadomo, o kim piszesz.

    ”...rozstawionych na stołach - po jednej na każdy” – znów dywiz zamiast półpauzy. Poza tym zastanowiłbym się nad „po jednej na każdy”, czy nie lepiej by było „po jednej na każdym”?

    „Przybysz, zatrzasnąwszy za sobą drzwi, zlustrował izbę wzrokiem...” – tu także możesz spokojnie pozbyć się „przybysza”. Dałbym od akapitu: „Zatrzasnąwszy za sobą drzwi, zlustrował izbę...”. Usunąłbym też „wzrokiem”, bo czym innym mógłby izbę zlustrować?

    „Karczma była średniej wielkości; mogła pomieścić najwyżej kilkanaście osób. Większość miejsc była zajęta. Sądząc po wyglądzie, gośćmi byli głównie mężczyźni w średnim wieku.” – „była/była/byli” w trzech, kolejnych zdaniach. Ciut dużo. Może zrezygnować z „Karczma była średniej wielkości”, bo druga część tego zdania: „mogła pomieścić najwyżej kilkanaście osób”, doskonale pokazuje wielkość karczmy. Czyli:
    „Karczma mogła pomieścić najwyżej kilkanaście osób. Gośćmi byli głównie mężczyźni w średnim wieku, i to oni zajmowali większość miejsc”.

    „Wielu z nich sączyło piwo, albo miód i pokrzykiwało z natężeniem rosnącym w miarę ilości wychylonych kufli.” – nie wiem, czy przecinek przed „albo” jest konieczny, według mnie nie jest. Ale druga część zdania, ta o pokrzykiwaniu, jest bardzo w swej treści udziwniona, choć nie powiem, ze przez to nieciekawa. Przeciwnie. To zdanie frapuje. Nie wiem jednak do końca, czy jest poprawne; czy nie powinno brzmieć, np.: „...pokrzykiwało z natężeniem rosnącym wraz z ilością wychylonych kufli.”?
     
    >"No, proszę. Wygląda na niczego sobie przybytek" - pomyślał mężczyzna...< – znów dywiz zamiast półpauzy.

    „...odparł z przekąsem jego zdecydowanie niższy[,] męski odpowiednik.”

    „Karczmarzowi, w przeciwieństwie do podsłuchującego mężczyzny, wcale nie było do śmiechu.” – myślę, że środkowe zdanie nie jest potrzebne, choćby z racji tego, iż zawiera powtórzenie „podsłuchujący” i „mężczyzna”. Cały sens zawiera się tu w „wcale nie było do śmiechu”, a zatem „w przeciwieństwie do podsłuchującego mężczyzny” będzie tu zdublowaniem informacji.

    „Przybysz zaczął powoli wycofywać się w głąb izby.” – to dałbym od akapitu, ponieważ nie dotyczy bezpośrednio wypowiedz kobiety.

    "Jakby ta kobieta mnie tu przyłapała..." - wzdrygnął się na samą myśl.” – dywiz zamiast półpauzy.

    „Karczmarz stanął za szynkwasem i rzucił okiem na izbę. Ludzi powoli zaczynało przybywać; niemal wszystkie stoły były zajęte. Atanazy z westchnieniem ruszył w stronę wyjścia, ale w połowie drogi coś przykuło jego uwagę. Obiekt zainteresowania karczmarza zajmował najciemniejszy kąt pomieszczenia i był całkowicie zakapturzony.” – w tym fragmencie jest dużo karczmarza: „karczmarz/Atanazy/karczmarza”, przez co powstaje wrażenie, że czyta się w kółko to samo. Może tak:
    „Karczmarz stanął za szynkwasem i rzucił okiem na izbę – gości przybyło, niemal wszystkie miejsca były zajęte. Z westchnieniem ruszył w stronę wyjścia. W połowie drogi coś przykuło jego uwagę – samotna, zakapturzona postać w najciemniejszym kącie pomieszczenia”.

    „Usiłował dyskretnie przyjrzeć się twarzy mężczyzny, ale na próżno - skutecznie uniemożliwiał to cień padający na jego twarz oraz kaptur, w którym skryta była większa część jego twarzy”. – trzy razy „twarz” w jednym zdaniu. Dużo. Propozycja:
    „Na próżno usiłował dyskretnie przyjrzeć się twarzy mężczyzny, cień oraz kaptur skutecznie to uniemożliwiały”.

    „Widoczne było tylko oczy - o nieodgadnionym w tym świetle kolorze i sprawiające wrażenie bezdennie smutnych”. – dywiz nie potrzebny według mnie w ogóle. Zapisałbym to tak: „Widoczne były tylko oczy o nieodgadnionym w tym świetle kolorze, które sprawiały wrażenie bezdennie smutnych”.

    >"Aż dziw, że nie zjadły mnie wtedy wilki" - przyszło mu do głowy. W końcu Atanazy wziął głęboki oddech i rzekł< – tutaj skróciłbym drugie zdanie, ponieważ wiadomo, o kim piszesz i powtarzanie jego imienia nie jest potrzebne. „Aż dziw, że nie zjadły mnie wtedy wilki, przyszło mu do głowy. Wziął głęboki oddech i rzekł...”.

    „...która najprawdopodobniej była jego żoną. Wtedy przed oczami pojawił mu się obraz jego własnej żony, będącej uosobieniem łagodności. Ujrzał ją w prostej, zgrzebnej sukni, siedzącą przed domem. Uśmiechała się. Ona zawsze się uśmiechała.” – tu się zdublowała „żona”. Poza tym drugie zdanie wyszło trochę nieudolnie. Propozycja: „...była jego żoną. Przypomniał sobie swoją, będącą uosobieniem łagodności”.

    „Mężczyzna uniósł głowę i napotkał przewiercające go wręcz spojrzenie karczmarza.” – Niepotrzebny jest ten „mężczyzna” na początku. To zdanie wynika z poprzednich, w których myśli o zonie. Możesz więc śmiało napisać: „Uniósł głowę i napotkał...”.


    „To wyrwało go ze wspomnień. On wciąż czekał na jego odpowiedź. Przybysz, nie spuszczając wzroku z karczmarza rzekł” – to bym trochę rozdzielił, unikając powtórzeń „przybysz/karczmarz”, np.:
    „To wyrwało go ze wspomnień. On wciąż czekał na odpowiedź.
    – Nie – rzekł, nie odwracając wzroku – ale za to znam kogoś...”.

    „...dodał z namysłem, spoglądając prosto w oczy Atanazemu, na co ten poczerwieniał lekko.” – powtórzyłaś informację o tym, że na siebie patrzyli. Zostawiłbym ewentualnie „Dodał z namysłem”, reszta do wyrzucenia.

    „– I co ten „ ktoś” potrafi? – spytał karczmarz. W jego głosie pobrzmiewała nieśmiała nadzieja.” – niepotrzebnie dopowiadasz, po pytajniku widać już, że spytał, ważniejsza jest ta nadzieja w głosie, więc może tak:
    „– I co ten „ktoś” potrafi? – w głosie karczmarza pobrzmiewała nieśmiała nadzieja.

    „– Opowiadać. Całkiem dobrze, ale - co ważniejsze - ma co – odrzekł gość tajemniczo.” – zamiast dywizów, półpauzy. Ale w tym przypadku zrobiłoby się zamieszanie, bo półpauz używasz do wydzielania dialogów, dlatego sugeruję zaufać przecinkom: „Całkiem dobrze, ale, co ważniejsze, ma co...”. Wyjściem jest też zamiana półpauz w dialogach na pauzy, wtedy półpauza w wypowiedzi lub komentarzu dialogowym nie wprowadza zamętu.

    „– No nie wiem – westchnął Atanazy[.] – A ile by on za to chciał?” – zaczęłaś drugą część wypowiedzi dużą literą, więc po „Atanazy” powinna być kropka.

    Pobawiłem się n tyle, na ile pozwalał mi mój syn, który za moimi plecami bawi się w Nexo Knights ;)) Pewnie dałoby się więcej wyciągnąć.
    Chciałbym jednak zwrócić Ci uwagę, że to w większości sugestie, z którymi zrobisz, co zechcesz.
    Za często określasz bohaterów, mnożysz bez końca „przybysz/mężczyzna/karczmarz”, jest tego za dużo i w większości sytuacji jest to bezzasadne. Uwierz.
    Rażą też te dywizy zamiast pauz/półpauz. Przed wypowiedziami masz półpauzy, więc możesz ją jakoś wygenerować. Trzeba wszystkie dywizy zastąpić półpauzami, bo są to błędy interpunkcyjne.
    O akcji ciężko tu mówić. Jest to opis sytuacji. Ciekawie się natomiast kończy, zaskakująco i nie bez dawki humoru. Zresztą humor da się wyczuć w innych momentach, że wspomnę dialog słyszany przez ścianę, późniejszą rozmowę z karczmarzem i jego zachowanie. Pokazujesz tajemniczą, zakapturzona postać, tworzysz klimat pewnego niebezpieczeństwa, a potem robisz zwód, twist. Jestem bardzo ciekawy, co też będzie dalej, bo pierwotnej wersji nie czytałem. Ale teraz chętnie to nadrobię.
    Pozdrawiaki ;))
  • Enchanteuse 5 miesięcy temu
    Witam.
    No, faktycznie, sporo tych sugestii ;)
    Jeśli chodzi o półpauzy to tak, wiem, że tam powinny być. Ale za cholerę nie wiem, jak je zrobić w Wordzie. Za to dywizy i myślniki wiem.
    No i na tym się zasadza problem.
    Ajć, przecinek przed "albo"?! Sama niedawno komuś zwracałam na to uwagę, hipokryzja #
    Natomiast te określenia mnie też męczą, bo ciągle muszę się nagimnastykować żeby nie było powtórzenia. Rozwiązanie zaproponowane przez Ciebie jest ulgą :)

    Dziękuję za mega konstruktywny komentarz.
    Jutro przysiądę do poprawek. Co do następnej części, to najprawdopodobniej po prostu pozmieniam tekst w edycji żeby już nie zaśmiecać głównej. Mogę wysłać linka jak coś :)

    Dzięki raz jeszcze. Widzę, że dużo pracy przede mną, ale tak to jest, jak się zmienia genre.

    Pozdrawiam cieplutko :)
  • Adam T 5 miesięcy temu
    Enchanteuse, czemu zaśmiecać? Tekst poprawiony, zmieniony nie jest śmieciem. Widać w nim ogrombą pracę i pasję, wyobraźnię. To nie śmieć. Na Opowi są śmieci, to prawda, ale Ciebie zaśmiecanie nie dotyczy.
  • Enchanteuse 5 miesięcy temu
    Adam T w takim razie zastanowię się nad tym. Dziękuję.
    Po tym jak poszperałam w necie, okazało się, że istnieje jednak jakaś kombinacja klawiszy do półpauz. Czyli miałeś rację, że się da.
  • Adam T 5 miesięcy temu
    Piękne pauzy ;) Tak trzymaj.
    Czekam na kolejną część.
  • Adam T 5 miesięcy temu
    Twoje sugestie też u siebie wdrożyłem ;)
  • Karawan 5 miesięcy temu
    Z całym szacunkiem Adamie. Piszesz ( i nie tylko Ty !) "dywiz" i muszę powiedzieć, że rozumiem iż chodzi CI o poprawność redagowania tekstu, jednak wstawianie odpowiednich "zecerskich" znaków gdy się pisze "w natchnieniu", to szaleństwo, że nie wspomnę o tym iż edytory tekstu mają różne bajery ale podziału kreseczek nie mają (można zredagować sobie pauzę, półpauzę, ale na klawiaturze jej nie ma!). O piszących na telefonach w ogóle nie ma co mówić, dla mnie to fanatycy-kamikaze. Tyle wtrętu, za który przepraszam. ;)
  • Adam T 5 miesięcy temu
    Karawanie, sam jakiś czas temu walilem dywizy przed dialogami, bo było mi lotto, jak to wygląda, i czy jest to błąd czy nie. Ale apetyt rosnie w miarę jedzenia. Im więcej wiesz, tym wiecej chcesz wiedzieć; im wiecej umiesz, tym więcej chcesz umieć. Ja tak mam. Inni, nie wiem.
    Piszę w natchnieniu nie raz, zawsze na telefonie, potem wrzucam na dysk i obrabiam. Wszystkie dywizy won. Publikacja ma być estetyczna. A interpunkcja nie jest złośliwością polonistów. Chcieć to móc ;)
  • Karawan 5 miesięcy temu
    Adam T Chętnie porozmawiam na ten oraz inne tematy ;) zapraszam na maila ;)
  • Enchanteuse 5 miesięcy temu
    Karawan a, czas najwyższy założyć wątek na forum. I działać!
    Kurczę, nie kiedy jak w weekend.
    Tobie daję pierwszeństwo, gdyż to Twój był pomysł ;)
  • Kim 4 miesiące temu
    Hej! Skusiłam się na poprawioną wersję od razu. Początek bardzo zacny. Wciągający.

    "― Oczywiście, proszę ― uśmiechnął się mężczyzna, na co Atanazy rozluźnił się trochę. Usiłował dyskretnie przyjrzeć się twarzy mężczyzny," - za dużo jak dla mnie tych "się" w bliskiej odległości od siebie
    -"Widoczne było tylko oczy" - widoczne były ;p missklik
    "― To mogę zapewnić bez problemu. A jak daleko stąd mieszka ten... Karczmarz przez chwilę szukał w głowie odpowiedniego określenia – bajarz ?" - tu Ci się zjadło jedną dywize dialogową po trzykropku :)

    No, zapowiada się, że nasz Zakapturzony bohater będzie miał wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia, które nadadzą kształt właściwej historii. Domyślam się, że miał piękną, cudowna żonę, którą w jakiś sposób stracił. Jedynie do czego bym się jeszcze przyczepila to fakt jak na początku piszesz, że do karczmy schodzą się tłumy a dalej dodajesz że mieści się tam góra kilkanaście osób. Myślę, że powinno się miescic ciut więcej ;)
    Pozdrawiam!
  • Enchanteuse 4 miesiące temu
    Witaj Kim :)
    Błędy zaraz popoprawiam. Tak, z tymi tłumami to trochę pojechałam, wiem. Cieszę się, że podążasz.
  • Elorence 3 miesiące temu
    Czytam od nowa, bo inaczej moje komentarze będą beznadziejne i w ogóle.
    Już za pierwszym razem, jak czytałam, miałam wrażenie, że opisujesz moment, w którym pojawia się Aragorn. A, że to mój ulubiony bohater (zaraz po Legolasie), to pierwsza część bardzo przypadła mi do gustu. Piszesz inaczej, w sensie, nie skupiasz się na współczesnych czasach, tylko wybrałaś sobie naprawdę ciężki temat. Dla mnie te całe opisy karczm, miejsc itd. w takim świecie, w jakim tworzysz, to naprawdę dużo roboty.
    Dobra, pozdrawiam i lecę dalej :)
  • Enchanteuse 3 miesiące temu
    Oj, jest z tym roboty. Gdybym wiedziała wcześniej, za co się biorę, chyba bym porzuciła pomysł na wstępie...
    Ale, nic to. Alea iacta est! I trzeba z tym żyć.
    Cieszy mnie porównanie Dziejarza do Aragorna. On też miał być taką tajemniczą postacią. Notabene, to dla Aragorna oglądałam tyle razy Władców :)
  • Ritha 3 miesiące temu
    Uwaga, skusiłam się, pomimo, że fantasy (omijam gatunek szerokim łukiem), więc jeśli coś nie halo to może być wina gatunku.

    „Karczma „Pod samotnym turem” była kompletnym przeciwieństwem swojej nazwy. Nie miała bowiem nic wspólnego ani z samotnością, ani – przynajmniej w najbliższym czasie – nie groziło jej wyginięcie” – no proszę, ledwo wlazła, a już coś mi się spodobało :) Ciekawie ujęte.

    „rosnącym w w raz z ilością” – tu jest coś nie tak, chyba wraz*

    Poza powyższym duperelkiem prawność zapisu maksymalna, nie ma się do czego doczepić, technicznie wysoko. Teraz druga strona – prowadzenie fabuły i inne takie, średnio w moim stylu (przepraszam, szczerze), gdyż opisy, to co on robi, wchodzi, siada, coś tam, dla mnie deczko przegadane (w sensie ja bym to załatwiła w czterech zdaniach, ale to ja, każdy ma swoje upodobania). Drobiazgowość opisu i powolne tkanie sceny (Kim pisze podobnie, nie wiem czy ją czytasz ale macie wspólny mianownik, więc może się spodobać) i teraz jak napisać obiektywnie, bo wiem, że tekst poprawny i ma wartość, a mi gdzieś tam brakuje szybszych zdań. No cóż, pięć oczywiście zostawiam komplet gwiazd, bo dopracowany i przemyślany kawał prozy, a wszelkie czepialstwo wynika jedynie z gustu odmiennego.
    Przepraszam, nie bij.
    Pozdrawiam :)
  • Enchanteuse 3 miesiące temu
    No to jestem.

    Zdanie poprawione.
    Co do zarzutów odnośnie prowadzenia narracji. Hmm... to kwestia pewnie pół na pół szukania drogi i nierozwiniętego warsztatu. W przyszłości na poważnie rozważę co warto a czego nie odnośnie opisów.
    Tak, czytam Kim. Rzeczywiście, w narracji jest raczej stonowana. U Ciebie natomiast widać pęd.
    Nie wiem za co miałabym bić ;)
    To bardzo merytoryczny komentarz. Ja Cię nie tylko nie zbiję, ale i podziękuję. Przemyśleć muszę na spokojnie, przetrawić.
    Ale takich komentarzy nigdy za dużo :)

    Odsyłam pozdrowienia :))
  • nimfetka 2 miesiące temu
    Ok, rozpoczynam czytanie Twojej serii. Jak to wyjdzie w praniu z moją systematycznością, nie wiem.

    Na sam początek drobne błędy, które zdołałam wychwycić.
    "Widoczne było tylko oczy o nieodgadnionym w tym świetle kolorze i sprawiające wrażenie bezdennie smutnych." Mała sugestia, bo według mnie to zdanie nie komponuje się z "i". Zamiast tego, wstawiłabym przecinek.

    „ ktoś” - spacja.

    Szynkwas... kurczę, świetne słowo.
    Więc, już co do samej treści. Potrafisz zbudować taką swojską atmosferę. Jakby, jestem w stanie wyobrazić sobie tę lekko spelunkowatą (nie wiem czy takie słowo nawet istnieje, pewnie nie), drewnianą, podkopywującą się już karczmę. Nieudane pożycie zgorzkniałej kobiety i uległego mężczyzny. I tego tajemniczego gościa o stoickim spokoju. Opowieść osadzona w czasach współczesnych, ale ze sporą domieszką średniowiecznego uroku. Naprawdę podoba mi się.
    Pozdrawiam.
  • Enchanteuse miesiąc temu
    Witaj :)

    Błędy poprawione. Niee, opowieść naprawdę mam miejsce w czasach średniowiecza.
    Miło mi czytać, że poczułaś klimat - generalnie ta scena była pod tym kątem przerabiana, stąd moja radość jest podwójna :)
    Wpadaj, jak będziesz chciała, ale jak przestanie Cię ciekawić historia - nie czuj się zobowiązana. Sama czytam nieregularnie serię, więc znam ten ból.

    Pozdrawiam cieplutko ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania