Żabigłos

Zaczarowano mnie we śnie. Spowita dymem kobieta, głosem pozbawionym melodii, wetknęła lichą sylwetkę w prostokąt przekleństwa. Jasność poranka przekrzykiwała cień człowieka, co stał w rozkroku. Widziałem siebie, gdy sople koszmaru, wcześniej wbite w ciało, topniały przywołując ulgę.

Nie wiedziałem co czynić. Zaczarowanie ciążyło. Lęki jak gwoździe a ciałoduch masło. Na początku chciałem przeczekać. Poniedziałek, wtorek, środa. Zniecierpliwienie pchnęło w stronę internetów. Pytałem o radę wója Google, wchodziłem niechętnie w sferę dark, szukałem info na temat: co zrobić, żeby zdjąć czar? Olbrzymia masa bzdur rozmaitych przerażała. Sprzeczności nawarstwione do granic możliwości, zamknęły drzwi, więc rozwiązanie przybrało kształt nieosiągalnej gwiazdy, chwilowo. Uderzałem głową w niewidzialny mur, bredziłem.

Objawy?

Zakazane myśli zalewające mózg, mózg w zalewie kwasowej. Zło zaciemniało wnętrze powoli, wrażliwa strona nie uciekała w popłochu, a twardniała w momentach krytycznych: gdy z obu stron bulgotała czerń, tworzyła nietrwałe, ale z początku wyraźnie zarysowane półwyspy. Zaobserwowane zwiastuny wynaturzeń czasem wyzwalały podniecenie. Wpuszczony pod serce sublimat, z automatu przykrywałem wewnętrzną gadką-szmatką o moralności, raju i diable. Fascynacja rosła z każdym dniem. Dostrzegałem topniejące dobro, im go było mniej, tym coraz leniwiej poruszałem się na gruncie uzdrowienia. Musiałem działać chyżo.

Z czwartku na piątek śniłem o białej niewiaście. Przeciwieństwo kobiety ze snu pierwszego. Porażała światłem kojącym, ciepłym, wspaniałym? Była skarbnicą wskazówek, dysponowała strzałkami i gorącym słowem. Twórca szarości jej piękna nie uwzględnił kanonów, przez co umieściwszy ją w odosobnieniu, dopuścił do powstania nowej jakości, która niespotykaną dziwnością zamykała buźki wybiegowym paniom. A może twórca nie istniał?

Mówiła mało. O strachu na wróble mieszkającym w sercu lasu. O potrzebie rozmowy z nim, wydobycia wiedzy niezbędnej i ważnej. Zakończyła zasianiem maku: jeśli chcesz żyć, idź do stracha. Mak zwabił sedacje.

Wstałem rano. Świat ma być czerwony - pomyślałem. Wziąłem nóż. Wtedy stery przejęła intuicja. Ciągnęła wór wypełniony gnojem, wór nietypowo posłuszny i grzeczny. Coraz bardziej nieczytelna chronologia życia zaburzała rytm, tkwiłem więc w wybiciu, kulawości i potykaniu. Świadomość upadku zamiatałem w kąt, zaczarowanie miało swe plusy w postaci niby niewiedzy.

Z łatwością zlokalizowałem stracha. W wielkiej gęstwinie drzew i krzaków, wtopiony kameleonowo w otoczenie, czekał. Groteskowo straszny - wróblowy. Promienie słońca przecinające szczeliny gałęzi i liści, padały na głowę. Zrobiona ze szmatek tworzących kapeluszową kulę, hipnotyzowała wydziobanymi ćwierć-wiśnio-oczami, brakiem nosa i rudym ślimakiem robiącym za usta. Watowa kurtka, dom kolorowych robaków - gniła zielenią. Król wilgoci z bożej łaski, lub bez niej. Czekałem. Usta gnijącego typa zaczęły wędrówkę. Zawitał uśmiech, potem grymas niezadowolenia. Kiedy weszły do środka gałgankowatego czerepu? Musiałem przeoczyć to, i wiele innych mini zjawisk. Zarobaczony wróblowy wyrzygiwał policzkową dziurą nieskończoną ilość dżdżownic. Różowo-ruchliwe, utworzyły naziemny napis: WIDMA.

W drodzę powrotnej pałałem rządzą mordu. Październikowe miasteczko tonęło w wieczornej ciemności, ale przez chwilę. Latarnie, mieszkania, sklepy i banery ożyły elektrycznym ciepłem. Ludzie rozświetlali swoje oblicza czytając, lub wysyłając wiadomości, szczątki rozmów wpadały do ucha i mościły sobie miejsce. Fragmentaryczność zaczynała żyć własnym życiem, coś dopowiadało do pochwyconych półzdań całe historie, zakończone przeważnie anty happy endem.

Szła. Blada dziewczyna w dżinsowej kurtce. Czarna bluzka z napisem: WIDMA, wyraźnie dłuższa od zewnętrznej warstwy, tworzyła wspólnotę barwy z obcisłymi, podartymi spodniami. Przywołałem stracha, jego wiśnio-oczy i pestki jako źrenice. To ona - usłyszałem obcy głos. Spojrzała ukośnie; włosy poruszone wiatrem zasłoniły ostrość lustrowania i twarz noszącą znamiona. Maska za kurtyną ciemnych, tańczących wszechwłosów.

Głos mannowy: chodź. Zmieniłem kierunek wędrówki, rozluźniając dłoń, wcześniej zaciśniętą na rękojeści noża. Zapach jabłek i mięty łaskotał gardło, wypełniał powietrze. Parkowa ławeczka - cel. Najpierw spalmy - usłyszałem. Usiadła pierwsza. Spalmy najpierw, powtórzyła. Podała małą, gumowatą kulkę. Wyjąłem króla. Rozpracowywałem gluta, księżyc świecił. Zawinąłem bibułę o tłustawej nieco zawartości. Paliliśmy blanta, a żółtość latarni wyłowiła Loch Nessy dwa. Kot kot, pani matko, kot kot, narobił mi w pokoiku łoskot. Śpiew słodki, prócz stróżki dymu z jej ust, z jej ust śpiew i dym jak woda i ląd. Zakaszlałem niczym Tony Iommi w Sweet Leaf. Psychika, kiedy siada, czyni kobietę ciężką. Ławka trzeszczała, kot kot, pani matko. To kot kot. Zabij wiedźmę - usłyszałem za komodą ucha. Przełknąłem ślinę, zakorkowałem butelkę z dymem-dżinem. Zabij wiedźmę, wiedźmę. Dymośpiew, śpiewodym: kot kot, pani matko, kot kot, narobił mi w pokoiku łoskot. Piekielne pragnienie zawłaszczenia słodyczy głosiku, uszkodzenie słowikowego gruczołu śpiewu. Błysk. Cięcie poszło: zbyt łatwo, szybko, sprawnie. Fontanna z gardła, głowa odchylona, nieoparta, szok, szach mat, kosz. Jaranie przyspiesza czas, z siedemnastej powstaje trzecia rano. Dwumetrowy typ wszedł do parku, nie zamykając za sobą drzwi. Cwel, rozpuszczony dziadowski bicz, krew wypłynęła, kaniec filma. Nieproszony gość miał nożem wyryty na czole napis: kanibal. Przez ce. Wysokie ce, bo wysokie czoło. Ten typ tak miał. Zarzucił martwą na ramię. Góra chłopa przy rozwalonym mnie, przypominającym Mahometa zagubionego między Mekką a Medyną.

- Jesteś zdrowy, idź spać - rzekł żabio. Drżałem z zimna, z czegoś innego, chuj wie. Wiatr powiał a włosy zatańczyły po raz ostatni.

Zatańcz ze mną. Zatańcz z nią.

Liście, żółte i czerwone, spadały w slowmo. Jesień zawiera flegmę, którą wypluwa w slowmo. Odczarowano mnie. W złotą jesień średniowiecza. Płakałem od łez, szyba mokra bo deszcz, wolny. Okrutna natura przywaliła głazem klatkę schodowo-piersiową. Oddech płytki, szybki, świst-wizd. Wycięty gruczoł śpiewu - skurczony i wyschnięty. Pomarszczony w słoiczku.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • JamCi miesiąc temu
    Byłam i wrócę.
  • Angela miesiąc temu
    Ja tyż, tylko spokojniej się zrobi, żeby w skupieniu należnym przeczytać.
  • jagodolas miesiąc temu
    Dzięks Angela, spoko
  • JamCi miesiąc temu
    Uch. Przeczytałam znowu. Uważnie. Bardzo dobry tekst. W pozornie ładnych i eleganckich słowach ukryte całkiem coś innego. Orkan pod gładka powierzchnia. Jak sobie pokojarzylam kilka elementów, to... boje się Ciebie. ;-)
  • jagodolas miesiąc temu
    Dzięki JamCi :)
  • pasja miesiąc temu
    Budujesz rusztowanie po aby dojść na szczyt samounicestwienia egzystencji. Droga pokryta wybojami i ciemnością. Bohater zmaga się ze swoim wnętrzem, bo zewnętrze jest zamglone. Strach powoduje pragnienie uspokojenia, ograniczenia woli i znowu sięga po "mak". Na chwilę tylko obniża aktywność ośrodkowego układu nerwowego. Dochodzi do zmniejszenia napięcia i niepokoju, aby zaistnieć trzeba zatańczyć z widmem. Potem przychodzi sen. Wizje miotają umysłem, gdzieś przemyka tęsknota za miłością, Jednak tylko ona czyha za jesionem mannowym i kusi spaleniem życia. Jednym ruchem, oddechem, cięciem skrócimy ten bieg po rusztowaniu, po ciemności.
    Nawiązanie Mekki i Medyny jest nieprzypadkowym mykiem. Jak zagubiony Mahomed poszukuje drogi do wyjścia, do odnalezienia dobra. Jednak strach jest silniejszy.

    kiedy świat mi każe pędzić
    znowu zatrzymujesz to
    nie chcę uczuć na uwięzi
    chce cię więcej w slow mo

    a wokół krzyki i intrygi
    znowu ktoś chce twojej krwi
    ona niby prezentuje piękny uśmiech
    fake szczerość
    chce na chwile uciec tym komputerom

    Tyle mojego nudzenia. Pozdrawiam ciepło
  • jagodolas miesiąc temu
    Pasja dzięki. Muszę się parę razy wczytać w ten komentarz, żeby pojąć go w całości. Ale trafienie widzę, że jest, nawet to czego sam nie widziałem. Dzięki
  • jagodolas miesiąc temu
    Pasja, nie chcę się odsłaniać za bardso ale dużo w tym prawdy.
  • pasja miesiąc temu
    Sympatyczny chłopaku nie musisz. Cekawie piszesz i zaskakujesz swoją dojrzałą mądrością.
    Trzymaj się:)
  • jagodolas miesiąc temu
    Dziękuję :)
  • Angela miesiąc temu
    Tak coś czuję, że muszę nadrobić wszystkie Twoje teksty, bo to co przeczytałam dzisiaj, jest po prostu nieziemskie.
    Słów mi brakuje.
  • JamCi miesiąc temu
    Czytaj. On pisze nieziemsko :-)
  • jagodolas miesiąc temu
    Angela bardzo Ci dziękuję :)
  • JamCi miesiąc temu
    A tak grzeczniutko wygląda nie?
  • Angela miesiąc temu
    JamCi zauważyłam, aż mi gały z orbit wylazły. Tego się nie spodziewałam.
    Jagodolas, to ja dziękuję, że mogłam to przeczytać.
  • JamCi miesiąc temu
    Angela kazdy tekst jest inny. Miłej uczty. :-)
  • jagodolas miesiąc temu
    Ty chyba grzrczniutko wyglądasz JamCi
  • Angela miesiąc temu
    JamCi podjem sobie, ale nie obiecuję, że coś napiszę, bo komentować nie potrafię, zwłaszcza
    mądrze.
  • JamCi miesiąc temu
    Angela daj znać tylko że byłaś. To jest uczta. Uwierz :-)
  • JamCi miesiąc temu
    jagodolas nieeee ja niegrzeczniutko.
  • Angela miesiąc temu
    JamCi To mogę obiecać : )
  • jagodolas miesiąc temu
    A Ty JamCi nie pitol :)
  • JamCi miesiąc temu
    Hih :-) pitu.
  • Berkas miesiąc temu
    Ciekawe bardzo mi się podobało. Po pierwszym czytaniu jakieś obrazki mam w głowie, może po kolejnym lepiej zrozumiem.
    JamCi tyle pitoliła, że musiałem w końcu tu do Cię przyczłapać :P. Tak jak Angela będę szperał w kolejnych tekstach.
  • JamCi miesiąc temu
    Też smacznego :-)
  • jagodolas miesiąc temu
    Dzięki Berkas za wizytę. Pozdrówki
  • Canulas miesiąc temu
    Ja pierdolex.

    Od "Zaczarowano do "bredziłem", najlepsze co u Ciebie przeczytałem. Tak myślałem w połowie tego tekstu. Potem go doczytałem i... i naprawdę szczena-ziemia-opad-orbit-oczy-ułóż-sam.
    WOW. Będę wracał. Nie tyle pierwiastek geniuszu, co Mendelejew.
    Uber tekst. Między jedynką a zerem na dziesiątcew tarczy mojego gustu.
    Rozjebane.
  • jagodolas miesiąc temu
    Dzięki Canulas bardzo za ten kom. I kłaniam się nisko
  • Canulas miesiąc temu
    Ten kom jest chujowy i idealnie opisuję moją chujowość. Tekst > kom. Niestety chwilowo w wartościach wyrażania odczuć mam deficyt, ale na pewno do tego wykurwistego tesktu wrócę, bo nie wiem czy top 5 (pewnie nie) ale top 10 ogólnie na opowi - możliwe. A przeczytałęm tu miliardy doskonałych tekstów.
    Jezu, jakbym miał ułożyć wykaz najlepszych chronologicznie, skoczyłbym z dachu.
  • jagodolas miesiąc temu
    Canulas chciałbym mieć taką zdolność wychwytu . To odnośnie komentowania. Co do chujowości to zależy od punktu widzenia. Nie nazwałbym komentarza Twego tak, zdecydowanie. Jeślijest gdzieś tu chujowość to chyba gdzies po mojej stronie, także ten. Dzięki wielkie . Bardzo duże dzięki
  • Canulas miesiąc temu
    Nie no, nie zabierajta mnie możliwości utyskiwania na własną chujowość, bo już mnie nic nie zostanie ;)
  • jagodolas miesiąc temu
    Dobra, nie zabieram :)
  • Lamb 3 tygodnie temu
    ,,Twórca szarości jej piękna nie uwzględnił kanonów, przez co umieściwszy ją w odosobnieniu, dopuścił do powstania nowej jakości, która niespotykaną dziwnością zamykała buźki wybiegowym paniom. A może twórca nie istniał?" - są pisarze nieźle piszący, ciekawie, ale Twoja konstrukcja zdań, sposob na powiedzenie tego, co chcesz powiedzieć, jest tak oryginalna i inna, że wabi niesłychanie.
    Ostatnio w Empiku zjebali, bo zamówiłam książkę Ligottiego i przyszła, ale po angielsku. Musiałam bardzo długo czekać, aż powolne, empikowe bestie ogarną zwrot i oddadzą mi hajs, oraz poinformują mnie, że po polsku zamówienie se tej pozycji jest niemożliwe.
    W czasie, gdy bestie empikowe ogarniały, usiłowały ogarnąć, ja krążyłam wśród półek i na oślep brałam różne pozycje, otwierałam i szukałam zdań, które wiodą mnie na tyle, by kupić, skoro kupienie se tej pozycji Ligottiego było niemożliwe.
    Bestiom szło długo i opornie, więc zdejmowałam z półek wiele książek, ale nie było tam zdania, jak Twoje. Wszystkie były sztampowe jakieś.
    W końcu uwiodła mnie po prostu promocja, że jak se kupisz jedną pozycję z fantastyki/grozy, to drugą masz za pół ceny. Oczywiście ,,Szkieletowej Załogi" Kinga nie było, a to chciałam, bo za sprawą Cana zależy mi na przeczytaniu jednego z opowiadań w tejże.
    Ale nie.
    Wylądowałem z Lovecraftem i czymś drugim, czego już powoli zaczynam żałować, bo choć sama historia uwodziła, po kilkunastu stronach żadne zdanie nie wywołało efektu Wow, żadna myśl nie została wyrażona w sposób zatrzymujący, specyficzny.

    ,,Mak zwabił sedacje." - cóż za ćpuńska metafora. ;).

    ,,Wstałem rano. Świat ma być czerwony - pomyślałem. Wziąłem nóż. Wtedy stery przejęła intuicja. Ciągnęła wór wypełniony gnojem, wór nietypowo posłuszny i grzeczny. Coraz bardziej nieczytelna chronologia życia zaburzała rytm, tkwiłem więc w wybiciu, kulawości i potykaniu. " - To też jest niesłychane.

    ,,Piekielne pragnienie zawłaszczenia słodyczy głosiku, uszkodzenie słowikowego gruczołu śpiewu. " - i tooo.

    Co do całości: jestem pod ogromnym wrażeniem, dla mnie jedno z Twoich najlepszych, niektóre fragmenty zapierały mi dech w piersiach, końcówka mnie jakoś przyjemnie, nostalgicznie zasmuciła, a zawsze towarzyszącą Twej twórczości Dziwność i Psychotyczność i tym rażem wybrały się z Tobą do parku.

    Wow.
  • jagodolas 3 tygodnie temu
    Dzięki. Za moją niemoc komentarzowo - odzewowo - jakąś tam, przepraszam. Wiem, że dziś nie sprostam temu komentowi. Ale jego ciężar jest sweet. A co do moich odkryć to takim niedawnym ale w sumie trochę dawnym jest Lem. Dawniej omijałem go szerokim łukiem bo niby co mnie obchodzą jakieś ufoludki zasrane a tu kurczę szok. Jeszcze raz dzięki. Kłaniam sie nisko bardzo trochę :)
  • Lamb 3 tygodnie temu
    Posłuchaj mnie. Opowiadanie Lema pod tytułem ,,Maska" jest niedościgniony arcydziełem for me.
    Jedną z najlepszych krótkich form literackich, jaką przeczytałam w całym, swoim życiu.

    Też nie przepadam za sf , Fantasy.
    Ale,,Maska" jest czymś innym, czymś nieskończenie doskonałym
  • jagodolas 3 tygodnie temu
    Tak, pamiętam, kiedyś gdzieś pisałaś o tym opowiadaniu. Poluję od jakiegoś czasu bo narobiłaś apetytu. Ale i tak sycące jest to co niedawno przeczytałem: Eden, Głos Pana, Solaris. Dzięki za przypomnienie
  • Zaciekawiony 3 tygodnie temu
    A czytałeś może opowiadania Borgesa? Też polecam.
  • jagodolas 3 tygodnie temu
    Borgesa nie znam w ogóle. Nadrobić muszę to
  • Zaciekawiony 3 tygodnie temu
    No to polecam, zwłaszcza zbiory opowiadań "Alef", "Ogród o rozwidlających się ścieżkach" i "Powszechna historia nikczemności". Bardzo lubię go za oszczędność - pojedyncze opowiadanie przedstawia jeden pomysł filozoficzny, ma niewiele wypełniaczy. Gdybym miał zestawić listę najlepszych opowiadań jakie czytałem, to Borges zająłby na niej dużo miejsca.
  • jagodolas 3 tygodnie temu
    Dzięki, z chęcią się zapoznam z tymi pozycjami. Borgesa zresztą miałem na liście pisarzy, których przed piaskiem przeczytać muszę.
  • Zaciekawiony 3 tygodnie temu
    Jedno z opowiadań można przeczytać tutaj:
    https://przekroj.pl/kultura/ogrod-o-rozwidlajacych-sie-sciezkach-jorge-luis-borges
  • Ritha 3 tygodnie temu
    Tu zaznaczam, wrócę
  • Canulas 3 tygodnie temu
    Ritha, mega warto
  • Ritha 3 tygodnie temu
    Canulas wierzę
  • jagodolas 3 tygodnie temu
    Zaprszam zamaszyście
  • Ritha 2 tygodnie temu
    Jezuuu… Człowieku!
    Od miesiąca, hm, może dwóch nie przyczytałam nic tak bardzo w me gusta. Ostatnio chyba Cerbera Jolki.

    Do kopiowania 70 %, więc odpuszczam, ale to muszę:
    „Nieproszony gość miał nożem wyryty na czole napis: kanibal. Przez ce. Wysokie ce, bo wysokie czoło. Ten typ tak miał. Zarzucił martwą na ramię. Góra chłopa przy rozwalonym mnie, przypominającym Mahometa zagubionego między Mekką a Medyną”

    Coś pięknego ten tekst. Takich szukam. Takie inspirują. Takie są rzadkością.

    Pozdrawiam
  • JamCi 2 tygodnie temu
    ❤️
  • Ritha 2 tygodnie temu
    O, serduszko dla mnie czy dla niego? :)
  • JamCi 2 tygodnie temu
    Ritha dla Was :-)
  • jagodolas 2 tygodnie temu
    Ritha - bardzo dziękuję, cieszę się
  • Ritha 2 tygodnie temu
    No taka prawda, wyzamiatales do zera
  • pkropka tydzień temu
    Bawisz się słowami, ale w jaki sposób! Czułam się, jakbym obserwowała obrządek magiczny, gdzie wszechobecny dym mąci w głowie.
    Świetny tekst. Idę zbierać czapkę z ziemi, bo spadła gdzieś przy początku.
  • jagodolas tydzień temu
    Pkropko bardzo dziękuję :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania