Zabójca bogów

Prolog

 

Dzień, w którym wszystko się zaczęło, pierwszy i ostatni raz, kiedy wszystkie bóstwa wspólnymi siłami stworzyły, coś, co zmieni porządek we wszystkich światach i różnych liniach czasowych. Czy bogowie mogą umrzeć ?

Jeszcze niedawno byłoby to nie do przyjęcia, lecz jednomyślnie, angażując wszystkie moce, stworzono nową istotę, jedyną, niepowtarzalną, mogącą dorównać, ba nawet przewyższyć i zakończyć żywot nieśmiertelnych.

Owa istota zostanie obarczona wielkim brzemieniem, bowiem losy wszelkiego istnienia będę zależeć od niej.

Wyobraźcie sobie, że nie posiadacie takich uczuć jak szczęście, miłość, strach czy smutek, po prostu jesteście, i nic was nie może dotknąć. Nawet pożądanie nie będzie miało wpływu na podjęte decyzję.

I tak doskonała, niezwykle potężna istota, będzie miała największą słabość, nie można jej określić, przypisać do żadnej grupy, gatunku czy siły wyższej.

Świat, w którym nawet nieśmiertelni mogą umrzeć, gdzie jeden wszechświat nakłada się na drugi, a zło i dobro ciężko zinterpretować.

Dla jednych postrzegany jako sojusznik a dla drogich jako śmiertelny wróg, będzie kreował własną drogę i nowy porządek.

Nazywał się Ashern, od przyjścia na świat mieszkał i szkolił się Asetrum, bractwo łowców, którzy podejmowali się najniebezpieczniejszych zadań, misji w celu utrzymania porządku w różnych światach czy też czasoprzestrzeniach. Jako jedyne stowarzyszenie posiadali technologię pozwalające podróżowanie między różnymi światami, a także podróżami w czasie. Wszystko po to, aby zapobiec zgładzie poszczególnych wymiarów.

Nasz bohater został porzucony, jako niemowlę przy bramach, twierdzy Asetrum.

Początkowo łowcy zamierzali go podrzucić do jakiegoś losowego świata, ale odkryli jego niesamowity potencjał.

Rada starszych postanowiła wychować i wyszkolić Asherna na łowcę, w końcu mógł zostać cennym sojusznikiem.

Po 20 latach treningu, wśród najlepszych wojowników, i nauk pobranych od największych uczonych i mędrców, postanowiono go poddać próbie.

Jego pierwszym zadaniem miało być ocalenie świata, zwanego Nivinis, w którym mrok rósł w siłę i zaczął pochłaniać ten wymiar, jego zadaniem było przywrócenie równowagi i wyeliminowanie wszelkiego plugastwa.

Ashern jest jedyną istotą w Asterum która została wychowana w bractwie.

Zazwyczaj łowcy byli werbowani spośród najlepszych, najśliczniejszych i najmądrzejszych, gatunków z wszystkich znanych uniwersum. Łowcy byli prawdopodobnie najpotężniejszym i najbardziej rozwiniętym technologicznie, ugrupowaniem, tylko bogowie i przewyższali.

Jako że ich misja, była najważniejszym wśród wszelkich żyjących istot, a nieśmiertelni często sami zlecali im zadania, pozwolono im funkcjonować bez kontroli. Krążą legendy, że jakiś starożytny bóg jeden z pierwszych był założycielem tego bractwa.

 

Rozdział 1

 

Była niezwykle ciemna, deszczowa noc wiatr z łatwością łamał gałęzie drzew, od czasu do czasu niebo przeszywały błyskawicę.

W namiocie wokół stołu było zgromadzonych kilku ludzi ubranych w ciężkie, czarne płytowe pancerze, jeden tylko z nich miał tylko zbroje w kolorze rubinowym, wyskoki krępy, jego twarz ponura, zdobiona przez liczne szpecące blizny część z nich zasłaniały opadające długie krucze czarne włosy.

Musimy odeprzeć te pieprzone pomioty, jesteśmy ostatnią nadzieją dla Riverden – krzyknął wściekły generał Torim.

Generale, brakuje nam ludzi, a tych bestii nie idzie zatrzymać, straciliśmy wielu dobrych ludzi, może lepiej się wycofać i bronić się zza murów miasta?- zasugerowała jeden z poruczników.

Czyś ty postradał rozum Kogaże, rozszarpią nas, zanim dotrzemy do murów, musimy stawić i opór tutaj i przetrwać do świtu nie ma innego wyjścia.

Rozmowę przerwał głośny huk uderzenia pioruna w rosnące w pobliżu drzewo. Do namiotu, wpadł.

I zakrwawiony żołnierz nie bacząc na ceremonialność – Generale zwiadowcy donoszą i zbliżającej się hordzie niedługo zaatakują.

Jak wielu ? - zapytał pośpiesznie generał.

Co najmniej kilkaset – odpowiedział żołnierz.

Panowie szykujemy się do ostatniej bitwy, zabijmy tych skurwieli jak najwięcej za naszego króla i nasze królestwo. Wszyscy na stanowiska i umierać z honorem, walczyć do ostatniego tchu.- Wszyscy zebrani stanęli na baczność, uderzając w pierś i krzyknęli jednogłośnie.

Za królestwo Riverden i króla !- po czym pospiesznie wyszli.

 

Żołnierze utworzyli formację, podpalono rowy ze smołą, pikinierzy przyjęli pozycję, a niedaleko za nimi znajdował się, odział łuczników, gotowych do strzału. Magowie zaczęli mamrotać zaklęcia ochronne. Ziemia zaczęła drżeć, zewsząd dochodziły dzikie ryki i wycie, bestie zbliżały się, w szybkim tępię. Pojawiła się pierwsza kudłata kreatura przypominającego przerośniętego wilka wydłużonymi kończynami, wstała na dwie tylne łapy, podniosła paszczę ku niebu i zawyła.

Pierwsze strzały zaświstały, przebiły wilkołaka, ale zamiast paść, ten ruszył jak wściekły. Chwilę po nim wyłoniły się kolejne człony watahy i ruszyły wprost na przelatujące pociski. Łucznicy wypuszczali następne pociski, a bestie nie zwalniały. Pierwsza z nich zbliżyła się do pikinierów, ale zamiast rzucić się na nich i rozszarpać im gardła odbiła się od bariery postawionej przez magów. Bestie rozwścieczone napierały coraz zajadlej pomimo padających towarzyszy, ale bariera nie słabła.

Horda nie składała się tylko z wilkołaków, na niedalekim wzgórzu zebrały się wampiry i zaczęły inkantować własne zaklęcia. Wkrótce w barierę uderzały pierwsze zaklęte pociski, magowie czuli upływ sił.

Do wilkołaków dołączyły jeszcze wielkie co najmniej na 5 metrów wysokości ogry wyposażone głównie w wyrwane drzewa, Na niebie pojawiły się harpię, atakowały barierę od góry.

Generał Torim wydał rozkaz, utworzono okrąg, żołnierze ciężko zbrojni z okrągłymi kutymi traczami znajdowali się w pierwszej linii, za nimi pikinierzy mieli atakować przez szpary, a ze środka mieli wspomagać resztę żołnierzy łucznicy i magowie.

Pierwsza bestia przedarła się przez słabnącą barierę, ale wpadła do rowu z palącą się smołą i tylko zawyła boleśnie w ślad za nim przeszły kolejne, ale tylko część z nich wpadła, reszta ruszyła ku utworzonej formacji obronnej. Także pierwsze harpie wpadły i zaczęły atakować z góry, łapały w wielkie szpony nieszczęśników i rozrywały w powietrzu.

Wilkołaki zrywały ciężkie pancerze i wgryzały się w ciało, ogry miażdżyły grupy ludzi ciężkimi pniami. Wampiry także dołączyły do bitwy, pojawiły się niczym cień w samym środku formacji i podgryzały i podcinały gardła łucznikom i magom.

Bitwa była przesądzona. Cały odział, został zmasakrowany, przez ciągle rosnące siły ciemności.

Kiedy bestie żywiły się truchłami pokonanych, na horyzoncie pojawił się jeździec na szkielecie konia, zakapturzony w czarnym płaszczu.

Grupa wampirów zbliżyła się do postaci i przyklękli;

Panie roznieśliśmy wroga, nie ostał, został tylko żywy prowiant – odezwał się jeden z wampirów.

Niech moja armia się pożywi i nabierze sił, a jeszcze dzisiejszej nocy zdobędziemy miasto.- odpowiedział czarnoksiężnik.

Wedle rozkazu panie – wampiry oddaliły się od zgiełku.

Krwiopijcy, korzystając z chwili przerwy, pożywiały się pozostałymi przy życiu żołnierzami.

Jedna z nich stała na uboczu nie biorąc udziału w posiłku, siedziała zamyślona, spoglądając na całą sytuację. Z zamyślenia wyrwał ją głos jednej z towarzyszek.

Meghan dołącz do nas, mamy w końcu świeżą krew od dawna tak nie ucztowałyśmy.

Nie, dziękuję, nie jestem głodna- zakapturzona postać podeszła bliżej i się przysiadła.

Należysz z rodu czystej krwi, wiele się po tobie spodziewamy, ale jeszcze się nie wykazałaś.

Mroczny pan oczekuje, że będziesz pożyteczna, nie zawiedź go. Dokładnie wiesz, jak okrutny potrafi być.

Meghan wywodziła się z najstarszego rodu wampirów, ale nie chciała służyć tak jak reszta jej gatunku jakimś mroczny władcą.

Od najmłodszych lad wpajano jej lojalność wobec jej klanu i jednocześnie wielkiemu czarnoksiężnikowi. Miała dość wykonywania okrutnych rozkazów, często dochodziło do rzezi w imię mrocznego władcy. A w związku, iż wywodzi się z czystej linii krwi, jest jedną z najpotężniejszych wampirów.

Naja nigdy nie myślałaś, żeby się uwolnić od tego.

Naja spojrzała Meghan w jej błyszczące rubinowe oczy i westchnęła.

- Od pokoleń służymy i to się nigdy nie zmieni, niegdyś próbowaliśmy żyć w zgodzie z innymi gatunkami, ale zawsze kończyło to się tak samo. - Obwiniano nas o wszystko, w końcu z natury jesteśmy zepsuci.- Nie ma co nad tym dumać, wybraliśmy tę stronę.- Kiedy ciemność zawładnie, tym światem wszystko się zmieni.

Meghan spojrzała w niebo, wiatr zdmuchnął jej kaptur z głowy, wyłaniający za chmur księżyc rozświetlił jej twarz. Była niezwykle urodziwa, miała piękną twarz niczym bogini, jej blada cera podkreślała tylko jej duże żarzące się na czerwono oczy, niczym krwawy księżyc. Włosy miała kasztanowe spięte w kitę która opadła na plecy.

- Niedługo ruszamy, lepiej się przygotuj. - Rzuciła Naja, odchodząc i pozostawiając Meghan samą wraz z myślami.

Pogoda z biegiem czasu się pogarszała, sprawiając wrażenie, jakby wszystko wokół obejmował mrok.

 

 

Ciemne błyskawice szaleją na niebie, zaczął się tworzyć wir, wyładowania nabierały na sile, wszystko wkoło zamarło. Krwiożercza horda przerwała ucztę wgapiona, w to, co się dzieje na niebie. Nagły błysk oślepił wszystkich, po czym rozległ się potężny huk aż ziemia się za trzęsła. W powietrzu unosił się pył, śmierdziało spalenizną, pośrodku pola bitwy pojawił się olbrzymi krater.

W środku wielkiego dołu stała postać odziana w płaszcz obłożny pancerzem na kończynach i piersi, na plecach zwisał w pochwie wielki ciężki miecz, którego głównie zdobiła, czaszka.

Osoba młoda o kruczych czarnych krótko przyciętych włosach, twarz przystojna jednocześnie, przyprawiająca o dreszcze. Młody nieznajomy spoglądał z niezwykłym opanowaniem na otaczające go ze wszystkich stron monstra. Jego przenikliwe wręcz przebijające spojrzenie zimnych niezwykle błękitnych oczu, spoczęło na oddalonym o dobry kilometr czarnoksiężniku.

Pierwszy do natarcia ruszył, zniecierpliwiony ogr swoim zwalistym cielskiem prawie się sturlał do krateru. Wydając dzikie warknięcie, uniósł wielki pal z drzewa i skierował w stronę przybysza, nim dosięgnął celu nieznajomy, błyskawicznie wyciągnął miecz i ciął z góry w dół. Drzewo przedzieliło się dokładnie w pół, ogr zdziwiony jęknął żałośnie i cofnął się o krok.

Na jego świńskiej wręcz paszczy pojawiła się pionowa zielona kreska, która ciągnęła się dalej aż do pachwiny. Bryzgnęła jucha na wszystkie strony a gigant pad w dwóch częściach. Stado wilkołaków ruszyło dziko, otaczając cel z każdej możliwej strony, po czym jednocześnie rzuciły się w jednym kierunku. Przybysz złożył dłonie następnie, skierował w dwie przeciwne strony i wypuścił impuls energii, która odrzuciła całe stado z wielką siłą w różne strony.

Chwilę po tym ohydne wyglądające jak wieźmy z ludzkimi głowami i ptasim tułowiem, zaatakowały z powietrza. Na ich nieszczęście cel zniknął, nim go dosięgły wielkie szpony, pozostał tylko czarny obłok.

Bestie zmieszane rozglądały się w poszukiwaniu wroga, ale nigdzie go nie dostrzegali.

Jest tam przy wielkim mistrzu. Brać go!! - krzyknęła jedna z wampirzych zabójców.

Czarnoksiężnik zdążył wyczuć przybysza, który stał metr od niego, natychmiastowo cisnął w niego z wcześniej wyjętej czarnej laski zielony żrący pocisk. Ten znowu zniknął, pojawił się z drugiej strony, ciął poziomo, celował w wierzchowca, który stracił cztery nogi jednocześnie. Zakapturzona postać runęła pod kościstym rumakiem i stoczyła się 2 metry dalej. Szybkim ruchem wstała na nogi, uderzyła w ziemie, z której wyrosły ostre kościane włócznie skierowane w nieprzyjaciela. Wojownik, zamiast uniknąć, celu skierował dłoń w nadchodzące ostrza i wypuścił w stożku czarny płomień, który dosięgnął czarnego maga.

Rozległ się straszliwy wrzask, czarnoksiężnika pochłaniały płomienie do momentu, aż pozostał tylko popiół.

Armia ciemności stanęła w miejscu, nie wiedząc co dalej zrobić, w końcu ich lider właśnie z ginął w czarnych płomieniach, żałośnie skomląc.

Jedynie wampiry zachowały „zimną krew” okrywając się całunem cienia, podkradły się pod przybysza część z nich, aby odwrócić uwagę, atakowało z daleka magią wysysającą życie. Młody wojownik zwinie bez wysiłku, unikał wszystkich zaklęć. Grupa wampirów rzuciła się na wojownika z krótkimi ząbkowanymi ostrzami skrytobójców. Przybysz jakby się ich spodziewał, sparował dwa pierwsze uderzenia i bezlitośnie ciął dwóch napastników, odcinając głowy. Pozostałe trzy próbowały się wycofać w cień, ale nie zdążyły, wojownik ruszył bez wahania za nim i także pozbawił krwiopijców głów.

Reszta potoczyła się bardzo szybko, horda rzuciła się do ucieczki, nawet pozostałe wampiry.

Na ich nieszczęście z przeciwnej strony przybyłą ciężka jazda konna z królestwa Riverden, aby wspomóc już nieżyjący oddział.

Część ze stworów zdołała uciec, ale większość została rozgromiona przez jazdę konną i nowego sprzymierzeńcza.

 

 

Krótko po bitwie jeźdźcy z Riverden otoczyli młodego wojownika, wymierzając kopie w jego kierunku, konni łucznicy także skierowali strzały w jego kierunku.

Jesteś wrogiem czy sprzymierzeńcem- zadał pytanie donośny gruby głos. Chwilę później wyłonił się spośród żołnierzy gruby wąsaty i łysiejący człowiek na białym szlachetnym rumaku odziany w rubinową płytową zbroję.

Ani jednym, ani drugim, nie szukam zwady- odpowiedział stoickim i zimnym głosem.

Zakładam, że ty tu dowodzisz, lepiej by było ścigać i wybić resztę tych pomiotów nim dołączą do swoich pobratymców i utworzą kolejny oddział, zamiast tracić czas na pogaduchy ze mną.

Jeden z żołnierzy widocznie wzburzony zachowaniem nieznajomego wypuścił stalową strzałę, która została złapana w locie przez wojownika. Lekko rozbawiony młody wojownik rzucił strzałą w przelatującą harpię, a ta z piskliwym krzykiem padła na ziemię.

Nie zważając na zdziwienie, kontynuował – Jak powiedziałem, są ważniejsze sprawy. Wybaczcie za mą nieuprzejmość. Nazywam się Ashern, przybyłem tu, aby wypalić plugastwo trawiące tę ziemię.

- Dziwne rzeczy mówisz nieznajomy, ale sądząc po truchłach otaczających cię to nie tylko przechwałki – stwierdził wąsacz z siadając z konia. - Opuścić broń zamienię kilka słów z naszym nowym przyjacielem.

Oddział posłuchał rozkazu i zajął się pochówkiem martwych kompanów i paleniem trucheł potworów. W międzyczasie nasz bohater dowiedział się co nieco o sytuacji, jaka obecnie panuję na tym świecie. Okazało się, że, większość ludzkich siedlisk i innych rozumnych gatunków została podbita przez siły mroku, którymi przewodził nie jaki Negerthal nazywają się władcą ciemności.

To był jeden z wielu ataków na królestwo, mimo że od kilku lat odpierali wrogie armie, zaczęło brakować żołnierzy i zapasów, wszędzie szerzyła się nędza i choroby wyniszczające królestwo.

Jeżeli naprawdę przybyłeś nam pomóc, to wróć z nami do twierdzy. Możesz liczyć na naszą gościnę. Poza tym przydałby się nam ktoś taki jak ty, ludzi nam brakuje.

Dziękuję, ale muszę odmówić, jeżeli mi chcesz pomóc, wskaż mi drogę, z której nadciągają te ścierwa.

Lekko zawiedziony dowódca machnął do jednego ze swoich ludzi, aby przyniósł im mapę.

Znajdujemy się obecnie na południu królestwa Riverden, nasza stolica znajduje się 230 kilometrów stąd.

Dowódca objaśnił Ashernowi obecne położenie i wskazał sąsiadujący kraj, który został już podbity.

W takim razie udam się w tym kierunku, może znajdę kogo ktoś, kto będzie znał położenie siedziby ich władcy.

Powodzenia nieznajomy, przyda ci się, jeżeli zmierzasz wkroczyć na podbite tereny. Jeszcze jedno weź tego konia, jego właściciel zginął w natarciu, nam tylko będzie ciążyć, zwie się Raazak.

Ashern podziękował za hojność, wsiadł na czarnego ogiera i ruszył w swoim kierunku, pozostawiając żołnierzy chowających zmarłych. Podane informacje nie szczególnie pomogły naszemu bohaterowi, posiadał on urządzenie zwane NTA, wyposażone w wiele przydatnych funkcji takich jak trójwymiarowa nawigacja w formie hologramu, komunikator, telereporter oraz wiele innych przydatnych zastosowań. Nie mając lepszego pomysłu, kierował się przez górzyste zalesione tereny do sąsiedniego kraju.

Średnia ocena: 2.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania