Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Zabójstwo Adama cz. I

Dzień minął, tak samo, jak każdy poprzedni. Siedziałam już w tramwaju i myślałam, co zrobię na kolacje. Dookoła znajome twarze, wracam z nimi prawie codziennie tym samym tramwajem. Siadamy każdy na swoim miejscu, ale nie rozmawiamy. Jak któreś miejsce jest puste przez dłuższy czas albo zajmowane przez kogoś innego, martwię się, że stało się coś Zdziśkowi. Nie znam ich imion, sama w głowie ich ochrzciłam.

Nie muszę patrzeć za okno, doskonale wiem, na jakiej stacji jesteśmy. Wiem, ile będzie trwała przerwa i ile czasu jest do następnego przystanku.

I tu przełom.

Na Alei Zwycięstwa, wydarzyło się coś nowego.

Poczułam przepiękne męski zapach i od razu zlokalizowałam właściciela. Bóstwo. W garniturze -widać, że drogim garniturze, stoi obok kasownik, dysząc przy tym, jakby zrobił co najmniej maraton. Miał spocone czoło, przepiękne zdezorientowane czarne oczy i cudowny głupkowaty uśmiech.

Zawstydzałam się, gdy się zorientowałam, że obserwuje go już przez dłuższy czas. Szybko spojrzałam z powrotem za okno, udając, że obserwuje to, co się dzieje za na zewnątrz. W szybie idealnie odbijał się on. Szybko go nazwałam Dawid. Miał piękne ciało, nie był otyły, nie był przesadnie umięśniony. Wszystko z umiarem. Jego buty błyszczały, odbijając brud i piasek, który znajdował się na podłodze tramwaju.

Siedziałam tak wpatrzona w okno i odbicie, które w nim widziałam, marząc o tym, że kiedy chociaż porozmawiamy, wypijemy piwko.

Z marzeń wywala mnie świadomość, że Dawid mnie obserwuje. Co chwilę na mnie spogląda i uśmiecha się przy tym. Odwróciłam się od okna i spojrzałam na niego.

To był jeden z tych momentów, gdzie nie wiesz, czy to, co widzisz to prawda, czy sen.

Nasze oczy się spotkały, spojrzenie zaglądało głęboko, do duszy, powodując tym stan niedorzeczności. Speszyłam się, patrzyłam w dół w telefon i co jakiś czas wymieniliśmy się spojrzeniami, przez jeszcze 4 przystanki. W końcu widzę , jak DAWID DO MNIE PODCHODZI, serce dostało dodatkowo 500 punktów do siły i Energi. Nawalało jak nigdy wcześniej. Nawet szybciej niż wtedy co się tak kurewsko bałam.

 

„wiesz może, co to jest za przystanek? Bo się zamyśliłem i nie jestem pewny, czy swojego nie przejechałem”

„YyyyyyYY tooo...??? To jest.. yyyy... Przystanek... był na Alei Zwycięstwa, potem jest Marii Konopnickiej, staromiejska, urząd miejski i teraz będzie Powstańców Warszawy”.

„Coś tak czułem, że to już za daleko”

 

„No ja w sumie też miałam wysiąść na Staromiejskiej”

Przez to wszystko, po raz pierwszy w swoim życiu, przegapiłam przystanek! W dodatku jest mi gorąco, na zewnątrz pada deszcz, a ja będę musiała wracać pieszo.

 

„Ha, nie wierzę, że to przypadek, możemy przejść się razem, również jechałem na Staromiejską."

 

„W sumie, lepiej w

towarzystwie moknąć, niż samotnie”

 

Wysiadając, okrył mnie swoją marynarką, tym samym przytulając mnie do swojego ciepłego ciała. Idąc przytulona do boku faceta, ocierałam się, jak szalona. Czułam jakby każde dotknięcie, sprawiało mi przyjemność. Przez dłuższy czas nic do siebie nie mówiliśmy. Słychać było tylko przyspieszony oddech i przyspieszone bicie serc

 

„Jak Ci na imię” zapytał, spoglądając mi w oczy.

 

„Jadwiga” odpowiedziałam cicho, niepewnym głosem.

 

„HA! Jadwiga! A jakie plany Panna Jadwiga ma na dzisiejszy wieczór?”

 

Nagle się otrząsnęłam, tak jakby ktoś wjebał mi płaskacza.

„Tak się składa, że wpadają dzisiaj do mnie znajomi. W sumie to przyjaciele, tacy bliżsi, więc to bardziej taka, zamknięta imprezka”.

„Aha... Rozumiem, to może w nocy, po imprezce, byśmy gdzieś na starym mieście piwko wypili?”

 

„Niestety, ale zostaje tam na noc, rano wszyscy wspólnie jedziemy na jezioro”.

Skłamałam, kurwa skłamałam. Przestraszyłam się i skłamałam. Co ja odpierdoliłam, zmarnowałam swoją szansę.

 

„Dawid, ja muszę Ci coś ....”

 

„Zaraz, zaraz, a skąd ty znasz moje imię Jadziu?”

Co za przypał. Jak mam mu to wytłumaczyć? Że każdemu w tramwaju nadaje wymyślone przeze mnie IMIONA? I że akurat tym razem trafiłam?

„Przecież się przedstawiałeś. A jak nie ty to pewnie jakiś inny Dawid”.

Boże, czemu ja kontynuuje te żałosną rozmowę. Jaką ja z siebie kretynkę robię. Lepiej już pójdę.

„Chciałam Ci coś powiedzieć, bo w sumie to ja już jestem spóźniona”

„To żegnaj piękna Jadziu” rzucił na koniec i poszedł. Jestem pojebana. Napalona, tak że aż mi mokro i przy tym totalnie zdebilała.

 

„Dawid, poczekaj! Twoja marynarka!”

Leżała na moim ramieniu, wzięłam ją do rąk, ostatni raz powąchałam i nagle widzę jego twarz. Blisko, bardzo blisko, czuję jego oddech. Nasze oczy — jak one są blisko siebie, jak patrzą sobie głęboko. Co jego usta robią z moimi ustami? Dlaczego mam jego język w swojej buzi? Czemu zaczynam szybciej oddychać? Dlaczego zaczynam stękać i się przytulać? Boże ile to trwa??

 

„Przepraszam, nie powinienem” mówiąc to, wziął marynarkę i odszedł wolnym krokiem.

 

„Poczekaj, nie mam dzisiaj żadnej imprezy, mam wolne mieszkanie. Może zamiast piwka na starówce, może wypijemy winko u mnie? ”

WOW, co ja powiedziałam. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy do mnie.

Dawid zapytał, czy może się odświeżyć. Pokazałam mu, gdzie znajdują się ręczniki i uciekam do kuchni. Wzięłam dwa najlepsze kieliszki do wina z zastawy i dokładnie pucowałam suchą szmatką. Wyciągnęłam pizze z zamrażalnika i odpaliłam piekarnik. Nie mogłam nigdzie znaleźć korkociągu, więc wpadłam na pomysł, że zrobię to tak jak moje przyjaciółki. Wzięłam wkręta, młotek i kombinerki. Delikatnie wbijałam w korek wkręta — tak, aby nie było słychać, a co grosza, żeby korek nie wpadł do środka.

Obróciłam się w kierunku łazienki, by mieć pewność, że jeszcze się Dawid kąpie.

Ujrzałam go, owiniętego w ręcznik, z gołą klatą na wierzchu. Z emocji wbiłam młotek prosto w szyjkę po winie. Rozlało się całe, podłoga była cała mokra. Chwyciłam papierowe rzeczniczki i nieudolnie próbowałam szybko ogarnąć, burdel, który zrobiłam. Dawid ściągnął z siebie ręcznik i powiedział

 

„Trzymaj mój, nim pójdzie sprawniej”.

 

Byłam na kolanach i na wprost moich oczu było jego przyrodzenie.

Potężna pała z ładną fryzurą. Miejscami wygolona, a miejscami, było widać delikatny czarny zarost. Wzięłam ręcznik, a on przykucnął przy mnie, próbując mi pomóc. Mój oddech mówił już sam za siebie. Jestem podniecona. Skończyliśmy na podłodze mokrej i lepiącej od wina. Całował, każą cześć mojego ciała, przegryzał uszy, poruszając się przy tym, w górę i w dół. Wykrztusiłam z siebie ledwo co słowa:

 

„Seks jest dla mnie, podróżą w każdą emocję i każde uczucie, które są przyjemne”.

 

„Dla mnie seks, to jazda na zajebiście podkręconym rollercoasterze skarbie”.

I zaczął intensywnie i mocno pieścić moje piersi. Rozebrał mnie do naga, rwąc przy tym bluzkę, stanik i obcisłe bokserki. Zaczął masować moją waginę i pomału wkładać palce. Ocierał tak, a ja już jęczałam z rozkoszy. Wtedy powiedział:

 

„A dzisiaj zabawimy się od innej strony”

 

Nie zdążyłam odpowiedzieć, a już byłam w pozycji na pieska.

„Gotowa” zapytał po woli wkładając swojego penisa w mój odbyt.

Na to nie można być gotowym....

Kurwa jak boli.

Kurwa jak dobrze.

Z każdym jego ruchem odczuwam nieziemsko przyjemny ból.

Czekaj, czekaj, to nie ból, to rozkosz.

Czekaj, jednak nie czekaj, nie przestawaj.

Zadawaj mi ten ból, sprawiaj mi tę przyjemność.

Boże, czy jest coś przyjemniejszego?

Bądź bliżej, bądź mocniej, bądź dla mnie, bądź we mnie. I błagam Cię, jak nigdy nikogo, tak kurewsko mocno Cię błagam, nie przedstawiaj!

Rżnij mnie na tyle, na ile masz siły.

Eksploduj całą swoją siłą i energią.

Niech ta podróż nigdy się nie kończy

 

„Chce, byś mnie rżnął, pragnę Cię” krzyczałam co jakiś czas. Jęczałam i gryzłam pościel.

Dawid przerwał w najmniej spodziewanym momencie słowami:

 

„Kochanie, zmiana stacji”

 

Wszedł głęboko w moją pochwę, powodując, że na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka, że oddech zamienił się w dźwięki rozkoszy, ręce zacisnęły poście, a umysł unosił się na wyżynach.

Słyszałam jego oddech przy samym uchu, czułam jego zarost na swoim policzku, moje piersi skakały jak podkręcone piłeczki pingpongowe.

Nagle dzwonek do drzwi.

Cisza. Przestaliśmy robić cokolwiek, wsłuchując się i upewniając, że to nam się wydawało. Ale to była prawda, dźwięk się powtórzył. Szybko się ubrałam, otworzyłam drzwi i ujrzała Panią Helenę, która ze wkurwionym wzrokiem prosiła o ciszę.

Uspokoiłam ją i obiecałam, że to już się nie powtórzy. Gdy zamknęłam drzwi, Dawid był już ubrany. Pocałował mnie w czoło i powiedział

 

„Mimo wszystko, było zajebiście. Trzymaj się Jadzia”.

 

Wyszedł, po cichu zamykając za sobą drzwi. Do rąk wzięłam mopa, zmyłam podłogę i w łóżku przepłakałam całą noc. Jutrzejszy dzień w pracy będzie masakrą, tym bardziej że poranny tramwaj mam o 4 rano.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Florian Konrad 3 miesiące temu
    wow, więc istnieje ktoś, kto robi więcej literówek, niż ja robię :))))))))))

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania