Zakazana miłość

§

 

Weszłam do antykwariatu. Tomek był odwrócony tyłem do drzwi i przeglądał jakieś druki. Nie zauważył mnie. Ręce spociły mi się ze zdenerwowania i nieświadomie zaczęłam odginać palce dłoni.

- Ekhm, Tomek, zagadnęłam.

Odwrócił się do mnie ze swoim szerokim uśmiechem na ustach i błyskiem w oku. Od razu zrobiło mi się jakoś cieplej na duszy.

- Cześć, co słychać, zapytał. Masz do mnie jakąś sprawę?

- Tak, w zasadzie tak. Tomek, czy mogę Ci złożyć niemoralną propozycję?

- Niemoralną propozycję?

Brwi uniosły mu się do góry.

- Brzmi ciekawie, powiedział. Zamieniam się w słuch.

- Tomek, czy pojedziesz ze mną nad morze?

- Nad morze?

- Tak, nad morze, nasze polskie morze.

Był tak zaskoczony moim pytaniem, że jego bruzda na czole, niesamowicie seksowna zresztą, zrobiła się większa niż dotychczas.

- Chcę na chwilę uciec od życia, od problemów, kłopotów i trosk. Chcę poczuć się jak kiedyś. Jak młoda, atrakcyjna kobieta. Chcę się śmiać beztrosko, truskawki popijać szampanem, biegać boso po plaży z rozwianym włosem. Całować i kochać się do utraty tchu. Chcę poczuć się szczęśliwa, szczęśliwa, rozumiesz? Choć przez krótką chwilę. Jestem znerwicowana, sfrustrowana i tak cholernie samotna. Wiem, że Ci się podobam, że nie jestem Ci obojętna. Oboje wiemy, że jest między nami chemia. Doskonale wiem też, że któregoś dnia specjalnie czekałeś na mnie, aż skończę pracę, żeby zamienić ze mną kilka słów. To nie był przypadek, że akurat tamtędy przechodziłeś. Wyglądałeś wtedy jak wcielenie Boga Adonisa. Oparty o murek, niedbale palący papierosa. Prawdziwy mężczyzna z krwi i kości. Na sam Twój widok zrobiło mi się wtedy miękko w sercu. To pomyślałam, nie odważyłam się powiedzieć tego głośno. Proszę Cię pojedź ze mną, poświęć mi tych kilka dni.

Powiedziałam to na jednym wdechu i poczułam jak z nadmiaru emocji cała w środku dygoczę. Tomek jakby to wyczuł, bo wziął mnie natychmiast w swoje ramiona, mocno przytulił i kołysał mnie w prawo i lewo mówiąc już dobrze Judytka, ciii już dobrze i całował mnie w czubek głowy. A potem zaczął szeptać.

- Wszystko co mówisz jest prawdą. Nie jesteś mi obojętna. Już jak zobaczyłem Cię pierwszy raz, w momencie jak się poznaliśmy, moje serce tak podskoczyło, że myślałem, że wyskoczy mi z piersi. Tylko, że ja się cały czas bronię przed tym uczuciem do Ciebie, bo ja mam…

Podniosłam głowę do góry, spojrzałam mu w oczy.

- Tomek, ja wiem jaki jest Twój stan cywilny, wiem, że masz żonę i małe dzieci. Ja też nie jestem wolna. Oboje też wiemy, że w naszych małżeństwach nie jest tak jak ma być. Chodzi o to, że żadnych deklaracji, żadnych obietnic, żadnego żyli długo i szczęśliwie. Pobędziemy ze sobą parę dni. Nacieszymy się sobą, a potem każde z nas wróci do swojego życia. Taki uczciwy układ.

- Judytka, Ty mnie nie musisz prosić, ani namawiać. Ja pojadę z Tobą nad morze, o niczym innym nie marzę, jak o tym, żeby spędzić z Tobą kilka dni sam na sam. Nie sądziłem, że kiedykolwiek może do tego dojść. Bardzo się cieszę na ten czas z Tobą.

I pojechaliśmy, a raczej uciekliśmy od życia. Tomek okazał się dobrym kierowcą. Prowadził szybko, ale pewnie. Przez całą drogę spoglądał na mnie z uśmiechem i trzymał swoją rękę na moim kolanie. Na cały głos śpiewaliśmy piosenki, które akurat grali w radio, a z moich ust uśmiech nie schodził. Podróż minęła w cudownej i przyjemnej atmosferze. Tomasz zarezerwował dla na pokój w hotelu, zameczku na samej plaży w Łebie. Bardzo ładne i klimatyczne miejsce. Przyjemny pokój, balkon z widokiem na morze, szum fal, śpiew mew i wspaniały mężczyzna u boku. Czego chcieć więcej. Z każdą chwilą czułam jak moje ciało się odpręża i napięcie ostatnich lat ze mnie schodzi. Był początek czerwca, ciepła wiosna, ludzi na plaży jeszcze mało. Dobry czas na odpoczynek. Te kilka dni, które spędziliśmy nad morzem, to był cudowny, beztroski czas. Zapomnieliśmy o bożym świecie. Byliśmy tylko ze sobą i dla siebie. Podobno w hotelu, w którym się zatrzymaliśmy serwują śniadania przy muzyce poważnej. Nie doświadczyliśmy tego, ponieważ każde śniadanie zjadaliśmy w łóżku, popijając je Prosecco i zagryzając truskawkami. Tomasz okazał się wspaniałym kochankiem, czułym, delikatnym, ale jednocześnie stanowczym. Kochał mnie i moje ciało jakby było świętością. Jego ręce, które błądziły po moim ciele były takie miękkie, a usta, które całowały każdy fragment mojej skóry takie gorące. Odgadywał moje potrzeby bez jakichkolwiek słów. Było mi z nim dobrze, wręcz cudownie. Po południu biegałam po plaży w zwiewnej sukience i rozwianym włosem, Tomasz mnie gonił, łapał mnie w pasie, całował, podnosił do góry, okręcał mnie wokół siebie i szeptał mi do ucha, że jestem piękna, wspaniała, najwspanialsza. Mówił mi wszystkie te słowa, które chce usłyszeć każda kobieta. Nikt wcześniej, ani nikt później, tak jak on wtedy nie potrafił mnie dowartościować. Następnego dnia wypożyczyliśmy rowery z hotelu i wybraliśmy się na przejażdżkę na ruchome piaski. Był ciepły, słoneczny dzień. Jechaliśmy beztrosko nucąc sobie coś pod nosem. Kiedy pod wrażeniem ogromnej ilości piasku wracaliśmy z powrotem ni stąd ni zowąd rozpętała się burza. A my zamiast się gdzieś schować, na samym środku drogi, cali mokrzy całowaliśmy się szaleńczo w ciepłych strugach deszczu. Zupełnie jak jakieś dzieciaki. To był cudowny czas z Tomaszem. Przy nim czułam się jakbym była nastolatką, zupełnie jakby mi ubyło co najmniej dwadzieścia lat.

- Judytka, zawołał mnie.

- Tak, odwróciłam głowę w jego stronę i zostawiłam pakowanie walizki.

Podszedł do mnie i mnie przytulił, a ja poczułam zapach jego perfum. Zapach, który już do końca życia będzie mi się kojarzył z Tomaszem.

- Dziękuję Ci, że byliśmy w tym miejscu, że byliśmy razem. Przy Tobie poczułem się znów jak mężczyzna. To były dla mnie cudowne dni z Tobą i przy Tobie.

Nic nie odpowiedziałam ponieważ zalała mnie fala takiej błogości, że trudno to w ogóle opisać. Podróż powrotna minęła spokojnie, choć już w mniej wesołym nastroju. Kiedy dojeżdżaliśmy na miejsce odezwała się komórka Tomasza. Dzwoniła jego żona i zdenerwowanym głosem przekazywała Tomkowi, że ich najmłodszy syn Adaś jest bardzo chory. Jego stan jest na tyle poważny, że potrzebna była hospitalizacja. Tomasz wysadził mnie i pognał czym prędzej do swojego domu. Do żony i syna. Ogromna kula stanęła mi w gardle, łzy podeszły do oczu. Zdałam sobie sprawę, że to jest moja wina. To jest kara za to, że chciałam być przez chwilę szczęśliwa. Szczęśliwa kosztem kogoś innego. Tylko dlaczego za to co ja zrobiłam ma cierpieć niewinne dziecko. Boże, mnie ukarz, mnie, cała w środku krzyczałam. Dostałam wtedy szybką lekcję życia. Przez kilka następnych dni chodziłam jak w amoku. Od ściany do ściany. Rwałam włosy z głowy. Nie wiedziałam co się dzieje z Adasiem, jaki jest jego stan. Od Tomasza nie miałam żadnych wieści. Nie umiałam spać ani jeść. Dobijała mnie ta sytuacja. Po dwóch tygodniach dostałam telefon od Tomasza. Okazało się, że z Adasiem już wszystko dobrze. To było zapalenie płuc, na szczęścia lekarzom udało się go wyleczyć i jest już w domu pod czujną opieką swojej mamy, a Tomasz wraca do pracy. Ogromny kamień i ciężar, który nosiłam w swoim sercu tak długo spadł na podłogę z wielkim hukiem. Następnego dnia stanęłam w drzwiach antykwariatu.

- Judytka, kochana, jak dobrze, że jesteś, przywitał mnie Tomasz.

Podszedł do mnie , a ja poczułam przy sobie tak znane mi już jego ciało i ten obezwładniający zapach perfum. Z trudem i ogromną przykrością odsunęłam go od siebie na bezpieczną odległość.

- Judytka, co Ty, nie wygłupiaj się.

Tomasz ja przyszłam Cię przeprosić i się pożegnać, głos mi się rwał.

- Judytka, co Ty mówisz, za co Ty mnie chcesz przepraszać?

- Za mój egoizm, za to, że chciałam być szczęśliwa kosztem Twojej rodziny, za to, że namawiałam Cię do tego wyjazdu. To, że Twój mały synek zachorował, to jest kara, rozumiesz, kara. I ja jestem temu wszystkiemu winna.

- Co Ty mówisz, to nie jest niczyja wina, ani kara. Adaś zachorował, choroby się zdarzają. Choroba Adasia i nasz wyjazd się po prostu zbiegły w czasie. Ja też chciałem tego wyjazdu i niczego nie żałuję. Było mi z Tobą cudownie.

- Nie, Tomasz. Jestem tu ostatni raz i patrzę Ci w oczy ostatni raz. Dziękuję, że dałeś mi te chwile krótkiego szczęścia. Odchodzę, tak będzie dla wszystkich najlepiej.

- Dla jakich wszystkich ja się pytam.

Tomasz był coraz bardziej wzburzony.

- Dla Ciebie, Twojej żony i Twoich dzieci.

A potem obróciłam się na pięcie i wyszłam ze sklepu zalewając się łzami. Słyszałam jeszcze jak Tomasz mnie woła.

- Judytka, Judyta, Judka, do cholery.

Tak będzie dla wszystkich najlepiej powtarzałam sobie w myślach, a łzy nie przestawały płynąć. Zostałam ze swoim smutkiem, samotnością i ogromną raną w sercu. Przyzwyczaję się, na pewno się przyzwyczaję, tak będzie dla wszystkich dobrze, najlepiej.

 

Koniec

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania