Poprzednie częściZakazane uczucie - Prolog  

Zakazane uczucie - Rozdział 1

Dziewczyna stała na stacji, czekając na pociąg. Miał ją zawieść na dworzec miasta, w którym za miesiąc rozpocznie naukę na studiach. Trzęsła się aż z ekscytacji. Ludzie mówią, że okres studiów to najlepszy czas dla młodego człowieka. Miała nadzieję, że to prawda. Po dłuższej chwili przyjechał oczekiwany przez nią pociąg i kobieta weszła do środka. Rozsiadła się wygodnie w pustym przedziale. – To już się dzieje! – pomyślała podniecone, lekko szurając nogami. Pomacała dłonią po miękkim, ciemnobeżowym siedzeniu. Przez najbliższą godzinę, to będzie jej miejsce. Potem znajdzie się w obcym mieście, w mieszkaniu wynajętym przez jej rodziców w centrum, z którego miała tylko parę kroków na uczelnię. Rozejrzała się po przedziale. Był on dość ciemny ze względu na farbę, która została wybrana do pomalowania ścian i bordowy dywanik na podłodze. Janka ucieszyła się, że jest tu pusto, gdyż nie musiała się przejmować jeszcze hałaśliwymi pasażerami. – Zaczynam moje nowe życie! – pomyślała, nie mogąc się doczekać aż w końcu dojedzie na miejsce. Czas jej się dłużył, mimo faktu iż nie było to przecież daleko. W końcu dojechała na miejsce. To znaczy, na dworzec. Gdy tylko pociąg stanął, wzięła swoją różową walizkę za rączkę i wyszła dostojnie na peron. Teraz tylko dotrzeć do swojego mieszkania i rozpakować się. – A potem czas na miasto! – pisnęła do siebie, cała podekscytowana. Widziała już oczami wyobraźni siebie, zrobioną na bóstwo, wraz z grupką znajomych siedzącą w jakimś Starbucksie. To jej postanowienie – używać życia jak się tylko da.

- Ale najpierw znajdę moje mieszkanie. – mruknęła do siebie, speszona. Wyciągnęła telefon i wpisała adres do GPS. Na ekranie pojawiła się mapa. Dziewczyna złapała za rączkę walizki, ciągnąc ją za sobą. Sprawdziła jeszcze czy wszystko wzięła, zerknęła jeszcze na zabytkowy dworzec i ruszyła w drogę.

Mieszkanie nie było duże, lecz wystarczające, a nawet trochę za przestronne dla jednej osoby, co nieco zastanowiło Jankę, gdy ściągnęła buty, wchodząc na wykładzinę. – Ciekawe czemu rodzice zdecydowali się na wynajęcie akurat tego mieszkania? – pomyślała, rozglądając się. Nie było jej podczas spisywania umowy, gdyż wtedy pracowała jako opiekun na kolonii. Termin jej wakacyjnych obowiązków już był dawno załatwiony, tak więc nie mogła zrezygnować, by wraz z rodzicami pójść na oglądanie mieszkania. Teraz zatem z ciekawością rozejrzała się wokoło. Ściany w delikatnym odcieniu beżowego, w salonie czerwona kanapa, przed nią szklany stolik z wazonem na środku. W nim tkwił już jakiś kwiatek. – Ciekawe kto włożył tu tę roślinę? – pomyślała Janka. Nie mogła być tu długo, gdyż zaczęłaby już więdnąć. Nagle przeszedł ją dreszcz. Czyżby ktoś był w domu? Jej rodzinie nie wynajęliby chyba nawiedzonego mieszkania? Stąpała po cichutku w białych podkolanówkach po drewnianej podłodze. Na szczęście nie skrzypiała. Z salonu weszła po schodach do sypialni. Miały one na szczęście poręcz, więc nocą nie groził jej upadek podczas schodzenia choćby do łazienki, która jak na złość znajdowała się na dole. Podchodząc do drzwi, usłyszała lekki hałas i…buty stojące przed progiem. O co tu chodzi? Czy one należały do ducha? Pełna obaw i z bijącym mocno sercem, wbiegła do sypialni. Znajdowały się tam dwa łóżka, na jednym z nich…siedziała jakaś dziewczyna i patrzyła się w otwartą walizkę, leżącą na ziemi. Kobieta miała krótko przystrzyżone ciemne włosy oraz ubrana była w shorty. Janka na ten widok przystanęła w pełnym pędzie. – K…kto ty? – wydusiła z siebie, patrząc się tępo na drugą osobę w pokoju. Kim ona jest? Przecież jej rodzice wynajęli to mieszkanie! Skąd się tu więc wzięła ta dziewczyna?

Siedząca osoba odwróciła się i spojrzała na Jankę swoimi dużymi, ciemnymi oczami. Długie rzęsy okalały jej brązowe tęczówki. Nowoprzybyła nagle poczuła się tu nie na miejscu. Jakby czemuś przeszkodziła. Aż spłonęła rumieńcem ze wstydu. Chwila! Czemu to ja mam być tu nieproszonym gościem? – przyglądnęła się natrętowi. Nie miała żadnych oznak speszenia. No chwila moment! Przecież Janka na własne oczy widziała umowę najmu podpisaną przez rodziców!

- Ty jesteś Janka, tak? – spytała się dziewczyna, wstając oraz podając rękę. – Jestem Meggy. Tak naprawdę to Małgorzata, ale wolę być nazywana w ten sposób. Brzmi bardziej cool.

- A…aha…- wykrztusiła nowoprzybyła ściskając wyciągniętą dłoń. Pięknie, jeszcze maniaka Ameryki mi brakowało! – Słuchaj…Chyba zaszło jakieś nieporozumienie…

- Nieporozumienie? – powtórzyła zdziwiona Meggy.

- No bo…- Janka popatrzyła na swoje palce. – Moi rodzice wynajęli to mieszkanie…przepraszam, ale muszę cię stąd wyrzucić!

Krótkowłosa przez chwilę odkodowywała jej wiadomość, by zaraz perliście się zaśmiać. – Ach, o to chodzi! Obawiam się, że nie ma tu mowy o żadnej pomyłce, poczekaj. – spojrzała za siebie i wyciągnęła umowę najmą. Taką samą jaką podpisywali jej rodzice. – Widzisz? – podała ją do rąk Janki. – Czarno na białym napisane jest, że ja również mam prawo tu mieszkać. Chyba jesteśmy współlokatorkami.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • sisi55 2 tygodnie temu
    Jestem Meggy. Tak naprawdę to Małgorzata, ale wolę być nazywana w ten sposób. Brzmi bardziej cool.— Gdyby ktoś by mi się tak przedstawił to wiedziałbym, żeby nie brnąć w tą znajomość dalej XD. Sądząc po tytule może będzie coś pomiędzy nimi. Na razie niewiele mogę powiedzieć bo to dopiero 1 rozdział. Po drodze było kilka drobnych błędów.
  • Perła 2 tygodnie temu
    A możesz powiedzieć jakie to były błędy i czy wpływają na odbiór tekstu? I dziękuję za komentarz 💖
  • sisi55 2 tygodnie temu
    ,,Miał ją zawieść na dworzec miasta, w którym za miesiąc rozpocznie naukę na studiach." — nie wiem czy to jest akurat błąd, ale powtarza się 2x ,,na", może po prostu ,,rozpocznie studia". pomyślała podniecone— literówka, Był on dość ciemny ze względu na farbę, która została wybrana do pomalowania ścian i bordowy dywanik na podłodze.— to zdanie nie do końca ma sens bo zaczynałaś opisywać kolor i można pomyśleć, że dywan też był ciemny ze względu na farbę. Janka ucieszyła się, że jest tu pusto, gdyż nie musiała się przejmować jeszcze hałaśliwymi pasażerami. — napisałbym ,,jeszcze nie musiała", Słowo ,,miejsce" jest stosunkowo blisko siebie, tak samo ,,studia", zstąpiłbym je jakimiś innymi rzeczownikami. Teraz tylko dotrzeć do swojego mieszkania i rozpakować się. – A potem czas na miasto! – pisnęła do siebie, cała podekscytowana. Widziała już oczami wyobraźni siebie,— 2x siebie, usunąłbym ,,do swojego", Sprawdziła jeszcze czy wszystko wzięła, zerknęła jeszcze na zabytkowy dworzec i ruszyła w drogę.— 2x jeszcze w tym samym zdaniu, Mieszkanie nie było duże, lecz wystarczające, a nawet trochę za przestronne dla jednej osoby, co nieco zastanowiło Jankę, gdy ściągnęła buty, wchodząc na wykładzinę. — to zdanie jest trochę pogmatwane, napisałbym: Mieszkanie nie było duże. Wystarczające, a nawet —II—, gdy ściągnęła buty, Teraz zatem z ciekawością rozejrzała się wokoło.— nie pasuje mi do tego zdania ,,zatem", używa się go do stwierdzania wniosków np. Nie jadłeś nic od rana zatem jesteś głody. lub jako partykuła. Jej rodzinie nie wynajęliby— literówka, Miały one na szczęście poręcz, więc nocą nie groził jej upadek podczas schodzenia choćby do łazienki, która jak na złość znajdowała się na dole.— to zdanie jest chyba niepotrzebne. Jest to scena grozy bo ktoś oprócz niej jest w mieszkaniu, a ona rozmyśla o tym, że jak będzie musiała do toalety to nie spadnie. Stąpała po cichutku w białych podkolanówkach po drewnianej podłodze. — 2x ,,po" w jednym zdaniu, Podchodząc do drzwi, usłyszała lekki hałas i…buty stojące przed progiem. — czytając to ma się wrażenie, że usłyszała stojące buty. Weź też pod uwagę to, że jestem licealistą i mam ledwo tróję z polskiego:)
  • Perła ponad tydzień temu
    Dziękuję bardzo💖 Postaram się poprawić następnym razem

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania