Zaległe TW 2.0 #8 - Pan Mróz

Postać: Pan Mróz

Miejsce: Sklep wędkarski

Zdarzenie: Bitwa na ołówki

 

 

Był taki czas, gdy jego osoba wzbudzała w ogarniętej ciemnotą intelektualną mieścinie powszechny szacunek. Wzór, na którym swoje życie chciały oprzeć tłumy. On o tym dobrze wiedział i potrafił to wykorzystać, wycisnąć ostatnią kroplę korzyści bez względu na cenę. Obrzydliwie poważany i w takim samym stopniu bogaty. Był ich władcą absolutnym. Posiadł ich umysły. Stali się pionkami w rekach obsypanego pieniędzmi szaleńca z obsesją na punkcie bieli. Wszystko, o czym sobie zamarzył, musiało być barwy alpejskiego śniegu, w których zakochał się przed laty. Potrafił burzyć domy, żeby robić miejsce na swoje nowe ogrody. Lament zrozpaczonych rodzin nie robił na nim wrażenia a ludzie i tak wierzyli w słuszność jego działań.

Mówiono o nim Pan Mróz. Zimna i cyniczna kreatura niezdolna do uczuć, egzystująca na cierpieniu biedoty, której możliwości intelektualne nie pozwalały na przeciwstawienie się tej zimnej dyktaturze. Wymarzeni poddani. Wpatrzeni w niego jak w obrazek, koniecznie biały na tle gór. Ale to już jednostronnie piękna przeszłość. Lud z każdym kolejnym rokiem zdawał się mądrzeć. Kolejne pokolenie uodporniło się na jego cwane zagrywki. Władza, którą posiadł malała w zastraszającym tempie. Którejś gwieździstej nocy jego śnieżnobiała willa przy głównej ulicy spłonęła. Pan Mróz uszedł z życiem dzięki swojemu lokajowi, który w porę wyprowadził go z walącego się w płomieniach domu. Sam spalił się żywcem, próbując na rozkaz uratować kolekcję białych futer. Ten cios zadany z niewiarygodną precyzją był decydujący. Kolejne lata kształtowały nowe poglądy i wartości społeczności owego miasteczka. Ludzie nie wracali już do przeszłości, żyjąc dniem dzisiejszym. Słuch po Panu Mrozie zaginął i nic nie wskazywało, że to ulegnie zmianie aż do tego zwykłego z pozoru poniedziałku po przeszło dekadzie.

Słońce górowało na widnokręgiem od kilku godzin. Miasto jeszcze zaspane mimo dopiero dźwigało się, wchodząc w rytm szarej codzienności. Tylko nieliczni żwawo podążali głównymi ulicami do pracy lub po bochen świeżego chleba. Na przedmieściach panowała jeszcze błoga noc i jedynie sklep wędkarski tuż na granicy miasteczka otwarty czekał na nowych i stałych klientów. Właściciel — starszy facet z charakterystyczna trójkątną łysiną wygrzewał się na werandzie obok wejścia w swym ulubionym bujanym fotelu.

– Dzień dobry, już otwarte? - usłyszał przez senne opary. Gdy zorientował się w sytuacji, w momencie poderwał się na równe nogi i pobiegł za ladę.

– No przecież, że otwarte. Jak nie jak tak.

– Nic nie wspomniałem, że jest zamknięte, ale mniejsza o ten detal. Ja w sprawie wędki.

– Wędki? A no tak, wędki. Sklep wędkarski to i wędki muszą być — Po jego karku spłynęły ciurkiem krople potu.

– To chyba oczywiste — Jegomość ubrany w śnieżną kreację wzbudził w sprzedawcy pewne podejrzenia, ale jego krótka pamięć uniemożliwiła dokładne rozpoznanie.

– To o co chodzi dokładnie. Naprawa, wymiana, a może jakaś bezcenna rada?

- Słyszałem, że ten sklep ma renomę w całym mieście.

– Yyy..no tak to prawda. Jestem właścicielem i mogę to potwierdzić.

– Chodzi mi o wędkę. Jestem kompletnym amatorem, jeśli chodzi o wędkowanie, ale czuje, że to jet to. To jest moja muza, której chce się oddać bez reszty — wygłosił.

Nagle sprzedawca doznał gwałtownego olśnienia. Stanął jak wryty i nie potrafił spuścić oczu z twarzy rozglądającego się po sklepie faceta.

– Pan Mróz...to on — wyszeptał do siebie.

– Jakoś nie mogę znaleźć odpowiedniej dla siebie. To zbyt ciężka praca jak dla mnie.

Właściciel pośpiesznie zaczął przeszukiwać szuflady pod ladą.

– Gdzie to jest? Kurna...

– To chyba nie jest samoobsługowy hipermarket. Co za fatalna obsługa — jęknął.

– Ty zimny skurwielu — rzucił właściciel. - Po dekadzie masz czelność wracać tu. Miałeś zdechnąć samotnie na bagnach. Każdy tego chciał, a tymczasem ty tu wracasz.

– Pamiętasz mnie. Zrobiliście największy błąd w waszym durnym żywocie, przepędzając mnie.

– Błędem było pozostawienie cię przy życiu — Facet wyjął spod lady świeżo zaostrzone ołówki techniczne i niczym rozjuszony byk ruszył w jego stronę.

Walka rozpoczęła się niczym epicka szarża husarii. Żadna ze stron nie odpuszczała. Mróz bronił się swym białym, wysadzanym diamentami ołówkiem, który zawsze nosił przy sobie. Straty każdej ze stron był równe. Nikt nie opuszczał. Śnieżna sowa kontra wściekły szczupak. Bo oszklonej gablocie spływały wąskie stróżki krwi, która tryskała wszędzie. Ostateczny cios zbliżał się coraz szybciej. Która ze stron sięgnęła po zwycięstwo? Czy Pan Mróz znalazł swoją dożywotnią Muzę, czy może skończył jako wypchana ozdoba sklepowa leniwego właściciela?

Tego wszystkiego dowiecie się państwo po reklamach.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Nuncjusz 9 miesięcy temu
    Trochy dziwne :)
  • marok 9 miesięcy temu
    Ale tylko trochę, to dobrze ;)
  • Justyska 9 miesięcy temu
    " Stali się pionkami w rekach " - rękach
    "być barwy alpejskiego śniegu, w których zakochał się przed laty" - chyba w "którym"
    "Słońce górowało na widnokręgiem" - nad
    "Miasto jeszcze zaspane mimo dopiero dźwigało się" - "że" gdzieś uciekło
    " ale czuje, że to jet to." - czuję
    "To jest moja muza, której chce się oddać bez reszty" - chcę
    "Straty każdej ze stron był równe." - były
    " Bo oszklonej gablocie spływały wąskie stróżki krwi," - Po oszklonej gablocie spływały wąskie strużki krwi.

    Uśmiałam się :) Całkiem fajne i zdecydowanie zaskakująca końcówka:D
    Pozdrówka - 4 zostawiam
  • marok 9 miesięcy temu
    No i fajnie. Dzięki za wizytę :)
  • Canulas 9 miesięcy temu
    "Miasto jeszcze zaspane mimo dopiero dźwigało się, wchodząc w rytm szarej codzienności" - mimo co/czego? Nie rozumiem.

    "Właściciel — starszy facet z charakterystyczna trójkątną łysiną" - ą

    "– Wędki? A no tak, wędki. Sklep wędkarski to i wędki muszą być — Po jego karku spłynęły ciurkiem krople potu." - brak kropki po wtrąceniu dialogowym.

    "– To chyba oczywiste — Jegomość ubrany w śnieżną kreację wzbudził w sprzedawcy pewne podejrzenia" - i tu.

    "- Słyszałem, że ten sklep ma renomę w całym mieście." - nieadekwatny w odniesieniu do innych myslnik dialogowy.

    "– Yyy..no tak to prawda. Jestem właścicielem i mogę to potwierdzić." - po Yyy wielokropek i odstęp.

    "– Pan Mróz...to on — wyszeptał do siebie" - brak odstępu po wielokropku.

    "– Błędem było pozostawienie cię przy życiu — Facet wyjął spod lady" - brak kropki.
  • Canulas 9 miesięcy temu
    Ok. Pierwsza część tekstu świetna narracyjnie, na niespotykanym dotąd u Ciebie poziomie. Uważam, że zrobiłeś bardzo duży krok.
    Te duperele powstałe z nieuwagi popraw i będzie git
  • fanthomas 9 miesięcy temu
    no dobre to było opisowo i treściowo i trochę dziwne, prawie tak jak lubię
  • Trening Wyobraźni 3 miesiące temu
    Marokok, zakładam, że polubiłeś funpage ;)
    W razie czego, lynk:
    https://www.facebook.com/treningwyobrazni/

    Obecnie publikujemy tam najlepsze teksty TW (krótki fragment plus link do tekstu z opowi) i pytanie moje brzmi czy wyrażasz zgodę i chęć, by wrzucić tam Twój tekst? (Któryś zgłoszony do dni TW lub może jakiś inny TW wolisz?)
    Daj cynk jak coś i na dniach wrzucim :)
    Pozdro
  • Trening Wyobraźni 3 miesiące temu
    marok,
    Jeśli chcesz, aby któryś z Twoich tekstów TW został przez nas opublikowany na fanpage'u : https://www.facebook.com/treningwyobrazni/
    oraz blogu: https://treningwyobrazni.blogspot.com/
    podaj link do tego tekstu (wraz z krótkim fragmentem), przesyłając na adres: treningwyobrazni@gmail.com
    co będzie równoznaczne z wyrażeniem zgody na publikację w powyższych miejscach.
    Pozdrawiamy
  • marok 3 miesiące temu
    Już wyraziłem zdanie jak coś :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania