Zaskakujące Lądowanie rozdział 1

Zaskakujące Lądowanie

Część I

Historia ta jest fikcją. Postacie, miejsca oraz wydarzenia, istnieją tylko

w wyobraźni autorki i są zwykłym przypadkiem.

Prolog

 

Nie bez podstawy zostaje się obdarzonym zimnem, sarkazmem, uprzedzeniem do innych osób czy też pozbawianym radości życia.

Czy jesteśmy wyłącznie skazani na krytykę, niedocenianie, wysłuchiwanie obelg, bycie pomiatanym niczym śmieć, męczarniach prowadzących do braku egzystencji?

Co się stanie, jeśli ostatni kłębek nadziei w postaci kurzu zaskakująco wyląduje w nieoczekiwanym dla niego miejscu?

Zostanie zmieciony z powierzchni ziemi?

A gdyby można było cofnąć czas?

Wrócilibyśmy do przeszłości?

Czy mknęlibyśmy naprzód?

 

Przedstawiam wam Mię i jej historię.

1

Mia

 

Co za tydzień? W mieszkaniu czekają mnie, dwa nierozpakowanie średnie kartony. W siedzibie UPS gdzie pracuję, mamy multum przesyłek do przesortowania, a szef chciałby, aby ludzie pracowali tylko na akord.

W sumie bardzo się cieszę, że tak szybko umiałam dorwać jakąś pracę i mogę powiązać koniec z końcem, zapłacić rachunki, a przede wszystkim mam zajęcie, żeby nie myśleć o…

Wiedziałam, iż start w nowym mieście nie będzie łatwy i byłam na to od początku przygotowana. Mieszkam w małym miasteczku Dornweiler przy Illertissen. Osiedle, na którym znajduje się mój dach nad głową jest blisko centrum, a droga do pracy zajmuje mniej niż dwadzieścia minut pieszo. W porównaniu do Ratingen tu jest cicho jak w grobie, żadnego hałasu, dużego ruchu samochodowego, czy też latających, co pięć minut samolotów.

Od mojej przeprowadzki minął już prawie miesiąc. Jakby ktoś zapytał o sąsiadów, to nawet nie mam pojęcia jak się nazywają, a tym bardziej wyglądają. No dobra... Oprócz tej jednej miłej pani, która mieszka na parterze ze stadem papużek. Poza tym ja się nie interesuję ludźmi, otoczeniem, lub tym, co się dzieje wokół mnie. Jestem sama dla siebie i to lubię od czasu…

W miejscu pracy na stanowisku dyspozytora pocztowego zostałam serdecznie przywitana. Osoby, z którymi pracuję są mili, pomocni i lubią gadać. Ja trzymam się w cieniu, ale jeśli ktoś zaczepi mnie rozmową, staram się nie wyjść na sztywną. Próbuję wgrać się w team. Nie ma nas nie wiadomo jak dużo – dwie kobiety razem ze mną i trzech mężczyzn. Atmosfera jest w miarę luźna, a do wszystkiego można przywyknąć, przynajmniej tak brzmi teoria.

Wracam do domu kompletnie zatopiona w myśli, co tu sobie dobrego zszamać na kolację. Nagle ogromna lodowata kropla deszczu ląduje mi centralnie na czoło. 'Rewelacja... Po prostu coś pięknego.' Nawet nie mam przy sobie parasola! Przyśpieszam kroku powtarzając w duchu - zdążę, zdążę, zdążę, ale jak to w zwyczaju mojego przeklętego szczęścia po trzydziestu sekundach leje na całego. Widząc przed sobą budynek z daszkiem dostaję gazu w nogach. Stojąc już pod nim, opieram się o ścianę…

WTF!

Z piskiem lecę do tyłu próbując się jeszcze czegoś złapać.

BOOM! Ląduję zadkiem na twardej podłodze.

Zamykam oczy, zaciskam zęby i zaczynam cicho przeklinać.

Dłonie dotykają moich ramion.

– Wszystko u ciebie ok? – pyta mnie czyjś głos.

'Po prostu idealnie, jeszcze do tego wszystkiego miałam widza!'

– Mhmm – burczę, zaczynając się powoli podnosić. Pośladki po takim ogromny awaryjnym lądowaniu piekielnie pulsują z bólu.

– Poczekaj, pomogę ci wstać – mówi nieznajomy, biorąc mnie pod pachy.

Dopiero stojąc na nogach otwieram gały, by ujrzeć wysokiego młodego mężczyznę z ciemnymi włosami postawionymi na żel, duże niebieskie oczy, prosty nos i usta takie, że każda kobieta chciałaby w nie wtopić swoje zęby.

– Dzięki – mówię ze wstydem do gościa, a dłonią pocieram moje cztery litery, by złagodzić ból.

Jaka siara!

Na jego twarzy pojawia się delikatny uśmiech.

– Nie ma za co. Chodź usiądź, jesteś strasznie blada – oznajmia i wskazuje na krzesło. – Przyniosę ci wodę. – Podsuwa mi siedzenie. W momencie, kiedy pupa styka się z drzewem muszę wciągnąć głośno powietrze. AUĆ, JAK BOLI.

Młody chłopak oddala się, a ja biorę w wizir, gdzie w ogóle wylądowałam.

Brązowo-czerwone ściany bez dekoracji, około trzydziestu stolików o różnej wielkości. Na wprost duży bar w kształcie prostokąta. Za nim sięgające po sufit półki, wypełnione różnymi butelkami z alkoholem w wielu kolorach oraz różniącymi się wielkością i kształtem szklankami.

Jestem w barze. Dlaczego nigdy wcześniej go nie zauważyłam?

Czemu tu tak pusto? Wzruszam ramionami, ale przynajmniej przyjemnie tu – myślę sobie.

– Proszę bardzo. – Ziomek stawia na stół szklankę z wodą i zajmuje miejsce na krześle obok mnie.

– Dzięki. Widzę, że miałam awaryjne lądowanie w barze – stwierdzam.

Na twarzy mężczyzny pojawia się uśmiech.

– Yep. – Wyciąga do mnie rękę – Samuel.

– Mia, miło mi. – Podaję dłoń na przywitanie.

– Ale to było oberwanie chmury. Poczekaj, przyniosę ci ręcznik. – Wstaje, po czym idzie w stronę drzwi znajdujących się po lewej stronie baru. Kiedy wraca z pomieszczenia zawieszam na nim oko, zaczynając mu się przyglądać. Wygląda na wysportowanego, porusza się swobodnie i jest całkiem przystojny. Ile może mieć lat? Dwadzieścia?

– Tu, trzymaj. – Podaje mi ręcznik. Czuję na sobie jego wzrok, a moje złe przeczuci cichnie. Wycieram szybko włosy, twarz oraz przemoczone ubranie.

– Nie byłam przygotowana na taki prysznic z góry. Chciałam się schować pod daszkiem, ale kiedy się oparłam... – milknę. Dlaczego mu to mówię? Peng, burak na twarzy został wystrzelony.

– Tak, widziałem. Byłaś bardzo zamyślona i nie zauważyłaś drzwi. – Wzrusza ramionami.

– Jeszcze raz dziękuję. – Odkładam ręcznik na bok, biorę szklankę z wodą, wypijam jednym duszkiem. 'Ależ wielbłąd był spragniony!'

– Eee tam. Nie ma za co. Przynajmniej odzyskałaś trochę koloru – oznajmia Samuel.

– Uwierz mi, po takim bliskim spotkaniu z podłogą też byłbyś zbladł. – Daję mu kontrę.

– Nie zaprzeczam. – Kiwa potwierdzająco głową.

Zapada cisza. Nie wiedząc, co powiedzieć zmieniam temat.

– Pusto tu trochę – stwierdzam, wskazując na lokal.

Samuel zaczyna się lekko śmiać. Muszę przyznać, ładny ma uśmiech, a w oczach widać dumę.

– Jesteś moim pierwszym gościem i to jeszcze przed oficjalnym otwarciem – odpowiada.

Moja szczęka jest tak szeroko otwarta, iż ze śmiałością mogę łapać muchy.

Jaja sobie robi?

– Tak, wiem. Młody gówniarz otwiera bar, bla bla bla.

Ale to jest moje marzenie i wiem, że jestem dobry w tym, co robię, a także wiem, kogo mam w ekipie. Więc czemu nie spróbować czegoś własnego? – informuje mnie Samuel.

– Punkt dla ciebie. Przepraszam za wścibskość, ale mogę zapytać, ile masz lat?

– Dwadzieścia jeden – odpowiada z uśmiechem na twarzy.

Aha, czyli jest niespełna dwa lata młodszy ode mnie.

– A ty? – Chłopak zadaje mi to samo pytanie.

– Ha! Dla ciebie mogę być babcią. – Moje kąciki ust unoszą się lekko w górę.

– Zmarszczek nie masz, siwa nie jesteś, nie ubierasz się jak babunia i nie chodzisz z balkonikiem. – Wylicza na palcach. – Czyli aż tak stara nie możesz być – stwierdza.

– Ale nie zmienia to faktu, że jestem starsza – odpieram.

– Góra dwa, trzy lata. – Mężczyzna daje odpór.

– Nic nie powiem bez mojego adwokata! – Zaczynamy się śmiać.

Kiedy się uspokajamy po ataku śmiechu, który sprawił, że czuję się lekka, Samuel pyta:

– Ok, masz ochotę na coś mocniejszego? Drink? Koktajl? Kielich? Coś na rozgrzanie? – Mądry chłopak, zmienia temat.

– W sumie nie chcę przeszkadzać, z pewnością jesteś zajęty. – Podnoszę się z krzesła, wkładam rękę do tylnej kieszeni po zawsze noszone przy pupie pięć euro. Podaję mu banknot. – Za wodę – dodaję. On patrzy na mnie, jakbym nagle wyłysiała. Samuel podnosi jedną brew w górę i mówi poważnym tonem.

– Chcesz mi zapłacić za wodę z kibla? Serio? – Zaczyna się śmiać.

– Nie smakowało to, jak mówisz. Więc serio. – Kładę pieniądze na stole.

– Okej, ale za to musisz wypić jeden koktajl. – Wstaje, zakłada ręce na klatce piersiowej.

– Mam inne wyjście?

– Nope. – Wyzywająco patrzy mi w oczy.

Grrr. Siadam z powrotem na krzesło.

– Zadowolony?

– Teraz tak – odpowiada z triumfalnym uśmiechem, kierując się w stronę baru. Znów zapada niezręczna cisza.

– Kiedy otwarcie? – dopytuję na tyle głośno, żeby mnie usłyszał podczas przygotowań.

Z butelką w ręku odpowiada. - W piątek o dwudziestej.

– Dlaczego nie ma żadnych napisów, reklam, plakatów itp.? – dociekam.

– Spójrz za siebie – mówi, wskazując palcem na okno.

Odwracam się i dostrzegam, że faktycznie byczymi czerwonymi literami znajduje się napis „Otwarcie 26.06.2015 -20:00”

– Och – brzmi moja odpowiedź, odwracam się z powrotem do Samuela, który ze szklanką w ręku okrąża bar.

– Poza tym, osobiście zapraszam cię na otwarcie i bardzo ucieszę się na twój widok – mówi, stawiając przede mną drinka.

– Dziękuję za zaproszenie, ale ja nie… – Przerywa mi.

– Możesz przyjść z mężem, narzeczonym, chłopakiem, czy kochankiem. Nie mam nic przeciwko temu – informuje mnie, siadając obok.

– Nie mam męża, narzeczonego, ani nikogo… – odpowiadam ze zmarszczonymi brwiami, kiedy znów przerywa, klaszcząc w dłonie.

- Tym lepiej, nikt i nic nie trzyma cię w domu. – Jego uśmiech jest tak szeroki, iż mam wrażenie, jakby miały mu pęknąć kąciki ust. Nie komentuję tego, biorę łyk mikstury i zamykam oczy. Mmmm pycha!

– Po twojej minie muszę stwierdzić, że orgazm został celnie trafiony – mówi zadowolony. W rekordowym tempie zawartość mojej buzi ląduje na jego bluzce i twarzy.

Łapię powietrze.

– Że co? – pytam ochrypłym głosem.

– Ten koktajl tak się nazywa.

– Oryginalna nazwa. – przyznaję. Może chora ta sytuacja, ale mnie przynajmniej bawi.

– Teraz muszę przyznać, że nazwa bomba pasowałaby lepiej, ponieważ za każdym razem, gdy będę go przygotowywał będę miał cię przed oczami, jak wpadasz do mojego baru – mówi rozbawionym głosem.

– Albo ODLOT, też by pasował – podpowiadam.

– Ha, to będzie moja nowa kreacja! – Zadowolony kiwa głową.

– Jesteś barmanem? –pytam zaskoczona.

– To moja pasja, nawet nie masz pojęcia, co moje ręce potrafią zdziałać. – Z diabelskim uśmiechem dodaje. – A o palcach już nie wspomnę.

W tym momencie zdanie to przenosi mnie w dzień, w którym…

Czuję, jak krew spływa mi z twarzy i zbiera mi się na wymioty. Odruchowo łapię się za brzuch.

– Mia, jesteś blada. Dobrze się czujesz? – Podnosi się zmartwiony z krzesła.

– Wszystko Ok. Sorry, ale… – Zrywam się z mojego miejsca.

– Okejjj? - odpowiada, lecz po jego minie widzę, iż nie rozumie mojego zachowania.

– Jeszcze raz przepraszam, że zrobiłam z twojej podłogi lądowisko dla mojego zadka i za… – Kiwam głową w stronę szklanek. – Miło było cię poznać – dodaję szybko. Uciekam w stronę wyjścia, już chcę otwierać drzwi, kiedy Samuel pyta:

– Mia, ale w piątek przyjdziesz?

– Nie licz na to! – Otwieram drzwi i wybiegam na zewnątrz.

'Chryste!'

Średnia ocena: 3.5  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • A. Hope.S ponad rok temu
    Proszę państwa....
    Moi drodzy jak i Srodzy. Nikt nie będzie poetykiem, gdy nie trafi się z krytykiem. Może to nie wielka proza, więc gzie chowa się ta koza? To nie również satyryka co nie którym mózg zatyka. To też żadne arcydzieło, by podziwiać jakieś dzieło. Jeśli widzisz, gdzieś tam błąd, JA to przecież żaden Sąd. Nie bądź cham ani żłób, tu nie czeka ciebie grób. Pochodzimy z jednej rasy wiec spodziewam się kuta** …. Ups….Poniosło mnie.. Sorry ;) Tak więc nie zgrywaj na bydlaka i pozostaw tu mi haka.
    Czekam na komentarze.
    Dziękuję.
    Ps. Dla tych, którzy nie są zalogowani, a śledzą perypetie Mii i Samuela... Tak., mówię właśnie o tobie cichy podglądaczu, Zachęcam cię do zalogowania i ocenienia mojej pracy napisaną z przed dwóch lat, a także tych, którzy boją się ujawnić.
    Pozdrawiam A.Hope.S :*
  • Canulas ponad rok temu
    Helloł
    Gdzieś mi tam mignął twój apel, że zależy Ci na w miarę konstruktywnej opinii, wiec może obadam kawałek.

    Prolog.
    Początek prologu nawet ciekawy. Wygląda jakbyś miała zamiar zaserwować coś w stylu "Efektu motyla". Jeśli tak, to dobrze.
    Wszystko jest ok do tego momentu.
    "A gdyby można by było cofnąć czas wstecz?" - sama idea cofnięcia już nie wymaga dookreślenia typu: "wstecz". Tak samo jak spada w dół. Słowo "by" możesz śmiało amputować.

    "Czy mknęlibyśmy do na przód?" - Tu już dramat. Czy mknelibyśmy naprzód?

    Interpunkcję zostawię, bo sam jestem z niej słaby, ale ciekawie, że przedstawiasz UPS. Pracowałem w tej firmie kilka lat.

    "Osiedle, na którym znajduje się mój dach nad głową jest blisko centrum, a droga do pracy zajmuje mi mniej niż dwadzieścia minut pieszo." - tutaj tak tylko zaznaczę, że nie musisz piętrować personalnych dookreśleń, typu: moje, mój. Masz: Mój dach, zajmuje mi. "mi" możesz wyciąć.

    "Jakby ktoś zapytał się o sąsiadów, to nawet nie mam pojęcia jak, się nazywają, a tym bardziej wyglądają." - pierwsze "się" do wycięcia.

    "No dobra...O prócz tej jednej miłej pani, która mieszka na parterze ze sadem papużek."
    Brakuje odstępu po wielokropku.
    Oprócz.
    "Ze sadem papużek?" - Nie rozumiem. Za sadem? Ze stadem?

    "Osoby, z którymi pracuję, są mili, pomocni, i posiadają charyzmę." - jeśli osoby, to są miłe.
    Jeśli chcesz zachować formę "mili", daj " ludzie". W ogóle zdanie-bot. I posiadają haryzmę – brzmi sztucznie. No bo jak, wszyscy posiadają? Może po prostu: są charyzmatyczni. Choć ostrożny bym był, by obdarzać tym przymiotem grupowo.

    "Ja trzymam się w cieniu, ale jeśli ktoś zaczepi mnie rozmową, staram się nie wyjść na sztywniaka." - na sztywniarę może? Wszak piszesz z pozycji kobiety.

    "Kompletnie zatopiona w myśli, co tu sobie dobrego z szamać na kolację, wracam do domu, gdzie nagle ogromna lodowata kropla deszczu ląduje mi centralnie na czoło" – zszamać/wszamać.

    "WTF! …Z piskiem lecę do tyłu (,) próbując się jeszcze czegoś złapać." - najpierw wielokropek, potem spacji.
    Jak już mówiłem, jestem chujowy interpunkcyjnie, ale skoro nawet ja widzę tu sporo roboty, to jest od groma.
    Może używaj programu jakiegoś. Language tool albo Ortograf pl.?

    "BOOM! Ląduję zadkiem na twardej podłodze.
    Zamykam oczy, zaciskam zęby i zaczynam cicho w duchu przeklinać.
    Jakieś dłonie dotykają moich ramion." - czemu ten fragment taki rozstrzelany?

    "- Wszystko w u ciebie ok?- Pyta mnie męski, ciepły głos." - brak odstępu po kresce dialogowej. Głos nie może pytać. Ktoś może pytać ciepłym, męskim głosem. Głos możesz słyszeć.
    Poza tym "pyta" z małej. O tym będzie za chwilę.

    "- Mhmm- Brukam zaczynając się powoli podnosić a pośladki po takim ogromny awaryjnym lądowaniu piekielnie pulsują z bólu." - znów odstęp. Brukam, nie wiem co to, coś jak mruczę? Jeśli tak, z małej.

    "- Poczekaj, pomogę ci wstać- Mówi głos, biorąc mnie pod pachy. " znów głos mówi, a nie ktoś głosem, ale nieważne. Inna kwestia. Wszystkie słowa dookreślające wypowiedź. Takie jak: mówi, szepcze, krzyczy, prosi – zapisuj z małej litery.

    "Dopiero stojąc na nogach otwieram moje gały by mogły ujrzeć wysokiego młodego mężczyznę z ciemnymi włosami postawionymi na żel" – niepotrzebne dookreślenie "MOJE" gały. Wiadomo, że Twoje.

    "- Dzięki.- Mówię ze wstydem do gościa" – kropka out, "mówię" z małej.

    "- Nie ma, za co. Chodź, usiądź, jesteś strasznie blada.” Oznajmia i pokazuje na krzesło. -Przyniosę ci wodę-. Podsuwa mi siedzenie." - tutaj już w ogóle jakieś kosmiczne cudzysłowy niepotrzebne.
    "— Nie ma za co. Chodź, usiądź, jesteś strasznie blada — oznajmia i pokazuje na krzesło. — Przyniosę ci wodę. — Podsuwa mi siedzenie." - tak powinno być.

    Ok, styka na początek. Ogarnąłem z 20% opka i to też po łebkach. Na kilometrowe komentarze nie mam chwilowo na tym portalu chęci.
    Może jeszcze zapisuj cyfry i liczby słownie.
    Pozdrox, kieliszku z nadzieją.
  • A. Hope.S ponad rok temu
    OMG sama to teraz widzę. serdecznie dzięki! Tak ukradkiem, nie wołam o pomoc, ale chcę by wyłapano błędy, których ja nie widzę...
  • Canulas ponad rok temu
    A. Hope.S, widzisz, trzeba się skupić najlepiej na jednej rzeczy. U Ciebie sporo jest tych "jednych rzeczy". Najpierw proponuję ogarnąć poprawny zapis dialogów. Na portalu masz stosowny tutorial.
  • A. Hope.S ponad rok temu
    Canulas ten cudzysłów był błędem ze względu na to, iż prędzej pisałam monolog z " a jak wiadomo, czytelnik inaczej odpiera niż nadawca. Bardzo ci dziękuję za pomoc. ( gdybys widział moje pierwsze zapiski, to by nie jeden się w grobie przewracał) :D
  • Canulas ponad rok temu
    A. Hope.S, teraz zaczynałem w ten sposób. Pisz, poprawiaj, pisz. To trywialnie brzmi, ale jest owocne
  • A. Hope.S ponad rok temu
    Canulas dziękuje :D, już się staram jak mogę, ale jam to prosta baba, która dużo analizuje a sojego błędu nie widzi. Dzięx jeszcze raz. :)
  • A. Hope.S ponad rok temu
    Canulas dla mnie to nawet naparstka nadziei nie ma. Im więcej próbuje błędów zwalczyć, tym gorzej to wychodzi. Poddaje sie
  • Tanaris rok temu
    Bardzo fajny prolog. A co do reszty. Biedna Mia, jakie sobie zafundowała lądowanie... I co tak nagle wybiegła z lokaju? Będę kontynuować :D
  • A. Hope.S rok temu
    Dziękuję za miłe słowa :)
  • Canulas rok temu
    Tak mnie się teraz przypomniało, bo pamiętam, że zależało Ci na drobnych korektach. To myślę, wejdę, obadam i... psikus. Za mocno nie naprawione ;)
    Pozdrox
  • A. Hope.S rok temu
    Can. miło że zajrzałeś i dobre chęci, szanuję. Ale nie opłaca mi się go tutaj poprawiać, ponieważ nie ma dla kogo ani nie widzę powodu by wstawić więcej już po fachowej korekcie :) jak zauważyłeś, zostały tylko 8 pierwszych rozdziałów dla wkurzenia oka idealistów :)
    Również pozdrawiam. :D
  • Canulas rok temu
    A. Hope.S, nie no ok. Rok jakoś będzie, kiedy utraciłem idealistyczne podejście i zapał do zbawienia świata, więc mnie lotto. Ot tak stricte ciekawostkowo piszę
  • A. Hope.S rok temu
    Canulas tu drogi Can nie miałam myśli o tobie :D
    Ale kto wie??? Może wyskoczę z jakimś głupim wierszykiem i ekstra popełnianymi błędami??? nie ma to jak wysłuchanie obelg i być wyzwaną… Bardzo trzymająca mnie w śmiechu atmosfera :D
  • Canulas rok temu
    A. Hope.S, no taak, pamiętam, ale wiesz, ja nie o tym ;)
  • A. Hope.S rok temu
    Canulas No przecież że nie i to również wiem :D
  • akwamen rok temu
    A. Hope.S to Ty jeszcze nie siedzisz?! :)
  • A. Hope.S rok temu
    akwamen No kurczaki... dziwne co nie? sama tego nie rozumiem. :D
  • akwamen rok temu
    A. Hope.S a czany tany chyba wertuje KK aby znow wieczorem zabłysnąć jakimś paragrafem ha, ha
  • A. Hope.S rok temu
    akwamen O ile nie potknął się ze strachu o własne nogi . Mi to rybka co on teraz robi. Ja dowody jak i świadków mam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania