Poprzednie częściZaskakujące Lądowanie rozdział 1  

Zaskakujące Ladowanie rozdział 2-5

2

Samuel

Co za kobieta?! Muszę przyznać, że bardzo apetycznie atrakcyjna. Włosy krótko ścięte, sięgające do jej idealnie zarysowanej brody, grzywka pod ukos przyklejona przez deszcz do czoła. Ciemne blond włosy z odrobiną jasnych pasemek, szare oczy, długie czarne rzęsy, zgrabny nos z lekko uniesionym w górę czubkiem i te pełne malinowego koloru usta, mógłbym je całować bez końca. Jest jedną z tych dziewczyn, które wyglądają naturalnie. Niższa ode mnie, ale to tak, jak większość ludzi. A może tylko mi się zdaje, ponieważ mam metr osiemdziesiąt pięć wzrostu. Najbardziej przyciągnęła moją uwagę jej figura. Nie za chuda i nie za gruba, ale wręcz idealna, by można solidnie chwycić za boki… Mój kogut w spodniach napręża się na samą myśl, co mógłbym z nią zrobić. Wrrrrr…

W momencie, kiedy zauważyłem, jak opiera się o drzwi wiedziałem od razu, że wyląduje na swoim okrągłym tyłeczku. Gdy nasze spojrzenia spotkały się to wiedziałem od razu, że chcę ją poznać. Tylko moja gęba nie wie, kiedy ma się zamknąć. Jestem przekonany, iż ostatnie słowa musiały być powodem jej dyla. Szkoda, że nie mam zielonego pojęcia dlaczego? Teraz nie ma szans, aby się w piątek pojawiła. Jestem wpieniony sam na siebie. Dziewczyna cudownie umiliła mi przedpołudnie, a ja to tak w mistrzowski sposób spartoliłem. - Baran z ciebie Sam!

Biorę pozostawiony koktajl i wypijam jednym duszkiem. W tym momencie iskierka nadziei podsuwa mi pomysł. W końcu ona umiera na samym końcu. Z pustą szklanką i twarzą dziewczyny przed moimi oczami kieruję się ku ladzie, by utrwalić mą fascynację jej osobą w nowej miksturze.

3

Mia

O mój Boże! Co to było?! Nie, to mnie przerasta. Nie mogę pozwolić, aby ON miał taką kontrolę nad moją osobą. Tym bardziej że minęły już trzy lata.

Wchodzę do mieszkania, wieszam kluczyki na haczyk przy garderobie, znajdującej się po prawej stronie. Natomiast w pomieszczeniu po lewej jest łazienka. Ściągam buty i kieruję się przez pokój gościnny do sypialni, aby przebrać przemoczone ubrania. Zrzucam mokre ciuchy i zakładam suchy materiał. Idę do kuchni, otwieram lodówkę, biorę ser, szynkę i Remoulade. Tak, wiem, jest gorsza od czekolady, ale nie mogę oprzeć się jej smakowi, ponieważ jest pyszny. Uzbrojona z kanapką w ręce siadam na kanapie i rozglądam się po pokoju. Białe ściany, bez żadnych obrazów, czy innych chociażby najmniejszych dodatków. Na wprost balkon, z lewej TV, a po prawej komoda i dwa średnie kartony, które kłują mnie w oczy. Przede mną stoi mały stolik kawowy. Wstaję, podchodzę do pudeł, otwieram je. 'I gdzie ja mam to wszystko upchać?' Myślę. W komodzie nie ma miejsca, szafa w sypialni pełna, nie ma mowy, żebym mogła to wszystko poukładać w otwartym regale.

Wracam na kanapę i koncentruję się nad kanapką.' Mam, Ha!' – Przyszedł mi pomysł. Zrywam się na równe nogi. Wyciągam zawartość dwóch kartonów i sortuję. Numer jeden – przydatne, numer dwa – mało przydatne, numer trzy – do śmieci. Po zakończeniu sortowania wstaję z podłogi, by zobaczyć efekt końcowy. Od razu rzednie mi mina i stwierdzam, że z tej hołdy rzeczy, trzy są nieprzydatne. Dlaczego mam tego aż tyle? – Pytam samą siebie. Zaczynam sortowanie od nowa.

Znowu to samo.

– Ok, skup się! Tylko to, co potrzebujesz – mówię sama do siebie, podejmując kolejną próbę. Im więcej się zastanawiam, tym większego dostaję szału.

– A w dupie to mam – krzyczę i wrzucam wszystko z powrotem do kartonów. Odstawiam je w kąt, wyciągając do nich język. Jutro też jest dzień, bym mogła się tym zająć. 'Tak jak był wczoraj, w tamtym tygodniu i dwa tygodnie temu.'

Słońce powoli chowa się za blokami i zaczyna zapadać zmrok, więc zaciągam rolety. Myślami wracam do chłopaka z baru. Wiem, że nie był temu winien, iż jego słowa wyprowadziły mnie z równowagi. Natomiast muszę przyznać, iż jest bardzo urodziwy. Kieruję się w stronę łazienki, aby wziąć prysznic.

Z umytymi zębami, obwinięta w ręcznik wracam do sypialni. Otwieram szafę, wyciągam moją letnią piżamę z Myszką Miki. Przy okazji przygotowuję ubrania na jutrzejszy dzień, ciemne jeansy z dziurami na kolanach i fioletowa bluzka z napisem ‘Nic nie powiem, ale to, co myślę jest okrutne.’ Uwielbiam moją bieliznę. Przeważnie są to komplety z koronki w wielu kolorach, ale również gorsety, których już nie zakładam, z jego winy – dodaję w myślach. Wybraną garderobę kładę na krześle przy biurku, na którym leży laptop.

Moje mieszkanie jest małe, ale z odrobiną kreatywności można je dobrze urządzić, dlatego w sypialni znajduje się tylko trzydrzwiowa szafa z lustrem, obok regał z książkami, biurko, szafka nocna i łóżko, którego za nic w życiu nie wymienię na inne. Biorę telefon i sprawdzam, czy mam jakieś wiadomości lub nieodebrane połączenia. Nic. Wcale się nie dziwię, istnieją tylko trzy osoby, które znają mój numer – mama, brat oraz szef. Dlatego nie potrzebuję komórki w pracy. Sprawdzam budzik, po czym odkładam komórkę na bok. Zapalam małą lampkę nocną, chwytam książkę „After Truth” i kładę się do łóżka.

Budzę się zalana potem, serce wali mi, jak szalone. To był sen, tylko sen. Łapię za telefon, widzę, że jest dopiero 6:07. Wypuszczam powietrze i myślę, jak długo będzie jeszcze trwało to nękanie. Nie ma mowy, bym zasnęła, więc podnoszę się z łóżka i idę pod szybki, zimny prysznic. Ubieram się, wypijam w spokoju moją porcję kofeiny. Gotowa do startu zamykam drzwi za sobą. Nagle słyszę, jak ktoś zbiega po schodach.

– O! Mia! Hej, co ty tu robisz? – Wita mnie ktoś, a ja odwracam głowę w stronę, skąd dochodzi znajomy ton. Czuję się jakby, ktoś walnął mnie węglarką w łeb. Samuel.

– Hej? Yyy, mieszkam tu? – Raczej brzmi to, jak pytanie niż stwierdzenie.

– Poważnie? – pyta zaskoczony odpowiedzią.

– Nie na niby, szukam zgubionego wibratora – odpieram opryskliwie, a za chwilę w myślach daję sobie lep w czoło.

– I co? Udały się poszukiwania? – docieka z uśmiechem na twarzy. – Jak długo już tu jesteś? – dodaje.

– Od prawie miesiąca – odpowiadam.

– Bingo! Pan Rotmayer wyprowadził się jakieś dwa miechy temu. – Klepiąc się w czoło, jak ja wcześniej w myślach.

– A ty, czego zapomniałeś? – Oddaję pałeczkę.

– Tak się składa, że niczego i wygląda na to, że jesteśmy sąsiadami. Mieszkam nad tobą – mówi z dumą.

Po prostu fantastycznie! Niech ktoś zepchnie mnie ze schodów. Nie dość, że wpadłam tyłkiem do jego baru, to jeszcze jest moim sąsiadem!

– Właśnie spełniło się moje marzenie – warczę pod nosem.

– Serio?- Słyszę nadzieję w jego głosie. Patrząc na niego, podnoszę jedną brew do góry.

– To oznacza- NIE- mam rację? – Widzę, jak barki chłopaka opadają w dół.

– Brawo, bystry jesteś. Myślałam, że po wczorajszym dniu nie będę cię musiała więcej widzieć. – Kwituję mu.

– Oznacza to, że nie miałaś zamiaru przyjść na otwarcie Samtajl-baru? – Słyszę, że jest zawiedziony. Robi mi się trochę przykro, ale nie potrafię, nie mogę…

– Ooo, teraz tym bardziej nie postawie nogi w twoim barze. – Odwracam się na pięcie i schodzę po schodach.

– Mia! Czekaj. Powiedz mi tylko, dlaczego? – pyta głośniej, schodząc za mną. Myślałam, że po nocnym koszmarze będę miała o wiele lepszy start w nowy dzień. Ha, koń by się uśmiał!

Wkurzona obracam głowę i mówię do niego.

– Słuchaj Samuel, jesteś miły, zabawny i pomocny, ale po wczorajszym lądowaniu na twojej podłodze jest mi strasznie głupio. Teraz okazuję się, że mieszkamy na tej samej ulicy, w tym samym bloku i do tego jeszcze w tej samej klatce schodowej. Dzwoni? – pytam, a on stoi zamurowany na jednym ze stopni.

– I to jest powód? – dopytuje z miną na twarzy, jakby właśnie wszedł w psią kupę i zaczyna się głośno śmiać. – Boże, ale ty jesteś słodka!

– Grrrr…! – Odwracam się i uciekam do pracy.

Idąc ulicą wzrok mam wbity przed siebie. Baaa! Jak on może mnie nazwać słodką i się wyśmiewać?! Jakim cudem...? Ach brak mi słów. Gdyby tego było mało, wyglądał dzisiaj, jak z reklamy Pepsi, brakowało jedynie rozpiętych guzików koszuli. Nie! Muszę go trzymać z daleka od siebie. Znajomość z nim oznacza tylko kłopoty… kłopoty dla mnie. A zwłaszcza teraz, gdy toczę walkę z samą sobą. W sumie nie powinno być to aż tak trudne, ponieważ od jutra otwiera swój bar, więc szanse, aby zamienić z nim słowo, są bliskie zeru.

– Poczekaj! Idziemy w tym samym kierunku. – Słyszę głos Samuela za plecami. Tyle na temat "szans bliskich zeru."

– Widzę – burczę, przyśpieszając kroku.

–Ciężka noc? Albo boli cię jeszcze tyłek? – pyta.

'Mogę prosić o taśmę klejącą, aby zakleić mu dziób?'

–Tak.

– Tak, ciężka noc, czy tak, boli tyłek? – ciągnie dalej.

– Tak i tak. Może teraz przestaniesz gadać? Przygotowuje się psychicznie i fizycznie na kolejny dzień pracy, a ty mi w tym przeszkadzasz – warczę.

- Okej, okej, kapuję. - Podnosi dłonie w kapitulacji. Milcząc idziemy obok siebie. Zadowolona klepię się w myślach po plecach.

– Co wczoraj zrobiłem nie tak, że zerwałaś się, jak poparzona i uciekłaś? – Chce się dowiedzieć.

Naprawdę? Chłopak nie ma obaw o swoje klejnoty?

– Nie rozumiesz, że nie mam ochoty rozmawiać?! – syczę.

– Ok. W takim razie musimy się pospieszyć. Ty, bo możesz się spóźnić do pracy, a ja, bo mogą wykupić mi wszystkie ulubione drożdżówki.

Kopara opada mi w dół. Drożdżówki? Serio?

– Drożdżówki? Dlatego wychodzisz po nie o 7:30? – pytam zaskoczona.

– Yep. – Szeroko się uśmiecha. – Zdarzyło się, że piętnaście minut po dostawie było już wszystko wykupione. Jadłaś kiedyś wypiek z Mr. Muffin? Bułki są przepyszne, a drożdżówki palce lizać - opowiada z takim zachwytem, że moje kąciki ust lekko drgają w górę.

– Ja za to preferuję Lidl’a – burczę.

– Kupię ci coś na spróbowanie i się przekonasz, że wypieki z tego miejsca naprawdę potrafią zgwałcić umysł – odpowiada z szerokim uśmiechem.

– Gwałtem umysłu przez wypiek nie jestem zainteresowana. Nie dziękuję.

– To nie, więcej dla mnie – mówi, puszcza mi oczko, nachyla się w stronę mojego ucha, po czym dodaje – Nie wiesz, co tracisz.

– Muszę tutaj odbić. – Przymierzam się do przejścia na drugą stronę ulicy.

– Pa, pa sąsiadko! – woła za mną. Tyłem odwrócona do niego podnoszę rękę i idę dalej.

 

4

Samuel

 

Nie wierzę! Mia to moja sąsiadka! Głupim można być, ale szczęście trzeba mieć! Idę do Mr. Muffin i śmieję się jak głupi do sera. Mój instynkt hieny został właśnie włączony i zrobię wszystko, nawet pójdę po trupach, aby ją lepiej poznać. Najpierw muszę dowiedzieć się, co wywołało u niej tę reakcję. Coś, co powiedziałem, wytrąciło ją z równowagi, tylko co?

Wchodzę do piekarni, kupuję swoje ulubione wypieki: trzy bułki, cztery drożdżówki o różnym nadzieniu i pączka dla Mii. Każda kobieta uwielbia słodkości. Uśmiech maluje mi się na twarzy, kiedy wyobrażam sobie, Mię wbijając swoje zęby w miękkie drożdżowe ciasto, a marmolada wypływa jej z kącików ust. Mhmm… Shit! Znowu jestem twardy. I to cholernie twardy. Żadna kobieta nie zrobiła na mnie takiego wrażenia na samą myśl o jej ustach. Nawet byłem taki podniecony, kiedy mogłem po raz pierwszy zamoczyć. Dopiero później zdałem sobie sprawę z tego, co tak naprawdę mnie pociąga. Tak, przyznaję, lubię seks z papryczką, ale nie Chilli, ani Wasabi. Czasem lubię odrobinę tabasco, ale z umiarem. Ciekawe czy Mia jest ostra w łóżku? Po jej wyglądzie nie potrafię tego jednak stwierdzić. Zauważyłem jednak, że dzisiaj w rozmowach ze mną, w porównaniu do wczoraj strasznie tryskała jadem. 'Może wstała z butem na opak?' czort go wi.

Przed powrotem do domu zatrzymuję się jeszcze w jednym sklepie z artykułami przeznaczonymi dla barów i restauracji. Mają wszystko, czego tylko dusza zapragnie, nawet i srajtaśmę, a ja potrzebuję coś do dekoracji stolików. Po dwóch godzinach szperania palcami grzebalcami, wychodzę pełen pozytywnej energii z trzema pełnymi kartonami. Tylko wałkiem takim, jakim ja jestem, muszę skołować sobie taxi, przecież nie będę tego taszczyć taki kawał do baru, w dodatku sobie teraz mielę dynię, jak najlepiej zaprezentować moje zakupy, kiedy wraz dostaję olśnienie roku.' Ha! To będzie zabawne.' Złośliwy uśmieszek pojawia się na mojej twarzy. He, He

 

5

Mia

 

Wracając z pracy, omijam bar Samuela szerokim łukiem. Nie obchodzi mnie, czy w nim jest, ale lepiej, aby nasze drogi się dzisiaj nie skrzyżowały, ponieważ nie ręczę za siebie.

Stojąc już pod moim blokiem, otwieram skrzynkę na listy, aby sprawdzić, czy dostałam miłosne ulotki reklamowe. Jakaś tam kartka jest. Otwieram i czytam „Jutro o 20: 00 w moim barze, inaczej sam cię do niego zaniosę… wiem gdzie mieszkasz.” Bez podpisu. - Really? Samuel ty… brak mi argumentów do tego typa! Naprawdę. Chcąc włożyć kluczyk do zamka, zauważam na klamce małą jednorazową torebkę, a na niej napis „Smacznego - Twój sąsiad.” Grrr, biorę ją z klamki, otwieram drzwi. Automatycznie wieszam klucze, ściągam buty i zaglądam do środka mojego prezentu. W nim jest jeszcze jedna torebka, papierowa, którą rozchylam i..... trafia mnie szlag. 'Pączek?' Czy on w ogóle wie, co on robi? Chce przez to powiedzieć, że...?

Niech tylko capnę tego barana, a przekonam go jak grubo, głęboko, szeroko …

Rozlega się głośnie pukanie do drzwi. Z impetem je otwieram i widzę zadowolonego z siebie Samuela, lecz w ułamku sekundy rzednie mu mina. Rzucam torebkę z zawartością prosto w jego wizaż, ta odbija się i spada mu pod stopy.

– Zeżryj to sobie sam! Wiem, że jestem gruba, ale to nie moja wina! – ryczę na całe osiedle. Zatrzaskuję drzwi przed jego nosem, a powstrzymywana tama puszcza. Zaczynam cicho szlochać, nogi się uginają i zjeżdżam po drzwiach w dół. Podnoszę rękę do ust, aby powstrzymać odgłos płaczu.

Istne piekło.

Następne częścizaskakujące Lądowanie rozdział 6-8  

Średnia ocena: 3.2  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz ponad rok temu
    Mia i Samuel. Z werwą pisany romans, całkiem niezła obyczajówka.
    Tylko czemu dialogi w cudzysłowach? Ciężko się czyta takie ometkowanie.

    Pozdrawiam:)
  • A. Hope.S ponad rok temu
    Dziękuję. A cudzysłowie… no nie wiem, jakoś tak wypadło. Ale mam nadzieje że zainteresuje czytelników.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania