Poprzednie częściZaskakujące Lądowanie rozdział 1  

Zaskakujące Lądowanie rozdział 56

56

Samuel

 

Zaprowadzam Mię pod drzwi podziemnego biura. Karin upewniła mnie, że zadba o nią. Jeżeli słoneczko myślało, że blefuję z wczesnym zamknięciem lokalu, to się przeliczyło.’ No a jak bym go zamknął! ‘ Przynajmniej mógłbym w końcu z niej wyciągnąć, co ją gryzie.

Na szczęście mam już małą wprawę i umiem rozpoznać, kiedy zaczyna wpadać w panikę, chociaż barwa jej twarzy wskazywała na więcej niż dreszcze i pot. Niosąc ją na rękach na taras, który głównie służy do składowania piwa beczkowanego i butelkowanego, przygotowywałem się psychicznie na coś o wiele gorszego.

Wchodzę za ladę, omijam mojego przyjaciela, by zorientować się w zamówieniach i potrzebuje jedynie milisekundy na ogarnięcie karteczek.

Mieszam jeden koktajl za drugim, nalewam kieliszek po kieliszku oraz odstawiam na tacę kufel za kuflem. Robię to mechanicznie, ale tak naprawdę myślami jestem przy moim skarbie. Nie wiem, ile upłynęło czasu, ale biorąc kolejny zapisek do rąk, nic z niego nie rozumiem. Czuję klepnięcie w ramię…

– Co jest? – warczę, nie odrywając oczu od świstka.

– Ehmmm Sam? To nie jest zamówienie, tylko dzisiejszy utarg – oznajmia mi Kai.

WTF…

Jak poparzony puszczam papier. ‘NO WAY!’ Podnoszę wzrok na lokal. Dziewczyny zajmują się krzesłami, chłopcy stołami. Odwracam głowę do Kaia, a później jeszcze raz wracam spojrzeniem na końcową sumę kasy. 11.986 Euro.

– Mega, co nie? – pyta mnie przyjaciel, na co marszczę brwi.

– Już zamykamy? – dopytuję, będąc jeszcze w transie.

– Koniec zmiany. Feierabend, End of working Day. Mega kasa! – odpiera przyjaciel z dumą. Kiedy ten czas minął? Jak się czuje Rysiu? Oblewa mnie fala gorącego potu.

– Mia! – szepczę. Muszę jak najszybciej do niej pójść i zobaczyć jak się czuje. Startuję z miejsca, już chcę ominąć Kaia, ale on łapie mnie za barki.

– Hej, Sam! Tsunami śpi. Tom jest przy niej. Luzik. Teraz siadaj na dupę i napij się zimnego piwa – mówi spokojnym głosem, podwyższając mi tym ciśnienie.

Mam usiąść i napić się browca, kiedy Mia cierpi piętro niżej? ‘Ma on mózg?!’

– Muszę do niej... – Chcę się wyrwać, lecz ziomek mi nie pozwala i przerywa.

– Sam! Rozumiem cię nawet lepiej niż ktokolwiek inny, ale usiądź na sekundę. Wiesz w jakim byłeś transie? Musiałbym dać ci puchar. Ukradłeś mi całą robotę i nie pomyliłeś ani jednego zamówienia. Mnie się to przytrafiło dzisiejszego wieczoru z pięć razy. Gratulacje stary. Po piętnastu minutach od twojego przyjścia zostałem bez roboty, byłeś jak maszyna ziom! – klepie mnie po plecach. – W tym czasie byłem u Mii trzy razy, pomogłem w kuchni, a ty nawet nie zauważyłeś mojej nieobecności? Dobry z ciebie gościu – informuje, kierując mnie w stronę tronu mojej damy, na którym zajmuję miejsce.

– Że co? – dopytuję zaskoczony kumpla, który ciężko wzdycha, odwraca twarz lekko w lewą stronę i woła na pół pomieszczenia.

– Noel! Piwo dla szefa i krzesło dla mnie! W podskokach! – Odwraca się znów w moją stronę, patrząc mi głęboko w oczy. – Zasłużyłeś na nie, bro. – Klepie mnie po barku. Protest nie ma sensu. Poddaję się, choć chęć bycia przy mojej miłości jest większa, tak w tym momencie nie mam żadnych szans.

Noel podaje mi otwarty browar i daje nogę. Jesteśmy sami. Upijam łyk zimnego chmielu.

– Zadowolony? – Prowokująco patrzę barmanowi w gałki oczne.

– Jo – ćwierka kumpel. Automatycznie przekręcam oczami. Mia musiała zakazić wszystkich tym swoim ‘Jo’.

– To przestań się na mnie patrzeć, jak na Gucia – warczę. Facet puszcza moje barki, prostuje się i przysuwa sobie drewniane siedzenie przyniesione przez kelnera. Siadając kuprem na krześle, splata dłonie na klatce piersiowej, przyglądając mi się łagodnym spojrzeniem. Od czasu, kiedy go znam, takie miękkie spojrzenie ma przeznaczone dla dwóch kobiet, które darzy uczuciami. Sorayi i Sabriny, dlatego przeczuwam, co nadejdzie.

– To nie pierwszy raz, kiedy nasze małe Tsunami było w takim stanie. Mam rację? – To nie było pytanie, lecz stwierdzenie faktu, na które nie daję odpowiedzi, tylko upijam łyk piwa nie spuszczając przemądrzalca z oka.

– Też tak myślałem – stwierdza, a ja dalej siedzę cicho. Nie powinno go to obchodzić, z czym dziewczyna walczy. Ta sprawa jest między mną i Mią. Odstawiam butelkę na znajdujący się za moimi plecami regał ze szkłem.

– Mam inny problem – zaczynam. – Mii brat za tydzień wyprawia swoje osiemnaste urodziny i jesteśmy zaproszeni na imprezę. Potrzebuję wolny weekend. – Zmieniam temat, mając nadzieję wzbudzenia w nim zainteresowanie, lecz Kai unosi prawą brew. Nie znoszę, kiedy to robi!

– Widzę, że nie chcesz puścić pary z pyska na temat tego, co się dzisiaj wydarzyło, ale jak tak bardzo chcesz zmiany tematu… Proszę bardzo. Niby, jaki w tym problem, abyś musiał zrezygnować z tej imprezy? – pyta od niechcenia.

A już myślałem, że dostanie zajęczych uszu. Pech dla mnie. Podnoszę rękę, masując palcami czoło, jestem winien mu jakąś odpowiedź, której sam nie znam. Mało tego potrzebuję od niego rady, bo nie mogę puścić Mii samej do jej brata. To jest pewne, jak Amen w pacierzu.

– Słuchaj Kai, ja sam nie wiem, co było grane z Mią, Ok? Nie zdążyłem się jej zapytać, ponieważ potrzebowałeś pomocy. Dlatego to jest tym cholernym problemem, co mnie martwi, że nie będę mógł towarzyszy Mii na – Robię rękoma w powietrzu gest wskazujące cudzysłów i ciągnę dalej – Partyyy, jak Jul to oznajmił przez telefon. Mam trzy opcje i mam nadzieje, że do trzeciej nie dojdzie – zwierzam się przyjacielowi.

– Jul? Co to za imię? – śmieje się, podnosząc mi tym jeszcze bardziej ciśnienie.

– Julian dupku! Mia dała mu taki skrót – warczę.

– Ok? I co dalej? – Mój rozmówca chce stłumić rozbawienie, lecz ciężko mu to wychodzi. Ja nie widzę w tym skrócie niczego zabawnego.

– Przestań się śmiać i słuchaj! Nie wyrabiasz za barem i albo przeszkolimy Noela w mieszaniu drinków, albo będę musiał kogoś zatrudnić, a to są koszty, dobrze o tym wiesz. Trzecia opcja jest, że ja zostaję tu, a Mia pojedzie sama, ale ja nie chcę, a przede wszystkim nie mogę zostawić jej samej – informuję kumpla. Zapada cisza. Niepokoi mnie jego czujne spojrzenie. Po krótkiej chwili Kai pochyla się do przodu.

– Nie chcesz jej samej puścić, bo się boisz o konkurencję, albo, tego, że wpadnie w kolejną panikę? – pyta śmiertelnie poważnym tonem. Na szybciora szukam jakieś głupiej wymówki, ale i tak oboje o tym wiemy, że nie potrafimy siebie oszukać. Nie mogę wydać tego, jakie ma kobieta problemy. Ona mi ufa.

– To nie jest proste, już ci to wczoraj mówiłem. Dlatego pomóż mi wybrać jedną z dwóch opcji. Tsunami na mnie liczy. Rozumiesz? – pytam go z nadzieją, chwytam za stojącą za mną butelkę i upijam kolejne łyki piwa.

– Najpierw porozmawiaj z Mią stary. Ja wiem, co wywaliło ją z systemu i dostała resetu. A jutro po zebraniu podzielę się moim pomysłem. Zanotowane? – informuje. Kai wie...? Mój żołądek robi salto. Zeskakuję z krzesła, a trzymana w ręku butelka wypada mi z rąk.

– Co wiesz?! – Podnoszę głos. Robi mi się niedobrze, że on wie więcej niż ja. Czuję się zdradzony przez moją pańcię, a ten cwel ma czelność w milczeniu się na mnie ślepić!

– Kai, wypluj to z siebie do cholery! Co ci powiedziała? – Robię krok w jego stronę.

– Uspokój się bro. Musisz sam z nią porozmawiać. Więcej ze mnie nie wyciągniesz – stwierdza. Jak kocham moje Audi zaraz sklepie Kaiowi blachę! Zaciskam pięść, złość ogarnia moje ciało, krew w żyłach zaczyna się gotować. Nie obchodzi mnie, że jest moim przyjacielem. Robię jeszcze jeden krok w jego stronę. Kai musiał przeczuć, co zaraz nadejdzie, ponieważ podnosi się z mebla, patrząc mi wyzywająco w gały.

– Pięść nie pomoże ci w rozwiązaniu stanu Mii, dobrze o tym wiesz. – odpiera. Schyla się po butelkę rozlanego już na podłodze browaru. Ma rację, wypolerowanie mu maski nie pomoże mi w tej sytuacji. Rozluźniam napiętą pięść, opieram się obydwoma dłońmi o ladę, głowa opada mi w dół i nabieram zrezygnowany powietrza. Oblewa mnie poczucie winy, że może ja jestem powodem jej dziwnego zachowania po naszym pierwszym współżyciu. Byłem brutalny? Zawiodłem ją? Oczekiwała ode mnie czegoś lepszego? Jestem w łóżku aż takim zerem? Może nie poświęcam Mii tyle czasu, ile potrzebuje?

Męska dłoń klepie mnie w plecy.

– Nie myśl tyle, bo śmierdzi sianem. Idź po nią i jedźcie do domu. Widzimy się o piętnastej. Zamknę bar – mówi barman.

– Dzienx bro. – Prostuję się, a w drodze do biura mówię jeszcze szybkie Narson, po czym otwieram jaskinię i schodzę w dół.

Tom siedzi na obrotowym krześle obok przykrytej kocem śpiącej Mii. Dziewczyna nabrała normalnego koloru, ale rozmazany tusz na jej twarzy świadczy, że płakała. Serce mi mięknie, widząc ją w takim stanie.

Kucharz podnosi na mnie wzrok przepełniony pierw współczuciem, a zaraz potem wyrzutami za jej stan, lecz siedzi cicho, następnie opuszcza spojrzenie na Tsunami, głaszcze jej dłoń, wstaje i całuje w czubek głowy.

– Dobranoc Mia. – szepcze. Powinienem poczuć ukłucie zazdrości na czuły gest mistrza noża, ale nic, kompletnie nic się nie dzieje. Tom prostuje się, robi dwa kroki i dwa razy klepie mnie po barku.

– Do jutra Sam… Uważaj na nią. Coś ją dręczy i tłumi to w sobie. Pierwszy raz widziałem ją w takim stanie i nie wskazuje on niczego dobrego. – oznajmia mi. ‘ Jakbym sam o tym nie wiedział, Dziękuję ci za info.’ Wiem, że coś ją męczy, gdyby jeszcze otworzyła buzię i wykrztusiła, co leży jej na duszy, może udałoby mi się zapobiec tej panice. Ale nie! Moja dama musi wszystko w sobie trzymać, a później jest jak tykająca bomba. Czekasz, kiedy wybuchnie!

– Twoje milczenie wskazuje na to, że to nie pierwszy raz – czy kuzyni zawsze muszą trafić w sedno sprawy?

– Dziękuję wam, że się o nią martwicie, ale ja sam nie mam pojęcia, co to było. – Staram się ominąć temat. Tom podnosi brwi do góry. O nie! On Też?!

– Jak uważasz, ale powiem ci jedno. Ona jest dla nas jak słońce i burza w jednym. Dbaj o nią. Jeśli ją skrzywdzisz, nie masz do czynienia tylko ze mną, ale całą załogą. Dotarło? – grozi. Kto tu mówi o skrzywdzeniu Mii? Mój kumpel bierze swoją rękę z mojego barku i klepie płaską dłonią dwa razy w ryło.

– Super. Do zebrania Brutus – żegna się i opuszcza pomieszczenie.

Podchodzę do kobiety, klękam przy niej. Opuszkami kciuka głaszczę jej śliczną twarz.

– Tak bardzo cię kocham, a ty mi o niczym nie mówisz… Czemu?

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Margerita 2 tygodnie temu
    pięć Sam musisz w Mię wspierać
  • A. Hope.S 2 tygodnie temu
    dzięki.
  • yanko wojownik 2 tygodnie temu
    Ludzie wracają, teksty wracają - a może to złudzenia?
  • A. Hope.S 2 tygodnie temu
    Złuda - na stronę cię proszę - wiesz gdzie. W PODKSOKACH!
  • yanko wojownik 2 tygodnie temu
    A. Hope.S, ale ja byłem:) To nagłe jest uczucie -taki atak jego.
  • A. Hope.S 2 tygodnie temu
    yanko wojownik taaaaaa, rozumiem doskonale. :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania