zaskakujące Lądowanie rozdział 6-8

6

Samuel

Ze szczęką otwartą na oścież stoję jak sparaliżowany idiota. Co to do diaska było?

Takiej reakcji na pączka jeszcze w życiu nie widziałem. Halo? Kto nie lubi tego wypieku? Ja sam nie mogę się im oprzeć.

Ponownie pukam do drzwi

– Mia? – mówię cicho. Nic. Próba numer dwa. – Mia? – Tym razem trochę głośniej. Zero reakcji. Trzaskam dłonią o drzewo.

– Mia! Otwórz te cholerne drzwi! – Dalej nic. Zaczynam walić pięścią i krzyczę.

– Na Boga, otwórz je, bo przysięgam…

– Zostaw mnie w spokoju. – Słyszę jej zapłakany głos. Serce łamie mi się na kawałki…

– Proszę, otwórz… Porozmawiaj ze mną – mówię błagalnym tonem.

– Odejdź, nie chcę… dam sobie radę... już nie raz musiałam… – Jej głos jest coraz cichszy.

Boże, co ja narobiłem?! Chwytam się za włosy i zaczynam chodzić z jednej strony na drugą. O nie! Nie poddam się.

Pukam ponownie.

– Mia, proszę. Słyszę, że nic, ale to kompletnie nic nie jest ok. Nie rozumiem, z czym dasz sobie radę. – Cisza. Siadam z głową opartą o jej drzwi i czekam. Dwie minuty, pięć, później dziesięć, ale one pozostają zamknięte.

Chociaż próbowałem z nią porozmawiać ani słowem się nie odezwała.

– Powiedz chociaż, czy żyjesz. – Nadal zero odzewu. – Muszę wiedzieć, czy mam zadzwonić po zakład pogrzebowy i mieć cię na sumieniu – dodaję zrezygnowany.

– Idź sobie. – Słyszę mamrot, który dochodzi zza drzwi.

Biorę głęboki oddech i wstaję, nic innego mi nie pozostało. Za godzinę mam spotkanie z moim zespołem. Trzy kelnerki, barman i najlepszy kucharz specjalizujący w Fastfood-ach, jakiego znam. Teraz przynajmniej wiem, że Mia ma ze mną jakiś problem i zrobię wszystko, aby się dowiedzieć, gdzie on tkwi.

7

Mia

 

Rano patrząc w lustro, odczuwam znów ten wstręt. Wstręt do samej siebie, do osoby, która do tego doprowadziła. Szybko się ubieram, aby zakryć to, co tylko dane mi jest ujrzeć. Już nigdy nie będę normalna. Nikomu! Nikomu nie zaufam! Łzy napływają mi do oczu. Zamykam je, staram się zdusić w sobie te emocje, które głęboko we mnie siedzą. Głęboki wdech i liczę do pięciu. Raz… Dwa… Trzy… Cztery… Pięć… Uff! Lepiej!

Uzbrojona w kluczyki, dowód osobisty i trochę drobnych pieniędzy szykuję się do wyjścia. Przyciskam ucho do drzwi i słucham, czy coś się na klatce schodowej dzieje. Cisza. Przeklinam w myślach za brak wizjera w drzwiach. Patrzę na nadgarstek, na którym tkwi zegarek. 7:35. Muszę już wychodzić. Otwieram moje wrota, przechodzę przez próg, drzwi zatrzaskują się, a ja staję jak pręt wbity w beton.

Samuel siedzi na schodach z rękoma opartymi na kolanach i spuszczoną głową.

– Przepraszam za wczoraj – wita mnie cichymi słowami.

– Samuel… ja…, co ty… jak długo… – Próbuję coś powiedzieć, tylko mój umysł jeszcze nie wskoczył w tryb 'Czynne'.

– Wiem, że musiałaś sobie pomyśleć, że wyglądasz jak pączek i do tego wniosku doszedłem o czwartej nad ranem. Chciałem sprawić ci przyjemność, a nie przykrość. – Serce mi się prawie kraje, gdy słyszę jego słowa.

– Ja… to ja powinnam przeprosić i podziękować za miły gest, a nie… – Samuel zrywa się na nogi.

– Bullshit! Nie rób głupka ze mnie. Może znamy się dwa dni, ale mam oczy i widzę ten ból w twoim wzroku i na twarzy. Widzę, że się blokujesz i nakładasz maskę. – Robi krok do przodu, a ja odruchowo robię krok w tył i podnoszę rękę do góry.

– Zostaw! Ty nic nie widzisz i nie chcesz wiedzieć! – Odwracam się i zbiegam po schodach, w półbiegu kieruję się do pracy.

Przynajmniej nie przyszło mu do głowy, aby mnie zatrzymać.

Nie lubię osób, które próbują zajrzeć w głąb mojego JA, chcą szukać, węszyć. Nie bezpodstawnie jestem taką, jaką się stałam.

 

W pracy chłopcy mają ubaw, ale są dla mnie pewne granice. Dzisiaj tematem numer jeden jest seks. Nie, żebym miała coś przeciwko, ale gdy ktoś nie wie, kto stoi obok i z czym walczy, to myśli sobie, że jest to w porządku. No cóż… Zły temat na dzisiaj. Dlatego wycofuję się i blokuję otoczenie wokół mnie.' Nawet nie mają pojęcia.'

– Hej, Mia. A jakie ty lubisz pozycje? – pyta mnie Benni jeden z kolegów. Zdaje mi się, że może być przed trzydziestką. Miły, pomocny, ma żonę i dwie córki.

– Yyy, ja? Niech pomyślę – mówię i milknę, koncentrując się na dalszej pracy z nadzieją wyłączenia słuchu.

– No co ty Benni, każda kobieta lubi ostro od tyłu, Mia z pewnością też tak lubi – mówi Costa.

Costa lepiej zamilcz! - warczę w myślach.

– Nie lubię żadnej, dotarło? – Odwracam się, dając mu odpowiedź, przeszywam go mroźnym wzrokiem.

– Nie lubisz być brana od tyłu? – Tym razem to był Toni. 'Ich dzisiaj jednoznacznie Stróż opuścił.'

– Darujcie sobie pytania, na które i tak nie dostaniecie odpowiedzi – warczę do kolegów. Trzeba mieć naprawdę luźne klepki, aby mieć czelność pytać się o prywatne sprawy.

– Ok. Fani testosteronu. Wywiad został zakończony! – woła Hanna.

Hanna jest nie do opisania. Bardzo ją polubiłam już od pierwszej minuty naszej znajomości.

– Ja tylko pytałem – mówi Toni.

– I to pytanie poszło w gacie. Sama bym wam nie powiedziała, w jakiej pozycji posuwa mnie Matias – odpowiada opryskliwie koleżanka.

Na mojej twarzy pojawia się mały uśmiech. Tak zdecydowanie, to Hanna w swoim małżeństwie nosi spodnie na tyłku. Za to ją lubię.

– Ale wy kobiety jesteście mocno spięte – skarży się Benni.

I nadchodzi ta wiekopomna chwila, gdy widzę przed oczami czerwono. Paczkę, którą trzymam w ręce, opuszczam na stół, odwracam się do kolegów i powoli sycząc wypowiadam słowa, tak by wpoili sobie każdą jedną sylabę.

– Jeszcze jedno słowo, a przekonasz się, jak kobiety mogą być mocno ‘SPIĘTE’.

W hali robi się tak cicho, iż słyszę przez zamknięte okno ćwierkające ptaszki. Wszyscy z opuszczonymi głowami odwracają się, powracając do dalszego sortowania. Reszta dnia w pracy przebiega bez głupich komentarzy, tematów, czy docinek.

16:00. Przebieram się i wychodzę do domu. Specjalnie idę po przeciwnej stronie ulicy, na której znajduje się bar Samuela. Nie zachodzę nawet dwóch kroków, gdy słyszę jego głos.

– Mia! – krzyczy z przeciwka. 'Ożeż go w maskę!!!'

– Co! – odwołuję, ale z grzeczności staję w miejscu.

– Potrzebuję twojej pomocy, masz chwilę… – woła stojąc przy niskim murku przy wjeździe na parking baru.

– Nie, nie mam. Idę kupić sobie pączka! – Przerywam mu zdanie.

– Po wczorajszym dniu mnie nie oszukasz – oznajmia z dziwną miną na twarzy. - Ja naprawdę potrzebuję twojej pomocy - dodaje prawie zrezygnowanym tonem. Nie mam pojęcia, dlaczego jego żałosna postawa robi mnie mięczakiem.

Ruszam w jego kierunku, wchodzę na chodnik, ale nie zatrzymuję się, tylko obieram kierunek na wejście.

– Pomogę, ale nie myśl sobie, że zostanę na otwarciu – ostrzegam, mijając go. To od razu może wybić sobie z głowy.

– Też tak myślałem, że to powiesz, ale tu bym nie był taki pewien – mamrocze Samuel pod nosem.

– Baa! I to, jak jestem tego pewna. Najpierw musiałbyś przykuć mnie do krzesła – odpowiadam luźno.

– Jeszcze jest jedna opcja – droczy się.

– Niby jaka? – pytam z niechęcią. Czy mnie interesuje, co by zrobił? Ani tyci-tyci. I tak nie zostaniemy najlepszymi psiapsiółkami for ever, wymieniającymi się nawet majtkami.

– Zamknę cię w piwnicy – odpiera z uśmiechem, a ja na te słowa dostaję łopatą w łeb. Czuję, jak robię się blada i staję niczym słup w miejscu, Samuel kładzie swoje ręce na moich ramionach.

– Hej, Mia. To był żart. Wyluzuj, ok? – zapewnia ciepłym, zmartwionym głosem.

– Mhm – szepczę. – Ok. To, jaki jest ten problem? – dodaję odważniej.

– Czas goni, a stoły nie są jeszcze udekorowane i mam tylko trzy opcje do wyboru – oznajmia.

– No to pokaż, co masz, a ja ci doradzę – mówię, nie wiedząc, po co się w ogóle zgadzam.

– Na to liczyłem Mia. – Z ulgą w głosie bierze ręce z moich ramion. Przewracam oczami. Wchodzimy razem do baru, gdzie Samuel prowadzi mnie na zaplecze, w którym znajduje się coś ala kuchnia, a na jej blacie leżą trzy średniej wielkości pudła.

– Tak, więc... – Zaczyna chłopak, otwierając jedno z trzech. – Tu są kwiatki, kamyki, wazoniki i inne dekoracje. – Podchodzi do drugiego, klepiąc je. - W tym są obrusy, serwetki itd. - Wskazuje na trzeci karton. – A w nim świeczki w różnych kolorach.

– Ok – mówię, sprawdzając zawartość. – A twoje trzy opcje? – ciągnę temat w trakcie oceniania tych obleśnie wyglądających wazoników 'Ohyda, bleee'. Dlatego, że się nie odzywa, podnoszę głowę i widzę, jak patrzy na mnie niczym zagubiony chłopiec. Biorąc głęboki oddech, kładzie rękę na korku.

– Tylko się nie śmiej, ok? – Kiwam głową. – Dobra, opcja numer jeden: Mia mi pomoże, numer dwa: Mia wie, co z tym zrobić, numer trzy: Albo Mia mi pomoże i wybierze, albo mam puste stoły. – Opuszcza dłoń, patrząc na mnie z nadzieją. Spoglądam mu w oczy i muszę przyznać, że jest cholernie przystojny, a na dodatek strasznie słodki. Stoi tak, jak jakiś szczeniak szukający pańci. Zaczynam cicho chichotać z tego upodobnienia go do czworonoga.

– Z czego się śmiejesz? – pyta zawstydzony.

– Z ciebie – oznajmiam, pokazując na niego palcem. – Wyglądasz właśnie, jak szczeniak szukający pańci - mówię, co myślę, a za chwilę wybuchamy śmiechem.

– Fajnie, że porównujesz mnie do psa – stwierdza.

– Pomyłka. Do szczeniaka, a to duża różnica. Małe pieski są słodkie, a duże psy do… – Robię gest, unosząc palec do otwartej buzi na znak rzygania, przez co Samuel parska śmiechem.

– Za to ty przypominasz mi kocice z wyciągniętym pazurem – odpowiada cały zadowolony.

– Nawet nie wiesz, ile w tym prawdy… – W szoku zamykam dziób.

– Tak pani, drapnij mnie – drwi ze mnie, robiąc gest drapnięcia. Wlepiam w niego spojówki, ' Ma ziomek wszystkie filiżanki w szafce?' pytam samą siebie, a ten zaczyna się wyginać w pół ze śmiechu, pokazując na mnie paluchami.

– Ta.. ta.. ta mina jest bezcenna.

Klapa opada mi w dół. W ataku bojowym z rękoma na biodrze mrużę oczy.

– Uwierz mi sąsiad, ale jak cię pańcia drapnie, to zostaniesz bez sierści. – Daję mu kontrę, choć chcę zostać twarda, dwie sekundy później wyszczerzam promieniście zgryz. Nawet nie myślałam, iż kiedykolwiek będę miała taki ubaw. Nowość na rynku!

Po uspokojeniu się i otarciu łez śmiechu z kącików oczu mówię do Samuela.

– No to do dzieła! Daj się zaskoczyć. – W sumie nic nie stoi na przeszkodzie, by jednorazowo mu pomóc, na więcej niech nie liczy.

Po godzinie jestem gotowa. Każdy stolik ma inny kolor obrusu, na którym widnieje szklany pojemnik ze świeczką, która otoczona jest sztucznymi diamencikami zmieszanymi z błyszczącymi kamyczkami. Z boku stoi karta menu z napojami i przekąskami. Muszę przyznać, że Samuel ma duży wybór w niskich cenach, jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona i pod wrażeniem.

– Proszę Mia, mały koktajl z podziękowaniami. – Odrywa mnie Samuel od myśli. – Wygląda rewelacyjnie, dzięki. – Stawia napój na ostatnim dekorowanym przeze mnie stoliku.

– Nie ma, za co szczeniak. Co to za koktajl? – pytam.

– Nazywa się ODLOT, nowa kreacja z myślą o tobie. – Puszcza mi oczko. 'Mhm. Z całą pewnością.'

– Zawsze walisz takie ściemy? – Boruję z podniesioną brwią, upijając łyk mieszanki. Minami, coś podobnego do Pina Colad’y, ale trochę inny w smaku. Dobry ten ODLOT.

Przyznam bez bicia, chłopak ma talent.

– Ha! Wiedziałem, że trafię w setę, a walić mogę coś innego, ale nigdy ściemy. – Te ostatnie słowa mówi z powagą w głosie.

– W setę może nie, ale w dychę trafiłeś na pewno. Gratuluję – oznajmiam z lekkim uśmiechem na twarzy.

– Mogę?

– Co możesz? – Nie wiem, o co mu chodzi.

– Łyczka? – Dopiero teraz widzę wyciągniętą po szklankę rękę.

– Jasne. – Podaję mu szkło.

Jego palce lądują na moich, patrząc mi prosto w oczy, podnosi nasze dłonie razem z napojem do swoich ust, biorąc delikatny łyk. Przez całe moje ciało przechodzi prąd, na karku włosy stają dęba, a grzbiet pokrywa się gęsia skórka. ‘Co do cholery?’ Odruchowo się otrzepuje, co nie uchodzi jego uwadze.

– Aż tak bardzo cię brzydzi, że zamoczyłem mordkę w twojej misce? – Opuszcza rękę w dół, uwalniając przy tym moją. 'Alleluja!'

– Tak, bo nie mam pojęcia, kiedy ostatni raz myłeś zęby i co było ostatnio na twojej drożdżówce – odpieram poważniej, niż zaplanowałam.

- Zęby myłem tydzień temu, a na drożdżówce był sześciocentymetrowy meszek - brzmi jego odpowiedź.

Nie wiem, jak on to robi, ale zaczynam rechotać, jak jakaś żaba.

– Też tak myślałam, bo z twojej buzi wyrasta grzyb – informuję go.

– To ciesz się, że to tylko pieczarka, a nie muchomor – stwierdza.

– Pasuje jak ulał, bo pieczarki także się hoduje. – Odpalam ledwo, powstrzymując kolejny atak rechotu.

– Ok. Chodź, musimy iść do kuchni, mam obowiązek wydać moim pracownikom ostanie polecenia – oznajmia Samuel. Chwyta mnie za wolną dłoń i ciągnie za sobą. Chwilunia, tego nie było w planie.

– Yyy… Samuel? Ja dokończę koktajl i zmykam do domu. – Zaczynam protestację.

Chłopak przystaje, obraca głowę w moim kierunku.

– A już myślałem, że przekonałem cię samym smakiem. – W głosie słychać nadzieję, faktycznie koktajl jest pyszny, mógłby mnie minimalnie przekonać i choć mam wolną chwilę nie wiem, czy podołam zwalczyć instynkt ucieczki. Zaczynam mu się przyglądać. Nie tylko głos, ale również wyraz jego twarzy wraża, jak bardzo chce, bym została.

On jest taki w sam raz do przytulenia, jak maskotka z Toys’R’us, ale pytanie, czy to jest właściwe, co tu robię.

– No prawie, ale naprawdę mam… – Wznawiam próbę wykręcenia się z tego numeru.

– Nie, nie, nie, nic z tego. To głupia wymówka. Ty to wiesz, ja to wiem, nawet papież to wie. Jutro jest sobota i będziesz miała cały dzień, by zrobić to, co masz w planie dzisiaj. – Rusza ponownie nie puszczając mojej dłoni wręcz przeciwnie, nawet wzmacnia bardziej uścisk.' Można mieć takie miękkie dłonie, a zarazem tak męskie?'

Moje barki opadają na dół. Niech mu będzie, ma chłopak rację, poza tym nie pamiętam, kiedy ostatni raz spędziłam miło czas. Zawszę mogę wyjść, gdy będę mieć dość.

– Masz rację – przyznaję cichym głosem.

– Wiedziałem o tym, zanim otworzyłaś buzię – mówi niby przelotnie, a tak naprawdę widzę, jak się rozluźnia z ulgą.

Po wydaniu ostatnich rozkazów, każdy idzie na swoją pozycję. Tom - kucharz ma już przygotowane wszystko do pierwszych zamówień. Kelnerki - Sabrina, Karin i Lilly są uzbrojone w tace i notesy. Jeżeli chodzi o miksy, to tym zajmuje się Samuel i Kai.

– No dobra ludziska! SHOWTIME! – Klaszcze szef w ręce i bierze tablicę z napisem: WIELKIE OTWARCIE BARU!! SAMTAJL-BAR SERDECZNIE ZAPRASZAMY. DLA PIERWSZYCH 20 GOŚCI – SHOT GRATIS. Podnosi ją do góry, wynosi za drzwi, umieszcza obok wejścia pozostawiając je otwarte, powraca swobodnie do lokalu.

Ja stoję, nie wiem gdzie mam się podziać, trzymam w ręce od pół godziny pustą szklankę po mieszance, odczuwam pomału dyskomfort, chcę stąd jak najszybciej uciec, gdzie pieprz rośnie.

– Hej Sam! Pierwszy gość! – woła niespodziewanie Kai. Rozglądam się, ale nikogo nie widzę. Chyba ktoś tu ma problemy ze wzrokiem.

– Ha! Jak mogłem przeoczyć?! Osobiście o niego zadbam! – mówi Samuel z euforią, więc znów wypatruję ciekawsko, ale bez powodzenia. Czy oni są ślepi? Przecież nikogo oprócz nas tu nie ma. Kręcąc w myślach głową, odstawiam szkło na ciemny blat baru, a gdy podnoszę głowę, żeby się w końcu pożegnać i wyjść, Samuel podchodzi do mnie po przeciwnej stronie lady, podstawiając puchar z parasolką i słomką pod mój nos. Wbijam w niego wzrok, podnoszę brew w górę, bo nie kumam, o co chodzi. Na jego buzi maluje się ten uśmiech, prawie pękających kącików.

– Dla naszego pierwszego gościa tego wieczoru. –Głos ma tak ochrypły, że przez ciało przechodzą mnie ciarki. 'Niedobrze, bardzo niedobrze. Opanowanie Mia!'

– Chwila moment, nie tak szybko – protestuję, podnoszę dłoń, by zacząć wyliczać na palcach. – Po pierwsze: Już miałam jednego drinka. Po drugie: W środę byłam waszym pierwszym klientem. Dzwoni? – odpieram na tę niemiłą dla mnie sytuację, bo wiem, iż chwila moment dostanę na gębie wypieki.

– Tak, dzwoni, ale teraz jesteś naszym pierwszym oficjalnym gościem. – Samuel śmieje się, jakby widział piłeczkę do zabawy. 'Czy on robi właśnie sobie ze mnie jaja? ' Poza tym już po pierwszej jego mieszance zaczyna mi szumieć w czaszce.

– Czy ty chcesz mnie upić? – pytam podejrzliwym głosem. Coś mi tu śmierdzi i to gigantycznie!

– Ja??? Skądże znowu! Jak mogłaś o tym pomyśleć? Nie jestem tak bezduszny, aby dać ci konać z kaca! – Chwyta się za serce, jakbym go właśnie dźgnęła nożem.

Wszyscy mają z tego gestu ubaw, nawet i moje kąciku ust unoszą się lekko w górę. Jakie to miłe uczucie, po tak długim czasie znów poczuć smak wolności, odbiec od rzeczywistości, nie myśleć przez chwilkę o przeszłości i tym, jakim się jest…

8

Samuel

7 tygodni i 1 dzień później....

 

Stoję za barem, moje myśli znów krążą wokół Mii. Dziewczyna jest jedyna w swoim rodzaju i zaczynam się w niej zakochiwać. Istniejące z początkiem naszej znajomości lodowce powoli się topią. Jej uśmiech jest powalający, a śmiech niczym muzyka przeznaczona wyłącznie dla moich uszu... Pomyłka, ja się w niej nie zakochuje. Ja JESTEM w niej zakochany i to po same nerki.

Samtajl-Bar ma dobry utarg. Dzień otwarcia okazał się rewelacją, była masa ludzi, w pewnej chwili myślałem, że będą bójki o miejsca siedzące, czy też stoliki dla osób stojących. A Mia ku mojemu zaskoczeniu została do zamknięcia. Jej poczucie humoru jest takie samo jak moje, więc droga powrotna do mieszkania była bardzo zabawna.

Od tamtego dnia, gdy Mia wraca z pracy, zahacza o bar. Czasem, żeby coś przekąsić, następnym razem, by ugasić pragnienie wodą albo wysłuchać nowości. Czasem wpada niczym Tsunami, macha, życzy udanego dnia i ucieka.

Po prostu ona jest słodka, śmieszna, spontaniczna i bardzo pomocna, a jeśli coś się jej nie podoba, zieje takim sarkazmem, iż osoba nim trafiona możne spalić się ze wstydu. Jak dotąd nie opuściła ani jednej soboty, a gdy zauważa, że dziewczyny nie wyrabiają z tempem, sama bierze tacę i zbiera szklanki, przeciera stoły czy też poleruje szkło do drinków, nawet pomaga Tomowi w kuchni. Jest naprawdę złotą dziewczyną, a raczej kobietą.

Myślę i mam taką nadzieję, że się dzisiaj pojawi, mam dla niej niespodziankę. Jest już po 21: 00 a normalnie o 20: 00 podaję jej pierwszy mix do ręki.

Zaczynam pomału odchodzić od zmysłów. 'Chyba dałaby znać, gdyby miała nie przyjść, albo?'- Myślę sobie.

Wyciągam po raz setny telefon z kieszeni spodni z nadzieją na jakąś wieść, ale nie ma żadnej wiadomości. Dziwne uczucie przebiega przez mój system nerwowy. 'Żeby tylko nic się jej złego nie przydarzyło.' Modlę się w duchu. Po otwarciu Samtajl wymieniliśmy się numerami i wiem, że do pracy go nie zabiera. Czemu? Nie pytałem. Poza tym jest jedyną kobietą, która nie nosi ze sobą torebki.

Dziwne, ale prawdziwe. Śmiejąc się z tej myśli, wkładam komórkę z powrotem do kieszeni.

–Szczeniak, z czego ten zaciesz? – Odrywa mnie Mii głos. Podnoszę głowę i… Chryste! To Mia?

Wygląda odlotowo w tej fryzurce. Lewą stronę ma wygoloną i tak sprytnie wycieniowane, że po prawej stronie włosy są dłuższe. To daje super efekt, mało tego zmieniła kolor na ciemniejszy, w tym świetle ciężko jest stwierdzić na jaki, ale wygląda oszałamiająco. Oczy ciemno wymalowane, a usta na czerwono. Bluzka, którą ma na sobie nie grzeszy dekoltem, ale nie takim, jak u tej młodszej generacji, że widoczne jest, co znajduje się w staniku. ' Wielka szkoda, z przyjemnością popatrzyłbym sobie.'

Aby cokolwiek powiedzieć, muszę najpierw dwa razy przełknąć ślinę i zastanowić się, jakie było pytanie, ponieważ cała krew znajduje się w głowicy poniżej pasa. ' Świetnie. Stoję ze stojącym!'

– Dobry wieczór pani – mówię gorącym głosem. – Jeżeli pańci powiem, czemu się śmieję, to wydrapie mi sierść – odpowiadam z szerokim waflem na ryju.

Tak, to nasze standardowe powitanie. Mia podnosi rękę i głaszcze mnie po głowie niczym psiaka.

– No już dobrze, pańcia tu jest, możesz przestać merdać ogonkiem – mówi wesoło. Gdyby wiedziała, że te słowa sprawiają, iż staje się tak cholernie twardy, że aż jądra znikają, to by ich nie wypowiedziała.

Jakby wyczytała moje myśli, zabiera rękę, siada ze wbitym wzrokiem w blat na krzesło i mamrocze:

– Sorry, to było nie na miejscu.

Mam ją tu i teraz: A) schłostać? B) przytulić? C) pocałować?

Ale tak bardzo, jak mam na to ochotę wiem, że żadna z tych opcji jest niemożliwa. Nie chcę, aby znów włączyła tę blokadę sprzed paru tygodni.

– Jakie ma pańcia życzenie? – Specjalnie zmieniam temat i bez czekania na odpowiedź biorę butelki w dłonie, ponieważ wiem, jakie będzie zamówienie.

– Hmmm. – Kładzie palec na brodzie, robi minę, jakby musiała się nad tym głęboko zastanowić. Była tak zatracona w swoich myślach, że nic nie odpowiedziała. Dopiero, gdy kładę jej ulubiony koktajl pod nos, budzi się do życia.

– Ale musiałaś mieć piękny sen – mówię, lecz ona pozostawia to bez komentarza, podnosi szkło i upija łyk mikstury, zamykając przy tym oczy.

– Mhmm... Jak ty dobrze znasz moje smaki – informuje mnie w zamyśleniu. Opieram się o blat, nachylam do przodu, szukam jej wzroku i mówię tak, by tylko ona umiała mnie zrozumieć.

– Jakbym znał twoje smaki, to byłbym gotów dać ci to, czego tylko zapragniesz. – Widzę, jak otwiera szerzej oczy, oddech jej przyśpiesza, a usta automatycznie się rozchylają. BINGO! Reaguje tak samo na mnie, jak ja na nią.

– Ha! I tak trafiasz zawsze w dychę. To wystarczy – odpiera, próbując ukryć reakcje którą i tak zdążałem zauważyć.

– A jeżeli ci powiem, że chcę trafić w setkę? – pytam z zaciekawieniem. Naprawdę interesuje mnie to, co musiałbym zrobić, aby mieć u niej jakiekolwiek szanse, ponieważ jak do tej pory nie ukazała mi, bym był w jej typie. Nie zamierzam jednak tego tak pozostawić, będę walczył do ostatku. 'Tak jest!'

– Uuu… długi przed tobą spacer szczeniaku. – Śmieje się niewinnie słodko.

– Trzy razy Malibu, dwa razy Cosmo, cztery Shots, jeden Sunnrise. – Lilly odrywa mnie z rozmowy z Mią.

– Się robi. – Chwytam butelki i zaczynam mieszanie zamówień.

Reszta wieczoru mija szybko. Sporo klientów, duży obrót, tak powinno być. Przez całą pracę nie miałem okazji powiedzieć Mii o moich planach.

'Trudno, jutro zejdę do niej do mieszkania.'

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • A. Hope.S ponad rok temu
    Witam serdecznie czytelników opowieści Mii I Samuela. Mam nadzieję, iż spodoba wam się ich historyjka, a zarazem mój styl pisana. Będę wdzięczna za mały komentarz, lub ocenę a również bardzo ucieszę się z zainteresowanymi dalszy ciągiem rozdziałów. Owszem nie jestem wybitną pisarką, ponieważ, to mój pierwszy projekt, który trzymałam w ukryciu przez ponad dwa lata, dlatego proszę o wasze zdanie.
    A.Hope.S
  • A. Hope.S rok temu
    Nie wiem dlaczego tak się stało, ale rozdział 9 - 10 nie jest wyświetlany poniżej tekstu, aby do niego przejść.
    Ma ktoś z was jakieś wytłumaczenie na to zjawisko?
  • Mane Tekel Fares rok temu
    Nie mam pomysłu na to
  • A. Hope.S rok temu
    Mane Tekel Fares . I tak dzięki za spojrzenie. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania