Żegnaj Bambi

23.11.

 

Piękny dzień. Tak. Piękny dzień. Dzisiaj znalazłem ją. Tak! Ją. Całe życie, całe życie na to czekałem. Wziąłem ją do domu. Jaki ja byłem szczęśliwy! Tańczyłem, śpiewałem... Nawet dzisiaj nikogo nie zabiłem. Tak! Zupełnie nikogo. Udało mi się! Zrobiłem to dla niej. Niechciałem, żeby znowu ode mnie uciekła. Nie zniósł bym tego. Nie zniósł! Wtedy pewnie bym wrócił do zabijania.

 

24.11.

 

Kolejny piękny dzień! Nie mogłem się doczekać spotkania z nią. Wybiegłem z łóżka. Zeszedłem do piwnicy. Jaki ja byłem szczęśliwy! Nie uciekła! Siedziała grzecznie w piwnicy i czekała na mnie! To było piękne! Zależało jej na mnie. Bawiliśmy się cały dzień. Tańczyliśmy, śpiewaliśmy. Nie stawiała żadnego oporu. Czułem się jak w bajce. W nagrodę zostawiłem jej lampkę na noc. Mam nadzieję, że się nie poparzyła w nocy. Jakby to zrobiła to bym znowu musiał zabijać! Naprawdę tego nie chciałem.

 

25.11.

 

Bajka trwała nadal. Jak zwykle pierwsze co zrobiłem po przebudzeniu to pójście do piwnicy. Trochę się bałem, że coś sobie zrobiła. Moje obawy na szczęście się nie spełniły. Była cała i zdrowa! Dzisiaj układaliśmy puzzle "Morderstwo zięcia". Sam je namalowałem i pociąłem. Bardzo się jej spodobały. Jeszcze nikomu nigdy nie podobały się moje puzzle. Byłem w siódmym niebie! Układaliśmy je cały dzień. Dzisiaj w nagrodę dałem jej smycz. Wyglądała w niej oszałamiająco. Nie powiedziałem jej tego, ale wiedziała co mam na myśli. Zamknąłem drzwi na kłódkę i poszedłem spać. Mam nadzieję, że się nie udusi w nocy.

 

26.11

 

Kolejny piękny dzień. Ubrałem kapcie i zeszedłem do piwnicy. Wyjąłem klucz i otworzyłem drzwi. Nie było jej! Zrozpaczony rzucałem się z kąta w kąt. Poprzewracałem wszystkie meble, wybiłem szyby. Uciekła! Znowu! Dlaczego!? Przecież tak dobrze ją traktowałem! Kochałem ją! A ona po prostu odeszła! Nerwy mi puściły. Wziąłem dubeltówkę i ruszyłem do Biedronki. Wyjąłem broń i zacząłem do wszystkich celować. Kulturalnie ich zapytałem gdzie jest, kurwa, moja Bambi! Siedzieli cicho, więc zabiłem parę osób. Nagle ktoś odważny się odezwał. " Tutaj jest! " powiedział i wskazał na okno. Stała na parkingu. Rzuciłem broń i pobiegłem w jej stronę. Ona się spłoszyła i uciekła na ulicę. Próbowałem ją zatrzymać, ale ciężarówka ją zabiła. Wpadłem w furię. Rzuciłem się na kierowcę i rozszarpałem mu twarz. Umarł. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Ona zginęła. Moje życie straciło jakikolwiek sens. Ruszyłem do domu. Postanowiłem, że wieczorem się powieszę. Żegnaj Bambi.

Średnia ocena: 2.7  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Amy pół roku temu
    Takie... płytkie trochę? Może mam za małą wyobraźnie, żeby to zrozumieć? Warsztatowo jest dobrze, tylko kilku przecinków brakowało i "zszedłem" zamiast "zeszedłem".
  • Violet pół roku temu
    Fajnie się czyta, zaciekawia, niezłe, ale... jak zwykle pomysł jest, napięcie jest, na koniec zeszło powietrze, zabrakło tego "czegoś", a szkoda . Pozdrawiam. 4
  • detektyw prawdy 5 miesięcy temu
    wedlug mnie tekst jest za bardzo za szybko, taki rozpierdziel na szybko bez zadnych opisow. nie ma przeslania, krotko mowiac gowno jak inne twoje ostatnie teksty. 1
  • Pan Buczybór 5 miesięcy temu
    Paneczku, sam lepiej nie piszesz, a ja ci nie zawsze 1 dawałem.
  • detektyw prawdy 5 miesięcy temu
    Pan Buczybór Moje teksty nie maja nic wspolnego z tym co ty napisales. moje teksty to faktycznie czasem gowno, ale tutaj niestety musze powiedziec tylko jedno - jeden... kiedys jeszcze twoje teksty dalo sie czytac, ale niestety zaczales myslec tylko o dobrej ocenie i twoj Buczyborski styl niestety odszedl.wedlug mnie po prostu przestac pisac i krytykuj, jak kiedys.
  • detektyw prawdy 5 miesięcy temu
    detektyw prawdy przestan*
  • tribia 5 miesięcy temu
    Detektywie, Twoje słowa to hipokryzja w najczystszej postaci...

Napisz komentarz